Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Czy Polska stanie się Rosją Europy Środkowej?

Polska polityka zagraniczna uległa rusyfikacji. Zamiast stawiać na atrakcyjną opowieść o transformacji, większą uwagę przykładamy do walki z Komisją Wenecką i snucia planów cywilizacyjnych. Grozi to zrujnowaniem polityki wschodniej i izolacją Polski. Aby wyjść z impasu, musimy zastanowić się jak na nowo opowiedzieć o Polsce w pozytywny sposób.

Nasze ziemie nie dość, że nie obfitują w surowce mineralne, to jeszcze leżą między dwoma potęgami. W takich warunkach machanie szabelką może być dla nas niezwykle groźne. Na wypadek ewentualnego konfliktu wojska przeciwnika stanęłyby na brzegach Wisły w przeciągu dni. Posiadamy jednak jedną rzecz, której kompletnie nie doceniamy – atrakcyjną opowieść o wspaniałej transformacji.

Zgodnie z tą opowieścią, Polska po upadku PRL dokonała zwrotu w stronę mlekiem i miodem płynącego państwa demokratycznego. Nasz ustrój polityczny stał się stabilny i zdecentralizowany, co dało ludziom możliwości do samoorganizacji i działania na rzecz wspólnoty. I to wszystko bez rozlewu krwi.

Nadzieja Zachodu, mentor Wschodu

Wraz z upływem lat Polska rozwijała się gospodarczo, dopisując do baśni o pięknej transformacji kolejne rozdziały. Ostatni z nich, zatytułowany „Zielona wyspa”, z zapartym tchem czytany był przez polityków i obywateli zachodniej i wschodniej części naszego kontynentu.

Polska baśń była przykładem skuteczności projektu europejskiego oraz dowodem na to, że pomimo wszelkich kryzysów, otwieranie drzwi do Unii Europejskiej dla kolejnych państw ma sens. Dzięki temu Warszawa mogła występować już nie jako uczeń Zachodu, ale nauczyciel, znający receptę na sukces w dobie kryzysu.

Z jeszcze większym podziwem spoglądali na nas obywatele Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji… Słowem – mieszkańcy państw wchodzących w obszar zainteresowania naszej polityki wschodniej. O ile Platforma Obywatelska często nie wykorzystywała tego w sposób satysfakcjonujący, o tyle baśń o transformacji była tak pociągająca, że mieszkańcy Europy Wschodniej sami zaczynali ubierać się i mówić jak jej bohaterowie.

Mieszkańcy tego regionu pytani o to jak wyobrażają sobie Ukrainę czy Białoruś za 10 lat mówią bez zastanowienia: „chcemy być jak Polska”. Ukraińcy już zaczęli wcielać reformę decentralizacyjną wzorowaną na naszym doświadczeniu. Aktywiści z całej Europy Wschodniej masowo przyjeżdżają do Polski szkolić się z zakresu reformy samorządowej i aktywizacji społeczności lokalnej.

Nasza baśń ma też swoich bohaterów. Leszek Balcerowicz został przedstawicielem prezydenta Petro Poroszenko w ukraińskim rządzie, a Lech Wałęsa jako jeden z niewielu Polaków, doczekał się ulic nazwanych swoim nazwiskiem w kilku państwach świata. Tak się składa, że na Ukrainie będzie niedługo wiele nazw do nadania…

Baśń ląduje w śmietniku

Baśń o pięknej transformacji była chętnie czytana i cytowana. Na Zachodzie pisano artykuły o Drugiej Erze Jagiellońskiej, a na Wschodzie wdrażano reformy na polską modłę. Był tylko jeden problem: historia ta była głównym chłopcem do bicia dla Prawa i Sprawiedliwości podczas kampanii wyborczej.

Opowieść o pięknej transformacji i zielonej wyspie, jak każda baśń, zawierała elementy rozbiegające się z rzeczywistością. Nie uwzględniała skutków ubocznych transformacji, które stały się głównym paliwem dla kampanii PiS.

Pozytywnym efektem zniszczenia mitu III RP jest przełamanie pewnego tabu w Polsce. Zaczęto mówić głośno o problemach pułapki średniego dochodu, śmieciowych umowach i śmieciowym biznesie (montownie, outsourcing). Powstał w związku z tym jednak poważny problem: baśń o księżniczce transformacji zamieniła się w dramat ze zdrajcami w pałacu i żebrakami na ulicach.

Rusyfikacja polityki zagranicznej

Nowe polskie władze uznały, że nie można dłużej żyć w kłamstwie i starą baśń należy wyrzucić do śmietnika. W dodatku wdały się w bezsensowny konflikt z instytucjami unijnymi. Tym samym sprawiły, że Polska okazała się być odpychająca, a jej losy zupełnie niegodne naśladowania.

Rozkład dotychczasowej opowieści nie oznacza oczywiście, że nowy polski rząd jest bezideowy. Nowy scenariusz dla Polski oparty jest jednak na romantycznym i karkołomnym projekcie stworzenie przeciwwagi dla Niemiec i Rosji w regionie, czyli idei międzymorza.

W założeniu miałby on być interesujący dla państw Europy Środkowo-Wschodniej właśnie z tytułu zrównoważenia wpływów niemieckich i rosyjskich w regionie. O ile jednak opowieść o transformacji obiecywała realne efekty, o tyle międzymorze nie obiecuje niczego, oprócz zastąpienia Niemiec i Rosji Polską.

Co więcej, nowy projekt do złudzenia przypomina rosyjskie koncepcje „Ruskiego Miru” czy koncepcji eurazjatyckiej. Międzymorze, tak jak rosyjskie idee, mają charakter wielkiego projektu cywilizacyjnego. Tradycjonalistyczna i wartościowa cywilizacja krajów międzymorza przeciwstawiona zostaje postmodernistycznemu Zachodowi i barbarzyńskiej Rosji. Dla państw Europy Wschodniej to ten sam produkt co oferowany przez Rosjan Ruski Mir, tylko w innym opakowaniu. Wątpliwym jest, żeby na przykład Ukraina była nim zainteresowana.

Niebezpieczna gra va banque

Obecny skład polskiego parlamentu odzwierciedla w dużej mierze skuteczność, z jaką PiS przekonało Polaków do swojej wizji najnowszej historii naszego kraju. Baśń o transformacji jest już skończona. Należy się zastanowić co dalej. Nie wolno jednak dopuścić do sytuacji, gdy w celu realizacji politycznych interesów i zwycięstwa w wyborach rujnuje się całą politykę zagraniczną.

Na Zachodzie o Polsce już nie mówi się jako o wzorze, lecz o przykładzie czego należy unikać. Tylko kwestią czasu jest, gdy na Ukrainie i w Mołdowie zacznie się powtarzać „Po co współpracować z Polską i brać z niej przykład? Przecież sami mówią, że nic im się nie udało!”.

Rozsądniejszym sposobem realizacji programu PiS byłoby stopniowe „przeformatowanie” polityki zagranicznej od ścisłej współpracy z Niemcami w kierunku zacieśniania więzi z Europą Centralną, lecz przy wykorzystaniu mitu efektywnej transformacji. Droga rewolucji, którą wybrał nowy rząd stawia nas przed alternatywą: albo uda nam się zbudować międzymorze, albo zostaniemy wyklęci na Zachodzie, odsunięci od Wschodu i osamotnieni w Centrum. Stawka o jaką toczy się gra jest zbyt niepewna, by grać va banque.

Największym zadaniem, jakie stoi teraz przed rządem Beaty Szydło nie jest wybrnięcie ze sporu z Brukselą, lecz znalezienie nowej, atrakcyjnej opowieści o Polsce. Nie można wiecznie przedstawiać się jako nierozumianej, kolonizowanej przez Zachód ofiary. Na to może sobie pozwolić Rosja, lecz nie Polska. My, w przeciwieństwie do niej, nie mamy ani ropy, ani wielkiej armii.

Nie możemy stać się Rosją Europy Środkowej wchodząc w permanentny konflikt z Zachodem oraz snując regionalne projekty cywilizacyjne. Likwidując mit o transformacji pozbawiamy się najsilniejszego atutu w polityce zagranicznej. I musimy go zastąpić inną, równie atrakcyjną opowieścią.

***

Tekst Macieja Zaniewicza to szósty głos w debacie o polskiej polityce wschodniej, którą prowadzimy na portalu Eastbook.eu. Gorąco zachęcamy czytelników do włączenia się w rozmowy. Swoje komentarze i uwagi można pozostawić bezpośrednio pod tekstami oraz na naszych kanałach społecznościowych, na facebooku i twitterze. Hashtag debaty: #PPW2016

Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński, Władimir Putin, źródło: Wikimedia Commons; Kremlin.ru, licencja CC BY 4.0, edycja: Eastbook
Maciej Zaniewicz
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz