Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Horbowski

PdK Książka: Mołdawia. Świat odchodzący w niepamięć…

„Te cmentarze zagubione między domami mołdawskich wiosek i pozostawione na pastwę losu synagogi są jak muszle wyrzucone przez morze, niemo świadcząc o tym, że było życie, którego już nie ma”. Tak zaczyna się książka szwajcarskiego dyplomaty Simona Geissbuhlera, który zafascynowany historią Europy Wschodniej postanowił udokumentować ślady besarabskich Żydów.

Cmentarz Żydowski w Vadul-Rashkov nad brzegami Dniestru; autor: Simon Geissbuhler

Cmentarz Żydowski w Vadul-Raskov nad brzegami Dniestru; autor: Simon Geissbuhler

Simon Geissbuhler dziś mieszka w Warszawie, jest szwajcarskim dyplomatą i historykiem. Mówi o sobie, że od młodości interesował się historią Europy Wschodniej, w tym szczególnie historią wschodnioeuropejskich Żydów. Było to dla mnie coś fascynującego – podkreśla. Jednak z czasem moje życie nabrało tempa, zostałem dyplomatą i gdzieś po drodze zapomniałem o młodzieńczych fascynacjach. Wszystko zmieniło się kilka lat temu, gdy na trasie z Bukaresztu, gdzie pracował, do Winnicy, skąd pochodzi jego żona, zatrzymał się w niewielkim miasteczku na pograniczu rumuńsko-ukraińskim, było to Radauti (Radowce). Wieczorem wyszliśmy na spacer, by przejść się po okolicy i nagle zobaczyłem olbrzymi kościół. Podeszliśmy bliżej i okazało się, że to wcale nie jest kościół, a synagoga. Była naprawdę ogromna. Wtedy zrozumiałem, jak wielu Żydów musiało tu mieszkać, skoro potrzebna im była tak wielka synagoga. I tak zacząłem na nowo interesować się historią Żydów tego regionu. Zobaczyłem, że nie ma zbyt wiele literatury na ten temat. I co ważne, zrozumiałem, że ślady mieszkających tu niegdyś Żydów zanikają. I zaraz może okazać się, że już nic po nich nie zostanie…

Geissbuhler na granicy rumuńsko-ukraińskiej odkrył swoje powołanie do tego, by dokumentować ślady besarabskich Żydów i dotknąć tego, co po nich jeszcze zostało. Poczułem, że jest to mój obowiązek – mówi wprost. Choć z drugiej strony z rozbrajającą szczerością przyznaje, że dla historyka jest to coś fascynującego: „móc być pierwszym”. Przecież nie napiszę kolejnej książki o Auschwitz. Ale o besarabskich Żydach… tu jest jeszcze wiele rzeczy do zbadania, do odkrycia.

Pytam więc o tych besarabskich Żydów – kim właściwie oni byli, są? Dziś trudno sobie to wyobrazić – zaczyna opowiadać Geissbuhler – ale na przełomie XIX i XX wieku Żydzi stanowili ok. 10% populacji Besarabii. Na tych terenach znajdowały się tradycyjne – znane tak dobrze w Polsce – sztetle. A więc miasteczka, gdzie większość mieszkańców stanowili Żydzi… ich synagogi, szkoły, szpitale, sklepy.  No i Kiszyniów, gdzie na przełomie wieków 40-50% mieszkańców stanowili Żydzi. A więc pełnili oni ważną funkcję w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, kulturalnym i wreszcie duchowym. Co ważne, Żydzi Besarabii to Żydzi pograniczna, to tu – nad brzegami Morza Czarnego kończył się „szteteland”. To tu, na terenach dzisiejszej Mołdawii i Rumunii, znajdziemy najbardziej wysunięte na południe sztetle.

Gdy czytam książkę Geissbuhlera, poświęconą północnej Mołdawii nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest ona bardzo smutna – nie ma ani jednego człowieka, który by chronił żydowskie cmentarze, czy opiekował się opuszczoną synagogą. Aż nie chce się wierzyć, że rzeczywistość jest aż do takiego stopnia pozbawiona nadziei. Całość ograniczona do zdjęć i liczb. Zdjęcia żydowskich cmentarzy coraz bardziej odchodzących w niepamięć i kolejne liczby, pokazujące ilu Żydów żyło niegdyś wokół tych cmentarzy.

Żydowski cmentarz w Orhei; autor: Simon Geissbuhler

Żydowski cmentarz w Orhei; autor: Simon Geissbuhler

To, co chciałem pokazać w mojej książce ­– odpowiada na zarzuty Geissbuhler – to ślady obecności Żydów w Besarabii. I – rzecz oczywista – tym co pozostało nie są ludzie… To co pozostało to cmentarze i synagogi… Geissbuhler podkreśla, że te cmentarze nie są dla niego symbolem śmierci, wręcz przeciwnie – paradoksalnie są znakiem życia. Przecież są one świadectwem życia żydowskich wspólnot na tych terenach. I byłoby wspaniale, gdyby mieszkańcy Mołdawii widzieli w nich część swojej własnej historii, tradycji i tożsamości – podkreśla bardzo mocno. Niech one nie kojarzą się z czymś negatywnym, a będą znakiem czegoś bardzo pozytywnego: wielokulturowości tych terenów, ich różnorodności. Czegoś, co już niestety odeszło w przeszłość. Byłoby rzeczą niezwykle dobrą, gdyby mieszkańcy i władze Mołdawii odkryli, że kultura i historia besarabskich Żydów to część ich własnego dziedzictwa. Niestety, niewielu Mołdawian chce patrzeć na historię właśnie w taki sposób.

Ale impuls powinien wyjść z dołu – podkreśla bardzo mocno Geissbuhler – od okolicznych mieszkańców. I tu nie chodzi o coś skomplikowanego, a o bardzo proste rzeczy: przycięcie trawy, uprzątnięcie cmentarza. Proste, bardzo proste rzeczy. I z żalem przyznaje, że podróżując po północnej Mołdawii, szukając zapomnianych śladów żydowskich mieszkańców, nie znalazł nikogo, kto zajmowałby się – w prosty sposób – tym, co po Żydach pozostało. Ludzie byli bardzo mili, zawsze chcieli pomóc trafić na cmentarz, do synagogi, ale nic ponadto. Choć mieszkańcy podświadomie czują, że coś jest nie tak – gdy trafiliśmy do Vadul-Raskov mężczyzna, który zaprowadził nas na ten chyba najpiękniejszy żydowski cmentarz – olbrzymi, nad brzegami Dniestru – mówił wprost: przykro mi, że nie dbamy o ten cmentarz, że wypasamy tu konie.

Może potrzeba inspiracji kogoś z zewnątrz – zgadzamy się. I w słowach Geissbuhlera nie ma oskarżenia, bo przecież, jak przyznaje – doskonale rozumiem, że gdy ktoś doświadcza biedy i musi walczyć o przetrwanie, to ochrona żydowskiego cmentarza nie będzie dla niego priorytetem. Z drugiej jednak strony podkreśla bardzo wyraźnie – było to dla mnie bardzo smutne doświadczenie, gdy pewnego razu trafiliśmy w Rumunii do szkoły i nauczycielka historii powiedziała mi, że nigdy nie była na cmentarzu żydowskim, który znajdował się 150 metrów od szkoły, 150 metrów! Mówiła bez zażenowania: nigdy tam nie byłam. A przecież chodzi o prostą rzecz… zabrać młodzież i posprzątać – nic wielkiego.

Żydowski cmentarz w Vadul-Rashkov; autor: Simon Geissbuhler

Cmentarz Żydowski w Vadul-Raskov nad brzegami Dniestru; autor: Simon Geissbuhler

Pytam więc, czy może nie warto pozwolić odejść tym miejscom w przeszłość? Bo przecież czyż synagoga, w której nie śpiewa się psalmów na cześć Najwyższego wciąż pozostaje synagogą? … Spotykałem Żydów w Rumunii czy na Mołdawii, którzy mówili mi wprost: zobacz, jest nas bardzo mało. Nie ma potrzeby upamiętniać tych cmentarzy, synagog – nie ma wspólnot, które mogą się nimi zająć. I w sumie mogę się z nimi zgodzić. Mój zarzut polega na tym, że nie ma żadnego zainteresowania, by to dziedzictwo gdzieś zachować – na przykład w Rumunii – niech to będzie 20 synagog i 15 cmentarzy. Tym nikt, bądź prawie nikt się nie interesuje. I za 10, 20, 50, 100 lat wiele z tych cmentarzy, synagog po prostu zniknie…

A może to też problem trudnej historii – pytam – nie jest łatwo przyznać się do błędów. Zwłaszcza, gdy ciągnęły za sobą tak poważne konsekwencje. Myślę, że współodpowiedzialność za holokaust mieszkańców tych terenów prowadzi do tego, że jest to temat prawie nieobecny. Nikt o tym nie uczy w szkole. A Rumunia to przecież kraj, który po prostu był zaangażowany w holokaust – ok. 300 tys. Żydów zginęło na terenach, które kontrolowane były przez rumuńskie państwo i rumuńską armię, również przy współpracy z mieszkańcami lokalnych wspólnot. I gdy dzisiaj pójdziemy na ulice rumuńskich miast i zapytamy o to, to mało kto przyzna nam rację. Dlaczego? Bo mało kto o tym wie, bo nikt się tego nie uczy w szkole. Ale także dlatego, że nie jest to rzecz szczególnie miła. Być współodpowiedzialnym za holokaust – trudno się do tego przyznać…

W marcu 2012 roku mołdawski minister spraw zagranicznych Iurie Leanca przywiózł do Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie ok. 15 000 stron dokumentów z 50 procesów, które tuż po wojnie toczyły się w sowieckiej Mołdawii przeciwko oskarżonym o zbrodnie wojenne wobec Żydów. Trzeba okazać ogromny szacunek wobec tej tragedii, która miała miejsce na naszej ziemi  – mówił wówczas szef mołdawskiej dyplomacji – po to, by mieć pewność, że będzie ona dla nas lekcją na przyszłość. Dziś pierwsze z tych dokumentów ujrzały światło dzienne, dotykając tej niezwykle wrażliwej kwestii współudziału. Być może będzie to początek dyskusji na ten temat w Mołdawii, albo przynajmniej krok w tę stronę.

————————————————————–

Simon Geissbuhler (ur. 1973) – dyplomata i historyk, studiował m.in. w Brnie oraz Yale University; od 2000 pracuje w szwajcarskim ministerstwie spraw zagranicznych; w latach 2007-2010 był zastępcą ambasadora w Bukareszcie; od 2010 pełni funkcję wiceambasadora w Warszawie. Autor książek i albumów poświęconych besarabskim Żydom m.in.  Like Shells on a Shore. Synagogues and Jewish Cemeteries of Northern Moldavia (2010),  Spuren, die vergehen. Auf der Suche nach dem jüdischen Sathmar/Satu Mare (2010).

 

Przeczytaj także:

Mołdawia: Besarabscy Żydzi – z historii pewnego Brazylijczyka

Facebook Comments

Tomasz Horbowski, rocznik 1985. Absolwent Studium Europy Wschodniej na specjalizacji Europa Wschodnia/Azja Centralna i Papieskiego Wydziału Teologicznego "Bobolanum". Spędził rok w Kazachstanie na stypendium naukowym w Ałmaty. Pracuje w Centrum Informacyjnym dla Władz Lokalnych w Mołdawii. Idealista z urodzenia, przekonania i wyboru.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY