Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Turek – Rosjanin dwa bratanki. Czy mamy do czynienia ze zbliżeniem rosyjsko-tureckim?

Wystarczyło jedno spotkanie prezydentów Turcji i Rosji, aby komentatorzy polityczni obwieścili gwałtowne ocieplenie w relacjach turecko-rosyjskich, czy nawet gruntowną przebudowę układu sił w regionie. Eksperci co prawda wskazują, że między Moskwą a Ankarą wciąż jest zbyt wiele rozbieżności, ale co z tego kiedy świat obiegło wymowne zdjęcie na którym Władimir Putin i Recep Tayyip Erdoğan prezentują silny, męski uścisk dłoni.
Uścisk dłoni prezydentów Rosji i Turcji; Źródło: kremlin.ru

Uścisk dłoni prezydentów Rosji i Turcji; Źródło: kremlin.ru

Ostatnie miesiące na linii Moskwa-Ankara były szczególnie gorące. Najpierw listopadowy incydent, z zestrzeleniem rosyjskiego samolotu Su-24, poprzedzony serią naruszeń przez Rosjan tureckiej przestrzeni terytorialnej. Potem przyszedł czas na rosyjską odpowiedź w postaci sankcji ekonomicznych, a premier Miedwiediew w sieci społecznościowej zamieścił zdjęcie Stambułu z podpisem “Konstantynopol – będzie nasz”. Wydawało się, że napięcie będzie rosło, a sytuacja może się tylko zaognić. Wystarczyło jednak kilka miesięcy i silne zapewnienie Władimira Putina po nieudanym zamachu wojskowym w Turcji o “poparciu demokratycznie wybranych władz”, żeby wzajemne relacje w cudowny sposób stały się ciepłe. Kiedy z Moskwy popłynęły słowa wsparcia dla Erdoğana – Waszyngton odmówił wydania Fethullaha Gülena, który przez tureckie władze kreowany jest na wroga numer jeden, jako domniemany inspirator nieudanego przewrotu.

Fethullah_Gülen w 2016 roku; Autor: AlphaX News; Źródło: wikipedia.org

Fethullah_Gülen w 2016 roku; Autor: AlphaX News; Źródło: wikipedia.org

Sytuacja rozwija się z każdym dniem, a rosyjskie media powołując się na przecieki z otoczenia prezydenta poinformowały że 30 sierpnia dojdzie do wizyty Putina w Turcji, który wraz z prezydentem Erdoganem w ramach kwitnącej męskiej przyjaźni ma obejrzeć towarzyski mecz reprezentacji Turcji i Rosji.

To co łączy i dzieli

Turcja i Rosja właściwie zawsze należały do wrogich obozów. Republika turecka jednak postępując zgodnie z dewizą Mustafy Kemala Atatürka “Pokój w kraju, pokój na świecie” konsekwentnie unikała konfrontacji ze Związkiem Radzieckim, choć powodów do konfrontacji było całkiem sporo. Mimo to Turcja w odpowiednich momentach potrafiła dojść do porozumienia z Moskwą.

Fenomenem w relacjach obydwu państw był przelotny “sojusz” bolszewików z dochodzącym do władzy Atatürkiem. Miało to miejsce w 1920 roku, kiedy Mustafa Kemal zawarł z Leninem porozumienie zobowiązujące tego drugiego do przekazania uzbrojenia na rzecz walczących z Grecją o jedność kraju Turków. Warto dodać, że Atatürk pierwotnie chciał prosić o pomoc Amerykanów, jednak stało się to niemożliwe wraz z deklaracją poparcia sprawy ormiańskiej przez Waszyngton. Ożywione relacje Atatürka z rządem bolszewickim były jednak krótkie, bo trwały zaledwie do 1922 roku. Między rewolucyjnymi reprezentantami władz szybko doszło do różnicy zdań, przede wszystkim w kwestiach terytorialnych na Kaukazie. Jednak to właśnie dzięki radzieckiemu uzbrojeniu i pomocy finansowej Turcji udało zachować się jedność i niepodległość państwa. Wreszcie to Związek Radziecki był drugim państwem, które uznało nowy turecki rząd powstały po obaleniu sułtanatu.

Obowiązująca zasada wyciszania konfliktów była stosowana konsekwentnie do upadku Związku Radzieckiego. Turcja jako ważny członek NATO była przez ZSRR traktowana jako potencjalna baza wypadowa sił zachodnich, w związku z czym nie było mowy o żadnych pozytywnych relacjach. Mimo to, Moskwa udzielała Turcji kredytów na rozwój przemysłu w sytuacjach kiedy Stany Zjednoczone takiej pomocy odmawiały. Oczywiście pomoc rosyjska była o wiele mniejsza niż ta płynąca z Zachodu. Zarówno wówczas jak i dzisiaj, biorąc pod uwagę względy ekonomiczne, Unia Europejska i Stany Zjednoczone są dla Turcji o wiele ważniejszym i korzystniejszym partnerem niż kiedykolwiek mogłaby być Rosja.

Rozpad komunistycznego imperium otworzył nowe perspektywy przed Turcją. Pojawiła się przede wszystkim szansa zwiększenia wpływów politycznych na Kaukazie i w Azji Zachodniej. Równocześnie przestrzeń postradziecka stała się areną rywalizacji Moskwy z Ankarą, zarówno o wpływy jak i o bogactwa naturalne. Ostatecznie Turcja zaakceptowała dominację rosyjską w regionie kaukaskim. Być może, z jednej strony Ankara zrozumiała swoje ograniczone możliwości, a z drugiej zwyciężył pragmatyzm, który zaowocował budową gazociągu “Błękitny potok”. Na dzień dzisiejszy import z Rosji pokrywa ok. 55% tureckiego zapotrzebowania na gaz.

Przebieg gazociągu Błękitny Potok; Autor: Samuel Bailey; Źródło: wikipedia.org

Przebieg gazociągu Błękitny Potok; Autor: Samuel Bailey; Źródło: wikipedia.org

Nieco inaczej sytuacja wygląda w Azji Centralnej, gdzie Turcja wykorzystując istniejące więzi historyczne i kulturowe, stara się odgrywać ważną rolę w sferze politycznej i ekonomicznej. Takie działanie w pełni pokrywa się z turecką doktryną “strategicznej głębi” w polityce zagranicznej, stworzoną przez byłego ministra spraw zagranicznych i późniejszego premiera Ahmeta Davutoğlu.

Rosyjskie media do ocieplenia podchodzą na chłodno

Rosyjska prasa i eksperci, w przeciwieństwie do swoich zachodnich kolegów, podchodzą do tematu ocieplenia relacji z Ankarą bardziej sceptycznie, wskazując na mnogość rozbieżnych interesów. Niewątpliwie temat relacji z Turcją pozostawać będzie na pierwszych stronach gazet, zwłaszcza po rozpoczęciu tureckiej operacji militarnej w Syrii.

W rosyjskich komentarzach można zauważyć nie tylko brak entuzjazmu, ale nawet silny dystans. Do najczęściej poruszanych kwestii spornych należy z całą pewnością zaliczyć odmienny stosunek do reżimu Asada w Syrii. Rosjanie zdają się nie dawać wiary w zbudowanie trwałej przyjaźni z Ankarą, czy stworzenie silnej linii Moskwa-Ankara-Teheran. Media nie zapomniały też o sprawie zestrzelonego Su-24, która przewija się przez większość artykułów o zbliżeniu z Turcją. W rozmowie z portalem Noteru Arsen Chizrijew z Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych stwierdził, że obecne działania Erdoğana to przemyślana gra, w której udawane zbliżenie z Rosją ma być elementem nacisku na kraje zachodnie. Z kolei prasa turecka od tygodnia skrupulatnie, choć mało realistycznie, rozpisuje się o potencjalnych korzyściach płynących z sojuszu z Rosją, co może mieć na celu, idąc tropem Chizrijewa, uwiarygodnienie procesu porozumienia Moskwy z Ankarą.

Uścisk z Putinem, a tymczasem…

Wśród licznych proroctw zmiany kursu przez Erdoğana na prorosyjski, komentatorom umknął jeden incydent sprzed kilku dni, który jest kolejnym argumentem na to, że stolice Rosji i Turcji nie ułożą się nagle w jednej linii. Recep Tayyip Erdoğan w rozmowie telefonicznej z Petrem Poroszenko zapewnił prezydenta Ukrainy, że stanowisko Turcji w sprawie aneksji Krymu jest niezmienne. Oznacza to, że Turcja nadal twierdzi, że doszło do naruszenia prawa międzynarodowego i integralności terytorialnej Ukrainy. W okresie oziębienia relacji po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu w mediach pojawiły się również informacje o tym, jakoby Turcja wspierała organizujących opór przeciwko okupantom rosyjskim Tatarom.

Drugim akcentem ostatnich dni wskazującym na to, że Turcja ciągle pozostaje w obozie krajów zachodnich i nigdzie się nie wybiera było podpisanie umowy o normalizacji stosunków z Izraelem. W sobotę 20 sierpnia parlament turecki zatwierdził podpisaną wcześniej umowę, a w najbliższych dniach powinno dojść do wymiany ambasadorów. Relacje turecko-izraelskie były zawieszone od 2010 roku. Wcześniej obydwa państwa były związane bliskim sojuszem, który z punktu widzenia USA i UE miał strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa w regionie bliskiego wschodu. Turcja jest jedynym państwem muzułmańskim utrzymującym tak bliskie stosunki z Jerozolimą. Powrót do normalnych relacji, a w zamyśle powrót do statusu sprzed 2010 roku, świadczy o głęboko przemyślanym kursie polityki zagranicznej ze strony Ankary, która ostatnimi czasy szczególnie potrzebuje silnych i zaufanych sprzymierzeńców w regionie.

Nieprawdziwe też okazały się informacje o tym, jakoby Turcja zamierzała udostępnić bazę wojskową İncirlik siłom rosyjskim. Zresztą to tylko jedna z nieprawdziwych informacji dotyczących spraw wojskowych. Część mediów bardzo szybko podchwyciła temat wycofania amerykańskich głowic atomowych z Turcji. Tego typu wiadomości tworzące chaos informacyjny wydają się mieć jeden cel: dostarczyć sztucznych argumentów za zbliżeniem, bo tych prawdziwych jest bardzo niewiele.

Kamil Hyszka
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz