Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

„Jeśli nie ja, to już nikt”. Wywiad z Mikołą Statkiewiczem

Białoruś: czego trzeba jej życzyć, a na co można mieć nadzieję? Maciej Zaniewicz rozmawia z Mikołą Statkiewiczem, kandydatem w białoruskich wyborach prezydenckich w 2010 roku, liderem manifestacji przeciwko fałszerstwom wyborczym, byłym więźniem politycznym i dziś punktem odniesienia dla głosujących przeciw reżimowi Alaksandra Łukaszenki. 22 sierpnia 2015 roku opozycjonista został przedterminowo uwolniony, jednak nie rehabilitowany.
Mikoła Stakiewicz w 2010 roku. Autor: User1963, źródło: Wikimedia Commons

Mikoła Stakiewicz w 2010 roku. Autor: User1963, źródło: Wikimedia Commons

Co było dla Pana najtrudniejszym doświadczeniem w trakcie odsiadywania wyroku?

Głodówka. Zaraz po zatrzymaniu odmówiłem podpisywania dokumentów i odpowiadania na ich pytania oraz ogłosiłem głodówkę. Starałem się ochronić swoich bliskich i współpracowników oraz pomóc wyjść na wolność tym, którzy trafili do więzienia już wcześniej. Mój protest nałożył się na dolegliwości związane z obrażeniami głowy, jakie odniosłem, gdy broniłem wcześniej jednego z kolegów przed Specnazem – służby wdarły się do biura Uładzimira Niaklajeu, gdzie wtedy się znajdowałem. Był to dla mnie bardzo ciężki okres, ponieważ głodówka połączona ze wstrząsem mózgu jest dosyć nieprzyjemna. Nie mogłem na przykład spać, bo ciągle mi leciała ślina z ust.

Mikoła Statkiewicz brał udział w demonstracjach 19 grudnia 2010 roku w Mińsku, jakie wybuchły  w związku ze sfałszowanymi wyborami prezydenckimi. Został on następnie uprowadzony z taksówki gdy próbował opuścić miejsce protestów, które zaczęły być tłumione przez milicję. Po kilku dniach władze ogłosiły, że Statkiewicz przebywa w areszcie, gdzie odmówił składania zeznań i rozpoczął głodówkę.

Po 24 dniach protestu przewieziono mnie do szpitala KGB. Tam powiedziano mi, że i tak nie uda mi się umrzeć, bo oni mi na to nie pozwolą, a co najwyżej zostanę inwalidą. Wtedy też postanowiłem zakończyć mój protest. W więzieniu nie zakończyłbym protestu tak szybko, ale szpital KGB to co innego. Oni na siłę utrzymywaliby mnie przy życiu, a to był właśnie ten moment, gdy pogodziłem się z myślą o śmierci.

Po tym, co przeszedłem w trakcie głodówki w zasadzie nie ma takiej rzeczy, która mogłaby mnie przestraszyć.

Od razu po uwolnieniu bardzo mocno zaangażował się Pan w działalność polityczną – organizuje Pan protesty i demonstracje. W wyborach Pan już jednak nie weźmie udziału. Co jest obecnie Pana celem?

Rzecz w tym, że mnie uwolniono w momencie, gdy opozycja już przegrała wybory. My nie mamy swojego kandydata. Są tylko „fejkowi” kandydaci

Wszyscy?

Wszyscy.

Tatiana Karatkiewicz też?

Tatiana Karatkiewicz – ur. w 1977. Wykładała psychologię na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym w Mińsku. W 2010 roku zaangażowała się w Ruch Mów Prawdę, w którym brała udział w licznych inicjatywach oddolnych na rzecz Mińska. W 2012 roku bezskutecznie kandydowała do parlamentu. W 2015 roku została wybrana na kandydata zjednoczonej opozycji na prezydenta. 29 sierpnia Białoruski Front Ludowy wycofał swoje poparcie dla Karatkiewicz ze względu na jej „niejasne stanowisko w kluczowych dla wyborców BNF sprawach”.

Tak! Ona nie jest samodzielnym kandydatem. Za nią stoi Andriej Dmitriew – człowiek marny i podły. Sprzedał wszystkich opozycjonistów. Wystąpił w telewizji [białoruskiej], co jest wielką hańbą. Gdy człowiek mówi „B”, to znaczy, że „A” padło z jego ust już wcześniej. „A”, to w tym wypadku cicha zdrada – podpisanie dokumentów o współpracy z KGB. Ja ich nie widziałem, ale skoro występował w telewizji, to jest to oczywiste.

Andriej Dmitriew – ur. w 1981. W latach 2001-2012 członek Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Zastępca przewodniczącego Ruchu Mów Prawdę. W 2010 roku kierował sztabem wyborczym kandydata opozycji na prezydenta Uładzimira Niaklajeu. 20 grudnia 2010 roku został aresztowany za udział w demonstracji przeciw sfałszowanym wyborom. Został uwolniony 3 stycznia następnego roku.

Wszyscy z resztą wiedzą, że wystarczy wywrzeć na nim presję, a on powie co mu się każe. Jak KGB zażąda, to on ogłosi, że opozycja wykopała podziemny tunel z Brześcia do Terespola i sprzedaje broń terrorystom. Ten człowiek stworzył od zera, z nikomu nieznanej kobiety, która nie posiada żadnej partii i żadnych pieniędzy – kandydatkę na prezydenta. Karatkiewicz natomiast, proszę wybaczyć, jest nikim. Za nią stoi jedna z postaci, z którymi nie wolno siadać za jednym stołem.

Jak wspomniałem – wyszedłem właśnie w takim momencie, gdy opozycja już przegrała wybory. Trzeba jednak wykorzystać sytuację, gdy Łukaszenka chce zyskać legitymizację.

On w związku z tym stara się teraz krótko trzymać swoje psy, a maszynie represji nakazał troszkę zwolnić obroty. Właśnie teraz jest możliwość wywalczyć trochę przestrzeni wolności dla ludzi. Zmniejszyć trochę poziom strachu. Gdybym od razu po uwolnieniu zrobił sobie przerwę, mogłoby się okazać, że po 11 października ta szansa zostałaby zaprzepaszczona. Jest mi bardzo żal mojej żony, która chciałaby spędzić ze mną trochę czasu, ale muszę wykonać swoją pracę.

Czy nie obawia się Pan jednak, że po wyborach znów trafi Pan do więzienia?

Oczywiście ja jestem świadomy tego, że znajduję się w podbramkowej sytuacji. Zgodnie z prawem przez najbliższe osiem lat znajduję się pod „obserwacją profilaktyczną”. Jest to dosyć łagodny nadzór. Mogę wyjeżdżać za granicę na okres do 30 dni, zawsze muszę informować ich o miejscu pobytu, a oni mają prawo do tego, żeby w każdej chwili wezwać mnie do siebie.

Jeśli jednak dopuszczę się trzech naruszeń prawa, „obserwacja prewencyjna” zamieni się w „nadzór prewencyjny”. Wtedy, zgodnie z prawem, nie miałbym prawa wyjść nocą z domu, a oni mogliby przychodzić do ciebie nawet po pięć razy i sprawdzać, czy rzeczywiście tam bym się znajdował. Trzy naruszenia w czasie nadzoru to natomiast sprawa karna i kolonia o zaostrzonym rygorze. Dwóch więźniów politycznych przez to przeszło. Wśród nich był np. Wasilij Parfienkow.

Wasilij Parfienkow – ur. w 1983 roku. Aktywista niezarejestrowanej Partii Wolności i uczestnik licznych protestów demokratycznych. W 2010 roku pracował w sztabie wyborczym Uładzimira Niaklajeu. 4 stycznia 2011 roku został aresztowany za udział w protestach przeciw sfałszowaniu wyborów. W sierpniu tego samego roku został uwolniony z kolonii karnej. 5 grudnia 2013 roku został ponownie skazany na rok kolonii karnej o zaostrzonym rygorze za naruszenie prawa o nadzorze prewencyjnym.

Ja jednak widzę, jak ludzie w tym zastraszonym kraju do mnie podchodzą i dziękują za to co robię. Widzę, że jestem dla nich swego rodzaju nadzieją i nie mogę pozostać na to obojętnym. Oni mi wierzą. Jeśli wyjadę, to nikt im już nie zostanie. Jestem w takiej sytuacji, gdy moje życie już nie należy do mnie.

Jeszcze nie wiemy co wydarzy się po wyborach. Proszę zatem powiedzieć – czego Pan życzy Białorusi?

Życzę swojemu państwu normalności.

Co to znaczy?

To znaczy, żeby była Białorusią wolną, demokratyczną, niepodległą i białoruską.

***

Mikoła Statkiewicz – ur. w 1956 roku we wsi Ladno w obwodzie mińskim. W latach 1978 – 1982 służył w armii ZSRR w obwodzie murmańskim. Do 1991 był członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Legitymację partyjną złożył w 1991 roku na znak protestu przeciw krwawej pacyfikacji demonstracji w Wilnie. W 1995 roku został przewodniczącym Białoruskiej Socjaldemokratycznej Hramady, a następnie Białoruskiej Socjaldemokratycznej Partii (Ludowa Hramada). W 2005 roku został skazany za organizację protestów przeciwko wynikom referendum ws. wyborów parlamentarnych. Po uwolnieniu w 2007 roku kandydował na prezydenta w 2010 roku. Następnie w grudniu tego samego roku został aresztowany i skazany na 6 lat więzienia za organizację protestów opozycji. 22 sierpnia 2015 roku został przedterminowo uwolniony, jednak nie rehabilitowany.

Projekt jest finansowany przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej, The German Marshall Fund of the United States oraz MitOst przy wsparciu projektu Eastbook finansowanego przez International Visegrad Fund. Zdjęcie na stronie głównej autorstwa Deana Terry'ego, źródło: Flickr
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz