Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Ukraina w „Wielkej polityce” Aleksieja Nawalnego

„Rosyjski demokrata kończy się tam, gdzie zaczyna się rozmowa o Ukrainie” – napisał były prezydent Ukrainy Leonid Kuczma w swojej książce „Ukraina to nie Rosja”. To stare powiedzenie przypomniano sobie podczas występu w ukraińskiej telewizji nowego przywódcy rosyjskiej opozycji – Aleksieja Nawalnego.

Aleksiej Nawalny, autor: Алексей Юшенков, źródło: wikipedia.org

Aleksiej Nawalny, autor: Алексей Юшенков, źródło: wikipedia.org

Nacjonał-demokrata

W zeszłym roku 36-letni działacz społeczny i bloger stanął na czele protestów przeciw reżimowi „oszustów i złodziei”, jak określił ekipę Władimira Putina. Korzystający z Internetu, jako trybuny swojego sprzeciwu wobec skorumpowanej i skryminalizowanej władzy, Aleksiej Nawalny szybko stał się liderem opozycji, detronizując dotychczasowe ikony protestu przeciw władzom na Kremlu – Borysa Niemcowa czy Garri Kasparowa. Podczas, gdy na polityczne mityngi tych dwóch polityków przychodziło po kilka tysięcy osób, Nawalny mając kilka milionów czytelników na swoim blogu, potrafił skrzyknąć ponad 100 tysięcy ludzi na Płacu Bołotnym w Moskwie.

Szybko wzrastająca popularność internetowego aktywisty spowodowała zainteresowanie mediów poglądami i politycznym pochodzeniem przywódcy nowej rosyjskiej rewolucji. Ujawniono, że już kilka lat wcześniej ten moskiewski prawnik próbował swoich sił w polityce. W 2000 r. związał się z partią „Jabłoko”, skąd został wyrzucony za „spowodowanie szkód w partii, a w szczególności za nacjonalistyczne poglądy”. W 2007 roku był jednym ze współzałożycieli ruchu „Narod”, w którym zajął się głównie krytyką polityki imigracyjnej Rosji, zaś samego siebie określał mianem nacjonal-demokraty.

Prawicowe poglądy blogera szybko zwróciły uwagę obserwatorów oraz zwolenników obecnych władz w Rosji. Propagandowa machina Kremla wykorzystuje głoszone przez Nawalnego idee do straszenia nacjonalistyczną wizją Rosji pod wodzą internetowego „faszysty”.

Zobacz co się stanie, według prokremlowskiej propagandy, po odejściu Władimira Putina od władzy:

Co ciekawe kremlowska narracja dotarła również do Polski za sprawą redaktora naczelnego Gazety Wyborczej Adama Michnika. – W siłę rosną też wielkorosyjscy szowiniści, którzy marzą o odbudowie dyktatury knuta i imperium panującym nad innymi narodami. Ich sukces może spowodować, że w przyszłości wielu z nas będzie tęsknić za Putinem napisał Michnik przyłączając się tym samym do chóru przestrzegających przed nacjonalizmem spod znaku Aleksieja Nawalnego.

Zobacz porównanie przemówień Nawalnego i Hitlera:

„Wielka polityka” Nawalnego

Czy rzeczywiście jest się czego obawiać w poglądach Aleksieja Nawalnego? Okazją do poznania bliżej wizji Rosjanina był jego udział w ukraińskim programie publicystycznym Jewhena Kisielowa „Wielka polityka”. Podczas transmisji na żywo rosyjski bloger odpowiadał na pytania redaktorów ukraińskich gazet, ciekawych jego wizji rozwoju Rosji i stosunku do Ukrainy. Niektóre z odpowiedzi gościa wywołało poruszenie wśród ukraińskich dziennikarzy.

Pytany o relacje Rosji i Ukrainy bloger odpowiedział: – Jestem głęboko przekonany, że Ukraina i Białoruś są najważniejszymi sojusznikami geopolitycznymi Rosji. Nasza polityka zagraniczna powinna być maksymalnie skierowana na integrację z Ukrainą i Białorusią. (…) W rzeczywistości jesteśmy jednym narodem. Powinniśmy wzmacniać integrację (zob. 35.40 min. programu).

Prowadzący program natychmiast zwrócił uwagę, że słowa gościa mogły obruszyć widzów, dlatego Nawalny starał się od razu wyjaśnić swoją wypowiedź: – Sam jestem w połowie Ukraińcem, a w połowie Rosjaninem (ojciec polityka urodził się na Kijowszczyźnie – przyp. aut.). Większa część mojej rodziny żyje na Ukrainie (…). Nie zamierzam udowadniać, że nie istnieje naród ukraiński. Daj Bóg, istnieje. Tak jak istnieje ukraińska kultura i istnieje duża liczba ludzi, którzy uważają siebie za Ukraińców, a nie Rosjan i chcą decydować sami o sobie. To wspaniale. Ale to nie stoi naprzeciw integracyjnym procesom i temu, byśmy żyli w bliskiej strukturze. Dla mnie jest oczywistym, że nie ma bardziej bratniego kraju dla Rosji, aniżeli Ukraina. (zob. 36.50 min. programu).

Prezenter postanowił pociągnąć wątek dalej wskazując, że obecne działania Rosji nakierowane są na gospodarcze i polityczne uzależnienie Ukrainy, co ma niewiele wspólnego z dobrowolną integracją. Nawalny tłumaczył, że jest to normalny polityczny proces, który odbywa się również w Unii Europejskiej: – Jest mały kraj i jest duży kraj, większe społeczeństwo i mniejsze. Elity obydwu państw starają się podważyć wzajemnie. (…) To obiektywny proces.(…) Każdy kraj próbuje każdego dnia wytargować dla siebie lepsze warunki. To normalne. (zob. 38.18 min. programu). Na uwagę Kisielowa, że większość Ukraińców opowiada się za integracją z Unią Europejską, Nawalny odpowiedział, że – byłoby dziwnie, gdyby było inaczej. Warunki życia w UE są lepsze i integracja z Europą da więcej korzyści. Ale to w ogóle nie stoi na przeszkodzie procesom integracyjnym z Rosją, bo Rosja jest częścią Europy. Choć oczywiście integracja z Unią przechodzi znacznie wolniej w Rosji, niż na Ukrainie – w Ukrainie – poprawił się Nawalny (zob. 40.12 min. programu).

Żywa reakcja obecnych w studiu dziennikarzy sprawiła, że rosyjski gość czuł się w obowiązku podkreślić, że nikt nie podważa niepodległości Ukrainy: – Nie należy szukać wielkiego geopolitycznego planu, że na Kremlu wiecznie siedzą cztery osoby i myślą, jak przyłączyć Ukrainę. Nikt tak nie myśli. Nikomu to niepotrzebne. Wam się wydaje, że to ważne, ale ja was przekonuję, że w rosyjskiej agendzie politycznej dnia integracja z Ukrainą, czego bardzo żałuję, znajduje się na 25 miejscu. (zob. 41.21 min. programu). (…) Kiedy mówię o tym, że chciałbym żeby zachodziły procesy integracyjne, że chciałbym jeździć na Ukrainę i żeby ukraińscy obywatele, moi krewni, przyjeżdżali do mnie do Moskwy nie marnując czasu na granicy, czy to oznacza, że zaraz wejdę na waszą Radę Najwyższą i zacznę zrywać flagę i herb państwa? Nie! Nikt nie chce dokonać zamachu na suwerenność Ukrainy. Nie ma w tym sensu.

Zobacz program „Wielka polityka” Jewhena Kisielowa z udziałem Aleksieja Nawalnego:

W poszukiwaniu rosyjskiego Giedroycia

Oglądając program „Wielka polityka” i wypowiedzi rosyjskiego opozycjonisty przypomniały mi się słowa ukraińskiego publicysty Mykoły Riabczuka, który swego czasu starał się ukraińskim dziennikarzom przybliżyć postać Jerzego Giedroycia: ­ Proszę sobie wyobrazić, że w Rosji nagle pojawia się autorytarna postać pokroju Andrieja Sacharowa czy Aleksandra Sołżenicyna, która ma odwagę powiedzieć: „Przyjaciele! Spróbujmy odrzucić nasze historyczne mity o >>ruskim<< Kijowie i >>ruskim<< Krymie, podobnie jak Ukraińcy zapomnieli o >>ukraińskim<< Kubaniu i >>ukraińskiej<< Chełmszczyźnie i >>ukraińskiej<< ziemi brzeskiej. (…) Odwołajmy jak najprędzej swoje oddziały wojskowe z Abchazji i Naddniestrza i przestańmy w końcu bez potrzeby bronić swoich wirtualnych >>rodaków<< w krajach nadbałtyckich, natomiast zacznijmy dbać o realnych rodaków na własnych zacofanych ziemiach, na Syberii i na Dalekim Wschodzie (…)”. I proszę sobie wyobrazić, że rosyjski Giedroyc nie tylko by to powiedział, ale stworzyłby czasopismo, skupił wokół niego grono czołowych rosyjskich intelektualistów i zjednał do niego intelektualistów ukraińskich, litewskich, polskich, wreszcie potrafiłbym przekonać większość środowisk inteligenckich w swoim kraju, a także większość obywateli do racjonalności swoich idei” (Za: M. Riabczuk, Ogród Matternicha, Wrocław 2010, Nowa Europa Wschodnia, s. 89-90).

Osoba Aleksieja Nawalnego nie jest oczywiście rosyjskim Giedroyciem i nie prezentuje poglądów będących rosyjską analogią wizji redaktora „Kultury” paryskiej. Tezy opozycjonisty o „procesach integracyjnych” i „jednym narodzie” Ukrainy, Białorusi i Rosji naturalnie niepokoją ukraińskich widzów. Widać, że Nawalny nie do końca rozumie powody, dla których jego słowa spotkały się z takim poruszeniem wśród przepytujących go dziennikarzy. Jak przystało na rosyjskiego polityka, starał się to tłumaczyć irracjonalną fobią Ukraińców wobec większego sąsiada. Rosyjski bloger nie był w stanie wznieść się ponad swój własny punkt widzenia i pojąć znaczenia doświadczenia przez „bratnie narody” rosyjskiej dominacji i rosyjskiego imperializmu. Dlatego młody lider opozycji nawet nie zbliża się do poziomu polskiego redaktora z Maisons-Laffitte.

Mimo tego, Aleksiej Nawalny stanowi nową jakość na rosyjskiej scenie politycznej. Wiadomo, że wybory prezydenckie 4 marca nie zmienią sytuacji w Rosji. Ale protesty domagające się demokratyzacji, uczciwości i dekryminalizacji rządów są hasłami drążącymi umysły i świadomość polityczną Rosjan. Możliwe, że po spełnieniu tych postulatów przyjdzie czas na deimperializacje rosyjskiej polityki. Mam wrażenie, że działalność Aleksieja Nawalnego stanowi pierwszy, mały krok w tym kierunku.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY