Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Piotr Maciążek

Wojna o Trybunał

Polityka wschodnia Polski w ostatnich latach to powolny zmierzch wielkich idei i zastępowanie ich doraźnymi posunięciami obliczonymi na efekt sondażowy w skali krajowej. „Wojna o Trybunał Konstytucyjny” jest tego doskonałym przykładem.

Od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1989 r. polityka zagraniczna (w tym wschodnia) była ukierunkowana na ważne idee. Panował konsensus co do traktowania państw powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego na równi z Rosją oraz potrzeby ich demokratyzacji. Porzucono także wszelkie roszczenia terytorialne w odniesieniu do krajów znajdujących się w przestrzeni postsowieckiej. Warszawa obrała jednoznaczny kurs na Zachód integrując się z UE i NATO.

W imię interesu partii

Schyłek pierwszej dekady XXI w. przyniósł negatywne przewartościowanie polityki zagranicznej. W coraz mniejszym stopniu była ona definiowana przez szczytne idee, a w coraz większym przez bieżące potrzeby krajowe. Doskonałym tego przykładem w odniesieniu do wschodniego wektora politycznego był reset z Rosją epoki Donalda Tuska. Nie był on przemyślaną strategią dążącą do osiągnięcia zakładanych celów, ale ruchem wynikającym z chęci całkowitego odróżnienia się nowego rządu Platformy Obywatelskiej od Prawa i Sprawiedliwości. Stąd popularne konfrontowanie przez polityków i publicystów polityki „piastowskiej” i „jagiellońskiej”.

W efekcie tych krótkowzrocznych działań Moskwa z łatwością rozgrywała nas na dyplomatycznym polu, czego wymownym symbolem stały się osobne wizyty premiera i prezydenta RP w Katyniu w 2010 r. Katastrofa smoleńska jedynie wzmocniła polaryzację polityczną w kraju, co w oczywisty sposób rzutowało także na sferę polityki międzynarodowej. Tuskowi było bowiem bardzo trudno wycofać się ze zbliżenia z Rosją pomimo, że Kreml coraz bardziej wykorzystywał tę kwestię do własnych celów. W efekcie reset był sztucznie i jednostronnie przedłużany tylko po to, aby nie narazić się na atak ze strony opozycji.

Odwrócenie się od wielkich idei, lub po prostu konkretnej strategii, w ramach polityki wschodniej RP miało miejsce także podczas urzędowania przejściowego gabinetu Ewy Kopacz. Już w trakcie wywołąnego przez Rosję konfliktu na Ukrainie premier forsowała politykę „rozsądnej kobiety, która myśli przede wszystkim o swoim domu i dzieciach”. Chodziło oczywiście o wstrzymanie się z konkretnymi działaniami w przededniu wyborów parlamentarnych, które mogłyby narazić rządzącą PO na straty wizerunkowe. Interes partii znów zwyciężył nad interesem państwa. Doszło do rzeczy niesłychanej – Polska biernie śledziła wydarzenia na Ukrainie. W okresie Pomarańczowej Rewolucji czy Euromajdanu byłaby to rzecz nie do pomyślenia.

Przejęcie władzy przez rząd PiS rodziło nadzieję na powrót prymatu idei w polityce wschodniej o czym świadczyło podnoszenie przez to środowisko polityczne projektu tzw. „Międzymorza”. Niestety szybko okazało się, że także gabinet Beaty Szydło podporządkował sprawy zagraniczne logice partyjnej, a właściwie kwestii zmian w obrębie Trybunału Konstytucyjnego. Konflikt związany z tą instytucją (opozycja zaczęła zarzucać PiS złamanie konstytucji) zaczął się przedłużać i powodować bardzo duże straty w kontekście polityki zagranicznej. Zaostrzeniu uległy relacje z Komisją Europejską, Niemcami, ochłodzenie nastąpiło również w kontekście specjalnych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Swoją drogą daje to pewne pojęcie o ich jakości.

W efekcie Warszawa poniosła straty wizerunkowe, które ciężko będzie odrobić. Mimo to PiS nie ustąpił ani o krok mając pełną świadomość tego, że skazuje się w świecie zachodnim na pogłębiającą się izolację. Logikę poszukiwania konsensusu zastąpiła logika konfrontacji. W podobny sposób postąpiła zresztą także opozycja uruchamiając swoje kontakty zagraniczne i wymierzając za ich pomocą razy partii rządzącej. Obie strony w imię doraźnych interesów partyjnych poświęcają reputację państwa i rezygnują z prób szukania w cywilizowany sposób porozumienia na polu politycznym (na polu prawnym jest to bowiem już obecnie niemożliwe).

Międzymorskie projekcje

W takiej atmosferze rząd Beaty Szydło rozpoczął wdrażanie projektu „Międzymorza” korzystając z przejściowej konsolidacji Grupy Wyszehradzkiej związanej z kryzysem migracyjnym. Myślę, że Rada Ministrów zdaje sobie sprawę z tego, iż jest to sytuacja przejściowa. Kraje Europy Środkowej więcej dzieli niż łączy o czym dobitnie można było się przekonać podczas aneksji Krymu, a więc kluczowego testu oblanego przez ten format. W obliczu realnego zagrożenia dla pozimnowojennego status quo słowacki premier Robert Fico, węgierski premier Wiktor Orban czy czeski prezydent Milosz Zeman nie ustawali w działaniach zmierzających do usprawiedliwiania Moskwy. Nie tylko nie stanowili oni dla Polski „międzymorskiego” wsparcia przed rewizjonizmem Kremla, ale wręcz rzucali się w jego objęcia negując np. konieczność nałożenia sankcji na Rosję.

Nawet puszczając w niepamięć te kompromitujące dla idei Międzymorza wydarzenia należy pamiętać, że łączne PKB czterech stolic wyszehradzkich i tak jest znacznie mniejsze od niemieckiego czy rosyjskiego, więc to jedynie geopolityczny miraż, a nie alternatywa dla polskiej polityki wschodniej. Rząd Beaty Szydło na pewno o tym wie – stąd podkreślanie znaczenia osi Warszawa-Budapeszt w obrębie idei Międzymorza. Na fali kryzysu konstytucyjnego w Polsce i posądzeń o orbanizację systemu politycznego jest to wygodny format dla PiS. Z jednej strony ta oś polityczna przetrwa zapewne zdecydowanie dłużej niż „skonsolidowany” Wyszehrad i będzie pozwalała jeszcze przez długi czas produkować „międzymorskie projekcje” pod kątem potrzeb wyborczych. Z drugiej strony Orban zawetuje ewentualne wdrożenie przez UE mechanizmu zawieszenia głosu Warszawy we Wspólnocie w związku z postępującymi deficytami demokracji (a taka groźba jest możliwa w przypadku przedłużania się wojny o Trybunał).

Co teraz ze Wschodem?

Konieczne wydaje się odniesienie do polityki wschodniej RP i wypierania w jej obrębie wielkich idei kosztem interesów partyjnych. Polska od odzyskania niepodległości w 1989 r. dążyła do integracji z NATO i zabezpieczenia się na wypadek groźby rosyjskiej. Dziś potrzeba ta wydaje się szczególnie istotna. Moskwa, która wywołała wojnę na Ukrainie, jest coraz agresywniejsza. Warszawa powinna więc dołożyć wszelkich starań by zgodnie z długofalowymi priorytetami swojej polityki wschodniej wzmocnić „wschodnią flankę” Paktu. Z powodu interesu partyjnego mamy jednak do czynienia z przedłużającą się „wojną o Trybunał Konstytucyjny”. Pogorszeniu uległy stosunki z kluczowymi zachodnimi stolicami, w tym tak decyzyjnymi jak Berlin i Waszyngton. Jest więc prawdopodobne, że zamiast korzystnych rozstrzygnięć na szczycie NATO w Warszawie otrzymamy jedynie „okruchy bezpieczeństwa”. Będzie to strategiczna klęska. Zamiast dodatkowych gwarancji uda nam się jedynie uzyskać „międzymorskie” gwarancje Węgier, że nie utracimy prawa głosu w UE.

„Wojna o Trybunał Konstytucyjny” ma jeszcze jeden aspekt. Tak bardzo absorbuje rząd, że nie ma on już w ogóle energii na zastanowienie się nad kwestią wypalenia się dotychczasowej formuły Partnerstwa Wschodniego. Nie myślimy w kategoriach: co teraz ze Wschodem? To swoisty paradoks, że elity mentalnie odcięły się od tej kwestii i to w tak niespokojnych czasach agresywnej Rosji i postępującego kryzysu społeczeństw Ukrainy, Mołdawii czy Gruzji. To co obserwujemy jest konsekwencją powolnego zmierzchu wielkich idei w polskiej polityce wschodniej i zastępowanie ich doraźnymi posunięciami obliczonymi na efekt sondażowy w skali krajowej.

***

Tekst Piotra Maciążka to drugi głos w debacie o polskiej polityce wschodniej, którą prowadzimy na portalu Eastbook.eu. Gorąco zachęcamy czytelników do włączenia się w rozmowy. Swoje komentarze i uwagi można pozostawić bezpośrednio pod tekstami oraz na naszych kanałach społecznościowych, na facebooku i twitterze. Hashtag debaty: #PPW2016

Zdjęcie główne: siedziba Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie, źródło: www.polen-heute.de, licencja CC BY-SA 2.0
Piotr Maciążek
  • w Eastbook.eu od2013 Aug 19
  • Artykuły2
  • Komentarze0

Dziennikarz portalu Defence24.pl. Od 2010 r. regularnie pisze o polskiej polityce wschodniej (ostatnio głównie jej energetycznym aspekcie).

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz