Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Joanna Kozioł

Biełaruskaja czyhunka, czyli jak poznać Białoruś nie wychodząc z pociągu

Prowadnica to ktoś inny niż nasz swojski konduktor. Ona jest królową pociągu. Może pomóc w zamianie miejsca, przyniesie kawę rano, przymknie oko na palenie w łazience. Tak jak prowadnica różni się od konduktora, tak też wyjątkowa jest podróż białoruską koleją.

Dworce, w których można się zakochać

To co naprawdę zachwyca przyjezdnych z Zachodu na Białorusi, to dworce kolejowe, a zwłaszcza ten w Brześciu. Powstał on w 1886 roku, lecz został zburzony podczas I Wojny Światowej. W okresie międzywojennym odbudowali go Polacy, by następnie w latach 50-tych został zrekonstruowany w stylu stalinowskiego empiru. Monumentalizm, sztukateria, przepiękne żyrandole… To robi wrażenie na przyjezdnych. Plus charakterystyczny zapach dymu, który unosi się nad torami (zimą pociągi są nadal ogrzewane piecami, w których pali się węglem lub torfem).

Wart uwagi jest również dworzec w Mińsku. Został on oddany do użytku w 2000 roku. Budynek dworca pod koniec II Wojny Światowej znacznie ucierpiał. Odnowiono go w 1946 roku i działał aż do lat 90-tych. W 1991 roku jednak budynek dworca został wysadzony w powietrze i rozpoczęła się nowa budowa. Mińsk Osobowy został zaprojektowany przez Wiktora Kramarenko. Pierwsze co rzuca się w oczy, to ogromna ilość okien. W dzień dworzec zalewa miękkie słoneczne światło. Różni się on od dworca w Brześciu, ale jego nienachalna nowoczesność da się lubić.

Mińsk Osobowy; Autor: Дмитрий ЛАСЬКО; Źródło: commons.wikimedia.org

Mińsk Osobowy; Autor: Дмитрий ЛАСЬКО; Źródło: commons.wikimedia.org

Poznawanie Białorusi rozpoczęłam od biełoruskoj czyhunki, czyli kolei państwowych. W Polsce raczej nie mamy okazji, by jechać pociągiem z miejscami sypialnymi. Wchodząc zimą do takiego pociągu uderza nas podmuch ciepłego powietrza. Można spokojnie jechać w podkoszulku nie martwiąc się, że zmarzniemy (sorry PKP).

Pociągowe dyskusje

Czytając reportaże o podróżach pociągami na przestrzeni poradzieckiej zawsze odnosiłam wrażenie, że przytaczane tam historie o rozmownych pasażerach są trochę mityczne. Albo że zdarzają się tylko dziennikarzom. Miałam jednak okazję osobiście się przekonać, że tak nie jest. Czasami mogłam spędzić całą noc na rozmowach z pasażerami. Zdanie „jestem z Polski”, zawsze wywoływało falę entuzjazmu i wspomnień. „Służyłem w Polsce”, „mój dziadek był Polakiem”, „moja córka studiuje w Rzeszowie”, „mam chłopaka z Polski”.

dworzec w Brześciu, autor: EugeneZelenko, źródło: wikipedia.org

Dworzec w Brześciu; Autor: Eugene Zelenko; Źródło: commons.wikimedia.org

W jednej z takich podróży poznałam Maszę. Wracała właśnie z Polski. Sama jest z Grodna, ale jej wybranek mieszka w południowo-zachodniej Polsce. – Wyjeżdżam rano i u chłopaka jestem dopiero wieczorem. To strasznie męczące. Chcę się nauczyć polskiego, mogłabym wtedy przeprowadzić się do Polski i znaleźć tam pracę.

Związki na odległość nie należą do najłatwiejszych. Masza musi jednak poczekać jeszcze dwa lata. Na Białorusi panuje zasada, że osoba, która bezpłatnie studiowała musi później odpracować ten okres w wyznaczonym miejscu. Jeśli nie ma na to ochoty, musi zwrócić całą sumę, którą państwo wydało na jej naukę. Masza pracuje na dwóch etatach, ale wie, że nie zarobi na spłacenie długu, więc cierpliwie odlicza dni do końca pracy.

Paszę poznałam w drodze do Grodna i ponownie na jednym z białoruskich dworców. Rzecz niebywała, zazwyczaj znajomi z pociągów przepadają bez śladu, a razem z nimi usłyszane historie. Pasza od kilku lat pracuje w Polsce. Słuchając moich narzekań na obecną sytuację powiedział, że lubi nasz kraj. A zwłaszcza muzykę. Jest fanem Dżemu, Kazika i Kultu.

-Nie byłaś w polskich górach?- zapytał zdziwiony, gdy pokazywał mi zdjęcia z wakacji.
-No nie, jakoś tak było mi nie po drodze.
-Macie i góry, i morze, a jeździcie zagranicę…

Śpicie na siedząco?

Na początku mojej przygody z białoruskimi pociągami, podróżni z uśmiechem przyglądali się jak niezgrabnie wdrapuję się na górną kuszetkę. Tłumaczyłam im, że w Polsce raczej jeździmy na siedząco, a nie na leżąco. – Ale jak to? I jedziecie tak całą noc? To musi być strasznie niewygodne!

Wagon plackartnyj; Autor: Petar Milošević; Źródło: commons.wikimedia.org

Wagon plackartnyj; Autor: Petar Milošević; Źródło: commons.wikimedia.org

Trochę mi to zajęło, ale po pewnym czasie oswoiłam górne półki w pociągach. Ale mały strach, że mogę spaść pozostał. Dowidziałam się też, że małe dzieci, aby nie spadły mają przypinane specjalne pasy, od górnej kuszetki do półki bagażowej. Dzięki takiej uprzęży nie ma szans, żeby potłukły się podczas podróży. Kupując bilet warto pamiętać, że jeśli zajmujecie dolną kuszetkę, to prowadnica może was poprosić, żebyście się przenieśli na górną. Dlaczego? W wagonie może jechać na przykład rzekomo chora osoba, która ma wykupione miejsce na górze, ale z przyczyn zdrowotnych nie może go zająć.

kawa w pociągu, autor: Joanna Kozioł

Kawa w pociągu; Autor: Joanna Kozioł

Wsiadanie do pociągu to taka mała ceremonia. Drzwi do wagonu strzeże prowadnica, czyli odpowiedniczka naszej konduktorki (najczęściej są to kobiety). Trzeba jej pokazać bilet lub jeśli kupowaliśmy go przez Internet, paszport. Pani wskazuje nam nasze miejsce i możemy wsiadać. Dzięki temu mamy pewność, że nigdy nie wsiądziemy do złego pociągu. Wagony dzielą się na trzy typy: kupiejnyj, czyli zamknięty wagon z miejscami sypialnianymi, plackartnyj, bez przedziałów i zwykły wagon z kuszetkami, na których siedzą po trzy osoby. Bilety są niewiarygodnie tanie w porównaniu z polskimi. Na przykład bilet Mińsk-Grodno w plackarcie kosztuje około 16 złotych. I to bez żadnych zniżek!

Papieroska?

Obecnie w białoruskich pociągach panuje całkowity zakaz palenia. Ci bardziej zdesperowani chowają się z papierosem w toalecie lub przejściu między wagonami. Pozostali czekają na dłuższy postój na jakiejś stacji. Bywa, że pociąg może się zatrzymać nawet na 30 minut. Wtedy wagony nagle pustoszeją, a za oknem można zobaczyć grupkę palaczy w wyznaczonym na biało prostokącie. Jednak, gdy nie widać w pobliżu milicjantów lub ochroniarzy, palacze rozprzestrzeniają się po całym peronie.

Ceń to, co masz; Autor: Kislotnyj; Źródło: flickr.com

Ceń to, co masz; Autor: Kislotnyj; Źródło: flickr.com

W podróży białoruskimi pociągami warto pamiętać trzy główne zasady: po pierwsze, nie kłóć się z prowadnicą. Ona zawsze ma rację. Miła prowadnica oznacza miłą podróż. Po drugie, pogódź się z tym, że będzie głośno, dopóki w pociągu nie zgasną światła. To normalne, że ludzie chrapią, dzieci płaczą, a pasażerowie chcą po prostu porozmawiać. I po trzecie, pilnuj butów. Postaw je w takim miejscu, żeby nikt się o nie nie potknął. I tak, na górną kuszetkę zawsze wchodzimy bez butów. Nawet jeśli są to klapki. Jeśli będziemy się tego trzymać, żadna podróż nie będzie nam straszna.

Źródło główne: Wagon plackartnyj, Autor: Petar Milošević, Źródło: commons.wikimedia.org
Joanna Kozioł

Skończyłam kulturoznawstwo Europy Środkowo-Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim oraz tłumaczenia i wiedzę o tłumaczeniach na Mińskim Państwowym Uniwersytecie Lingwistycznym. Obecnie pracuję jako nauczycielka polskiego w Mińsku. Tłumacz białoruskich dramatów. Mieszkam w Mieście Słońca.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz