Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Paweł Purski

Wielka Polska Katolicka

Od rządu Prawa i Sprawiedliwości oczekiwaliśmy konstruktywnej polityki wschodniej. Tymczasem obserwujemy niepokojące tendencje, które w dłuższej perspektywie doprowadzić mogą do izolacji Polski. To skutek wykluczającej, narodowej narracji historycznej partii rządzącej i przestawienia polityki zagranicznej na tryb ciągłego zarządzania kryzysowego.

Po 100 dniach można zrekonstruować główne kierunki polityki wschodniej rządu premier Beaty Szydło. Znakomitą część energii nasi dyplomaci poświęcają na bohaterskie rozwiązywanie problemów, do których przyczynili się kluczowi urzędnicy państwowi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych tłumaczy więc Komisji Weneckiej zawiłości sporu politycznego o Trybunał Konstytucyjny, wysyła listy do instytucji Unii Europejskiej i reaguje na kolejne niepochlebne artykuły w zagranicznych mediach. Wszystko w trybie zarządzania kryzysowego, a to sprzyja błędom, nie zaś realizacji wielkich marzeń o „Międzymorzu”.

Wraz z objęciem urzędu Prezydenta RP przez Andrzeja Dudę, objawiła się niefrasobliwość nowej ekipy w polityce zagranicznej. Jeden z urzędników Kancelarii Prezydenta – znakomity teoretyk od spraw międzynarodowych – ogłosił, że Polska dołączy do rozmów o Ukrainie w formacie mińskim. Wkrótce potem główni uczestnicy procesu stabilizacyjnego na Donbasie usadzili Prezydenta poza stołem negocjacyjnym. Budowaniu wiarygodności Głowy Państwa nie pomogły także wypowiedzi o setkach tysięcy „uchodźców” z Ukrainy w Polsce. Najwyraźniej nie poinformowano naszego Prezydenta o prawnej i faktycznej różnicy między uchodźcą a imigrantem, bo o granie resentymentami wobec Ukraińców nikt by go wszak nie posądzał.

Kresowe bóle fantomowe

Wyzwaniem będzie realizacja postulatu upodmiotowienia Polski, w warunkach nowej polityki historycznej Prawa i Sprawiedliwości. Zalążki doktryny obserwujemy w wypowiedziach oficjeli, zmianach w mediach, debacie publicznej, założeniach programów grantowych i pierwszych projektach legislacyjnych. Z siłą powróciła opowieść o raju na Kresach. W Sejmie pojawiła się ustawa o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian. Po latach względnego konsensusu, że z narracją kresową należy postępować ostrożnie, reanimuje się mit odrębnej od polskiej, kresowej tożsamości. Proponowany w ustawie termin „męczeństwo” przywołuje teologiczne i teleologiczne konotacje, sytuując tę opowieść wśród świętych mitów założycielskich nowej Polski. Wizja historii przedstawiona w ustawie hołduje zbyt prostym wyobrażeniom o mitycznej, mlekiem i miodem płynącej krainie, w której wszystkie narodowości żyły zgodnie pod polskim, światłym panowaniem. To niebezpieczne, bo nie dość, że nieprawdziwe, to jeszcze kształtuje myślenie rewizjonistyczne i szkodzi naszym relacjom ze wschodnimi sąsiadami.

Nie należy jednak wymazywać Kresów z polskiej pamięci narodowej. Pamiętajmy tylko, by z tego mitu nie czynić fundamentu polskiej polityki wschodniej, jeśli naszym założeniem nie ma być izolacjonizm. Lepiej by się stało, gdyby MSZ, w toku procesu legislacyjnego i w imię realizacji hasła podmiotowości wydał negatywną opinię o tej ustawie. Oczywiście może też jej nie podpisać Prezydent Duda.

