Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Rutkowski

Czas dla wizjonerów. Białoruś w Euronest

Wielu oglądając debaty Euronestu zapewne skomentowałoby je parafrazując słowa Margaret Thatcher: “Z eurokratami jest ten problem, że w końcu kończą im się cudze pieniądze”. Po co w takim razie kolejne miejsce spotkań, negocjacji i niekończących się rozmów? Odpowiedź jest prozaiczna: nie na samym "twardym działaniu" świat stoi.

We wtorek 22 marca cała Bruksela i Europa żyły pojawiającymi się od rana informacjami o zamachach na lotnisku Zaventem oraz  znajdującej się niedaleko instytucji unijnych stacji metra Maelbeek. Z tego powodu prawie nikt nie zauważył toczącej się 5. Zwyczajnej Sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest (zgromadzenie przedstawicieli Parlamentu Europejskiego i parlamentów państw Partnerstwa Wschodniego bez Białorusi). Prawdopodobnie nikt nie spostrzegłby jednak tego faktu nawet gdyby rytmu dnia nie zachwiały tragiczne wydarzenia.

Dlatego na początek należałoby przedstawić kilka faktów. Bardzo jednak prawdopodobne, że wtedy zakończyłbyś Czytelniku lekturę myśląc, że Euronest to kolejne nudne, biurokratyczne ciało, na które nie warto zwracać uwagi. I zapewne tak by było… gdyby nie możliwości, które w sobie kryje.

Euronest – lekarstwo na “wschodnie bolączki”

Euronest działa od pięciu lat i daleko mu do ideału. Z jednej strony stawia sobie za cel dyskusję nad palącymi kwestiami, takimi jak polityka zagraniczna, energetyczna czy też sprawy edukacji i uznawalności dyplomów zagranicznych. Z drugiej strony i tak nie ma możliwości wprowadzenia decyzji w życie… Czy zatem istnienie kolejnego forum dyskusyjnego ma sens?  Czy nie dostarcza ono eurosceptykom jedynie kolejnych dowodów na to, że UE zwyczajnie marnotrawi pieniądze obywateli? Wielu oglądając debaty Euronestu zapewne skomentowałoby je parafrazując słowa Margaret Thatcher: “Z eurokratami jest ten problem, że w końcu kończą im się cudze pieniądze”.

Po co w takim razie kolejne miejsce spotkań, negocjacji i niekończących się rozmów?

Odpowiedź jest prozaiczna: nie na samym twardym działaniu świat stoi.  Każdy z nas  od polityki wymaga zdecydowanego działania i konkretnych rozwiązań: obniżenia podatków, traktatów pokojowych czy kontraktów handlowych. Niestety ani świat ani dyplomacja tak nie działa. Tylko populiści realizują programy mające efekty tu i teraz, ponosząc  przy tym ogromne koszty i nie patrząc na długotrwałe konsekwencje. Wizjonerzy zazwyczaj rządzą krótko, postrzegani są jako chaotyczni, ale ich idee realizowane są przez pokolenia.

Możliwe, że Euronest nie jest dziełem wizjonerskim. Jest to jednak z pewnością dobrym pomysłem na prowadzenie działań zakulisowych. Dyplomacja lubi bowiem ciszę.

wrzutka

Posiedzenie Euronest; Źródło: Parlament Europejski

Nie tylko “bicie piany”

Euronest jest więc miejscem, gdzie “wybrańcy narodów” mogą spokojnie wymienić poglądy i kształtować wspólne wizje. Często są to ludzie z własnym, wypracowanym w danej kulturze politycznej, punktem widzenia i niekiedy odbiegającym od europejskich standardów stylem uprawiania polityki. Zgromadzenie daje im szansę na naukę tego, co określamy jako nudne: współpracy, kompromisu, “kulturalnej debaty”. Tu nikt nikogo nie zdejmie z trybuny, nie obrzuci obelgami czy krzesłem. Ale czy w takim razie jest to miejsce powołane by uczyć kultury i standardów?

Kontrowersyjna myśl, jednak do pewnego stopnia prawdziwa.

Euronest uczy poznawania i obcowania ze światem Zachodu. Rozumienia swoich partnerów z UE oraz ich priorytetów. Ale tak samo działa i w drugą stronę. Unia uczy się krajów Partnerstwa Wschodniego. Euronest jest platformą, która pokazuje co komu leży na sercu.  Pokazuje także, kto nie nie chce być bliżej Unii, ale chce np. współpracować w wybranych dziedzinach.

Jerzy Buzek podczas akcji "Uwolnić Nadię Sawczenko; Źródło: Parlament Europejski

Jerzy Buzek podczas akcji „Uwolnić Nadię Sawczenko; Źródło: Parlament Europejski

Przypadek białoruski: rozmawiać, czy nie?

Skoro sam Euronest jest bardziej miejscem wymiany poglądów, to po co cała dyskusja tocząca się od kilku lat, czy Białoruś powinna być członkiem tego zgromadzenia? Skoro nie podejmuje wiążących decyzji, skoro nie daje konkretnej perspektywy wejścia do UE, i na koniec, skoro jest tylko wizją, która nie ma spójnego zestawu zasad członkostwa. Wizją, która w dodatku toleruje w swym gronie inne reżimy autorytarne!

Nie rozmawiać!

Białoruś jest prawdopodobnie najbardziej modelowym przykładem autorytaryzmu dla Europejczyka. Nie bez powodu mówi się o niej, że jest “ostatnią dyktaturą w Europie”. Czy w takim razie chciałby z nią rozmawiać Parlament Europejski, który jest ucieleśnieniem wizji wielkiej europejskiej demokracji? Prawdopodobnie tak, ale…

To “ale” to zbiór wartości, reguł i ram w których się poruszamy. Wizji, które stworzyliśmy i do których Białoruś ewidentnie nie przystaje. To tylko jeden z powodów dla których PE nie prowadzi oficjalnego dialogu z Parlamentem Białorusi. W przypadku Euronestu, PE chce dać do zrozumienia Łukaszence, że nie wszystko jest w porządku. Skoro nie uznajemy białoruskiej Izby Niższej, to nie powinniśmy robić ustępstw do czasu, aż nie znajdą się w niej przedstawiciele opozycji. A skoro tak, to czy można zaprosić Białoruś przed wrześniem 2016 roku? To raczej wątpliwe.

Białoruski opozycjonista Mikałaj Statkiewicz podczas posiedzenia Grupy Roboczej ds. Białorusi Euronest; Źródło: Parlament Europejski

Białoruski opozycjonista Mikałaj Statkiewicz podczas posiedzenia Grupy Roboczej ds. Białorusi Euronest; Źródło: Parlament Europejski

Rozmawiać!

Drugi powód dyskusji to podejście wg którego Białoruś powinna stać się podmiotem dialogu międzyparlamentarnego z UE.

Pytanie stawiane przez niektórych w Brukseli brzmi: po co czekać? Skoro można podjąć dialog jeszcze przed wyborami, to być może wpłynie on korzystnie na wynik najbliższej elekcji na Białorusi.  Takie podejście ma swoje wady i zalety. Do ewidentnych zalet należy asekuracyjność takiego myślenia.

Rozpoczynając dialog w ramach np. Euronest, Parlament Europejski uniknąłby problemów związanych z dwoma niekorzystnymi scenariuszami, które mogłyby się pojawić tuż po wyborach parlamentarnych.

Scenariusz pierwszy: opozycja nie dostaje się do parlamentu.

W takim wypadku, zgodnie ze swoją wcześniejszą retoryką, PE utrzymywałby kontakty z Pałatą w stanie zamrożenia. To jednak wstrzymałoby na kolejne 4 lata możliwość otwarcia parlamentarnego kanału komunikacji między UE i Białorusią.

Scenariusz drugi: do parlamentu dostaje się zaledwie kilku opozycjonistów, jednak całe wybory są przeprowadzone niezgodnie z uznanymi międzynarodowo zasadami demokracji.

Łukaszenka, ze względu na obecność opozycji, zyskałby oręż do odpierania ataków o niedemokratyczność elekcji, a Parlament Europejski stanąłby przed dylematem czy wybory uznać czy też nie.

Nawiązanie z Białorusią dialogu w ramach Euronest jeszcze przed wyborami dałoby możliwość uniknięcia opisanych powyżej sytuacji. Jednocześnie jednak nie prowadziłoby do wznowienia oficjalnych kontaktów międzyparlamentarnych.

Zwolennicy takiego rozumowania opierają się także na przeświadczeniu, że częsty kontakt z członkami białoruskiego parlamentu dałoby możliwość złamania stereotypów panujących na temat świata Zachodniego. Umożliwiłoby zaprezentowania UE nie jako wroga, lecz partnera do rozmów. Czy jest to myślenie naiwne? Trudno stwierdzić. W wielu wymiarach tego typu dialog działa. Przykładem są kontakty z Ukrainą, Mołdową, Armenią, czy Azerbejdżanem.

Co dalej będzie z Euronestem?  Z wizji, może stać się stałym mechanizmem oddziaływania politycznego i gospodarczego, lub umrzeć, jak wiele innych projektów w historii czy Europy czy samej Unii Europejskiej.

***

Artykuł opublikowany w ramach cyklu „Białoruska niedziela”. Co tydzień - właśnie w niedzielę - publikujemy teksty poświęcone Białorusi: gospodarce, społeczeństwu, polityce i kulturze.

Artykuł przedstawia prywatne poglądy autora.

Zdjęcie główne: Białoruski opozycjonista Mikałaj Statkiewicz podczas posiedzenia Grupy Roboczej ds. Białorusi Euronest; Źródło: Parlament Europejski
Bartek Rutkowski
  • w Eastbook.eu od2014 Jul 14
  • Artykuły2
  • Komentarze0

Asystent europosła Bogdana Zdrojewskiego, Szefa Delegacji Parlamentu Europejskiego ds. kontaktów z Białorusią. Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz