Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Swoboda – czy Ukraina skręci w prawo?

Polską wstrząsnął dreszcz niepokoju – do ukraińskiego parlamentu dostali się nacjonaliści, którzy będą pielęgnować antypolonizmy. Czy jest się czego obawiać?

Tiahnybok przemawia, źódło: facebook.com

Tegoroczne wybory parlamentarne były zwieńczeniem długiego marszu ukraińskich nacjonalistów ku politycznemu mainstreamowi. Przez lata marginalizowani, głośni (ale nie słuchani) wreszcie szturmem (wyborczym, choć zdarzały się i próby innego rodzaju) weszli do Rady Najwyższej Ukrainy. Ich sukces był zaskoczeniem niemal dla wszystkich obserwatorów życia politycznego naddnieprzańskiej krainy. Pod uwagę brano jedynie wariant, w którym partia Tiahnyboka przekroczy 5 procentowy próg wyborczy. Zdobytych przez to ugrupowanie ponad 10 proc. głosów wyborców spodziewał się mało kto.

Nie jest to jednak zupełny przypadek. Od czasów Pomarańczowej Rewolucji i wizerunkowej zmiany (nazwy, loga, programu) Swoboda konsekwentnie i wytrwale pracowała na swój sukces. I udało się jej to na tyle, że duża część ukraińskich wyborców przyznała jej demokratyczny mandat na głoszenie i propagowanie swoich poglądów na forum ukraińskiego parlamentu. Marzenia ludzi, którzy zakładali tę partię w 1991 roku zostały w dużej mierze zrealizowane.

Od narodowych socjalistów do „demokratów”

Korzenie Swobody sięgają samych początków istnienia „nowej”, demokratycznej Ukrainy. Zaledwie kilka miesięcy po proklamowaniu niepodległości (24 sierpnia 1991 roku), w październiku 1991 r. we Lwowie zebrała się grupa członków miejscowych niezależnych organizacji m.in. weteranów wojny w Afganistanie, bractw studenckich, nacjonalistów, która powołała do życie Socjal-Nacjonalistyczną Partię Ukrainy (SNPU). Jej podstawą programową była próba połączenia radykalnego nacjonalizmu z radykalnymi postulatami socjalnymi. Sama nazwa – odwołująca się do narodowego socjalizmu – dodatkowo została wzmocniona logiem wzorowanym na runie „Wolfsangel” (jeden z symboli organizacji neonazistowskich). To w połączeniu z hasłami o prymacie „białej rasy” i prymatu idei narodu nad prawami człowieka sytuowało SNPU jako najbardziej skrajną prawicę, powodując jej marginalizacje na ukraińskiej scenie politycznej.

Impulsem do zmian stały się sukcesy Tiahnyboka w walce o mandat ukraińskiego deputata w Radzie Najwyższej (w wyborach 1998 i 2002), a także po części Pomarańczowa Rewolucja. Ukraiński wiatr przemian był dla nacjonalistów sygnałem, że następuje poważne tąpnięcie w dotychczasowym systemie politycznym oraz partyjnym, a droga obrana podczas IX zjazdu partyjnego SNPU z 14 lutego 2004 roku (zmiana loga z runy „Wolfsangel” na obecne – wyciągnięte trzy palce na wzór ukraińskiego tryzubu, zmiana nazwy partii na Swobodę, obranie Tiahnyboka nowym liderem partii) może okazać się skuteczna.

Trzeba jednak zaznaczyć, że ówczesna zmiana była zaledwie PR-ową korektą, próbą stworzenia atrakcyjniejszego produktu dla efektywniejszej sprzedaży. Złagodzenie wizerunku (zmiana logo, odwołującego się bardziej do patriotyzmu, niż narodowego socjalizmu; praktycznie bezideowa nazwa partii) nie szło bowiem w parze ze zmianami ideologicznymi. Jeszcze w lipcu 2004 roku Tiahnybok zasłynął frazą ze swego przemówienia na górze Jaworzyna, gdzie stwierdził, że Swoboda nigdy nie była i nie będzie „Moskalami i Żydami”. Z kolei w 2005 roku doradca lidera nacjonalistów, Jurij Mychajłyszyn założył internetowy Ośrodek Badań Politycznych im. Josepha Goebbelsa (przemianowany następnie na „im. Ernsta Jüngera”). Inne skrajne organizacje związane ze Swobodą zostały wówczas odsunięte nieco na bok, ale wciąż z nią współpracują (poprzez Zgromadzenie Socjal-Nacjonalistyczne).

Irina Farion, wpływowa działaczka Swobody, źródło: facebook.com

Wielki skok Swobody

Swobodę czekały jeszcze całe lata pracy na swój sukces. Trzeba przyznać, że jej działania były konsekwentne, wytrwałe, na swój sposób elastyczne i nie stroniące od pomocy od każdego kto zechciał wesprzeć je finansowo (nawet jeżeli był nim wpływowi oligarcha pochodzenia… żydowskiego, Ihor Kołomojski). Jej działacze skupiali się przede wszystkim na spotkaniach z wyborcami i działalności „na miejscu” – organizowali konferencje naukowe przypominające (albo może raczej promujące) dorobek intelektualny twórców ukraińskiej myśli nacjonalistycznej, wspierali inicjatywy zmian nazw ulic czy stawiania pomników liderom OUN-u i UPA itp.

Jednak pierwsze wybory (parlamentarne z 2006 r.) po wizerunkowej zmianie Swoboda zakończyła z wynikiem ledwie 0,36 proc. w skali kraju. Rok później, w przyspieszonych wyborach do Rady Najwyższej jej wynik wyniósł 0,76 proc. Prawdziwym przełomem okazał się rok 2010 – wpierw w styczniu lider ugrupowania, Ołeh Tiahnybok wziął udział w wyborach prezydenckich (otrzymał 1,43 proc. głosów), by następnie w październiku poprowadzić swoją partię do sukcesu w wyborach samorządowych (4,97 proc.).

Tamten okres w działalności Swobody był naznaczony tworzeniem solidnych fundamentów w swoim bastionie – Zachodniej Ukrainie. Z każdymi wyborami jej przedstawiciele umacniali swoją pozycję „w terenie”, co zaowocowało w 2010 roku przejęciem wielu samorządów w obwodach: lwowskim, tarnopolskim, iwano-frankowskim. Co ciekawe, ten sukces okazał się również dla Swobody problemem – większość jej przedstawicieli w samorządzie to ludzie młodzi, dwudziestokilkuletni, bez doświadczenia w zarządzaniu i administrowaniu. Przez to i opinie na ich temat w zarządzanych przez nich okręgach są różne – od umiarkowanego zadowolenia do skrajnie negatywnych ocen ich działalności.

Ostatnie wybory pokazały jednak, że udało im się stworzyć mimo wszystko solidny bastion na Zachodzie. Ale co ciekawe, niespodzianką elekcji parlamentarnej 2012 był nie tylko sam wynik Swobody (10,44 proc.), ale również to, że zasięg jej poparcia politycznego rozprzestrzenił się poza Zachodnią Ukrainę – nacjonaliści zdobyli od 3 do 9 proc. głosów również w licznych obwodach wschodnich i południowych.

Piąta kolumna?

Zdania ekspertów na temat przyczyn sukcesu Swobody są dosyć zgodne i można je streścić w kilku podstawowych punktach. Po pierwsze, ogólnie panujące trendy na świecie, ogarniętym kryzysem ekonomicznym, sprzyjają popularności partii skrajnych, o wyrazistych poglądach. Po drugie, ukraińscy wyborcy, rozczarowani zarówno niebieskimi, jak i pomarańczowymi, wciąż szukają trzeciej opcji – część z nich zdecydowała się na Swobodę. Po czwarte, opozycyjnie nastawieni wyborcy uznali, że wobec zdecydowanych działań Partii Regionów w obszarze językowo-historycznym (ustawa językowa, działalność Tabacznyka jako ministra edukacji) należy wysłać do parlamentu „prawdziwych żołnierzy”. Po piąte, po zlikwidowaniu w tych wyborach opcji głosowania „Przeciw wszystkim”, niezdecydowani wyborcy wybrali Swobodę, jako partię… najbardziej „przeciw wszystkim”. Po szóste, niektórzy uzależniali sukces opozycji w tych wyborach właśnie od wyniku Swobody, która miała być języczkiem u wagi tych wyborów.

Od samego dnia wyborów nacjonaliści trzymają rękę na pulsie i starają się przedstawić siebie jako ostrą, ale również konstruktywną opozycję. Problem polega jednak na tym, że dla wielu ekspertów Swoboda może okazać się dla opozycji ładunkiem z opóźnionym zapłonem. Grając na siebie, poprzez ostre hasła, może zmusić pozostałe opozycyjne partie do licytowania się na populizm i radykalizację poglądów („My naprawdę w coś wierzymy i o coś walczymy, a tamci?”), a tym samym znacznie obniżyć popularność Batkiwszczyny.

Swoboda w Tv, źródło: facebook.com

Przede wszystkim jednak Swoboda jest dla wielu niebezpieczna dlatego, że jest idealnym tworem politycznym dla… Partii Regionów (PR). UPA i nacjonalizm to dla elektoratu partii rządzącej wciąż elementy niezwykle elektryzujące i groźba „brunatnej” Ukrainy może ich zmobilizować i nakłonić do powrotu (ostatnie wybory pokazały drastyczny spadek popularności partii Janukowycza nawet w jej bastionie, Doniecku) bądź pozostaniu przy stabilnej i przewidywalnej PR. Z tego też wynikają głosy nazywające Swobodę „piątą kolumną władzy” (a nawet Moskwy) i rysujące ją jako koncesjonowaną opozycję (zwłaszcza, że ugrupowanie Tiahnoboka nigdy nie odmawiało występowania w telewizjach kontrolowanych przez oligarchów związanych z PR czy też nawet przyjmowania od nich pieniędzy, chociaż akurat to należy traktować bardziej jak stary, sprawdzony i paradoksalnie leninowski polityczny cynizm.

Ile nacjonalizmu w nacjonalizmie?

Najistotniejsze wydaje się jednak to, że jak pokazuje dotychczasowa historia, ukraińscy nacjonaliści grają przede wszystkim na siebie i są w tym absolutnie niezależni. Owszem, z chęcią skorzystają z koniunktury, przychylności (i pieniędzy) innych, ale wciąż dążą do realizacji postawionych przez siebie celów, które – paradoksalnie – wciąż wydają się nie do końca jasne i w dużej mierze zależą od tego w jaki sposób zinterpretujemy ich czyny i słowa.

Swoboda to partia, którą można ocenić na dwa sposoby. Albo jako grupę cynicznych pragmatyków, którzy znaleźli sobie niszę nacjonalizmu, odwoływania się do mitów UPA itp., ale tak naprawdę najważniejsze jest dla nich ich antyliberalne przesłanie i nastawienie na reformy socjalne. Albo jako ludzi przepełnionych ideologicznym uniesieniem, dla których najważniejsza jest historia, czystość narodu, jedna jego prawda, a hasła ekonomiczne służą zdobyciu poparcia elektoratu.

Niestety, czytając nawet złagodzony program Swobody (przy czym nadmienić trzeba, że jego łagodzenie to proces już kilku letni) w zestawieniu z wypowiedzi jej polityków, wszystko wskazuje na drugą interpretacje. Od początku założony antyliberalizm w połączeniu ze świadomością, że Ukraińcom teraz najbardziej potrzeba chleba, potem być może wolności, a dopiero na końcu idei, powoduje, że nacjonaliści dla rozpropagowania swoich haseł korzystają z populistycznych i socjalnych obietnic lepszego bytu. Tymczasem ich głównym zamiarem pozostaje stworzenie Ukrainy dla Ukraińców, niezależnej tak od Rosji, jak i od UE (Swoboda jest partią zdecydowanie antyunijną), bez problemów migracyjnych, z ochroną ukraińskości. Reszta schodzi na dalszy plan – podstawowym problemem jest problem narodu, a nie bytu. Czy tak jest na pewno, pokaże zapewne najbliższa kadencja Rady Najwyższej Ukrainy. Tym razem z 38 posłami Swobody.

Przeczytaj inne teksty autora:

Ukraina po wyborach – obywatele na straży demokracji

14:57 do Czyty

Ukraina 2012: Rok niewykorzystanych szans

 

Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jak mają hasła, które koncentrują się wokół kwestii ekonomicznych a zwłaszcza socjalnych to widać skręcą w Lewo – ale to chyba kiepski pomysł, bo wtedy będą się zbliżać do komunistów. Zresztą – Ukraińcom nie żyje się dostatnio więc kwestie socjalne i ekonomiczne do absolutny priorytet, nie ideały, integrowanie z Zachodem czy ze Wschodem. Nawet chyba nie język i tożsamość. A wypłata, praca, wynagrodzenie, emerytura, ceny.