Po pierwszym czytaniu w Sejmie znalazł się również projekt nowelizacji ustawy o Karcie Polaka. Nowela przewiduje, że posiadacze tego dokumentu nie tylko będą mogli łatwiej uzyskać obywatelstwo polskie, ale również otrzymają pomoc finansową przy przeprowadzce do Ojczyzny. Pomijając względy bezpieczeństwa, oznacza to, że stosunek Państwa Polskiego do potencjalnego imigranta nie będzie zależał od jego kwalifikacji czy wykształcenia, ale od tego, czy ma w sobie bliżej nieokreślony pierwiastek polskości. Wnioskodawcy tłumaczą to zobowiązaniem wobec naszych Rodaków, choć faktycznie Karta jest wykoślawioną polityką imigracyjną, która opiera się na fałszywym założeniu, że etniczny Polak jest kimś z istoty lepszym niż przedstawiciel innej narodowości. Jak to się ma do szacunków ekspertów Fundacji Energia dla Europy, którzy twierdzą, że do 2050 r. Polsce potrzeba 2 milionów przyjezdnych? Konieczna jest polityka imigracyjna z prawdziwego zdarzenia, a nie balsam na zaniechania lat 90-tych XX wieku.

Samotność i duma

Jak dotąd Prawo i Sprawiedliwość buduje nową Rzeczpospolitą na fundamencie wąsko rozumianej etniczności, nie zaś obywatelskiej przynależności. Nasz kraj zmierza ku temu, by stać się ekskluzywnym klubem rdzennych Polaków-katolików i zasymilowanych posiadaczy urzędowego glejtu na polskość. Polityka wschodnia ma wspierać Polonię na Kresach. Taka wizja oznacza odrzucenie tradycji wielonarodowościowej Rzeczypospolitej, na której byłoby łatwiej budować skuteczną politykę wschodnią niż na kresowych bólach fantomowych. Konsekwencjami nowej narracji staną się rewizjonizm historyczny i jednostronne żądania oficjalnego uznania ludobójstwa na Wołyniu, bez zinstytucjonalizowanej dyskusji naukowców i publicystów z Polski i Ukrainy. Z czasem dojdzie do pogorszenia stosunków Warszawy i Kijowa, relacje z Wilnem nie ruszą z miejsca, a o postępach w dialogu z Mińskiem możemy zapomnieć.

W polskim modelu stosunków ze wschodnimi sąsiadami coś „nie gra”. Może to nie „oni są niewdzięczni”, tylko my nieskuteczni? Może to kwestia braku zaangażowania odpowiednich środków finansowych? A może Polska nie jest warta tego, żeby się na nią orientować, bo po co iść do klienta, jeśli można udać się do silniejszego patrona? Tylko czy w rozwiązaniu problemów pomoże nam ekskluzywna polityka oparta na narodowych resentymentach? Czy w taki sposób opuścimy peryferia i staniemy się centrum? Zapewne będziemy mieć poczucie podmiotowości, bo zrobimy to wszystko „po polsku”, ale pozostaniemy strategicznie samotni, skazani na poparcie takich „przywódców wolnego świata” jak Miloš Zeman czy Wiktor Orban. I będziemy przepełnieni goryczą, że nikt nas nie słucha, a przecież powinien, bo mamy taką wspaniałą historię i posłuch nam się po prostu należy, gdyż „sprzedano nas w Jałcie”. Jeśli zamkniemy się w granicach Polski, to nieoczekiwanie łatwiej będzie o porozumienie z Kremlem, gdyż naturalnie uznamy, że nasi wschodni sąsiedzi należą do rosyjskiej strefy wpływów. Tylko co wtedy z „Międzymorzem”, podmiotowością i bezpieczeństwem Polski?

***

"Wielka Polska Katolicka" Pawła Purskiego to pierwszy głos w debacie o polskiej polityce wschodniej, którą inaugurujemy na portalu Eastbook.eu. Gorąco zachęcamy czytelników do włączenia się w rozmowy. Swoje komentarze i uwagi można pozostawić bezpośrednio pod tekstami oraz na naszych kanałach społecznościowych, na facebooku i twitterze. Hashtag debaty: #PPW2016

Zdjęcie tytułowe: Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski, źródło: Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, licencja CC BY-SA 3.0 PL
Paweł Purski

Absolwent filozofii na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Studiował na Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego na specjalizacji Rosja/Azja Centralna. Stażysta m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był pierwszym redaktorem naczelnym Eastbooka, a następnie przez prawie cztery lata współpracował z posłem do PE Pawłem Kowalem. Obecnie Przewodniczący Rady Fundacji Wspólna Europa. Zawodowo zajmuje się komunikacją strategiczną.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz