Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Dominik Wilczewski

Wolny duch Sergieja Paradżanowa

Fetowany za granicą, w Związku Radzieckim musiał znosić kolejne upokorzenia i represje. Dzisiaj mija dziewięćdziesiąta rocznica urodzin reżysera uważanego za jednego z najwybitniejszych twórców w dziejach kinematografii.

Słynny reżyser był przez lata szykanowany przez radzieckie władze. W latach 1973-1977 został osadzony pod zarzutem homoseksualizmu w kolonii karnej.

Słynny reżyser był przez lata szykanowany przez radzieckie władze. W latach 1973-1977 został osadzony pod zarzutem homoseksualizmu w kolonii karnej.

Siergiej Jozifowicz Paradżanow przyszedł na świat 9 stycznia 1924 roku w Tbilisi (wówczas Tyfilisie – przyp. red.). Pochodził on z ormiańskiej rodziny kupieckiej, która przejawiała szczególne zamiłowania artystyczne. Nie przypadkiem więc, gdy młody Sergiej udawał się na studia wybrał Moskwę, gdzie studiował w WGIK-u – kuźni talentów radzieckiego kina. Jego dorobek to – wliczając młodzieńcze wprawki i etiudy – zaledwie kilkanaście filmów. Największy rozgłos przyniosły mu jego cztery pełnometrażowe produkcje – „Cienie zapomnianych przodków” (1964), „Barwy granatu” (1968), „Legenda o Twierdzy Suramskiej” (1984) oraz „Aszik Kerib” (1988). Nadwyraz niewielka ilość filmów, jak na twórcę, którego dziś stawia się w jednym szeregu z Fellinim, Antonionim czy Kurosawą. Warto przy tym zaznaczyć, że również w Polsce twórczość Paradżanowa ma swoich fanów i popularyzatorów, była prezentowana w ramach retrospektywnych przeglądów na festiwalach Nowe Horyzonty i Sputnik nad Warszawą, towarzyszyła wszelkiego rodzaju festiwalom i festynom poświęconym kulturze kaukaskiej. Jego filmy były w ostatnich latach pokazywane w TVP Kultura, a trzy lata temu ukazały się w zestawie płyt DVD. Dzięki temu widzowie mają dziś możliwość poznawania i odkrywania na nowo dzieł wybitnego reżysera. Człowieka, którego władze ZSRR chciały skazać na zapomnienie.

Warto bowiem pamiętać o tragicznym piętnie, jakie odcisnął na jego karierze artystycznej i życiu prywatnym system komunistyczny. Wolny duch, jakim był Paradżanow, nie mógł w pełni realizować swoich filmowych marzeń, nie łamiąc przy tym ograniczeń nakładanych przez marksistowsko-leninowską ideologię. W czasach, kiedy talent Paradżanowa zaczął najpełniej rozkwitać radziecka sztuka mogła sobie pozwolić na więcej, niż w epoce stalinizmu. Nadal jednak funkcjonowała cenzura, a twórcy, którzy próbowali wykraczać poza kanony musieli liczyć się z jej ingerencjami, a nawet z tym, że dzieło w ogóle nie ujrzy światła dziennego. Najsłynniejszy radziecki „półkownik” – „Komisarz” Aleksandra Askoldowa (1967) na motywach opowiadania Wasilija Grossmana, niemal cudem uratowany, na swoją premierę musiał czekać ponad 20 lat, aż do czasów pierestrojki. Nie inaczej było z Paradżanowem, bo ani jego filmy nie przystawały do wymogów sztuki socjalistycznej, ani sam reżyser swoim stylem życia nie dostosowywał się do radzieckiej obyczajowości. Przez lata większość z jego scenariuszy i filmowych pomysłów były systematycznie odrzucane.

W latach 60-tych artysta żył i tworzył na Ukrainie. Pierwszym filmem, który przyniósł mu sławę były „Cienie zapomnianych przodków”, adaptacja powieści ukraińskiego pisarza Mychajła Kociubyńskiego. Reżyser ukazał w nim bogactwo obyczajowości karpackich Hucułów. Wielką kreację stworzył w tym filmie wybitny ukraiński aktor, Iwan Mykołajczuk. Jak pisała filmoznawczyni dr Iwona Kurz „Cienie…” zwracały uwagę i radykalną formą, i całkowitym odejściem od modelu człowieka radzieckiego („Inny Świat Siergieja Paradżanowa”, Kino 11/2010). Premiera filmu w Ukraińskiej SRR zbiegła się w czasie z nasileniem represji wobec miejscowego środowiska artystycznego. Paradżanowa zaczęto atakować jako piewcę ukraińskiego nacjonalizmu.

Fragmenty filmu „Cienie zapomnianych przodków” (1964 r.)

Kolejny pełnometrażowy film Paradżanow poświęcił postaci ormiańskiego poety Harutiuna Sajadiana – Sajata-Nowy. Obraz został poddany ostrym ingerencjom cenzury i przemontowany. Udało się w nim jednak zachować specyficzny styl autora, o którym tak pisał w „Toaście za przodków” Wojciech Górecki: Paradżanow kręcił filmy tak, jak się maluje obrazy: nie ma w nich fabuły, składają się z ciągu scen, w których wielką rolę gra kompozycja, położenie ludzi i przedmiotów. (…). Sceny są niemal statyczne, prawie zawsze nieme. Aktorzy fotografowani są w zbliżeniach, ich ruchy są powolne, zautomatyzowane, często powtarzane po wielokroć, najprostsza czynność staje się w ten sposób rytuałem.

Władze nie rezygnowały z represji wobec artysty. Oskarżony o czyny homoseksualne został w 1973 r. skazany na 5 lat kolonii karnej. W jego obronie stanęło międzynarodowe środowisko artystyczne, a w kampanii na rzecz jego uwolnienia uczestniczyli m. in. Jean-Luc Godard, Federico Fellini, Michelangelo Antonioni i François Truffaut. Zasługę w przedterminowym zwolnieniu Paradżanowa z łagru znawca i popularyzator jego twórczości, Andrzej Słowicki, przypisuje francuskiemu pisarzowi Luisowi Aragonowi, który w sprawie reżysera interweniował w osobistej rozmowie z Leonidem Breżniewem, w czasie wizyty w Moskwie w 1977 r. („Wokół Paradżanowa”, Kino 7-8/2006).

Wypuszczony z kolonii karnej reżyser nie mógł wrócić do zawodu aż do lat 80-tych. Wówczas to na ekrany kin weszła jego kolejna produkcja, tym razem odwołująca się do gruzińskich eposów i podań. „Legenda o Twierdzy Suramskiej” jest przypowieścią o młodzieńcu, który składa ofiarę z samego siebie dla ratowania ojczyzny. Kilka lat później Paradżanow wyreżyserował „Aszika Keriba”, adaptując azerbejdżańską bajkę o wędrownym minstrelu („aszyku”) spisaną przez Michaiła Lermontowa. Paradżanow poświęcił go pamięci innego wybitnego twórcy, a zarazem swojego bliskiego przyjaciela, zmarłego w 1986 roku Andrieja Tarkowskiego. „Aszik Kerib” okazał się być ostatnim pełnometrażowym filmem reżysera. Ambitne plany ekranizacji „Hiawathy” Henry’ego Longfellowa i „Fausta” Goethego przerwała śmierć artysty. Siergiej Paradżanow zmarł 21 lipca 1990 roku w Erywanie.

Fragmenty filmu „Aszik Kerib” (1988 r.)

Paradżanow był nie tylko filmowcem, ale także kolekcjonerem, rysownikiem i malarzem. Kiedy zabraniano mu reżyserować malował, tworzył instalacje i kolaże. Nawet w łagrze nie zrezygnował z działalności twórczej, wykorzystując niemal wszystko, co wpadło mu w ręce. Po podobne techniki sięgał Paradżanow kręcąc filmy, które w dużym uproszczeniu można nazwać „żywymi obrazami”. Przybierając kostium egzotycznych przypowieści, dopieszczając każdy kadr na wzór perskiej miniatury, prawosławnej ikony, średniowiecznego fresku ormiańskiego czy eklektycznego kolażu, Paradżanow opowiadał zawsze o sobie: o człowieku żyjącym na przecięciu różnych kultur i światopoglądów, zaszczutym przez system, obdarzonym złożoną tożsamością etniczną i seksualną – pisała Anita Piotrowska („Tygodnik Powszechny”).

Przez całą twórczość Paradżanowa przewijają się archetypiczne motywy i wątki: wiary, miłości, śmierci, wygnania, podróży, zdrady, odkupienia, poświęcenia. Wiele z nich ma niemal bezpośrednie odniesienie do życiorysu samego Paradżanowa, skazanego przez włodarzy radzieckiej kultury na wewnętrzną banicję. Motyw konfrontacji artysty z brutalną władzą pojawia się w „Barwach granatu” i „Asziku Keribie”. Ciekawy jest również stale obecny w jego filmach motyw zakazanej miłości, nie tylko z powodu domniemanych homoseksualnych skłonności reżysera. Trzeba pamiętać, że pierwsza żona Paradżanowa, Tatarka, została zamordowana przez swoich krewnych za związek z innowiercą.

Krytycy filmowi dostrzegają trudność w odbiorze filmów Paradżanowa przez niewprawnego widza. Przez lata „normalni” kinomani oczekujący opowiedzianej porządnie od początku do końca historii omijali jego filmy szerokim łukiem, przekonani, że i tak nie połapią się, o co chodzi – zauważał Wojciech Kałużyński („Dziennik”) i radził: – Najlepiej na czas seansu zawiesić zmysł analityczno-krytyczny i dać się uwieść magii dźwięków i obrazów, zaś Iwona Kurz pisała: Oglądając filmy „Sajat-Nowa”, „Legenda o Twierdzy Suramskiej” i „Aszik Kerib”, widz zostaje zmuszony do przekroczenia swoich nawyków: opowieść, owszem, jest spójna, ale zacina się, zatrzymuje na obrazach, zachęcając do bezinteresownej, nie wynikającej z rygorów opowiadania kontemplacji.

Fragmenty filmu „Legenda o Twierdzy Suramskiej” (1986 r.)

To, co buduje specyfikę dzieł Paradżanowa to ich osadzenie w folklorze, obrzędowości, lokalnych obyczajach, literaturze i tradycji mówionej, co odbiegało od powierzchownej socrealistycznej ludowości. Jak pisał Piotr Wojciechowski, Paradżanow penetrował rozległe spuścizny kulturowe, sięgał w nich po wszystko, co zawierało elementy ponadczasowego piękna, tragizmu, tajemnicy, sacrum („Powrót Paradżanowa”, Kino 6/2006). Jego filmy miały charakter swoistego misterium. Iwona Kurz dostrzegła w nich podobieństwo do buddyjskiej mandali: To całościowa forma, w tym przypominająca ikonę – ważną formę obrazu w tej twórczości – że i ona sama, i jej tworzenie są wyrazem medytacji nad światem, formą modlitwy.

Do Paradżanowa jak do mało którego artysty pasuje nieco już wyświechtane określenie „twórca osobny”, a sam reżyser przestrzegał aby nie próbować go naśladować. Dziś można jednak odnaleźć artystyczne powinowactwo łączące go z Derekiem Jarmanem czy Lechem Majewskim. Inspiracji w jego dziełach doszukuje się też w nowatorskich teledyskach do wielkich przebojów muzycznych początku lat 90.: „Losing My Religion” R. E. M. i „Sweet Lullaby” Deep Forest, wyreżyserowanych przez Tarsema Singha. W rozmowie z „Polityką” Lech Majewski przyznaje, że to on zapoznał Tarsema z twórczością Paradżanowa, pokazując mu „Barwy granatu”. Wojciech Kałużyński uznał, że gdyby Paradżanow tworzył dzisiaj, pewnie robiłby teledyski Björk, byłby w awangardzie światowej sztuki.

  • w Eastbook.eu od2013 Sep 22
  • Artykuły2
  • Komentarze0

Urodzony w 1983 r. w Warszawie, absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim, pracował w administracji publicznej, obecnie pracownik administracyjny UW. Interesuje się stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz