Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Feliks Tuszko

„Ostatnia szansa, żeby zobaczyć resztki komunizmu” – Fotograf Chris Niedenthal jedzie na Białoruś

"Będę przekonywał młodych Białorusinów do tego, żeby jeździli po swoim kraju i dokumentowali. Wartość płynąca z takiego działania jest niepoliczalna." Feliks Tuszko rozmawia z Chrisem Niedenthalem, światowej sławy fotoreporterem.

Feliks Tuszko: Został Pan zaangażowany do projektu „Polis(h) Photo Lab” realizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”. Co Pan będzie robił na Białorusi?

Chris Niedenthal: Sam tego do końca nie wiem. Dopiero się przygotowuję. Na pewno pokażę swoje zdjęcia i opowiem, o tym, jak to się pracowało w czasach PRL-u. Później odbędą się warsztaty dla uczestników.

Co Pana w tym projekcie na tyle zainteresowało, że zdecydował się Pan w niego włączyć?

Z „ę” współpracowaliśmy już wcześniej. Kiedy zaproponowali udział w projekcie na Białorusi, pomyślałem, że jest to szansa na wyjazd w miejsce, w którym do tej pory nie byłem. To być może ostatnia szansa, żeby zobaczyć resztki komunizmu. Chciałbym przypomnieć sobie dawne czasy. Choćby na kilka dni.

Czego, w związku tym, spodziewa się Pan po tej wizycie?

Będzie to prawdopodobnie podobne do tego, co znam sprzed lat. Tylko być może w lepszym wydaniu. Chciałbym zobaczyć, w jakim kierunku te zmiany poszły. Wiem na przykład, że na Białorusi jest bardzo czysto. Imponuje mi to, bo właściwie w socjalizmie nie było specjalnie czysto. Choć wydaje mi się, że wtedy tamten brud mógł być pozorny i brał się z tego, że wszystko było szare.

Zamierza Pan pokazać swoje fotografie Polski sprzed co najmniej 25 lat. Co Pan tymi fotografiami będzie chciał powiedzieć ludziom, którzy wtedy się urodzili i dla których te obrazy mogą niewiele znaczyć?

Zależy mi na tym, by pokazać, jak było wtedy, jak wyglądała nasza droga do wolności, jakie mieliśmy wówczas problemy. To nie jest typowy sposób przedstawiania Polski. Dziś wolelibyśmy zapomnieć o przeszłości, pokazywać nowoczesne miasta, szybkie koleje i piękne krajobrazy.

A dlaczego ważne jest pokazać Polskę, której już nie ma? Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie?

Dla młodych Białorusinów może być to ciekawe doświadczenie. Zobaczyć, w jakim stopniu ta nasza poprzednia rzeczywistość jest podobna do ich dzisiejszej codzienności. Być może oni odnajdą się na tych zdjęciach. Sam do końca nie wiem, czy będzie im się to podobało, czy powiedzą „Na cholerę nam to pokazujesz?!”.

A co Pan, jako doświadczony fotoreporter, może im przekazać?

Sądzę, że dla nich może być najciekawszym to, że swoje zdjęcia robiłem jako ktoś kto się nie urodził w Polsce. Pracowałem dla największych światowych magazynów. To, co mnie wyróżniało od innych polskich kolegów po fachu to, to że moja perspektywa widzenia była zupełnie inna. Ta perspektywa ukształtowała się w Anglii. To pozwoliło mi się bardziej odróżnić od polskich fotoreporterów.

Natomiast wiem, że mam trudność w uczeniu innych fotografowania, ponieważ zazwyczaj zdjęcia robię intuicyjnie. Czuję, co trzeba w danym momencie sfotografować. Dlatego, jeżeli aspiruje się do bycia fotoreporterem, kluczowa jest ciekawość świata. Jest to koniecznie, ponieważ rzeczywistość z wierzchu może wydawać się banalna, zwykła. Ważny jest w tym wszystkim aspekt dokumentalistyczny fotoreportażu. Czasem, by dostrzec wartość w rejestracji pozornie zwykłej sytuacji, musi upłynąć dwadzieścia czy trzydzieści lat.

Będę przekonywał młodych Białorusinów do tego, żeby jeździli po swoim kraju i dokumentowali. Wartość płynąca z takiego działania jest niepoliczalna. Nie chodzi o to, żeby wszystkie zdjęcia były obrazami ikonicznymi, ale by utrwalały obrazy, które mogą uciec. Dla mnie ten smaczek historyczny jest bardzo ważny.

Czy można fotografię jak pańska sprowadzić wyłącznie do poziomu „smaczku historycznego”? A gdzie jest miejsce na zaangażowanie fotoreportera?

Zaangażowanie w mojej pracy też było bardzo ważne. Wspólnie z moimi kolegami stawialiśmy sobie za cel, żeby pokazać za granicą to, co się naprawdę dzieje w Polsce. Żeby naszymi fotografiami popierać to, co wtedy się rodziło, czyli Solidarność. Zawsze staliśmy po jej stronie, a nie po stronie ówczesnej władzy. Staraliśmy się pokazywać to, czego władza nie chciała, żeby było pokazywane.

Nigdy nie otrzymywaliśmy, żadnych instrukcji, co do tego, w jaki sposób mamy fotografować. To wszystko zależało od postawy fotoreportera – sam decydowałem, co i w jaki sposób chcę fotografować.

Co jeszcze będzie chciał pan uczestnikom projektu przekazać?

Będę starał się ich przekonać do tego, żeby nie bali się, że nie znajdzie się dla nich miejsce na rynku fotografii. Według mnie lepiej być wolnym strzelcem niż pracować na etacie. W socjalizmie była to najczęściej jedyna forma zatrudnienia. Teraz to diametralnie się odwróciło. Taki jest rynek. Zawsze byłem wolnym strzelcem, co sprawiało, że mogłem się czuć wolnym człowiekiem.

Bycia fotoreporterem to jest niesamowita wolność, która uprzyjemnia życie. Nie musisz siedzieć w biurze czy słuchać swoich przełożonych. Wolność i wynikająca z niej samodzielność sprawia, że fotoreporterstwo to najpiękniejszy zawód.

Mówi Pan o wolności wpisanej w pańską profesję. Zarówno Pan w czasach PRL-u, jak i fotografowie w współczesnej Białorusi pracują w warunkach ograniczonej wolności. Jak łączy się te sprzeczności?

W czasach PRL-u wielu etatowych fotoreporterów pracujących w polskich gazetach radziło sobie w ten sposób, że poza zdjęciami do druku robili zdjęcia do szuflady, by opublikować je po upływie czasu albo próbowali w sprytny sposób ominąć cenzurę.

Jako fotoreporter z prasy zagranicznej miałem nieco łatwiej niż moi polscy koledzy. Polacy mogli być aresztowani, milicja mogła ich trzymać 48 godzin czy skonfiskować sprzęt. Nas, zagranicznych reporterów, tylko straszyli, zatrzymywali co najwyżej na parę godzin. Podejrzewam, że na Białorusi jest podobnie.

Jak nadejście wolności roku 89’ wpłynęło na Pana pracę jako fotografa – pod względem sposobu pracy, doboru tematów? Co Pana dziś interesuje?

Od tego czasu się częściowo wypaliłem. Rok 89’ – rok zupełnie niesłychanie intensywny. Potem, po takiej dawce emocji i euforii, trudno było wrócić do normalnej pracy i coraz mniej ciekawych tematów.

Od tego czasu noszę się z zamiarem zrobienia materiału o dzisiejszej Polsce. Nie mogę się za to zabrać, ponieważ nie mam ani motywacji, ani pomysłu jak to zrobić. Wtedy to było takie ewidentne, jakie zdjęcia trzeba robić. Dziś jest inaczej. A poza tym, starzeję się i jako fotograf jestem mniej aktywny. Dziś raczej staram się pracować nad swoim archiwum, żeby zrobić z tego coś sensownego.

Co Pan obecnie fotografuje?

Przez ostatnie lata mało fotografowałem. Jednak to, co się dzieje politycznie w Polsce, spowodowało, że wracam do fotografii. Teraz chodzę na KOD-owskie demonstracje, bo szlag mnie trafia, jak widzę, co rząd z nami robi. Przez to, że tyle lat fotografowałem historię polski, to czuję się odpowiedzialny fotografować to, co dzieje się dziś. Tyle że już nie mam dla kogo fotografować. To, co zrobię, chowam do szuflady, żeby mieć w swoim archiwum obrazy z kolejnych po PRL trudnych kart naszej historii.

Czy to znaczy, że historia dla Pana otworzyła się ponownie?

Tak. Mnie nawet wyciągnął na jednej demonstracji Mateusz Kijowski. Ze sceny powiedział – „Czy państwo znacie takie zdjęcie »Czas apokalipsy« – czyli stojący czołg pod kinem Moskwa?”. Tłum, złożony raczej z ludzi w moim wieku, odkrzyknął „Tak! Tak! Tak!”. Kijowski na to „No więc właśnie jest z nami tutaj Chris Niedenthal”. Zbaraniałem, a on zaprosił mnie na scenę. Powiedziałem „Jestem tylko fotografem. Odkurzam właśnie aparaty i wracam do pracy. Choć dawno tego nie musiałem robić”. To chyba było najmądrzejsze, co mogłem powiedzieć. Nasza praca nie polega na tym, żeby przemawiać do tłumów. Zrobiłem to, bo to, co dziś się dzieje, nigdy nie powinno się było zdarzyć, a mimo to się zdarzyło.

Czyli Pan robi zdjęcia, gdy coś się złego dzieje.

Sądzę, że wiele osób, które mnie rozpoznają na demonstracjach, myśli „O! Jest Niedenthal to się będzie działo”. To miłe, ale bez przesady.

W jakiego rodzaju projekty fotograficzne się Pan dziś angażuje?

Mam taką uprzywilejowaną pozycję, że właściwie robię to, na co mam ochotę. Choć jak się do mnie zgłosił Narodowy Instytut Fryderyka Chopina z propozycją, żeby przez trzy tygodnie fotografować konkurs chopinowski, to trochę się przestraszyłem. Odzwyczaiłem się od tak intensywnej pracy. To duże przeżycie siedzieć przez tyle czasu w filharmonii, widzieć wielkie emocje, młodych pianistów w tym wielkim międzynarodowym konkursie. Trochę się bałem czy podołam złapać atmosferę tego wydarzenia. To czy mi się to udało, będzie można ocenić w sierpniu.

Czym się różni fotografowanie konkursu chopinowskiego od fotografowania dużych wydarzeń politycznych?

Na konkursie siedzi się cicho i się nie rusza, a jak są wydarzenia polityczne, to trzeba skakać, biegać i szukać. Nie wiem, czy dziś bym zniósł takie tempo pracy jak PRL-u. Koledzy w moim wieku aktywnie pracują. Tak, jak mówiłem wcześniej, trochę się już wypaliłem.

Rozmowa powstała we współpracy z Dorotą Pabel.

koniec_linia

Chris Niedenthal, źródło: Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 3.0

Chris Niedenthal, źródło: Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 3.0

Chris Niedenthal – ur. 21 października 1950 w Londynie. Polski fotograf, jeden z najbardziej cenionych fotoreporterów europejskich. Jego zdjęcia zdobiły okładki najważniejszych światowych magazynów, takich jak Newsweek, Time i Der Spiegel. Laureat nagrody World Press Photo w 1986.

 

***

Polis(h) Foto Lab to program Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, w ramach którego siedem polsko–białoruskich par fotografów będzie tworzyć projekty fotograficzne poruszające problematykę związaną z rzeczywistością miejską. Wsparcia eksperckiego i inspiracji dostarczą docenieni fotografowie i twórcy wizualni – Chris Niedenthal, Anna Nałęcka, Jan Brykczyński, Agnieszka Rayss.

Projekt dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, m. st. Warszawy, a także Fundacji Edukacja dla Demokracji w ramach programu RITA – Przemiany w Regionie, finansowanego przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności.

Zdjęcie główne: Gregory Tran, źródło: Flickr, licencja CC BY-NC-ND 2.0
Feliks Tuszko
  • w Eastbook.eu od2016 Apr 22
  • Artykuły2
  • Komentarze0

Prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Wolna Białoruś. Zarządza Pracownią Duży Pokój. Wychowawca młodzieży w Klubie Inteligencji Katolickiej. Student Instytutu Socjologii UW. Regularnie pisze o kulturze i sztuce do Magazynu Kulturalnego i Magazynu Kontakt.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz