Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Jasina

Czy Rosja uczci setną rocznicę socjalistycznej rewolucji październikowej?

Kwestia stosunku do wydarzeń z 1917 roku i tego, co zdarzyło się w ciągu kilku lat bezpośrednio następujących po nim: obalenia caratu, rewolucji Lutowej i Październikowej oraz rozpadu Rosyjskiego Imperium oraz kolejnych wojen (w tym domowej) jest jednym z najważniejszych wyzwań przed jakim stawali kolejni rosyjscy prezydenci, w dziedzinie oficjalnego stosunku do historii. Jak z tym wyzwaniem poradzi sobie w roku 2017 Władimir Putin? Czy opowiedzenie się za jedną z wersji rosyjskiej historii stanowi problem dla rosyjskiego prezydenta? Czy w Rosji istnieje konflikt pamięci, w którym sędzią jest władza?

Współczesnej Rosji i źródeł jej legitymizacji nie można określić bez opowiedzenia się po którejś ze stron i wyrażenia oficjalnego państwowego stosunku do Mikołaja II, Kiereńskiego czy Lenina. Jest to także poważny problem dla rosyjskiej polityki zagranicznej.

Niepodległość Polski, Litwy czy Ukrainy rodziła się także wtedy i niewykluczone że w latach 2017-2020 Rosji i jej sąsiadom grozi kolejna odsłona „historycznej” wojny, tym razem oparta nie o tematykę II Wojny Światowej, ale o problemy o dwie dekady wcześniejsze.

Rosja Jelcyna próbowała w dość nieudolny sposób odrzucić mitologię radziecką i uznać za swoją legitymizację krótkotrwałą republikę z roku 1917 oraz obalonego przez nią Cara. Jednocześnie więc pochowano z honorami w petersburskiej Twierdzy Pietropawłowskiej Mikołaja II i część jego rodziny, a za godło nowej Rosji uznano carskiego, dwugłowego orła wraz z pełnym zestawem regaliów (w tym herbami Polski i Finlandii) choć nad Kremlem powiewała flaga rządu Kiereńskiego.

Dziedzictwa komunistycznego w końcu też nie odrzucono. Na placach wciąż stoją Leninowie, czerwona gwiazda pojawiła się ponownie w roku 1995, a pozbywanie się obchodzonego przez siedemdziesiąt lat święta (7 listopada) trwało kilka lat i zastąpiono je zupełnie inną celebracją – świętem upamiętniającym rocznicę wypędzenia Polaków z Kremla po „Wielkiej Smucie”.

W efekcie w Rosji powstało historyczne „pomieszanie z poplątaniem”, pogłębione jeszcze przez Putinowskie rehabilitacje sowieckiej symboliki

W efekcie w Rosji powstało historyczne „pomieszanie z poplątaniem”, pogłębione jeszcze przez Putinowskie rehabilitacje sowieckiej symboliki (od hymnu Aleksandrowa i Michałkowa począwszy). Obecna Rosja czci więc Mikołaja II i Lenina jednocześnie.

Jedyna tradycja jakiej podczas pompatycznych obchodów zazwyczaj się nie czci, są kilkumiesięczne epizody rosyjskiej demokracji, czyli tradycja obradującej w Pałacu Taurydzkim Dumy Państwowej (to akurat epizod dłuższy) czy Rządu Tymczasowego, a zwłaszcza tradycja pierwszych w historii Rosji w pełni demokratycznych wyborów parlamentarnych, jakie na przełomie 1917 i 1918 roku zostały przeprowadzone.

Problemu nie stanowi dla obecnych władz próba obchodzenia rocznicy 1917 roku „po staremu”. Całkowicie lojalna wobec władz Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej ma prawo do organizacji swoich rytuałów, które przyciągają jednak coraz mniejszą liczbę uczestników. Tutaj zagrożenia dla putinowskiej retoryki nie było i nie będzie.

Bez wątpienia uczczenie pamięci Kiereńskiego, demokratycznego parlamentu oraz Rosji, która wyrzekała się carskich zdobyczy „odwojowywanych” obecnie przez prezydenta Putina, taki problem stanowić by mogła. Wątpliwe jest jednak by w przyszłym roku mogło być zbyt dużo alternatywnych obchodów.

Korzystnym dla władz rozwiązaniem, byłoby sprowadzenie problemu z 1917 rokiem do wymiaru wyłącznie historycznego. Życie naukowe i uniwersyteckie konferencje nie są w Rosji (podobnie jak w każdym kraju) mainstreamem ale stwarzają ujście do inteligenckich debat i kontrolowanej swobody.

Życie intelektualne w Rosji nie jest zresztą całkowicie zdominowane przez władze – to nie totalitarna Rosja Stalina. Rzeczywiście obserwuje się wzrastającą liczbę publikacji na temat wydarzeń sprzed wieku. Nie jest to zresztą proces odosobniony. Rok 2014 zaowocował pierwszym tak mocnym wysypem książek opowiadających o I Wojnie Światowej – do tamtej pory całkiem zapomnianym epizodzie rosyjskiej historii.

Państwowe obchody zostaną ograniczone do minimum

Zagadką pozostają plany samego Putina i jego kamaryli, a dokładniej to czy wykorzystają oni rok 2017 do celów kampanii politycznej. Wybory prezydenckie zbliżają się i wszelkie chwyty są dozwolone. Wobec braku społecznego zainteresowania oraz tego, że na Leninie i Mikołaju II niewiele ugrać się da, unikający w sprawach wewnętrznych niepotrzebnego ryzyka, Putin tematu rocznicy podgrzewać nie będzie. Państwowe obchody zostaną ograniczone do minimum, a cała sprawę skanalizuje się na uniwersytetach, w telewizyjnych programach historycznych i w rytualnych manifestacjach post-monarchistów i komunistów.

Ogólnospołecznej debaty rocznica Rewolucji sprzed wieku, raczej nie wywoła. Przynajmniej nie autentycznej.

Zdjęcie główne: Donieck, pochód 1 maja 2014; Autorka: Anna Pająk; Źródło: Eastbook.eu
Łukasz Jasina

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - historyk i publicysta.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    Ta schizofrenia przypomina nieco schizofrenię chińską, choć tam jest ona o wiele bardziej racjonalna. Otóż chińscy komuniści sami wychwalali Sun-Yat-Sena czy jak mu tam było, twórcę Republiki Chińskiej. Tej samej, która dzisiaj „buntuje się na Tajwanie”. Pytanie brzmi, które państwo i który naród prędzej wróci do tej właściwej drogi – czy Chiny wrócą do formy, sprzed 1949 czyli do tego, co mamy na Tajwanie, państwa narodowego i demokratycznego, rządzonego przez Kuomintang. Czy Rosja w jakiś sposób odrzuci całkowicie dziedzictwo sowieckie, marksistowskie i postawi na nacjonalizm i autokratyzm. Jak pokazuje przykład Ukrainy, raczej nie, rosyjscy nacjonaliści, ci porządni antykomuniści, siedzą w więzieniu, a reszta jest na marginesie życia społecznego. Kreml natomiast tworzy coraz mocniej hybrydę imperialiazmu carskiego i bolszewizmu. Rosja jest więc dzisiaj krajem narodowo-bolszewickim, czyli czymś najgorszym z możliwych. Taki kraj może czekać tylko powolny upadek.
    Chiny cały czas mogą wrócić do formy sprzed 1949 roku, wystarczy, że zaproszą Kuomintang z Tajwanu do życia politycznego w Chinach kontynentalnych.