Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Olga Konsevych

„Ukraińcy to śmiecie”? Jak się mają imigranci zarobkowi w Polsce

Polska to kraj chętnie przyjmujący Ukraińców. W 2015 roku polskie placówki konsularne wydały obywatelom Ukrainy 925 tysięcy wiz. To prawie o 100 tysięcy więcej niż w 2014 roku! Ponadto w 2015 roku 65 tysięcy obywateli Ukrainy uzyskało zezwolenie na pobyt. Dziennikarka Olga Żuk przepracowała w Polsce trzy miesiące. Najpierw zbierała jabłka, a następnie - pieczarki. Zdaniem dziewczyny, było to cenne doświadczenie, które pomogło jej lepiej poznać nie tylko Polaków, ale i Ukraińców. Eastbook.eu skontaktował się z Olgą, aby się dowiedzieć, jaki jest obraz współczesnego imigranta zarobkowego w Polsce.

Dlaczego zdecydowała się Pani na wyjazd na zarobki do Polski?

Kijów jest obecnie bardzo drogim miastem. Wynajmując pokój, musisz płacić również za usługi komunalne… Pracowałam w redakcji, gdzie wynagrodzenie dostawałam z opóźnieniem. Na rynku pracy proponowano mi pięć, maksymalnie sześć tysięcy hrywien. Do Kijowa również przyjeżdżałam na zarobki. Musiałam kupować wszystko – od A do Z. Nie mogłam sobie jednak pozwolić na życie w Kijowie ze względu na ceny. Na mieszkanie zimą wydawałam nawet do trzech tysięcy: dwa tysiące płaciłam za wynajem, tysiąc na ogrzewanie. Na życie zostawały mi dwa tysiące hrywien (ok. 320 złotych – red.).

Фото: facebook.com

Olga pochodzi z obwodu tarnopolskiego, ale przez wiele lat pracuje w Kijowie. Zdjęcie: facebook.com

Jak wygląda sytuacja z poszukiwaniem pracy, załatwieniem formalności?

Temat dotyczący zaproszeń jest bardzo skomplikowany. Ja mam mnóstwo pretensji do tego systemu. Jako pracownik sezonowy muszę wydawać mnóstwo pieniędzy na znalezienie mi pracy. Polscy farmerzy często nie korzystają z Internetu, nie piszą ogłoszeń.

W wiadomościach nieraz się mówi o nielegalnie pracujących Ukraińcach. Niektórzy Polacy załatwiają dla Ukraińców po 500 zaproszeń do pracy, nie mając przy tym żadnego biznesu. Są oni poszukiwani i pociągani do odpowiedzialności. Nasi, kupując podobne zaproszenia od agentów w pobliżu centrów wizowych lub poprzez Internet, później mają problemy na granicy. W najlepszym wypadku po prostu wysyła się ich z powrotem. Takie machinacje Polacy nazywają w wiadomościach „mafią”.

A warunki pracy? Czy Ukraińcy są normalnie traktowani?

Najpierw pracowałam przy jabłkach, następnie przy grzybach. Pan od jabłek powiedział mi: „Wcześniej do mnie przyjeżdżali zwykli rolnicy. W starszym wieku – mamy, babcie, które pomagają dzieciom lub wnukom studiującym na uniwersytetach, budują domy. W 2015 roku przyjechało sporo osób z wyższym wykształceniem. Jeśli wcześniej pytali »Sim-kartę jakiej sieci komórkowej najlepiej kupić?«, to teraz pytają »Czy ma Pan dostęp do Internetu?«. Taki postęp”.

Warunki mogą być różne. Wydaje mi się, że z powodu ogromnego napływu ludzi Ukraińcy traktowani są coraz gorzej. Kiedy idziesz Warszawą – prawie nie słychać języka polskiego. Wszędzie są Ukraińcy.

Nasz przełożony przy jabłkach – człowiek z wyższym wykształceniem – trzymał nas krótko. Mówił: „Ukraińcy to leniuchy. Mają chorobę ukraińską – gadać, a nie pracować. Trzeba was poganiać, inaczej niczego się nie dorobicie”.

Pieczarki hodowała młoda rodzina, która wykupiła dla robotników cały dom. Urządzili w nim hotel robotniczy. Dom znajdował się na wsi. Pobierali pieniądze za naprawy w toalecie i łazience, gdy coś się tam zepsuło. Mówili, że Ukraińcy to takie świnie, które wszystko psują. „Nie umiecie z tego korzystać. Jak dbacie – tak i macie”, – mówili. Żona właściciela miała dwie córki. Jedna z nich, wracając z ogródku, powiedziała: „Ukraińcy to śmiecie”. Widocznie matka nieraz powtarzała to zdanie, i teraz jesteśmy dla nich śmieciami.

Фото: facebook.com

Pieczarki. Olga pracowała na wsi położonej 5 km od Opola. Cieplarniane oświetlenie powodowało stały ból oczu. Czas pracy był nienormowany. Zdjęcie: facebook.com

A poza pracą? Czy, kontaktując się w miastach z Polakami, doświadczyła Pani pychy lub czegoś w tym rodzaju?

Kiedyś na dworcu podeszli do mnie jacyś mężczyźni. Kiedy zrozumieli, że jestem Ukrainką, zaprosili mnie na kawę. Odmówiłam, a oni powiedzieli: „Dla Ukrainki to szczęście, jeśli Polak ją poczęstuje”. Zachowują się tak, jakby każda Ukrainka byłą gotowa pójść z Polakiem do łóżka, żeby tylko tu zostać. I to bez względu na to, że Polacy sami masowo wyjeżdżają do Holandii, Wielkiej Brytanii, Irlandii…

Udało się Pani zarobić?

Przy jabłkach było nieźle. Kupiłam sobie nawet tablet. Natomiast podczas zbierania grzybów działała reguła – nowicjusze nie zarabiają. Ale kiedy już pracujesz dłużej, wciągasz się, zaczynasz zarabiać więcej.

Pracujące w zakładzie dziewczyny, które przygotowują jabłka na eksport – składają je do koszyków i kleją etykietki – mówią, że pracy jest dużo. Może ona trwać od 10-20 godzin. Zaczynać należy o siódmej rano bez względu na to, o której skończyłaś poprzednią zmianę. Dostajesz 7 złotych na godzinę. Zarobić można dużo, ale grozi to wielkim zmęczeniem. Nawet w niedzielę nie masz wolnego. Mieszka się w furgonetkach – jak budowlańcy z Azji. Nie trzeba natomiast płacić za mieszkanie.

Nie są to bardzo duże pieniądze. Czy jest jakaś inna motywacja, oprócz zarobku?

Jest to dobra okazja do podróży, poznawania innej kultury, innego biznesu. Dla mnie było to bardzo interesujące doświadczenie, bo w Ukrainie mały biznes jest całkiem zaniechany. Polacy są znacznie bardziej postępowi. Nikt nie tęskni za przeszłością. Ludzie analizują historię i rozumieją, że dobrze być gospodarzami na swojej ziemi.

Фото: facebook.com

Ogrody 60 km od Warszawy. Wszyscy pracownicy są z Ukrainy. W ciągu sezonu jabłka były wielokrotnie opryskiwane. Sami Polacy nie jedzą ich. Owoce poprzez Białoruś sprzedaje się do Rosji. Zdjęcie: facebook.com

A Ukraińcy?

Przyjeżdżający tu Ukraińcy często są ludźmi niezbyt nowoczesnymi. Na przykład słuchają jakiejś rosyjskiej muzyki pop z lat 90. – „По крыше дома голубей гонял„ („Na dachu domu ganiał gołębie”). Ze mną pracowało dwóch chłopców z Drohobycza, mieli po 18-20 lat. Słuchali czegoś takiego, czego już nawet w radiu nie puszczają. Pytam się: „Skąd wzięliście tę muzykę?”, a oni: „Co, poczułaś nostalgię?”. Odpowiadam: „Ile masz lat, że twoja nostalgia to «По крыше дома голубей гонял»?”. Według nich jest to przebój.

Z naszymi ludźmi jeszcze trzeba pracować. Oni nie znają swoich praw i oddają paszporty. Nie podróżują. Kiedy pracowałam przy jabłkach, mieszkaliśmy blisko Warszawy. W dni wolne od pracy można było tam jechać i spędzać wolny czas. Spośród czternastu pracowników nikt, oprócz mnie, ani razu nie pojechał do Warszawy. Mówią: „Będzie to kosztowało cały dzienny zarobek”. Zarabialiśmy około 70 złotych. Ja wydałam na wyjazd 40 złotych – chodziłam na piechotę i oszczędzałam. Natomiast wódka, jest dla nich fantastycznym rozwiązaniem. Dlatego Polacy nas tak traktują. W dodatku nie bronimy siebie nawzajem.

Tak, to rzeczywiście jest problem…

Ja nie rozumiałam, w jakim kraju mieszkam (o Ukrainie przed wyjazdem na zarobki do Polski – red.). A potem wylądowałam w środowisku ukraińskich robotnikó, gdzie tylko ja czytam książki, gdzie muszę wyłączać nagranie Dachy Brachy, bo ta muzyka ich denerwuje. Teraz rozumiem, że Ukraina jest bardzo zróżnicowana. Nie tylko wschód różni się od zachodu. Każdy sąsiedni domek jest inny.

Tak jest w każdym kraju. To wpływ różnych czynników – wykształcenia, wychowania…

W Ukrainie nawet wykształcone osoby nie czują się godnie. Jedna moja znajoma na przykład pracuje w regionalnym szpitalu psychiatrycznym. Dostaje pensję w wysokości 1200 hrywien (ok. 200 zł – red.), mając do czynienia z nieprzewidywalnymi osobami, które mogą plunąć w twarz, szturchnąć. To jest upokarzające! Skąd w takiej sytuacji ma się wziąć szacunek do siebie samego? Dlatego, kiedy Ci mówią w Polsce: „Dawaj paszport!”, oddajesz i już. Ukraina bardzo upokarza swoich obywateli. Ukraińcy w Polsce mówią: „Wiemy, za co pracujemy”. Tutaj za dzień pracy zarabia się tyle, ile w Ukrainie nie zarobi się za miesiąc.

Facebook Comments
Tłumaczenie z języka ukraińskiego: Ludmiła Slyesaryeva
Olga Konsevych

Olga Konsevych is currently studying for her PhD at the Taras Shevchenko National University of Kyiv. She has 6 years of journalism experience and specializes in writing articles related to the democratic changes in Ukraine and Post-Soviet states. Also, Olga works with NGOs in Poland, Moldova and Russia as a journalist and media expert on EU-Ukraine relations and the political situation in Ukraine.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY