Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Joanna Krupadziorow

Duch demokracji i rozterki białoruskiej diaspory w Polsce

Już 11 października Białorusini będą ostatecznie decydować, kogo wesprą w prezydenckich wyborach. O głosowaniu, indywidualnych rozterkach i szerszej perspektywie z przedstawicielami białoruskiej diaspory w Polsce – politykami, aktywistami, dziennikarzami a także zwyczajnymi pracownikami i studentami polskich uczelni – dla Eastbook.eu rozmawia Joanna Krupadziorow.

Rozmowy zostały przeprowadzone w ramach projektu Belarus Votes! 2015 Election Blog

Asia Krupadziorow: From abroad. Belarusian expats choose their president

#BYvotes | @belarusvotes

 

belarus-votes.org

belarus-votes.org

,,Po co iść na wybory? Wyborów na Białorusi nie ma”.

„To zwykła farsa, te wybory już od dawna nie są wyborami, nikt nie wierzy, że przez wybory można coś na Białorusi zmienić”

 ,,W tym roku nie ma nawet prawdziwej opozycji, nikt nie krytykuje prezydenta a za jedyną, nazywającą się opozycyjną kandydatką stoi człowiek, który w 2010 r. zdradził nas wszystkich idąc na układ z władzą”.

To głosy diaspory białoruskiej w Warszawie. Według wielu potencjalnych wyborców jedynym sposobem wyrażenia sprzeciwu wobec obecnej sytuacji na Białorusi jest właśnie nie wzięcie udziału w głosowaniu. Nie wszyscy podzielają to przekonanie.

W poszukiwaniu sensu

Gdy zapytałam Alesia Zarembiuka, jednego z szefów Domu Białoruskiego w Warszawie zbierającego wokół siebie białoruską diasporę osiadłą w Warszawie, jak by określił tegoroczne wybory prezydenckie na Białorusi, zacytował powiedzenie polskiego pisarza Stanisława Jerzego Leca:

„Myślałem, że sięgnąłem dna i usłyszałem pukanie od dołu”.

Aleś nie będzie głosował. Na wybory nie pójdzie też Vlad Kobets , jego kolega współprowadzący Dom Białoruski. Obaj otwarcie bojkotują tegoroczne wybory, mówiąc o potrzebie rozpisania nowego głosowania i rehabilitacji więźniów politycznych.

Głosować nie będzie również Zmicier Koscin, dziennikarz Białoruskiego Radia Racja, który powtarza za niedawno uwolnionym byłym więźniem politycznym Mikołą Statkiewiczem, że wyborów na Białorusi nie ma i głosowanie zwyczajnie nie ma sensu.

Pavel, student polskiego Uniwersytetu i pracownik polskiej firmy w branży IT, nie zagłosuje, ponieważ jest przekonany, że obojętnie czy pójdzie czy nie pójdzie, to jego głos i nazwisko będzie wykorzystane do zafałszowania wyników.

Spotkałam jednak wyborców, którzy widzą sens pójścia na głosowanie.

Vola Shved, dziennikarka telewizji Belsat, niezależnej telewizji nadającej w języku białoruskim, prawdopodobnie też pójdzie. I zagłosuje na Mikołę Statkiewicza. Symbolicznie.

,,Ja zawsze mam ogromny problem z naszymi wyborami. Czuję, ze musze iść, ale wiem, że to nie ma sensu. Niepotrzebnie nabijam frekwencję.

Obserwowałam wybory pod ambasadą Białorusi w 2006 roku. Staliśmy tam cały tydzień, pytaliśmy o każdy oddany głos i okazało się, że na Łukaszenkę głosowało może z 10 osób, a reszta była za Aleksandrem Milinkiewiczem. Wyniki ogłoszone przez ambasadę były zupełnie odwrotne. Jeszcze nie wiem, czy w tym roku pójdę głosować.

Mam taki plan, żeby dopisać do listy Mikołę Statkiewicza i zaznaczyć go jako mojego kandydata. W ten sposób głos będzie nieważny, ale może przynajmniej liczącym głosy da to do myślenia”.

Yuliya Slutskaya, dyrektorka Biura Informacyjnego Belarus in Focus, dziennikarka i aktywna działaczka na rzecz wolności mediów na Białorusi, jest zdecydowana oddać swój głos „(…) jeśli tylko będzie demokratyczny kandydat”.

,,Będę głosować, ponieważ jeżeli zbojkotujemy te wybory i nie weźmiemy w nich udziału, damy szansę na zatwierdzenie ich legalności przez międzynarodowych obserwatorów. Jeżeli będzie mała frekwencja a osoby, które zagłosowałyby przeciwko Aleksandrowi Łukaszence nie przyjdą, władza nie będzie musiała fałszować wyborów. Łukaszenka wygra a świat będzie myślał, że wygrał legalnie i że Białorusini go popierają.

To, że głos zostanie sfałszowany, to inna sprawa. Ważne, żeby był usłyszany”.

Yuliya Slutskaya, dyrektorka Biura Informacyjnego Belarus in Focus, w swoim biurze w Warszawie. Autor: Joanna Krupadziorow, źródło: eastbook.eu

Yuliya Slutskaya, dyrektorka Biura Informacyjnego Belarus in Focus, w swoim biurze w Warszawie. Autor: Joanna Krupadziorow, źródło: eastbook.eu

Mów: kandydaci, myśl: opozycja

Zdegustowany tegorocznymi kandydatami na prezydenta Vlad Kobets stwierdza:.

„W tych wyborach nie ma sensownej opcji – Mikoła Statkiewicz według białoruskiego prawa po wyjściu z więzienia jeszcze przez 8 lat nie może startować w wyborach, a druga osoba, która według mnie mogłaby być sensownym kandydatem na prezydenta, Andrej Sannikau, jest na emigracji i nie może wrócić do kraju.

 W tej kampanii wyborczej nie mamy żadnego kandydata z opozycji. Podpisy zostały już zebrane, mamy Łukaszenkę, mamy jeszcze trzy fejkowe figury z jego otoczenia i Panią Karatkiewicz, która jest mało znana a dodatkowo protegowana przez Andreja Dzmitryjau, szefa jej sztabu wyborczego z kampanii Mów Prawdę. Prawdę, z której właśnie Uładzimir Niaklajeu, kandydat na prezydenta w poprzednich wyborach, zrezygnował , odchodząc z tego ruchu”.

Aleś Zarembiuk dodaje:

 „Panią Karatiewicz znam osobiście od 15 czy 16 lat. To bardzo dobra dziewczyna, tylko te osoby, które nią sterują… Nie mam do nich zaufania.

Pan Andrej Dzmitryjau po wyborach 2010 roku, kiedy był szefem sztabu wyborczego Uładzimira Niaklajeu, po zamieszkach, po tym, jak policja brutalnie pobiła demonstrantów, wszystkich kandydatów zamknięto w więzieniu, setki tysięcy ludzi aresztowano, wystąpił w telewizji i powiedział, że zamieszki są winą opozycji i że władza starała się tylko pomóc.

Dlatego im nie ufam. Uważam, że nie jest to realna opozycja. Realna opozycja to Statkiewicz i Labiedźka. Ale Labiedźka nie zebrał podpisów”.

Opinię liderów Domu Białoruskiego podziela Vola Shved:

,,Pani Karatkiewicz mówi, ze jest gotowa do współpracy z Łukaszenką i z komunistami. W takim razie pytam, czy coś zmieniłoby się, jeżeli by wygrała? W tych wyborach nie ma kandydata, na którego bym zagłosowała. Nie ma lidera”.

Yuliya Slutskaya ma zupełnie inny punkt widzenia:

 „Opozycja to ci, którzy przedstawiają alternatywną politykę do tej obecnie realizowanej. Opozycja bywa różna. Ktoś widzi swoje zadanie w obaleniu władzy. I takim opozycjonistą jest Anatolij Labiedźka.

Krąg Pani Karatkiewicz to tzw. miękka opozycja. Oni mówią raczej o środkach, zwracają się do ludzi z hasłami powolnych przemian. I oni dotrą do ludzi, w przeciwieństwie do agresywnych opozycjonistów.

Wiele osób wyśmiewa, że Łukaszence potrzeba właśnie takiej opozycji, mówią, że Tatiana nie jest prawdziwą opozycjonistką. A ja osobiście uważam, że Łukaszence potrzebna jest dokładnie taka opozycja. Słaba i gotowa sprzeczać się z władzą. Ona nie jest wtedy zagrożeniem dla reżimu i może z nim dyskutować.

Tatiana nie proponuje obalenia władzy, ona rozmawia z ludźmi o reformach. Ma konkretny program reformatorski i  – powoli krok za krokiem – może ludziom pomóc”.

Yuliya ze smutkiem jednak dodaje:

 ,,Karatkiewicz to jedyna kandydatka opozycji, która zebrała sto tysięcy podpisów, ale i tak nie wiedzieliśmy, czy zostanie zarejestrowana. A to, że po tym, jak innym się nie udało, opozycja zaczęła rzucać kamienie w Tatianę, to dobry przykład na to, jaka jest u nas tradycja polityczna.

Zamiast walczyć z reżimem, walczymy sami ze sobą. To jest łatwiejsze”.

Tę opinię o opozycji dzieli Vola Shved:

,,Nie zgadzam się z tym, co dzieje się w opozycji. Uważam, że opozycja jest w rozkładzie, przeżywa upadek. Moim zdaniem Białorusini potrzebują czegoś jasnego, jednego ruchu, jedno zrozumiale hasło.  Opozycja cały czas nawołuje do zmian, ale mało kto rozumie, co za tym stoi”.

 

Współwyborcy, współobywatele, ekspaci

 

Vola dzieli Białorusinów mieszkających w Polsce na grupy.

 „Według mnie najwięcej jest osób, które przyjechały do Polski za pracą. Mieszkają tutaj x lat i przez te lata ani razu nie byli na Białorusi. Ich sytuacja w kraju zupełnie nie interesuje.

Osobami, które interesują się tym, co dzieje się, to ci, którzy przyjechali tutaj ze względów politycznych. Oni najczęściej nie mogą jeździć na Białoruś i tęsknią za krajem – i dlatego angażują się, przychodzą na wydarzenia. Nie jest ich wielu, widać to po liczbie osób uczestniczących w organizowanych dla Białorusinów wydarzeniach w Warszawie – zawsze przychodzi ok 20 osób.

Inni angażujący się w życie polityczne Białorusi pytają o sens wyborów. Wiedzą, że głosów i tak nikt nie policzy. Często nie idą głosować, bo trzeba zostawić swój adres i podać swoje dane, a oni nie chcą tego robić”.

Pavel przytacza przykład swoich kolegów:

„Moi znajomi pójdą dla zabawy. Nikt nie postrzega wyborów jako możliwości zmiany. Nie widzimy nawet żadnego kandydata, na którego moglibyśmy głosować. Poznałem też osoby, które mieszkają w Polsce i są za Łukaszenką. To w większości dzieci bogaczy Białoruskich. To straszne osoby, nie da się z nimi nawet rozmawiać. Studiują ekonomię a wciąż głosują za Łukaszenką…”.

Zmicier podejmował nawet próby głosowania w białoruskim konsulacie:

„W poprzednich wyborach głosowałem w Białymstoku. Później otrzymałem informację, że liczba głosów oddanych tam na Uładzimira Niaklajeua była równa dwóm. Ja, moja żona i jej koleżanka to były już trzy osoby, które oddały glosy na niego, więc jak to jest możliwe, że zarejestrowano tylko dwa?

 Ta sytuacja pokazuje, jaki jest sens głosowania, nawet tutaj, w Polsce, a tym bardziej na Białorusi”.

Aleś Zarembiuk i Vlad Kobets, szefowie Domu Białoruskiego w Warszawie. Author: Joanna Krupadziorowo, źródło: eastbook.eu

Aleś Zarembiuk i Vlad Kobets, szefowie Domu Białoruskiego w Warszawie. Author: Joanna Krupadziorowo, źródło: eastbook.eu

Cienie 2010 roku

Pytam o perspektywę demonstracji i zamieszek, mając w pamięci poprzednie wybory. „Nigdy nie wiesz, z której śnieżynki narodzi się lawina”,  Yuliya cytuje Gogola.

 Mogą odbyć się drobne zamieszki związane z pogarszającą się sytuacją ekonomiczną kraju  – taką opinię podzielają Yuliya i Vlad.

Vlad:

„Dziś postępuje ogromna dewaluacja rubla białoruskiego. Ludzie biednieją. Jeszcze niedawno zarabiali w okolicach 300 dolarów, dziś jest to suma około 100 dolarów”.

Yuliya:

„Ludzie bardzo mocno odczuwają kryzys ekonomiczny. Większość ludzi, w szczególności w małych miastach, już od jakiegoś czasu pracują po 3, 4 dni w tygodniu. Często długo nie otrzymują należnych im wypłat. Przy tym wszystkim nie ma jednak wzrostu nastrojów, które mogłyby wywołać większy protest.

Nie ma takiego wzrostu z dwóch przyczyn. Pierwsza to kryzys na Ukrainie. Białorusini boją się krwi, boją się wojny i nie chcą, żeby w Białorusi było tak jak na Ukrainie. Agresywny porządek Łukaszenkowski, który trwa już 20 lat, który odbiera wszelką wolność i trzyma ludzi w zastraszeniu. Wystarczy ostatni przykład, kiedy kilka osób zostało aresztowanych za graffiti pisane w języku białoruskim. Dokładnie kilka dni po wypuszczeniu więźniów politycznych zamknięto w więzieniu nowe osoby. To potwierdzenie, że stary porządek wciąż funkcjonuje i będzie funkcjonował, znak dla ludzi, żeby nie myśleli, że coś się zmieni. I dlatego, mimo kiepskiej sytuacji ekonomicznej, nie wzrastają nastroje prowadzące do manifestacji. Porządek wciąż funkcjonuje a ludzie się boją”.

Aleś również sceptycznie odnosi się do możliwości manifestacji:

„Jeżeli nie będzie żadnego kandydata z opozycji, to przeciwko czemu ludzie mają manifestować? W wyborach 2001, 2006 i 2010 roku naród protestował przeciwko fałszowaniu wyników wyborów, bo opozycja miała swoich liderów wśród kandydatów. Teraz takiej osoby, zwycięstwa której Białorusini mieliby bronić, po prostu niema”.

Nie wszystkich jednak opuściła nadzieja na aktywność osób nie zgadzających się z fałszowaniem wyborów. Vola ma powody do optymizmu:

„W tym roku akcja protestu na pewno się odbędzie, bo są ludzie, którzy tego potrzebują. I to będzie protest przeciwko fałszowaniu wyborów.

Fałszowanie wyborów to jest cały proces. Oni nie zmieniają tylko kartek z głosami. Kandydaci opozycyjni nie mają dostępu do szeroko odbieranych mediów państwowych. Wszędzie jest Łukaszenka, co to za kampania? Ludzi zmuszają do składania podpisów. Na przykład idziesz do lekarza z chorym gardłem a on mówi, że najpierw musisz podpisać się na liście Łukaszenki i dopiero wtedy będzie cię leczył.  I tak jest na każdym kroku.

W Belsacie dostajemy mnóstwo listów od naszych widzów w stylu: Pracuję w jakimś tam przedsiębiorstwie, powiedziano nam, że wszyscy musimy jutro przyjść z paszportami i podpisać się na liście Łukaszenki, bo inaczej wszystkich nas zwolnią. Codziennie dostajemy takie listy.

A inni kandydaci? Nie istnieją, nie ma ich w mediach. Są debaty w telewizji, ale Łukaszenka nigdy w nich nie uczestniczy. Co to więc za debaty? Ludzie mają już tego dosyć”.

Po chwili jednak dodaje:

„Na pewno nie będzie tak, jak na Ukrainie, bo ludzie się boją. Łukaszenka wszystko ma wyćwiczone. Gdyby był na miejscu Janukowycza, to rozpędziłby cały Majdan w ciągu godziny i następnego dnia nikt by nie wyszedł na ulicę.

Mieliśmy swój Majdan w Białorusi w roku 2006 i 2010. Gdyby te manifestacje nie były brutalnie rozegnane pierwszego dnia, na drugi dzień byłoby o wiele więcej ludzi”.

Na koniec z żalem konkluduje:

 „Teraz młodzi chłopcy z Białorusi jeżdżą walczyć na Ukrainę. Mają tak ogromną potrzebę walki za prawdę, za wolność. Giną tam, potem nie mogą wrócić na Białoruś, bo grozi im kara więzienia. A przecież oni mogliby walczyć u nas, za naszą wolność, za naszą niepodległość…”.

Legendy, symbole, liderzy

Pytam, czy  w Statkiewiczu widzi się szansę na zmianę.

Vlad wierzy w świeżo zwolnionego polityka:

„On jest bardzo odważnym człowiekiem. Jest oficerem, założycielem związku wojskowych w Białorusi na początki lat dziewięćdziesiątych, białoruskim patriotą, on może być liderem, ale to jest pytanie do niego a nie do nas”.

Przedstawiciel młodszego pokolenia Pavel zachwyca się byłym więźniem politycznym:

„Mikoła Statkiewicz to silny człowiek, bardzo mi się podoba. Wytrzymał 5 lat w więzieniu, ja bym tyle nie wytrzymał. Jeżeli zechce, może być dobrym liderem”.

Jednak na moje pytanie, czy Statkiewicz mógłby poprowadzić Białorusinów do obalenia reżimu Łukaszenki, odpowiada :

„Nie, w dzisiejszych czasach nie jest to możliwe”.

Vola traktuje Mikołę raczej jako symbol i nadzieję dla narodu:

„Statkiewicz jest sumieniem narodu. Już nie pierwszy raz jest w więzieniu i do tej pory nikt go nie złamał. Wyszedł z więzienia mocny i duchem, i ciałem. To nadzieja dla wszystkich, że nie każdy się złamie, że można zostać człowiekiem, człowiekiem sumienia, mimo tego, w jakim kraju żyjemy”.

***

Z Mikołą Statkiewiczem rozmawia Maciek Zaniewicz. Wrzesień 2015

***

Sceptycznie o możliwych konsekwencjach zwolnienia Mikoły Statkiewicza mówi Yuliya:

 „Uważam, że wypuszczenie Statkiewicza było jednym z elementów strategii władzy. Statkiewicz powiedział, że teraz jego zadaniem nie jest uczestniczenie w polityce a uczestniczenie w walce. I kiedy ten ostro protestujący, radykalny elektorat będzie mobilizowany pod przywództwem Statkiewicza, ludzie się przestraszą. Władza będzie mogła powiedzieć: popatrzcie jak pracuje opozycja, ona chce tylko wojny i krwi! A że większość tego nie chce, ludzie będą jej przeciwni. To jest strategia Łukaszenki”.

Siedziba Radio Racja. Autor: Joanna Kruapdziorow, żródło: eastbook.eu

Siedziba Radio Racja. Autor: Joanna Kruapdziorow, żródło: eastbook.eu

Wieczny zwrot ku Europy czyli kto finansuje aparat represji?

Co z ostatnim ociepleniem relacji Białoruś – UE?

Vlad  traktuje zagadnienie z dystansem:

„Alaksandr Łukaszenka potrzebuje pomocy Zachodu, ponieważ zabrakło mu pieniędzy. Liczy na pożyczkę i dlatego zwolnił więźniów politycznych. Zwolnił ich, ale kilka dni później zamknął kolejnych, młodych chłopaków, którzy pisali na murach graffiti w języku białoruskim, nawoływali do krzewienia języka i kultury białoruskiej. Nic złego nie pisali, nic politycznego. Handel ludźmi w Białorusi trwa nieustannie. Kogoś wsadzą, potem w zamian za coś zwalniają. Tak było w Somalii, nie może tak być w Europie”.

Yuliya i tu patrzy bardziej optymistycznie:

„Nie można ufać Łukaszence. Nie wiadomo, jakie ma dalsze pomysły. Historia nas nauczyła, że otwarte okno nie oznacza postępu, jest to tylko chytra gra, którą ludzie już znają. Mimo wszystko według mnie trzeba wykorzystywać każdą, nawet najmniejszą możliwość dla poszerzenia horyzontów”.

Zmicier wierzy:

„Młodsze pokolenie próbuje zgadnąć, co będzie się teraz działo. Bardzo chcielibyśmy otwarcia na zachód, może wtedy coś zaczęłoby się zmieniać, przynajmniej w mentalności ludzi”.

Vola z kolei w obecnym stosunkach Białoruś – Zachód dostrzega zagrożenie:

 ,,Zachód nie powinien ulegać. Unia Europejska zrozumiała, że nie chce kolejnego Majdanu i dlatego woli zaakceptować Łukaszenkę i rozpocząć współpracę.

Dla Unii sankcje są niewygodne, woli handlować i udawać, że wszystko jest w porządku. Ale żeby udawać, trzeba spełnić przynajmniej jakieś minimalne warunki. Takim warunkiem było zwolnienie więźniów politycznych. Jednak nie tylko zwolnienie, Łukaszenka miał również skasować wyroki polityków, czego nie zrobił. Obecnie Statkiewicz dostał ośmioletni nadzór policyjny. Nie może wyjechać bez pozwolenia, nie może brać udziału w wyborach. Czyli druga część warunku nie została spełniona, ale mimo to, przedstawiciele Unii Europejskiej zaczęli oświadczać, że są skłonni do współpracy, że chcą znosić sankcje, zmiękczyć relacje.

My się spodziewamy, że Unia Europejska może uznać tegoroczne wybory, i to będzie to część gry politycznej. Skasują część sankcji, część białoruskich polityków będzie mogła wyjeżdżać, zacznie się wspólny handel. Taka współpraca dla Europy jest wygodna, ale nie jest wygodna dla Białorusinów, ponieważ w taki sposób na Białorusi nigdy się nic nie zmieni. W ten sposób Zachód podtrzymuje reżim i zgadza się na łamanie praw człowieka na Białorusi. Niektórzy Białorusini odbierają to jako zdradę.

Europa zdradziła nas i poszła z dyktatorem na współprace dla własnej wygody. Da pieniądze dla Białorusi , ale ciekawe na co zostaną wydane?

My, obserwując z boku, wiemy, że to właśnie tymi pieniędzmi zostanie sfinansowany aparat represyjny, KGB, ZOMO, które nas biło i będzie bić przy każdej próbie wyrażania swojej opinii o władzy. Nie wierzę, że pieniądze Unii Europejskiej zostaną wydane na podniesienie zarobków dla ludzi. Nigdy w życiu. Ewentualnie na wstrzymanie wzrostu waluty, dla demonstracji, jak władza świetnie sobie radzi z kryzysem”.

***

Moja koleżanka Białorusinka opowiedziała mi – podobno stary – białoruski kawał:

Grupka psów mieszkających na Ukrainie narzeka:

 – Na tej Ukrainie to nie karmią, nie głaszczą…

 – Nikt się nami nie zajmuje, tylko kopią i przepędzają!

 – Chodzimy brudne, niechciane.

Jeden z psów postanawia zmienić swój los:

 – Słyszałem, że na Białorusi jest lepiej, wyprowadzam się więc na Białoruś.

Po pół roku pies wraca z emigracji, najedzony, błyszczący, zadbany i opowiada, jak to cudownie było na emigracji. Po pewnym czasie inne psy pytają, dlaczego w takim razie wrócił na Ukrainę?

 Pies odpowiada:

 – Bo nie można tam szczekać.

***

Joanna Krupadziorow dziękuje za możliwość rozmowy Yuliyi Slutskayej, dyrektorce Biura Informacyjnego Belarus in Focus, dziennikarce i aktywnej działaczce na rzecz wolności mediów na Białorusi, Voli Shved, dziennikarce telewizji Belsat, Alesiowi Zarembiukowi i Vladowi Kobetsowi, szefom Domu Białoruskiego w Warszawie, Zmicierowi Koscinowi, dziennikarzowi Białoruskiego Radia Racja, i Pavlovi, przedstawicielowi młodej studiującej i pracującej diaspory białoruskiej w Warszawie.

***

Tekst powstała w ramach projektu Belarus Votes! 2015 Election Blog. 15 młodych studentów, dziennikarzy i obserwatorów z Białorusi, Niemiec, Polski i Białorusi podróżuje po Białorusi i opowiada o kraju w jego wyborczym okresie. Więcej: belarus-votes.org.

#BYvotes | @belarusvotes

Projekt jest finansowany przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej, The German Marshall Fund of the United States oraz MitOst przy wsparciu projektu Eastbook finansowanego przez International Visegrad Fund.

Zdjęcie na stronie głównej autorstwa Keitha Iveya/ źródło: flickr

Joanna Krupadziorow
  • w Eastbook.eu od2015 Oct 4
  • Artykuły1
  • Komentarze0

Joanna Krupadziorow jest absolwentką Instytutu Wschodniego Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytetu Warszawskiego, kierunku Pomoc Humanitarna. Od wielu lat współpracuje z organizacjami pozarządowymi w Polsce i za granicą. Aktualnie jest doradcą integracyjnym dla cudzoziemców w Helsińskej Fundacji Praw Człowieka w Programie Pomocy Prawnej dla Uchodźców i Migrantów. Pisze o białoruskich wyborach 2015 dla Eastbook.eu.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz