Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

W przeddzień ukraińskiej „wojny na górze”

Pomimo zapewnień o bardzo dobrych relacjach na szczytach ukraińskiej władzy już teraz można dostrzec symptomy zbliżającej się „wojny na górze”. Poza wojną z Rosją, nad Dnieprem trwa wewnętrzna wojna polityczna, której rezultat będzie kluczowy dla przyszłości Ukrainy.

Arsenij Jaceniuk i Petro Poroszenko. Autor: Палінчак Михайло. Źródło: flickr.com

Arsenij Jaceniuk i Petro Poroszenko. Autor: Палінчак Михайло. Źródło: flickr.com

W przeprowadzonym pod koniec grudnia wśród mieszkańców Ukrainy plebiscycie na „Rozczarowanie roku” zwycięzca mógł być tylko jeden. Bezkonkurencyjny Wiktor Janukowycz już od kilku lat przewodzi politycznemu „antyrankingowi” na Ukrainie. Niekwestionowana dominacja byłego prezydenta w tej kategorii przechodzi już jednak do historii. Jego ucieczka z kraju i znikomy potencjał polityczny sprawiły, że będzie zmuszony oddać w kolejnym sondażu pierwsze miejsce walkowerem. Wszystko wskazuje więc na to, że o ten mało zaszczytny tytuł powalczą zdobywcy odpowiednio drugiego i trzeciego miejsca w ubiegłorocznym badaniu – prezydent Petro Poroszenko i premier Arsenij Jaceniuk.

Wyniki sondażu nie powinny specjalnie dziwić – wojna na wschodzie kraju i okupacja zajętych przez rosyjskie wojska terytoriów, a przede wszystkim fatalna sytuacja gospodarcza i konieczność podjęcia trudnych społecznie reform nie przysparza popularności politykom. Ukraińskie społeczeństwo zmęczone konfliktem i brakiem zmian oczekuje natychmiastowych rozwiązań. A to właśnie na prezydencie i premierze Ukrainy, jako politycznych spadkobiercach EuroMajdanu i najważniejszych osobach w ukraińskim państwie, ciąży odpowiedzialność za unormowanie sytuacji.

Ukraińcy obywatele nie dopuszczają możliwości powtórzenia sytuacji po Pomarańczowej Rewolucji, gdy liderzy protestów zawiedli nadzieje pokładane w nich przez Ukraińców i społeczność międzynarodową. Tym razem stawka i koszty ewentualnej „wojny na górze” byłyby znacznie, znacznie wyższe, niż te, które spowodował konflikt Wiktora Juszczenki i Julii Tymoszenko. Zdają sobie z tego sprawę zarówno prezydent jak i premier Ukrainy, którzy prześcigają się w zapewnieniach opinii społecznej o swoich dobrych i koleżeńskich relacjach. Gdy jeden (P. Poroszenko) w trakcie spotkania z zagranicznymi inwestorami przekonuje, że „współpraca między nimi układa się bez przeszkód”, drugi (A. Jaceniuk) natychmiast zwołuje konferencję prasową by zapewnić, iż nawet jeśli wynikną jakiekolwiek różnice zdań, to są one „omawiane za zamkniętymi drzwiami”, a „ostateczne stanowisko jest wspólne”.

Współpraca obu polityków to nie tylko wynikająca z aktualnych warunków „konieczność dziejowa”, związana z rosyjską agresją i stanem ukraińskiej gospodarki, ale także wyraz politycznego oportunizmu. Popularność prezydenta Ukrainy od czasu objęcia przez niego stanowiska głowy państwa wyraźnie spadła, co skutkowało znacznie słabszym od przewidywanego rezultatem osiągniętym przez jego ugrupowanie w październikowych wyborach do Rady Najwyższej Ukrainy. Zamiast oczekiwanych 30-40% głosów Blok Petra Poroszenki uzyskał zaledwie niecałe 22% (co w głównej mierze było konsekwencją podjęcia negatywnie przyjętej przez Ukraińców decyzji o wstrzymaniu ofensywy wojskowej na wschodzie kraju w sierpniu br., a także m.in. nie zrealizowaniem do tej pory obietnicy sprzedaży firmy Roshen). Nieznacznie więcej uzyskał Front Ludowy (22,17%) premiera Arsenija Jaceniuka, który mimo że nie cieszy się opinią wiarygodnego polityka, to częściowo zjednał sobie rodaków stanowczą postawą wobec separatyzmu na wschodzie kraju.

Mykoła Azarow autorytetem A. Jaceniuka:

Zamiast więc spodziewanej dominacji na ukraińskiej scenie politycznej Poroszenko musiał pogodzić się z koniecznością współpracy z Jaceniukiem i ponownym powierzeniem mu teki premiera. Umowa koalicyjna powstawała w bólach – po ponad miesiącu negocjacji przewodniczący pięciu partii politycznych (Frontu Ludowego, Bloku Petra Poroszenki, partii Samopomoc Andrija Sadowego, Partii Radykalnej Ołeha Laszki i Batkiwszczyny Julii Tymoszenko) podpisali dokument o współpracy. Najwięcej kontrowersji wzbudził podział ministerialnych stanowisk, zwłaszcza od zawsze cieszący się prestiżem (w związku z pełnomocnictwami w sferze administracji i tzw. służb siłowych) fotel ministra spraw wewnętrznych. Urząd objął ostatecznie współpracownik premiera Jaceniuka, Arsen Awakow, mimo szczerej niechęci jaką darzy go głowa ukraińskiego państwa.

Przeczytaj: Oligarchowie w krajach partnerstwa Wschodniego 

Równie wiele emocji wywołuje obsada stanowiska dyrektora nowo powołanego Narodowego Biura Antykorupcyjnego. Obaj przywódcy, Jaceniuk i Poroszenko, uznają walkę z korupcją za jeden z najpoważniejszych problemów, z jakim ukraińskie władze muszą się zmierzyć i obaj obiecują radykalne ukrócenie tego procederu. W tym kontekście prezydent Poroszenko posunął się nawet do osobliwej deklaracji stwierdzając, że „oligarchowie nigdy już nie będą mieli wpływu na ukraińską władzę”, najwyraźniej zapominając o swoim biznesowo-politycznym rodowodzie. Nowy urząd będzie odpowiedzialny m.in. za kontrolę środków finansowych pochodzących z kredytów i specjalnych programów grantowych Unii Europejskiej oraz zakrojonej na szeroką skalę prywatyzacji, która objąć ma ok. 1200 spółek państwowych. Kompromisowym rozwiązaniem może być powołanie na szefa biura Włocha, Giovanni Kesslera, który podobno wyraził wstępną zgodę na objęcie urzędu.

Coraz bardziej zarysowująca się linia podziału pomiędzy prezydentem a premierem to nie jedyne pole potencjalnego konfliktu na ukraińskiej sceny politycznej. Coraz częściej wspomina się o rosnących wpływach i ambicjach Ihora Kołomojskiego, który jako jeden z nielicznych oligarchów poprzedniego reżimu jasno opowiedział się za jednością kraju i realnie wspomógł ukraińskie oddziały w walce z prorosyjskimi separatystami. Mianowany gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego hojnie finansował ukraińską armię formując własny batalion i nawiązując współpracę z walczącymi na wschodzie kraju aktywistami „Prawego Sektoru”. Obecnie swoje patriotyczne uczucia lokuje już nie tylko na froncie, ale także w polityce.

Ihor Kołomojski. Autor:  Pavlo Khazan. Źródło: flickr.com

Ihor Kołomojski. Autor: Pavlo Khazan. Źródło: flickr.com

Uwaga biznesmena skupia się nie tylko na zabezpieczeniu swoich interesów (w tym przede wszystkim udziałów w największej ukraińskiej firmie wydobywającej gaz ziemny i ropę Ukrnafta oraz ukraińskich linii lotniczych. Przeczytaj: Zmierzch Aerosvitu) oraz zapowiadanej reprywatyzacji spółek państwowych. Kołomojski zainteresowany jest stworzeniem trwałej platformy politycznej, która zapewni mu wpływ na najważniejsze decyzje podejmowane w państwie. W kuluarach ukraińskiego parlamentu szacuje się, że co najmniej kilkudziesięciu posłów liczy się z głosem dniepropietrowskiego biznesmena-gubernatora. Manifestacją wpływów Kołomojskiego było grudniowe głosowanie w sprawie budżetu na rok 2015, gdy kilkunastu posłów niezrzeszonych i wchodzących w skład koalicji (Bloku Poroszenki i Samopomocy) zagłosowało przeciwko ustawie, dając tym samym sygnał, iż władza powinna liczyć się ze zdaniem oligarchy. W imieniu adresata tej demonstracji, prezydenta Petra Poroszenki, zareagowała Prokuratura Generalna Ukrainy wzywając współpracowników Kołomojskiego do stawienia się na przesłuchania w sprawie wyjaśnienia niejasności w ich biznesowej i politycznej działalności.

Obecnie wszyscy okopują się na swoich pozycjach i czekają na wiosnę – stwierdził niedawno jeden z posłów koalicji zapowiadając powrót do najgorszych tradycji ukraińskiego życia politycznego. Eskalacja konfliktu na szczytach władzy ukraińskiego państwa, które stoi na krawędzi bankructwa i toczy wojnę z sąsiednim mocarstwem, to najbardziej ponury z możliwych scenariusz. Czy trójka najbardziej wpływowych osób w Ukrainie (według grudniowego rankingu tygodnika Fokus) – Petro Poroszenko, Ihor Kołomojski i Arsenij Jaceniuk – okaże się wystarczająco dojrzała, by powstrzymać się przed wzajemną walką o prywatne interesy i uratować kraj przed katastrofą czy też stanie się jej symbolem jest w praktyce pytaniem o być albo nie być ukraińskiego państwa.

Ukraina w 2015 roku:

Reformy na Ukrainie. Remont statku na pełnym morzu

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY