Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Łukaszenka przeczekał unijne sankcje

Unia Europejska głosami ministrów spraw zagranicznych państw UE zdecydowała o zniesieniu nieomal wszystkich sankcji, jakimi objęta była białoruska władza. Mińsk przeczekał unijny gniew. Wszyscy zwolennicy polityki prezydenta Łukaszenki mogą sobie pogratulować wytrwałości. Białoruś okazała się zbyt cenna, aby ją stracić.

Problemem, którego w natłoku spraw związanych z kolejnymi turami obrad w Mińsku zdaje się nie dostrzegać Bruksela, jest podejście władz białoruskich do tematu sankcji. O skuteczności tego narzędzia dyskutowano już wielokrotnie, choćby w kontekście konfliktu na Ukrainie. W niewielu przypadkach sankcje przyniosły zakładany przez ich architektów skutek. Przypadek białoruski nie stanowi tu żadnego odstępstwa od reguły.

Sankcje wobec Białorusi miały dwojaki charakter. W aspekcie finansowym doszło do zamrożenia aktywów i kont należących do osób, które zostały oskarżone o łamanie praw wyborczych na Białorusi, łamanie praw człowieka i prześladowania demokratycznej opozycji. Równolegle doszło do wprowadzenia zakazów wjazdowych na terytorium UE dla wielu białoruskich oficjeli. W stosunku do samego państwa nie wprowadzono zbyt wielu obostrzeń – z tych poważniejszych zakazano eksportu broni. W praktyce sankcje miały uderzyć w decydentów politycznych. W międzyczasie sytuacja w regionie Europy Wschodniej zdynamizowała się i już w 2014 roku Białoruś znacząco zyskała na znaczeniu geopolitycznym. Kiedy doszło do pierwszego spotkania grupy normandzkiej w Mińsku, a rękę prezydenta Łukaszenki ściskali unijni liderzy, wszyscy zrozumieli, że białoruskie władze obrały najlepszą z możliwych strategii wobec unijnych sankcji. Okazało się, że wystarczyło poczekać.

Białorusin Białorusinowi wilkiem?

W dzienniku Belarus’ Siegodnia opublikowano artykuł pt. O traumatycznym efekcie sankcji. Autor artykułu Aleksandr Zimovskyi przedstawia w nim koncepcję, o której mieszkańcy Unii Europejskiej zapewne nawet nie myśleli. Według niego sama koncepcja sankcji została stworzona na Białorusi przez „przeciwników obecnego ustroju”, którzy stworzyli listę osób fizycznych i prawnych, na które należało nałożyć ograniczenia. Cel był prosty: twórcy tej koncepcji liczyli, że pod naporem sankcji reżim upadnie, a na jego gruzach będą oni mogli zbudować swoje rządy. Tymczasem w decyzji Rady UE o nałożeniu sankcji na przedstawicieli białoruskiej administracji można przeczytać jasno, że Unia chciała ukarać białoruską władzę za sfałszowanie wyników wyborów i referendum na Białorusi 17 października 2004 r., za naruszenie międzynarodowych standardów wyborczych podczas wyborów prezydenckich na Białorusi 19 marca 2006 r. i 19 grudnia 2010 r., a także za poważne naruszenia praw człowieka i represje skierowane przeciwko pokojowym demonstrantom po tych wyborach i referendum.

Zdaniem Zimovskiego cały aspekt unijnej walki o demokrację jest jedynie przykrywką dla planów Unii i pośrednio także białoruskiej opozycji. Plany te spaliły jednak na panewce – zauważa autor – ponieważ reżimu nie udało się odizolować. Na białoruskie władze “patrzono z giełd w Londynie i Rotterdamie” ze względu na produkowane na Białorusi nawozy i paliwo lotnicze. Europejczycy przyjeżdżali na Białoruś na mistrzostwa świata w hokeju. W końcu Mińsk stał się centrum rozmów pokojowych w sprawie najbliższego Unii Europejskiej konfliktu. Świat nie mógł się obejść bez Białorusi. Unia nie chcąc ryzykować oskarżenia o nadmierną hipokryzję musiała zmienić swoje podejście do Mińska.

Wschód nie kryje zadowolenia

W oficjalnym komunikacie Rada Europejska docenia starania Alaksandra Łukaszenki, które przyczyniły się do poprawy stosunków między Unią Europejską i Białorusią. Sam prezydent skwitował decyzję Rady Europejskiej o zniesieniu sankcji stwierdzeniem, że cieszy go fakt, iż Unia Europejska porzuca „blokujące myślenie” i przestaje szukać sposobów na konfrontację z Białorusią.

Za dyplomatycznymi komunikatami kryją się jednak szersze interesy geopolityczne. Białoruś i jej prezydent stanowią niezbędny element procesu pokojowego pomiędzy Rosją i Ukrainą. Z tej roli Łukaszenka doskonale zdaje sobie sprawę. Odwilż pozwala mu również wrócić do prowadzenia swojej starej polityki wobec Rosji, jaką jest grożenie Moskwie, iż opuści „Russkij Mir” na rzecz europejskich obietnic. Naturalnie słowa takie nie padają wprost. W większości prorosyjskie społeczeństwo mogłoby tego swojemu prezydentowi nie darować, podobnie jak niesłynący z sympatii do „Baćki” Władimir Putin. Na poziomie deklaracji Łukaszenka powtarza zatem, że Białoruś jest częścią rosyjskiego świata i rosyjskiej kultury. Wie bowiem, że długofalowym celem Putina od samego początku rządów jest reintegracja obszaru poradzieckiego. W praktyce nieprzedłużenie sankcji daje prezydentowi Białorusi dużą szansę na prowadzenie polityki bardziej niezależnej od Kremla.

Łukaszenka tryumfuje z kilku powodów. Przede wszystkim, nieomal otwarcie stwierdza się, że sankcje zostały zniesione z potrzeby chwili. Ludmiła Aleksandrowa z rosyjskiej agencji informacyjnej TASS zauważa, że nastawienie Łukaszenki wobec opozycji nie zmieniło się tak znacząco, aby Unia mogła realnie mówić o poprawie sytuacji. Okazało się zatem, że sankcje można spokojnie „przeczekać”. Co widzą Białorusini, dociera również do Rosjan. Rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow stwierdził, że Rosja przyjmuje decyzję KE z oczywistym zadowoleniem, gdyż pokazuje to po raz kolejny absolutnie bezsensowną naturę sankcji. Przegrywa natomiast Unia Europejska, która okazała się zbyt słaba, aby wywrzeć trwałą polityczną presję na małą Białoruś. Zniesienie sankcji uderza również w białoruską opozycję, która traci swojego sojusznika, jakim wydawała się być UE.

#białoruskaniedziela

Zdjęcie główne: Posiedzenie ministrów spraw zagranicznych państw UE 15.02.2016, źródło: European External Action Service, licencja CC BY-NC 2.0
Facebook Comments

***

Tekst opublikowany w ramach cyklu „Białoruska niedziela”. Co dwa tygodnie - właśnie w niedziele - publikujemy teksty poświęcone Białorusi: gospodarce, społeczeństwu, polityce.

Bartek Tesławski
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY