Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Olena Babakova, Mychajło Krasiuk

Jak naprawdę zareagowali Ukraińcy na uchwałę o Wołyniu

W ciągu ostatnich tygodni zarówno w polskich, jak i w ukraińskich mediach ukazało się bardzo dużo tekstów poświęconych relacjom polsko-ukraińskim w kontekście Wołynia. Ciekawe, że zarówno polscy, jak i ukraińscy autorzy skupiają się nie na tym, czym był Wołyń (ludobójstwo?, czystka etniczna?, wojna?), lecz na śledzeniu reakcji drugiej strony.

Na portalu Eastbook ukazały się dwa teksty odwołujące się do ukraińskich reakcji na tzw. „uchwałę wołyńską” polskiego sejmu z 22 lipca br. W tekście „Będzie gorzej. Jak przetrwać kryzys w relacjach polsko-ukraińskich?” redaktor Maciej Zaniewicz stwierdza, że Ukraińcy są oburzeni uchwałą Sejmu, tłumacząc zarazem dlaczego polityka historyczna kierownictwa Ukrainy w kwestiach związanych z OUN i UPA wygląda tak, a nie inaczej.

Główna teza redaktora Michała Wojdy jest jeszcze bardziej jednoznaczna: „Ukraińcy przesadzają z reakcją na uchwałę o ludobójstwie na Wołyniu”. Redaktor Wojda twierdzi, że po sejmowym głosowaniu na Ukrainie zapadła panika, co spowodowane jest ukraińską nieznajomością polskich realiów politycznych, a w niektórych przypadkach nawet i złą wolą. Przy okazji uchwała autorstwa posła Michała Dworczyka została przedstawiona jako bardzo kompromisowa, Prawo i Sprawiedliwość jako partia dobrze rozumiejąca ukraińską pamięć historyczną, a prezydent Ukrainy Petro Poroszenko jako populista.

Tezy stawiane przez Autorów są odważne (chociaż i nieoryginalne w kontekście ostatnich polskich komentarze o Ukrainie). Ich problem polega na tym, że po głębszej refleksji nad sytuacją na Ukrainie nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości.

Wiatrowycz – wygodny oponent dla Polaków

Tak na prawdę ciężko mówić o jakieś jednolitej reakcji ukraińskiego społeczeństwa na uchwałę polskiego Sejmu. Owszem, przywołane we wspomnianych tekstach wypowiedzi dyrektora Ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, znanej pisarki Oksany Zabużko czy oświadczenie partii Swoboda mają grono swoich zwolenników. Jeżeli śledzić rozwój dyskusji wołyńskiej na portalach społecznościowych łatwo odnieść wrażenie, że nurt ten jest dominujący. Jednocześnie na Ukrainie istnieje całkiem spora grupa, która krytykuje Wiatrowycza i to z rożnych pozycji.

Byli politycy Partii Regionów i ich zwolennicy krytykują narrację o „wojnie polsko-ukraińskiej” i „polskich ofiarach tej wojny” ze względu na swoje prorosyjskie i postradzieckie spojrzenie na wydarzenia z czasów II Wojny światowej, UPA i Stepana Banderę. Są to ludzie skompromitowani i dla wielu Ukraińców niewiarygodni, jednocześnie mający swój elektorat i zwolenników.

Natomiast wielu wybitnych intelektualistów o poglądach liberalnych i lewicowych nie zgadza się z tezą o „polsko-ukraińskiej wojnie” i Banderze jako właściwym patronie ulicy w Kijowie już z innych powodów. Historycy i znani intelektualiści, np. Wasyl Rasewycz, Heorhij Kasjanow, Oleksandr Zinczenko, Andrij Portnow, czy Jarosław Hrycak, nawołują do krytycznej refleksji nad ukraińską przeszłością oraz do oceny działań Bandery i UPA z pozycji wyznawanych dziś przez Ukrainę europejskich wartości.

W ciągu ostatnich tygodni wspomniani autorzy występowali w mediach ukraińskich oraz wielokrotnie manifestowali swoje stanowisko w sieciach społecznościowych. Sądząc po komentarzach do ich występów, potrzebę krytycznego spojrzenia na dziedzictwo UPA i Bandery na Ukrainie wyznaje nie tylko marginalna część społeczeństwa.

Dla polskich publicystów Wiatrowycz jako osoba głosząca kontrowersyjne poglądy, stał się ulubionym, bo łatwym przeciwnikiem. Wystarczy podawać cytaty z jego wypowiedzi i nie wdawać się w dyskusję – tak oczywistym jest brak racji po stronie oponenta.

Symptomatyczne, że we wspomnianych tekstach na Eastbooku obok Wiatrowycza, po polskiej stronie przywołani zostali Grzegorz Motyka i Łukasz Adamski, badacze którzy konstruktywnie i bardzo umiarkowanie (jak na polską rzeczywistość) podchodzą do tematu Wołynia. Jeżeli kierować się takim wzorcem przedstawiania dyskusji o Wołyniu czytelnikom, to tekst dla ukraińskiej publiczności powinien składać się tylko z cytatów księdza Isakowicza-Zaleskiego i Ewy Siemaszko prezentowanych jako stanowisko polskiej strony.

I tu dochodzimy do ważnego momentu. Bowiem większość ukraińskich krytyków Wiatrowycza krytykuje także polską politykę historyczną w wydaniu PiS. I ich argumentów już nie da się tak łatwo obalić, jak argumentów samego Wiatrowycza. Zauważalna jest tendencja, że ową krytykę PiS ze strony ukraińskich intelektualistów wielu polskich autorów, w tym redaktorzy Zaniewicz i Wojda, tłumaczą niewiedzą i złym rozeznaniem w polskiej polityce.

W ten sposób polska publicystyka ogranicza katalog ukraińskich reakcji na Wołyń do dwóch ekstrem: albo popieracie uchwałę sejmową, albo Wiatrowycza, gdzie pierwsze świadczy o wspaniałomyślności i rozeznaniu, drugie — o braku wiedzy i histerii. Takie podejście jest nie tylko błędne. To podejście głęboko paternalistyczne, które odmawia Ukraińcom prawa do swojego zdania, odmiennego od polskiego.

Temat Wołynia nie rusza Ukraińców, tak jak Polaków

Poza różnorodną reakcją ukraińskich elit na uchwałę wołyńską, większość Ukraińców nadal traktuje temat Wołynia z dużą dozą obojętności. Jeżeli już nawet temat uchwały zauważono, to bardzo szybko został zastąpiony w mediach przez religijną procesję Patriarchatu Moskiewskiego zmierzającą do Kijowa i wypowiedzi Nadiji Sawczenko na temat potrzeby pogodzenia się z DNR i LNR.

Tak, Wołyń w ciągu ostatnich tygodni został zauważony. Trudno jednak mówić o ogólnym oburzeniu społeczeństwa ukraińskiego, a tym bardziej o jakiejkolwiek histerii. Dowodem na to niech będzie absolutna nieobecność tematu wołyńskiego w programach tzw. “Wielkiej telewizji” – czterech ukraińskich stacji telewizyjnych, 1+1, Inter, ICTV i STB, które według sondaży kształtują opinie ponad 70% Ukraińców.

Temat Wołynia w ukraińskim dyskursie odchodzi na drugi plan. Ukraińscy historycy dostali okazję bardziej wnikliwie przeanalizować wydarzenia z czasów wojennych, natomiast posiedzenie ukraińskiego parlamentu odbędzie się dopiero na początku września. Następny krok strony ukraińskiej zależeć będzie wprost od tego, jak temat wołyński będzie rozgrywany w Polsce.

W Werchownej Radzie zostały zarejestrowane projekty tzw. „kontruchwały”, w tym projekt deputowanego Ołeha Musija o „ludobójstwie dokonanym na Ukraińcach przez państwo polskie w latach 1919-1951”. Ta inicjatywa już na wstępie została skrytykowana przez wielu ukraińskich ekspertów, którzy nawołują Ukraińców do nie odpowiadania na uchwałę polskiego sejmu na zasadzie symetryczności. W tej sytuacji polskie komentarze o „histerycznej reakcji Ukraińców” i prognozy à la „propało wsio” dodają wiatru w żagle nie ukraińskim liberałom, a akurat tym którzy wyznają nacjonalistyczne podejście do polityki pamięci.

Redaktor Wojda wspomina, że uchwała autorstwa PiS ma charakter kompromisowy. Owszem ma, tylko właściwe pytanie brzmi: z kim zawarto ten kompromis? Tak, PiS nie uległ presji Kukizowców żeby przegłosować ten dokument 11 lipca, czy żeby penalizować negację Wołynia jako ludobójstwa. Z drugiej strony poszedł na rękę skrajnym środowiskom ustalając Dzień pamięci ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów 11 lipca, a nie 17 września jako Dzień pamięci wszystkich Polaków, którzy zginęli na Wschodzie podczas II Wojny Światowej (jak zresztą wcześniej proponował sam prezes Jarosław Kaczyński).

Zmiana daty niewątpliwie ma duże znaczenie: teraz środowiska skrajnie dostały legalny powód do manifestacji antyukraińskich poglądów w konkretnym dniu, z akcentem na „ofiary ukraińskich nacjonalistów”. Demonstracje będą miały szczególne znaczenie w czasie toczącej się wojny rosyjsko-ukraińskiej, kiedy Rosja rozgrywa kartę ukraińskiego nacjonalizmu, nie robiąc różnicy pomiędzy historycznym i współczesnym nacjonalizmem.

Na koniec warto odnieść się do tezy redaktora Zaniewicza o jakoby jedynym celu ukraińskiej polityki historycznej. Autor twierdzi, że gloryfikacja UPA i Bandery służy prezydentowi Poroszence do ratowania kampanii mobilizacyjnej. Owa teoria nie jest pozbawiona oryginalności, lecz strategia władz ukraińskich w rzeczywistości jest dużo prostsza: temat polityki pamięci historycznej jest wykorzystywany przez Poroszenkę oraz Radę żeby, po pierwsze, pokazać gest Kozakiewicza Moskwie, a po drugie, odwrócić uwagę Ukraińców od podwyżki opłat komunalnych i braku spektakularnych sukcesów w integracji z Unią Europejską.

Wydaje się, że w kontekście sposobu działania polskiego rządu i Prezydenta, czytelnik w Polsce nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem, jaką rolę odgrywa instrumentalizacja polityki historycznej w warunkach kryzysu politycznego, zgrzytów z sojusznikami i wątpliwych sukcesów reformatorskich.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: pomnik Matki Ojczyzny w Kijowie, autor: Juanedc, licencja CC BY 2.0
Olena Babakova
Olena Babakova
Dziennikarka i komentatorka
Mychajło Krasiuk
Mychajło Krasiuk
Doradca ds. polityki i komunikacji społecznej z Kijowa, obecnie mieszkaniec Gdańska. Od 12 lat zajmuję się politycznymi i społecznymi projektami, skutecznie realizował na Ukrainie ponad 20 kampanii wyborczych. W roku 2014 był strategiem grupy wolontariuszy walczącej przeciwko propagandzie rosyjskiej podczas aneksji Krymu i w czasie początku wojny na Donbasie. Badacz propagandy rosyjskiej w Unii Europejskiej.
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY