Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Jasina

Srebrny Jubileusz, czyli nie tylko ukraińska rocznica

Dwudziestopięciolecie upadku Imperium to nie tylko ukraińska niepodległość, ale i koniec radzieckiej władzy w kilkunastu krajach. Jak rocznice końca dotychczasowej władzy i początki nowej wspomina się w innych państwach postradzieckich? Czy parady wojskowe i uroczyste celebracje przypominają te z kijowskiego Chreszczatyku?

Dwudziestopięciolecie niepodległości Ukrainy niemal całkowicie zdominowało polską debatę związaną z okrągłą rocznicą upadku Związku Radzieckiego. Nie należy tego faktu potępiać, a wręcz przeciwnie – niezwykle serdeczna reakcja wielu Polaków na ukraiński jubileusz, działania wielu organizacji pozarządowych i symboliczne wsparcie państwa polskiego (czyli obecność prezydenta Andrzeja Dudy na kijowskiej defiladzie w dniu 24 sierpnia), pokazują jakie jest prawdziwe miejsce Ukrainy w polskiej polityce i że apokaliptyczne wnioski wyciągane przez wielu polskich publicystów z lipcowego kryzysu wydają się być równie przesadzone jak niegdysiejsze pełne optymizmu analizy z okresu Rewolucji Godności. Polska i Ukraina ciągle podążają razem.

Niemniej jest to także pewnego rodzaju dowód na to, że przestrzeń poradziecka i jej rozrachunki z przeszłością sprowadzają się w Polsce niemal wyłącznie do Ukrainy (i czasem do Rosji – choć o Ukrainie mimo wszystko mówi się w polskich mediach więcej). Gdy w roku 2001 przypomniano po raz pierwszy równie mocno rocznicę upadku Imperium (na okrągłe dziesięciolecie) – w polskich mediach Kijów prawie się nie pojawiał – pamiętano natomiast Jelcyna i Moskwę oraz Pucz Janajewa. Podobnie zresztą było w latach 2006 i 2011. Tym razem jest inaczej, ale to nie tylko zasługa takich a nie innych zainteresowań polskich dziennikarzy i publicystów. Po prostu na Ukrainie obchody rocznicy (choć także zredukowanej do czczenia ukraińskiej niepodległości) miały w mijającym roku najszerszy w przestrzeni postradzieckiej charakter.

Dwudziestopięciolecie upadku Imperium to jednak nie tylko ukraińska niepodległość, ale i koniec radzieckiej władzy w kilkunastu krajach. Jak rocznice końca dotychczasowej władzy i początki nowej wspomina się w tamtych krajach? Czy parady wojskowe i uroczyste celebracje przypominają te z kijowskiego Chreszczatyku?

Restytucja niepodległości

Rzecz jasna najwięcej emocji wydarzenia z 1991 roku wzbudzają w tych byłych republikach radzieckich, z którymi historia obeszła się najłaskawiej i są obecnie częścią NATO i Unii Europejskiej czyli z Litwą, Łotwa i Estonią. Niemniej kraje te wyróżnia nie tylko to co stało się po upadku ale i sposób w jaki do swojej niepodległości dotarły. Na Litwie sierpień 1991 roku praktycznie nie występuje w oficjalnej polityce historycznej. Tu liczy się 11 marca 1990 roku i Akt Niepodległości przyjęty przez ówczesną Radę Najwyższą. Na Łotwie i w Estonii jest podobnie. Każdy z tych trzech krajów dorobił się zresztą w latach dziewięćdziesiątych teorii „restytucji niepodległości”. W jej myśl każde z państw nadbałtyckich jest kontynuacją tych, które Sowieci podbili w roku 1940. Ważniejsze stają się więc rocznice związane z końcem I Wojny Światowej. Bałtom bliżej więc pod tym względem do nas – co zresztą na pewno będzie skutkowało polsko-litewskim starciem symbolicznym w roku 2018.

Mołdawskie niejasności

Z wielką pompą dwudziestopięciolecie obchodziło za to Mołdawia – gdzie zresztą pojawiła się kompania honorowa wojsk polskich. Mołdawia to obok Ukrainy i Gruzji najbardziej proeuropejski kraj postradziecki. Niemniej mimo oficjalnej pompy, w wypadku Kiszyniowa, nie mamy do czynienia z obchodami kreującymi państwową tożsamość. Należy pamiętać o problemach samych Mołdawian z narodową i państwowa identyfikacją, o kontekście rumuńsko-mołdawskim i o tym, że mołdawska państwowość nie ma chyba w najbliższym czasie szansy ani ochoty na wypracowanie narodowego mitu i symboliki. Ostatnimi czasy zdarzyło się zresztą coś dla nas niezrozumiałego – ataki ze strony tamtejszych twórców opinii na zachodnich dyplomatów za podkreślanie mołdawskiej suwerenności. Widocznie ciągle gdzieś kołatają się marzenia o zjednoczeniu z Rumunią.

Rok 1991 to także początek nierozwiązanego do dziś konfliktu w Naddniestrzu. W Tyraspolu rocznicy upadku ZSRR nie świętowano. Czegóż innego możemy oczekiwać od małej, odizolowanej reinkarnacji ZSRR? Rocznica powstania naddniestrzańskiej republiki, będzie tam natomiast świętowana z całą pewnością.

Zapomniana niepodległość

W wypadku Białorusi wydaje się zasadnym twierdzenie że jedyną reprezentacją tego kraju podczas jakichkolwiek obchodów był ówczesny Przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej BSRR – Stanisław Szuszkiewicz, który gościł w Warszawie na poświęconym rocznicy panelu podczas Warsaw East European Conference. Dla Białorusi nie jest to ważna data. Aleksander Łukaszenko ani o niej nie debatuje ani jej do swojej wersji białoruskiej mitologii narodowej nie włącza.

Taki sam los spotka najprawdopodobniej, rocznicę porozumień białowieskich w grudniu. Kiedyś Aleksander Łukaszenko odnosił się do upadku Związku Radzieckiego częściej. Teraz, po dwudziestu latach, tęsknota za minionym nie jest już dla umocnienia jego władzy ani potrzebna ani konieczna. Prezydentura Łukaszenki zaczęła się zresztą dopiero w roku 1994. Przypominanie roku 1991 oznaczałoby konieczność wspominania, że ktoś przed nim stał na czele białoruskiego państwa. Białoruś, która w 1990 i 1991 znalazła się w czołówce dążeń niepodległościowych, dziś się tych korzeni wypiera, względnie o nich zapominając.

Rok 1991 i rocznicowa pamięć, nie są też elementem debaty białoruskiej opozycji. Pomijając jej straszliwą słabość. Punktem odniesienia też nie jest dla niej raczej 1991 rok, ale późniejsza „rewolucja” Łukaszenki. Opozycja przegrywa zresztą na niwie symbolicznej z Łukaszenką na całej długości. Jako Dzień Niepodległości wciąż obchodzona jest rocznica wyzwolenia Mińska przez Armię Czerwoną w 1944 roku.

Rocznice prezydentów

Co innego w Kazachstanie – tam obchody nie są wprawdzie wielkie, ale są. Niemniej podobnie jak w Kijowie, nie odnoszą się do upadku ZSRR, lecz do oderwanego od ogólnoradzieckiego kontekstu odzyskania niepodległości przez Kazachstan i okrągłego jubileuszu Nursułatana Nazarbajewa. Główne natężenie obchodów następuje dopiero w grudniu. Najpierw kraj odda hołd Nazarbajewowi. Dzień Pierwszego Prezydenta obchodzony jest już 1 grudnia. 16 i 19 grudnia z kolei obywatele największego kraju Azji Środkowej celebrować będą Dzień Niepodległości. Trwa on dłużej niż jeden dzień. Kazachstan uciekał z ZSRR jako jedna z ostatnich republik. Grudniowe święto ma jednak ważny, antyrosyjski kontekst – upamiętnia także grudniowe zamieszki z 1986 roku skierowane przeciwko rosyjskiemu nominatowi na stanowisko I Sekretarza KP Kazachstanu.

Od upadku Imperium w Uzbekistanie panuje Islom Karimow. W ostatnim tygodniu sytuacja uległa jednak drastycznej zmianie – Karimow zmarł..

Uzbekistan świętował swoją niepodległość 1 września (upamiętnienie związane z 1991 rokiem) ale w centrum kommemoracji stał podobnie jak w Kazachstanie pierwszy prezydent państwa. Z uwagi na kryzys uroczystości zostały odwołane. Z kolei w Tadżykistanie Emomali Rahmon (dawniej Rahmonow), stojący na czele państwa od 1992 roku, przewodniczyć będzie za kilka dni narodowym obchodom Dnia Niepodległości. Podobnie zresztą będzie w Kirgistanie i Turkmenistanie. Niemniej w żadnym z tych państwa nie wykroczą one po za kontekst narodowy.

Kaukaski maj

Gruzja obchodziła swoją rocznice w maju. 26 maja 1918 roku proklamowano bowiem gruzińską niepodległość. Państwo odrodziło się po stu latach rosyjskiej niewoli. Gruzja nie zaczynała więc swojej państwowości jak państwa Środkowej Azji – dopiero w roku 1991. Gruzini czczą jej odzyskanie, tak jak Bałtowie czy Polacy. Upadek ZSRR przejawia się tylko w przypominaniu rocznicy masakry w Tbilisi z 1989 roku, której dokonali radzieccy żołnierze.

Podobnie jest zresztą w Armenii i Azerbejdżanie. Żadne ze świąt narodowych nie jest związane z upadkiem ZSRR, a polityka historyczna związana z tym okresem to w Baku i Erewaniu zasadniczo kwestie związane z ormiańsko-azerskimi walkami. Niepodległość i święta jej poświęcone to jednak ponownie maj i przypominanie roku 1918.

Zapomniane święta

Wreszcie ostatni uczestnik „zmowy milczenia“ – Rosja. W putinowskiej Rosji nikt wprawdzie mówienia o upadku ZSRR mówić i pisać nie zabrania, ale nie jest to główny element państwowej narracji. Narodowe święta upamiętniają inne momenty historii. Święto obchodzone 12 czerwca upamiętnia deklarację suwerenności Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z 1990 roku – akt w gruncie rzeczy bez politycznego i historycznego znaczenia. Samo święto nie niesie zresztą dla większości współczesnych Rosjan żadnych treści i emocji. Niewiele lepiej jest z rocznica konstytucyjnego referendum z 1993 roku, czyli Dniem Konstytucji.

Nie nastąpił też żaden państwowy akt upamiętnienia Borysa Jelcyna, od pięciu lat, czyli od odsłonięcia jego pomnika w Jekaterynburgu, raczej przemilczanego w oficjalnej retoryce. Może wiosną 2017 w dziesiątą rocznicę śmierci Borysa Nikołajewicza będzie nieco inaczej?

Czy rocznica upadku Związku Radzieckiego jest niewygodna? Czy ulega zapomnieniu? Po trosze tak. Z wyjątkiem Krawczuka i Szuszkiewicza nie ma już wśród nas ludzi symbolicznie za to co się w1991 roku stało odpowiedzialnych, a oni sami wiodą życie emerytów. Przywódcy krajów postradzieckich to albo beneficjenci upadku Kraju Rad albo bohaterowie zawrotnych karier, którzy się odpowiedzialności za upadek wyparli. Putin zrzucił odpowiedzialność na Jelcyna, Łukaszenko stworzył swoją Białoruś, a Nazarbajew czy Karimow, czczą swoje wstąpienie na tron. Ukraina pamięta tylko o swojej niepodległości – co także nie dziwi.

Jedyna interesująca debata o rocznicy upadku ZSRR toczy się wśród naukowców. Ale to nie oni tworzą narodowe mity.

Zdjęcie główne: Flagi państw WNP; Źródło: Пресс-служба правительства; Autor: Сабыр Аильчиев
Łukasz Jasina

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - historyk i publicysta.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    Rozpad ZSRR to pozytywna nauka dla wszystkich. Żaden twór, stworzony bez podstaw moralnych i oparty o chore, marksistowskie wizje „świata bez narodów i ras” nie przetrwa dłużej niż kilka dekad.
    Rozpad ZSRR pokazuje, że UE jest skazana na dokładnie ten sam los. Problem w tym, że zwolennicy UE ciągle nie mogą tego zrozumieć i upierają się, by tego potwora w jakiś sposób utrzymywać przy życiu.