Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Wira i Pawło Wołoszynowie: „Do podróży dookoła świata prawie się nie przygotowywaliśmy”

Pewnego dnia Wira i Pawło Wołoszynowie wpadli na pomysł, aby objechać autem kulę ziemską. Zbyt długo się nie zastanawiając, wyruszyli w drogę. Samochodem terenowym Toyota (przezwisko „Kapczonyj”) zwiedzili 28 krajów i pokonali 57 tysięcy kilometrów. Po powrocie trafili do księgi rekordów Ukrainy jako pierwsi wśród Ukraińców, którzy odbyli samochodową podróż dookoła świata. Poniżej opowieść o przygodach małżeństwa i wrażeniach z tej podróży.

Віра та Павло Волошини в Колумбії. Джерело: voloshyntravel.com

Wira i Pawło Wołoszynowie w Kolumbii. Źródło: voloshyntravel.com

Halyna Budivska (Eastbook.eu UA): Czytałam, że to  program telewizyjny był dla was inspiracją do podróży. Chodziło w nim o trójkę brytyjskich studentów, którzy objechali Ziemię na starym cabie. Czy rzeczywiście wasza decyzja była tak nieplanowana?

Wira: Tak! Jednego dnia Pasza przyszedł do domu i powiedział: – Sprzedajemy samochód, zbieramy wszystkie nasze oszczędności i jedziemy w podróż dookoła świata!

Pawło: Przed tym planowaliśmy podróż autem, ale nie aż tak długą. Kiedy zaś zobaczyliśmy tych studentów, zrozumiałem, że nas również na to stać.

W związku z czym wybraliście tę właśnie trasę (Europa, Ameryka Północna i Południowa. Rosja)? Dlaczego nie pojechaliście do Afryki lub Australii?

Wira: Chcieliśmy jechać do Maroka, mieliśmy otwartą wizę, ale we Włoszech zepsuł się nasz Kapczonyj. Utknęliśmy tam na dwa tygodnie i w związku z tym  marokańska wiza się przeterminowała.

Pawło: Nie chcieliśmy jechać samochodem w głąb Afryki. A do Australii nie trafiliśmy, ponieważ po prostu zabrakło nam pieniędzy, chociaż bardzo tego pragnęliśmy. Ułożyliśmy jednak optymalną trasę dla prawdziwej podróży dookoła świata. Bo taką jest ona wtedy, kiedy człowiek wyrusza z punktu A, przekracza wszystkie południki, dwukrotnie równik i wraca tam, skąd wystartował. Spełniliśmy wszystkie te warunki.

Волошини на старті. Україна, м. Запоріжжя. Джерело: voloshyntravel.com

Wołoszynowie startują. Ukraina, Zaporoże. Źródło: voloshyntravel.com

Jak się przygotowywaliście do podróży? Ile czasu to zajęło?

Pawło: Prawie się nie przygotowywaliśmy – półtora miesiąca. W ogóle nie mieliśmy planu, bo tak jest ciekawiej (śmieje się). Nie mieliśmy czasu. Po prostu wyszukałem w Internecie najbardziej interesujące punkty. Wpprowadziłem do wyszukiwarki: „Najbardziej interesujące miejsca na świecie”, „7 cudów świata”. Wiele z nich zgadzało się z naszą trasą, więc tam dotarliśmy.

Ile języków znaliście przed rozpoczęciem podróży?

Pawło: Bardzo duże nadzieje wiązaliśmy z językiem angielskim. Znamy go nieźle, możemy posługiwać się nim w każdej sytuacji. Spodziewaliśmy się bardzo, że w krajach Ameryki Południowej i Europy mieszkają ludzie tak samo wykształceni, jak my (śmieje się). Ale to się nie sprawdziło ani na Węgrzech, ani w Austrii, ani we Włoszech. Angielski znają tylko w dużych centrach turystycznych. W Argentynie, kiedy samochód ponownie się zepsuł, uczyliśmy się języka hiszpańskiego na miejscu, na bieżąco. Obecnie potrafimy już porozumieć się po hiszpańsku w hotelu, w restauracji. Jesteśmy w stanie opowiedzieć o sobie, podtrzymać lekką rozmowę.  Ale tak naprawdę znajomość języka nie jest aż tak ważna, ponieważ objaśnić, czego potrzebujesz, skąd jesteś i dokąd jedziesz, można nawet na migi. Prawdziwym językiem międzynarodowym jest język gestów.

Z waszego blogu wiem, że wzięliście ze sobą dużo rzeczy – stolik rozkładany, naczynia i tak dalej. Co się przydało?

Pawło: Przed tą podróżą nigdy nie braliśmy udziału w obozach wędrownych, nie spaliśmy w namiocie. Nie wiedzieliśmy nawet, co może się przydać. Poszedłem do sklepu turystycznego i zapytałem, co jest potrzebne do dalekiej podróży. Kupiłem wszystko, co mi zaproponowali.

Wira: Tak samo ja robiłam zakupy w aptece. Posiadaliśmy więc dosyć dużą apteczkę, z której w zasadzie nie korzystaliśmy.

Dobrze, że macie tak duży samochód, że wszystko to zmieścił…

Pawło: Tak, mogliśmy do niego złożyć wszystko co, było potrzebne, i wszystko, co było zbędne. Natomiast gdybyśmy jechali teraz, wzięlibyśmy ze sobą tylko jeden plecak – tego byłoby dość.

Wira: I jak najwięcej pieniędzy…

Co jeszcze, oprócz mniejszej ilości rzeczy i większej kwoty pieniędzy, zmienilibyście następnym razem?

Pawło: Pojechalibyśmy na pewno samochodem kupionym nie w Ukrainie, a w Europie. Zrezygnowalibyśmy z nalepek na aucie, aby nie przyciągać zbędnej uwagi.

Wira: Miejsce sypialne urządzilibyśmy w samym samochodzie, a nie w namiocie.

Pawło: W ten sposób postępuje sporo Europejczyków. Zdecydowanie wyposażylibyśmy samochód zupełnie inaczej. Brakowało nam doświadczenia i informacji. Nie udało się przewidzieć wszystkiego. Jednak nie żałujemy ani jednego dnia spędzonego w tej podróży. Nawet kiedy auto się psuło, odbywało się to w bardzo pięknych miejscowościach, w których z przyjemnością spędzaliśmy czas. Byliśmy tam bardzo dobrze traktowani przez mieszkańców. Poznaliśmy naprawdę dobrych przyjaciół. Dlatego jesteśmy naszemu autu bardzo wdzięczni za notoryczne psucie się.

Gdzieś spędziliście dobę, a gdzieś kilka miesięcy… Czy planowaliście to wcześniej?

Pawło: Wszystko odbywało się spontanicznie, przez przypadek. Kiedy się ma pewien plan i nagle coś przeszkadza w jego realizacji, to powoduje rozczarowanie.

Wira: A kiedy niczego za wcześnie nie planujesz, nie ma powodów do rozczarowania. Myśleliśmy, że gdzieś spędzimy jeden dzień, ale było tam tak pięknie, że zatrzymaliśmy się jeszcze na pięć dni. Chociaż wydawałoby się, że w tej małej wiosce nie ma nic ciekawego. Były miejsca, w których chcieliśmy przebywać dłużej, ale nie było to interesujące i opuszczaliśmy je.

Czy macie wśród tych 28 krajów, które zwiedziliście, były mniej lub bardziej ulubione?

Pawło: Wszystkie są na swój sposób piękne. W wielu krajach jest mnóstwo wspaniałych miejsc. Każdy z nich chcielibyśmy zwiedzić jeszcze raz. Jeden rok dla takiej wielkiej podróży to za mało.

Czy już teraz planujecie dalekie podróże?

Pawło: Tak, akurat kupiliśmy bilety. Jedziemy na dwa i pół miesiąca do Południowo-Wschodniej Azji. Nie ma sensu zostawać w domu. Nie chce się spędzać zimy w Zaporożu.

A kim Państwo sa z zawodu, że mogą na tak długo opuszczać kraj?

Pawło: Wira jest psychologiem, a ja biznesmenem. Mamy zupełnie wolny harmonogram. Nie musimy pracować od i do. Ile pracujemy, tyle zarabiamy. Jeżeli nie pracujemy, to oczywiście nie zarabiamy. W okresie naszej podróży straciłem jeden ze swoich biznesów, teraz próbuję go odzyskać.

Chciałabym wrócić do tematu waszej wędrówki, aby zapytać, jaka sytuacja była dla was najbardziej niepokojąca?

Pawło: Żadnego razu nie znajdowaliśmy się w sytuacji bez wyjścia, strachu nie miałem. Była natomiast jedna bardzo nieprzyjemna sytuacja, kiedy w Peru silnik o mało nam nie wybuchnął. Nie wiedziałem wtedy, co to jest, nigdy z czymś takim nie miałem do czynienia.

Віра: W ogóle sytuacja wyglądała w ten sposób… Jedziemy sobie spokojnie. Przy czym miejsce, w którym się znaleźliśmy, było drogą donikąd. Kończą się tam wszystkie trasy – dalej jest dżungla i Amazonka. Jedziemy sobie jak zwykle, aż nagle od tyłu, z rury wylotowej, zaczyna wychodzić gęsty siny dym. Niczego nie widać, cała ulica w tym dymem. Pasza wyciąga klucze, a silnik działa nadal. Otwieramy maskę, a wszystkie te mechanizmy obracają się z niesamowitą prędkością. Stoimy, patrzymy na samochód, na dym… Myślimy, że zaraz wszystko to wybuchnie wraz z naszymi rzeczami… A znalezienie nas w tak odległej miejscowości byłoby możliwe chyba że za pośrednictwem Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Na szczęście wszystko przeszło.

Павло та Віра Волошини у місті Куско (Перу). Джерело: voloshyntravel.com

Pawło i Wira Wołoszynowie w mieście Kusko (Peru). Źródło: voloshyntravel.com

O tej i wielu innych przygodach można przeczytać na waszym blogu. Na jego podstawie można byłoby wydać pasjonującą książkę. Czy zastanawialiście się nad tym?

Wira: Sądzimy, że nas o tym poproszą. Jednak na razie nie do końca sobie wyobrażam, co mogłoby być nowego w tej książce. Przecież nie chciałoby się, aby było to zwykłe przepisywanie bloga.

Pawło: Myślałem, że w ten sposób mógłby powstać szczegółowy przewodnik dla tych, którzy zamierzają po raz pierwszy wyruszyć w podróż dookoła świata lub przemierzyć kilka oceanów. Moglibyśmy opisać problemy i trudności, z którymi zderzyliśmy się, gdyż na naszym blogu nie pisaliśmy o tym zbyt szczegółowo. Nie zamierzaliśmy zrobić z niego instrukcji, a po prostu relacjonowaliśmy swoje przygody.

Co byście mogli doradzić tym, którzy wybierają się w podobną podróż?

Pawło: Sądzę, że ci, którzy się decydują na taką podróż, są już do niej przygotowani, przynajmniej psychologicznie. Myśmy od początku rozumieli, że łatwo nie będzie, bo jest to coś zupełnie innego niż przemierzenie 1250 kilometrów od Zaporoża do Lwowa znajomymi terenami z dobrze znanymi nam problemami. Każdy kraj ma swój ustrój, swoje osobliwości. Jednak od początku myśleliśmy, że potrafimy rozwiązać każdy problem, który na nas czeka. I w ogóle postanowiliśmy, że nie będziemy mieli żadnych problemów, wszystkie one określane są jako „przygody”. Dlatego obawiam się, że trudno jest coś doradzić osobie, która już zdecydowała się na podobne przedsięwzięcie.

Wira: Ja bym poradziła, aby jak najmniej się bać. To iluzja, że istnieją jeszcze gdziekolwiek miejsca, w których nie ma wody i mieszkają ludzie – dzikusy. Coś takiego de facto już nie istnieje. Cywilizacja jest wszędzie.

Pawło: Snickersy i Coca-cola sprzedaje się pod każdą szerokością geograficzną.

Wira: Jeśli mówimy o Ameryce i Europie, to ludzie tam są bardzo życzliwi. W Ukrainie czasem obawiałam się chodzić po mieście, natomiast w podróży – nie. Nieprzyjemności oczywiście wszędzie mogą się zdarzają. Trzeba uważać, ale nie panikować.

Віра та Павло Волошини. Коста-Ріка, водоспад Ріо Селесте. Джерело: voloshyntravel.com

Wira i Pawło Wołoszynowie. Kostaryka, wodospad Rio Celeste. Źródło: voloshyntravel.com

Czy uległy zmianom w wyniku podróży wasze światopoglądy? Jeśli tak, to na czym polegają te zmiany?

Pawło: Zasadniczo! Przed podróżą bardzo przejmowałem się tym, co myśli o mnie otoczenie. Starałem się być posiadaczem jak najdroższego auta, biżuterii i nosiłem na szyi duży złoty łańcuszek. W celach bezpieczeństwa zdjąłem go w Brazylii i więcej już na siebie nie wkładałem. Teraz po prostu nie jest mi potrzebny. Po podróży zacząłem więcej uwagi przywiązywać do rodziny, skupiać się na tym, co jest rzeczywiście istotne.

Wira: Jeśli chodzi o mnie, to przed podróżą bałam się owadów, wysokości, głębokości, otwartej przestrzeni, zamkniętej przestrzeni, samolotów i mnóstwa innych rzeczy. Kiedy lecieliśmy ostatnim razem, zauważyłam, że wcale nie czuję strachu. Wcześniej trzymałam Paszę za rękę, drżałam, bladłam. A tutaj lecieliśmy przez 16 godzin i ja wcale nie odczuwałam strachu, jakbym jechała autobusem. Wiele z moich strachów zostało pokonanych – uważam to za duże zwycięstwo.

Po powrocie zza granicy do domu człowiek często doświadcza powrotnego szoku kulturowego. Czy odczuwaliście go również wy?

Pawło: Jesteśmy bardzo wdzięczni Rosji za to, że przygotowała nas na Ukrainę. Niesamowity szok kulturowy przeżyliśmy już we Władywostoku. A kiedy znaleźliśmy się na terenach Ukrainy, zobaczyliśmy, że wszystko jest jak zawsze, nikt się nie uśmiecha. Jak tylko celnik na granicy powiedział mi: – Zaczekaj, nie  paplaj, nie nabijaj mi głowy, – zrozumiałem, że jestem w domu. Rosja i Ukraina to jedna okropna postradziecka przestrzeń, która bardzo się różni od Europy i Ameryki, ale to nasz dom. Przekonałem się, że żyć można wszędzie: i w Nikaragua, i w Boliwii, i w Stanach, i w Ukrainie. Jeśli jesteś w zgodzie ze sobą, jeśli masz porządek w sercu i w głowie, to będziesz szczęśliwy w każdym miejscu.

Tłumaczenie z języka ukraińskiego: Ludmiła Slesarewa

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz