Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Szansa na prozachodniego prezydenta Białorusi? Wywiad z Yaraslauem Kryvoiem

Pozycja Alaksandra Łukaszenki na europejskich salonach niewątpliwie wzmocniła się dzięki wyborowi stolicy Białorusi na miejsce negocjowania warunków rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy. Białoruski prezydent równocześnie aktywnie zabiega o przychylność unijnych partnerów wypuszczając więźniów politycznych oraz dystansując się od agresywnej polityki Władimira Putina. Na ile szczere są gesty Łukaszenki? Czy Europa jest gotowa na reset w polityce z Białorusią? W przeddzień wyborów prezydenckich na Białorusi, których popularny „Baćka” jest niekwestionowanym faworytem, pytania te zadaliśmy Yaroslauowi Kryvoiowi, dyrektorowi Centrum Ostrogorskiego i redaktorowi naczelnemu Belarus Digest.

W najbliższy poniedziałek będzie można spotkać Yaraslaua Kryvoia, a także Annę Marię Dyner (PISM) i Jörga Forbriga (Fund for Belarus Democracy, German Marshall Fund of the United States, Berlin), na otwartej debacie o Białorusi organizowanej przez ECFR Warszawa w Fundacji Stefana Batorego w Warszawie. 

ZAREZERWUJ DATĘ

7 września 2015, Warszawa
Debata „Polityka UE wobec Białorusi: czas na kolejny reset?”

Eastbook.eu wspiera wydarzenie – znajdź nas na Facebooku

logo

Stolica Białorusi jest ostatnio wymieniana przez wszystkie przypadki w Europie od roku pełniąc rolę miejsca spotkań polityków i negocjatorów pracujących nad pokojowym rozwiązaniem konfliktu we wschodniej Ukrainie. Dzięki decyzji zachodnich mocarstw i Rosji prezydent Alaksandr Łukaszenka może prezentować się jako międzynarodowy mediator i rozjemca. Czym, Pana zdaniem, Łukaszenko zasłużył sobie na to wyróżnienie?

Rosja nie dysponuje zbyt wieloma sojusznikami, w szczególności na Zachodzie. W efekcie konfliktu w Ukrainie nawet neutralna Szwajcaria objęła ją sankcjami. Moskwa nie miała większego wyboru. Dla pozostałych stron rozmów miejsce nie ma większego znaczenia tak długo, jak nie jest ono w samej Rosji. Łukaszenka przedstawia się jako ważna postać w procesie pokojowym, jednak w rzeczywistości Białoruś nie oferuje wiele więcej niż przestrzeń dla negocjacji.

Łukaszenka doszedł do władzy opierając swoje poparcie na sentymencie mieszkańców Białorusi do czasów Związku Radzieckiego. Ostatnio można jednak zaobserwować bardziej probiałoruskie podejcście władz w Mińsku. Łukaszenka wezwał do zwiększenia liczby nauczania języka białoruskiego w szkołach, sam zaś w zeszłym roku, z okazji Dnia Niepodległości, Białorusi podjął się wygłosić orędzie w ojczystym języku. Na ile można uznać tę odgórną białorutenizacje za trwałą tendencję i czy ma ona szansę wygrać w starciu z  forsowanym przez rosyjską politykę informacyjną „ruskim mirem”?

Po pierwsze to ważne, aby nie ulec iluzji „białorutenizacji”. Liczba szkół z wykładowym białoruskim spadła drastycznie od lat 90. ubiegłego wieku. Język jest faktycznie nieobecny w przestrzeni oficjalnej – można go usłyszeć tylko w odizolowanych przestrzeniach, wśród artystów, pisarzy, młodzieży, niektórych polityków lub w katolickich kościołach. Wszystkie kanały telewizyjne w kraju są prawie całkowicie rosyjskojęzyczne. Gdy zaczął się kryzys w Ukrainie, władze zaczęły podejmować niewielkie kroki w promowaniu białoruskiego języka i tożsamości. Jednak ich zwalczanie trwało za długo, aby osiągnę na tym polu znaczący rezultat. Istnieje ponadto obawa antagonizacji Rosji. Tę politykę należy oczywiście wspierać, ale na tym etapie nie ma ona szansy w obliczu rosyjskiej dominacji informacyjnej.

Wiele osób, szczególnie w Polsce, regularnie ogłasza rychły upadek reżimu Łukaszenki, czy to z powodu pogłębiającego się czy narastającego niezadowolenia społecznego. Pomimo tych przewidywań białoruski prezydent  rządzi krajem nieprzerwanie od od 20 lat. Co więcej, w obliczu zagrożenia rosyjskim imperializmem Łukaszenka staje się gwarantem białoruskiej stabilności i trwałości państwa białoruskiego. Jak Pan oceniłby rolę Łukaszenki w procesie państowotwóczym Białorusi?

Musimy zrozumieć, że Łukaszenka nie jest odosobnionym fenomenem – jest odbiciem poglądów pokaźnej części społeczeństwa. Rychły upadek reżimu to temat hołubiony przez zachodnich ekspertów i białoruskojęzyczne media od późnych lat 90. Kreują one nierealistyczne oczekiwania, które potem są źródłem gorzkich rozczarowań.

W rzeczywistości większość Białorusinów postrzega epokę Łukaszenki jako najlepszy czas w historii kraju. Białoruś jest niepodległa, nawet jeśli jest to niepodległość podlegająca ograniczeniom. Jakość życia jest wyższa niż w wielu innych byłych republikach Związku Radzieckiego, a nawet – biorąc pod uwagę ceny ropy – w niektórych państwach UE. Tak, ma to źródło w subwencjach rosyjskich i na dłuższą metę ten dobrobyt ma niepewną podstawę, ale ludzie o to nie dbają.

Co ważniejsze, w kontekście obecnej sytuacji w Ukrainie, Białoruś nie ma problemu wojny na swoim terytorium. Praktycznie wszystkie inne kraje należące do bliskiego sąsiedztwa UE muszą sobie radzić z aktywnymi lub zamrożonymi konfliktami w swoich granicach. I to jest pozytywne osiągnięcie z pierwszej dekady niepodległości kraju.

Z negatywów należy wspomnieć o wielu szansach na stanie się nowoczesnym demokratycznym krajem, jakie Białoruś zaprzepaściła, stając się bardzo zależna od Rosji i z widmem możliwej interwencji ze strony sąsiada. Tu zawiniły władze, które nie sprostały tworzeniu bardziej zbalansowanej polityki i prawdziwie niezależnego państwa. I oczywiście Białoruś ma poważne problemy z demokracją, koncepcją państwa prawa, prawami człowieka, a toteż osłabia niepodległość kraju.

***

Analiza Yaraslaua Kryvoia i Andrew Wilsona:
„From sanctions to summits: Belarus after the Ukraine crisis”

***

Na pierwszy rzut oka Łukaszenka wydaje się być znacznie bardziej sprawnym i utalentowanym politykiem niż jego były ukraiński odpowiednik – Wiktor Janukowycz. Obaj starali się prowadzić politykę balansowania  pomiędzy Wschodem a Zachodem, jednak  to ukraiński prezydent stracił władzę i musiał ratować się ucieczką do Rosji. Łukaszenka natomiast przygotowuje się do reelekcji. Gdzie upatruje Pan mniej znanych źródeł sukcesów politycznych Alaksandra Ryhorawicza?

Słaba narodowa i obywatelska tożsamość Białorusinów – w porównaniu do Ukraińców – to zarówno błogosławieństwo jak i przekleństwo. Kraj nie ma realnie działających instytucji takich jak parlament, sądy czy procedury wyborcze. Wszystko znajduje się pod silną scentralizowaną kontrolą. To jednak pozwoliło Białorusi uniknąć rewolucji i prowokowania Rosji. Zarazem scentralizowane państwo bez oparcia w demokracji przedstawicielskiej staje się podatne na wstrząsy i może szybko upaść, co ostatnio obserwowaliśmy na przykładach Libii i Iraku.

Ukraina z drugiej strony ma silne, działające instytucje. Tak, cierpią one z powodu korupcji i daleko im do doskonałości, ale nie opierają się na jednostkach – Janukowyczu, Poroszence czy innym polityku. Po tym względem ukraińska niepodległość i państwowość są o wiele bardziej odporne. W tej sferze białoruskie władze zawiodły.

Innymi słowy: Łukaszenka uczynił siebie niezbędnym elementem systemu politycznego, co tłumaczy jego popularność. Cena to bardzo niestabilna państwowość białoruska.

Autor: Paul Jeannin, źródło: Flickr

Autor: Paul Jeannin, źródło: Flickr

Unia Europejska zastosowała już wszystkie dyplomatyczne instrumenty wobec Łukaszenki w ciągu jego 20-letnich rządów. Od „polityki marchewki” – czego przykładem była misja ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, Radosława Sikorskiego i Guido Westerwelle w 2010 roku – po „politykę kija” w postaci sankcji gospodarczych. Jak by pan ocenił efektywność unijnej polityki wobec Reżimu Łukaszenki?

Działania Unii Europejskiej są w dużej mierze spójne w kwestii przestrzegania praw człowieka i standardów wyborczych w Białorusi. Jednak Unia zawiodła jako widoczny aktor w samym kraju – jej obecność i atrakcyjność w oczach Białorusinów pozostaje ograniczona.

Dla twórców unijnej polityki zagranicznej Białoruś pozostaje paradoksem. Z jednej strony to stabilne państwo, z drugiej – nie ubiega się o członkostwo w UE i chce pozostać w rosyjskiej orbicie wpływów, podważając tym samym swoją niepodległość.

Wielu unijnych polityków uważa, że podstawowym problemem pozostaje Łukaszenka. Ja jednak nie jestem pewien, czy obywatele Białorusi zagłosowaliby na prozachodniego i prodemokratycznego przywódcę, gdyby w ramach wolnych wyborów mogli wybrać populistę.  Większość obywateli za długo już ogląda rosyjską telewizję – a w efekcie popiera choćby aneksję Krymu. Dlatego też Unia powinna myśleć jak szerzej wpłynąć na białoruskie społeczeństwo – poprzez edukację, współpracę, wymiany – a nie liczyć, że Łukaszenka się zachowa zgodnie z jej oczekiwaniami. Ten kraj to nie Korea Północna – silni grantodawcy i instytucje takie jak USAID, Sida, EuropeAid prowadzą projekty w Białorusi mimo niesprzyjających warunków. Można więc zdziałać jeszcze więcej nawet w obecnych warunkach.

W tym momencie najlepszym rozwiązaniem dla UE byłoby cierpliwe budowanie wiarygodności i wpływu wśród obywateli Białorusi. Aby wesprzeć ten proces, należy podważać wpływy antyzachodniej i antydemokratycznej retoryki rosyjskich mediów państwowych oraz wspierać rozwój obywatelskiej tożsamości Białorusinów. Inne metody to wydawanie bezpłatnych długookresowych wiz, angażowanie studentów i środowisk akademickich w programy wymian, współpraca ze społeczeństwem obywatelskim oraz instytucjami, które nie są bezpośrednio zaangażowane w łamanie praw człowieka. Istotne jest także, aby nie wystraszyć białoruskich biurokratów: oni chcą uniknąć rewolucji, i chcą też żyć w niezależnym, cywilizowanym kraju.

Wyraźna różnica między Łukaszenką a Putinem dotycząca polityki wobec Ukrainy jest postrzegana jak szansa na przyciągnięcie Białorusi w sferę UE. Białoruski prezydent sam wysyła pozytywne sygnały w kierunku Brukseli – choćby ostatnie zwolnienia więźniów politycznych, włączając Mikałaja Statkiewicza. Patrząc realistycznie: jakie są szanse na przybliżenie Białorusi do Unii?

Białoruś może się zbliżyć do UE, nie opuści jednak orbity Rosji w najbliższym czasie. Według niektórych danych rosyjskie wsparcie generuje ok. 15% białoruskiego PKB rocznie, a głównym źródłem informacji jest rosyjska telewizja.

Białoruskie władze mają świadomość, że kraj jest zbyt zależny od Rosji. Rozumieją też, że jest zbyt późno na bardziej proeuropejskie postawy. Ponadto wielu uważa fundamentalne zmiany w kierunku demokratyzacji i reorientację geopolityczną jako potencjalny powód dla rosyjskiej interwencji w takiej bądź innej formie i nie chcą pogorszyć sytuacji. Mam nadzieję, że zdają sobie sprawę z tej słabości i będą w stanie ją zredukować bez antagonizowania Rosji.

ecfr logo

***

Dr Yaraslau Kryvoi: urodzony w Białorusi i zamieszkały w Londynie ekspert w dziedzinie prawa i polityki międzynarodowej ze szczególnym uwzględnieniem Białorusi i byłego Związku Radzieckiego. Jest także profesorem nadzwyczajnym na University of West London.  Można go znaleźć na Twitterze @kryvoi

Spotkanie z ekspertem 7 września w Warszawie w ramach debaty organizowanej przez ECFR Warsaw

Debata „Polityka UE wobec Białorusi: czas na kolejny reset?” | 7 września 2015, Warszawa

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY