Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Paweł Purski

„Wołyń” Smarzowskiego to nie jest dobry film na czas rządów PiS

„Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego ma szansę stać się początkiem polsko-ukraińskiego pojednania. Wymaga jednak obrony przed tymi, którzy na prostych emocjach wokół sąsiedzkich sporów chcą budować swoje poparcie polityczne.

Kresowian zabito dwukrotnie. Raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie” – ten cytat z zapisków ojca kontrowersyjnego duchownego Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego otwiera film Smarzowskiego. Pozornie prawdziwe zdanie jest faktycznie chwytliwą manipulacją.

Ci, którzy śledzą debaty historyczne w Polsce wiedzą, że ludobójstwem na Wołyniu zajmowano się już od początku współczesnych stosunków polsko-ukraińskich. „Aksjomatem polskiej polityki zagranicznej wobec Ukrainy stało się rozłączenie kwestii bieżącej polityki od rozliczeń historycznych” – pisze prof. Grzegorz Motyka w wydanej kilka dni temu książce „Wołyń ‘43”. Nie było więc przemilczenia. Była racjonalna polityka, która wzorem innych pojednań stawiała na długoletni, odpowiedzialny proces, oparty na prawdzie, a nie wciąż żywych emocjach Kresowian. W tle są bowiem interesy i bezpieczeństwo Państwa Polskiego.

Na prawo od nas tylko ściana

 
Po podwójnym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, proces polsko-ukraińskiego „pojednania” uległ jednostronnemu przyspieszeniu, które nie znajduje zrozumienia po stronie naszego sąsiada. W ten sposób krajowi politycy odpowiedzieli na nacjonalistyczny zwrot części społeczeństwa. Partie Kukiz ’15 i Ruch Narodowy od dawna łowiły wyborców na emocjonalne hasła dumy, zemsty i resentymentu.

Naturalną, przećwiczoną reakcją jednoosobowo dowodzonego Prawa i Sprawiedliwości stał się powyborczy skręt na prawo. Twarzą nowego podejścia, już tylko deklaratywnie określanego jako „kontynuowanie dziedzictwa Lecha Kaczyńskiegostał się poseł PiS Michał Dworczyk.

Lektura uzasadnienia projektu ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, którego sprawozdawcą jest Dworczyk daje wgląd w mit polskich Kresów, któremu hołduje partia rządząca. Kresy to kraina szczęśliwości, gdzie wszystkie narody żyły ze sobą w idyllicznej symbiozie. Taka wizja jest jednak fałszywa, co dobrze pokazuje film Smarzowskiego, w którym katastrofa na tle stosunków etnicznych wisi nad mieszkańcami Wołynia już od pierwszych minut.

Kolejną jaskółką nie takiej wcale dobrej zmiany stała się uchwała Sejmu w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1943-1945. O ile z ostateczną treścią dokumentu można się zgodzić, to moment przyjęcia i jednostronność deklaracji, obudziły uzasadnione obawy, że na ołtarzu polityki wewnętrznej składa się długie lata procesu polsko-ukraińskiego pojednania.

Wspomniany poseł Dworczyk w wywiadzie dla portalu wPolityce przestrzegał przed tworzeniem „muru niechęci i niezrozumienia między naszymi narodami”. Mimo tej deklaracji Prawo i Sprawiedliwość nieodpowiedzialnie dołożyło drew do ognia polsko-ukraińskiej niechęci, bo przestraszyło się populistów i skrajnej prawicy. W stosunkach z naszym sąsiadem rezultat był do przewidzenia. „Gadał dziad do obrazu” – tak teraz wygląda polsko-ukraiński dialog w dziedzinie polityki historycznej.

Zapamiętają obraz rzezi

 
Tymczasem emocje nabrzmiewają nadal. Doszliśmy do momentu, w którym posłowie partii Kukiz ’15 chcą penalizacji tzw. „kłamstwa wołyńskiego”, czyli negowania ludobójstwa polskiej ludności na Wołyniu. To regulacja szkodliwa, która jak każda cenzura blokuje otwartą debatę naukową i polityczną.

To także wyraz bezsilności Polski, dowodzący, że nie jesteśmy w stanie poradzić sobie w rozmowie na argumenty, lecz musimy uciekać się do przymusu. Na myśl przychodzi Rosja Putina, w której represje dotknęły niezależnego kanału Dożdż, tylko dlatego, że stacja opublikowała sondaż z pytaniem o zasadność ofiarnej obrony Leningradu.

Coraz bliżej polityki krążą siły skrajnie prawicowe. W filmie Smarzowskiego wyborcy Ruchu Narodowego nie dostrzegą uniwersalnego, ponadczasowego ostrzeżenia przed nacjonalizmami, które w kazaniu wypowiada prawosławny pop. Ich wyobraźnią zawładnie święcenie przez duchownego grekokatolickiego upowskich siekier i wideł oraz sugestywne sceny mordowania polskiej ludności.

Pójdą w Polskę, żerując na tym, że w „Wołyniu” ludobójstwo naszych rodaków wysuwa się na pierwszy plan i przyćmiewa niuanse. Tych jest zaś sporo, a zawarte są szczególnie w pierwszych dziewięćdziesięciu minutach filmu, w których reżyser próbuje pokazać, że w wołyńskim mikro-świecie nic nie da się prosto wytłumaczyć. Jak w każdym obrazie Smarzowskiego nikt nie jest moralnie czysty. Każdy ma mroczny sekret, zbrukany jest kolaboranctwem, zbrodnią czy zdradą.

Większość widzów wyjdzie jednak z przejmującym wrażeniem finałowych scen upowskich rzezi na Polakach. Jak w „Katyniu” Wajdy – pamiętamy tylko ostatnie 10 minut głuchych wystrzałów z Walthera i ciała polskich oficerów wrzucane do bezimiennych grobów.

Zły moment

 
Smarzowski nakręcił „Wołyń” w złym okresie dla polskiej polityki. Budowany przez partię rządzącą, ze wsparciem populistów i sił skrajnie prawicowych mit „Wielkiej Polski Katolickiej” to opowieść, w której jest miejsce na mówienie tylko o krzywdach wobec Polaków.

Nie liczą się pojednawcze gesty ze strony Ukrainy: przeprosiny z ust prezydenta Poroszenki w polskim Sejmie, złożenie przez niego wieńca pod pomnikiem ofiar zbrodni na Skwerze Wołyńskim czy list elit ukraińskich. Zapomnieliśmy, że w polskiej formule pojednania, zawartej w deklaracji „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, słowa te padają ze strony ofiar. Być może my też nie jesteśmy gotowi na pojednanie, bo nie przepracowaliśmy tego, za co Ukraińcy mieliby nam wybaczyć?

Każdy zobaczy w „Wołyniu” to, co dla niego wygodne. Dlatego film Wojciecha Smarzowskiego, mimo niekwestionowanych walorów artystycznych i historycznych jest w dzisiejszych czasach obrazem niebezpiecznym. Wymaga od nas dużo wysiłku, by stał się prawdziwym zarzewiem polsko-ukraińskiego pojednania. Jak we wszystkim co dotyczy polskiej polityki wschodniej, na końcu stawką gry jest bezpieczeństwo Polski.

Zdjęcie główne: kadr z filmu Wołyń, źródło: Youtube
Paweł Purski

Absolwent filozofii na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Studiował na Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego na specjalizacji Rosja/Azja Centralna. Stażysta m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był pierwszym redaktorem naczelnym Eastbooka, a następnie przez prawie cztery lata współpracował z posłem do PE Pawłem Kowalem. Obecnie Przewodniczący Rady Fundacji Wspólna Europa. Zawodowo zajmuje się komunikacją strategiczną.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 5
Dodaj komentarz

  1. tomek pisze:

    Miałkie toto, mętne i z pozą niby to intelektualną pisane.
    1. A niby kiedy byłby dobry moment na kręcenie filmu?
    2. Ludobójstwo, zaplanowane i dokonane przez OUN – UPA jest faktem. Jakież „niuanse” na temat „nie-czarno-białości” świata można tu jeszcze wyeksponować? Czy w każdym filmie o holokauście należałoby w ramach „niuansów” pokazywać drobnych żydowskich oszustów i przekręciarzy?
    3. Demonizowana przez Autora „skrajna narodowa prawica” w Polsce ma znaczenie marginalne w porównaniu z analogicznymi siłami na Ukrainie.
    4. Warto przypomnieć, że to Polska pierwsza wyciągnęła rękę do pojednania, potępiając w 1990 r. akcję „Wisła”, czyli de facto masowe przesiedlenia połączone ze zbrodniami (ale nie będące przecież ludobójstwem). Ze strony ukraińskiej przez ćwierć wieku nie zrobiono nic.

  2. stary_zyd pisze:

    Poroszenko to może sobie wsadzić ten wieniec! P..ne ukraińskie ….. niech zmienią nazwy ulic i zburzą pomniki UPAinskich zbrodniarzy! Wtedy mogą zacząć nas przepraszać!

  3. Jakub.J pisze:

    Uważam, że to najlepszy moment dla tego filmu. Nie chodzi tu o Majdan czy o rozwalanie się państwa ukraińskiego od środka. Ale o to, o czym mówi Smarzowski, to, że skrajny(!)nacjonalizm(ja to nazywam po prostu szowinizmem), bierze górę wśród ludzi. Ludzie niewyedukowani mogą mieć problemy z rozróżnianiem między patriotyzmem, nacjonalizmem, a szowinizmem. Ale że politolog takie bzdury plecie? To chyba tylko cyniczny liberał lub marksista, może takie rzeczy, cynicznie robić, manipulować.
    W Polsce mamy problem z szowinizmem oraz patriotyzmem, a nacjonalizm, faktycznie nie istnieje. Tzw. „Ruch Narodowy’ trudno nazwać nacjonalistycznym, skoro głos mają tam liberałowie z UPRu. O klaunach z Kukiz’15 nie wspomnę. Chociaż Marian Kowalski stracił mocno w moich oczach, to jednak, wydaje się on jednym z tych rozsądnych, co mają obiektywne spojrzenie na rzeczywistość. Powiedział on, parę dni temu, w audycji „Idź pod Prąd”, ze jesli ktoś po obejrzeniu filmu mówi „znajdzie się kij, na ukraiński ryj”, to znaczy, że ten film był niepotrzebny. Ten film ma być jak Katharsis, dla Polski, a przede wszystkim dla Ukrainy. Ci, co protestuja przeciwko niemu, to po prostu cyniczne żmije zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Nie warto opiniami cynicznych żmij, przejmować.

    • Jakub.J pisze:

      Skoro autor artykułu, uważa, ze składanie kwiatów, przez jednego z największych kanalii na Ukrainie, ma cokolwiek znaczyć, to znaczy, ze jest właśnie cynicznym wężem lub cyniczną żmiją. Kim jest Poroszenko? To bandyta, podobnie jak Janukowycz, Juszczenko, podobny do Bandery. Ta nieświęta trójca prezydentów zrobiła dla Ukrainy więcej złego niż sam Bandera. Oni faktycznie stali się grabarzami Ukrainy, jako państwa i każdy, uczciwy Ukrainiec winien tą cała trójką po prostu gardzić i ich nienawidzieć.

  4. miszczu pisze:

    „Ich wyobraźnią zawładnie święcenie przez duchownego grekokatolickiego upowskich siekier i wideł”. Czy wszyscy w Polsce poszaleli z tymi „greckokatolickimi kapłanami” ?! Przecież unitów nie ma na Wołyniu od 1875 roku ? Wszyscy zostali „nawroceni” na prawosławie.