Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Маша Макарова

Trzy grosze o „dziennikarzu”-kameleonie Maciejczuku

Wydawałoby się, że powiedziano już aż zbyt wiele na temat propagandy na oficjalnych, rosyjskich kanałach telewizyjnych i o ludziach, którzy są tam zapraszani. Aż tu nagle, w ciągu ostatnich kilku dni facebook dorobił się nowego bohatera. „Polski dziennikarz” Tomasz Maciejczuk - „odważny polityk”, „honorowy człowiek”, który odważnie walczy w obronie prawdy na rosyjskich stacjach NTV i TVC . Maciejczuk robi sobie selfie z rosyjskimi politykami, którzy jeszcze kilka miesięcy temu walczyli o mandat deputowanego do Dumy z ramienia partii opozycyjnych, a jednocześnie rozmawia tak z Nocnymi Wilkami jak i Wjaczesławem Malcewem.

Istnieje pojęcie „Polak na etacie”. Mowa o „profesjonalnych” Polakach, których praca polega na występowaniu w rosyjskiej telewizji. W roli „wrogów”, którzy odważnie walczą z bełkotem rosyjskich propagandystów. I chłopców do bicia, jak pokazały ostatnie wydarzenia z Maciejczukiem w roli głównej.

Przed nim rolę tę wykonywał Jakub Korejba, autor między innymi artykułu dla rosyjskiej agencji informacyjnej RIA-Novosti, w którym twierdzi, że Uniwersytet Warszawski znajduje się pod wpływem Waszyngtonu i szkoli agentów, których celem jest wywołanie „kolorowych rewolucji” w państwach postradzieckich, a w ostateczności zmiany reżimu w Rosji. Z Korejbą zresztą Maciejczuk przeprowadził wywiad, przy wsparciu portalu Kresy.pl, o którym polscy eksperci twierdzą, że jest elementem kremlowskiej propagandy w Polsce. Należy przy tym nadmienić, że dosyć topornej propagandy.

Sam Maciejczuk jest polskim nacjonalistą. O jego kontaktach z tym środowiskiem szczegółowo pisał Marcin Rey, autor projektu „Rosyjska V kolumna w Polsce”, który korzystając z ogólnodostępnych danych opisuje związki Polaków z Kremlem. Maciejczuk, jak zauważa Rey, był jednym z założycieli portalu polskich radykalnych nacjonalistów z prorosyjskiego ugrupowania Falanga – xportal.pl. Jak twierdzi Rey, Maciejczuk związany był z podmoskiewskimi Słowiańskimi Obozami Patriotycznymi, które były współorganizowane przez polskich nacjonalistów z Obozu Wielkiej Polski. Maciejczuk nie wziął jednak udziału w wydarzeniu (zdaniem Reya nie cieszył się wystarczającym zaufaniem) i usunął swoją stronę na facebooku, by po kilku dniach znów się pojawić na portalu, w grupie poświęconej współpracy polsko-ukraińskiej. Zdaniem Reya – by zatrzeć ślady.

Przyjaciel „europejskiej” Ukrainy

Kolejny przełomowy moment w życiu Maciejczuka przypadł na 2014 rok. Tym razem okazał się on być przyjacielem Ukrainy. Jeździł na Donbas w ramach misji organizowanej przez Fundację Otwarty Dialog, podczas których woził tam pomoc humanitarną ukraińskim ochotnikom. Opublikował wywiad z Dmitrijem Jaroszem i nagrał odpowiedź separatyście Giwiemu, który jakoby chciał napaść na Polskę. Właśnie wtedy Maciejczuk zaczął być popularny w Polsce. Na ukraińskiej fali zaczął coraz częściej występować w polskiej telewizji. Wczorajszy krytyk banderowców, po Euromajdanie okazał się być jednym z ekspertów do spraw Ukrainy oraz ambasadorem „europejskiej” Ukrainy w Polsce. Doszło jednak do konfliktu między nim, a Otwartym Dialogiem. Fundacja ostatecznie zerwała współpracę z wolontariuszem, wskazując na problemy z rozliczeniami i komunikacją.

1 marca 2015 roku Maciejczuk napisał post o swoim styczniowym spotkaniu z żołnierzami SS Dirlewanger, którzy jakoby walczyli w składzie batalionu Ajdar. O dyskusji na ten temat, która rozgorzała w komentarzach pod postem, pisał również Marcin Rey. Post ten cytowali także wszyscy polscy „anty-ukraińcy” – tak portal Kresy.pl, jak i Novorrosia Today, redagowana jest przez kolegę Maciejczuka Dawida Hudźca (wyjechał na Donbas) czy też publicznie popierający poniżanie ukraińskich jeńców przez separatystów prof. Bogusław Paź. Wszystko sprowadzało się do konstatacji: „A nie mówiliśmy, że Ukraińcy to nacjonaliści?!”. Maciejczuk odwlekał później w czasie publikację zdjęć z nazistowskimi naszywkami na mundurach ukraińskich ochotników, które jakoby posiadał, podkręcając jedynie atmosferę i dyskusję o ukraińskim nacjonalizmie, sam nie wywodząc żadnych wniosków. Historia ta nie doczekała się swojego zakończenia.

W 2015 roku Ukraina zabroniła Maciejczukowi wjazdu na swoje terytorium na pięć lat, wypominając mu przy tym kampanię agitacyjną przeciw ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej Ukrainy i UE w Holandii, gdzie Maciejczuk brał udział w dyskusjach przedstawiając się jako „polski dziennikarz”.

Człowiek Szarija

Po tym skandalu kariera Tomasza Maciejczuka jako przyjaciela „europejskiej” Ukrainy dobiegła końca, a sam Maciejczuk radykalnie zmienił swoje poglądy rozpoczynając współpracę jako „polski dziennikarz” z Anatolijem Szarijem – ukraińskim wideoblogerem, emigrantem politycznym i „demaskatorem kłamstw ukraińskich mediów”.

Na swojej tablicy na facebooku w tym czasie Maciejczuk udostępniał przede wszystkim filmiki Szarija, ukraińsko-polskie informacje o banderowcach, Wołyniu oraz o konfliktach związanych z Ukraińcami mieszkającymi w Polsce – bójki, gwałty itp. Wszystko to znakomicie wykorzystywane było przez propagandę.

W 2016 roku jednocześnie pojawia się na antenie TV Polonia jako korespondent z Monachium informujący o problemach powodowanych przez migrantów oraz w wideo Szarija jako „jego człowiek”.

„Dzisiaj pewien Ukrainiec dostał w zęby od polskiej młodzieży za noszenie banderowskiej koszulki. Po raz ostatni uprzedzam – jeśli będziecie przyjeżdżać do Polski z symboliką OUN-UPA lub w koszulkach z wizerunkiem Bandery czy Szuchewycza, będą was bić. I nie mówię o tym, że będą was bić agenci Putina – to nie tak. Będą was bić zwykli Polacy, którzy pamiętają o bandytyzmie UPA i sojuszu Bandery z Hitlerem. PS: Szukamy informacji o gościu, który zrobił sobie zdjęcie w Ukraińskim Domu w Warszawie w koszulce z wizerunkiem Bandery. Chłopcy chcą z nim jakąś tam debatę zorganizować…” – pisze Maciejczuk w sieciach społecznościowych pod koniec czerwca.

W lipcu 2016 roku, gdy w Polsce w związku z przyjęciem uchwały o ludobójstwie na Wołyniu i w przededniu ukazania się filmu Wojciecha Smarzowskiego zaczyna się intensywna dyskusja o historii polsko-ukraińskiej, Maciejczuk grozi ukraińskim dziennikarzom pracującym w Polsce w związku z ich komentarzami jakich udzielają ukraińskim mediom. 8 lipca publikuje na facebooku zrzut z ekranu z audycją telewizyjną, w której występował mieszkający w Warszawie ukraiński dziennikarz portalu prostir.pl Igor Isajew.

Post z facebooka Tomasza Maciejczuka

Post z facebooka Tomasza Maciejczuka

Rosyjski zwrot w karierze Maciejczuka

28 października Tomasz Maciejczuk zadał pytanie na swojej stronie w rosyjskiej sieci społecznościowej Vkontakte: „Czas na Rosję?”. Okazało się, że złożył on w swoim rodzinnym Poznaniu wniosek o rosyjską wizę i wybiera się w podróż. Jakie miał plany? O tym poinformował na swojej stronie. Najpierw Kaliningrad i spotkanie z rosyjskim nacjonalistą z organizacji BARS Aleksandrem Orszulewiczem i redaktorem kaliningradzkiego portalu klops.ru, z którym Maciejczuk, zgodnie z jego słowami, już wtedy współpracował. Następnie Moskwa, Petersburg, Groznyj, Machaczkała i Krym. Ciekawe, czy Maciejczuk zdążył zrealizować wszystkie swoje plany w przerwach pomiędzy występami w państwowej telewizji.

Skąd Tomasz Maciejczuk tak dobrze zna język rosyjski? Sam «dziennikarz» przedstawia różne wersje w zależności od tego, komu o tym opowiada. W 2014 roku w wideo-wywiadzie z samym sobą twierdził, że nauczył się go dyskutując z rosyjskimi nacjonalistami. W 2016 roku na swojej stronie w rosyjskiej sieci społecznościowej Vkontakte już jednak twierdził, że nauczył się go na Donbasie. „Znajomość tego języka zawdzięczam ukraińskim żołnierzom i ochotnikom, z którymi spędziłem kilka ciężkich miesięcy na froncie na Donbasie” – napisał po polsku. Z Moskwy natomiast opublikował fotografię rosyjskiego podręcznika podpisując ją bezbłędnym rosyjskim: „Słuchajcie, podjąłem poważną decyzję – chcę nauczyć się języka rosyjskiego. Mam nadzieję,że zechcecie mi od czasu do czasu pomóc. A więc? Naprzód!:)”.

Już 4 listopada „dziennikarz” publikuje w sieciach społecznościowych legitymację prasową jednej z rosyjskich stacji telewizyjnych i zagadkowo stwierdza: „I tak, moi przyjaciele, pojawiła się u mnie nowa i bardzo ciekawa praca. Podjąłem decyzję, rozumiem zagrożenia i jestem gotowy iść naprzód, a jeśli coś się nie uda, będę mógł powiedzieć, że zrobiłem wszystko co tylko było możliwe dla realizacji celu, który tak naprawdę jest moim marzeniem”. Jaka to praca? Mogliśmy się o tym przekonać w ciągu ostatnich dni.

Tomasz Maciejczuk uważa się teraz za prawdziwego eksperta do spraw Rosji. 14 października stwierdził we Vkontakte: „Wczoraj siedziałem z grupą młodych Polaków i 7 godzin rozmawiałem o Rosji, Rosjanach i wszystkich obywatelach Rosji. Mieli tyle pytań, że wciąż jestem w szoku. Zrozumiałem wtedy, że młodzi Polacy nie wiedzą czym jest Rosja. Niby skąd mają znać? Najważniejsze, że zadają pytania…”

Z drugiej strony Maciejczuk, któremu rosyjska wiza kończy się 1 grudnia, twierdzi jednak: „Tak by się chciało „wejść” w rosyjskie społeczeństwo i dowiedzieć się czym ono żyje… Mam czas jedynie do 1 grudnia, a potem z powrotem do Polski”.

Spotkanie z Wiaczesławem Malcewem, źródło - vk.com/tomekpl

Spotkanie z Wjaczesławem Malcewem, źródło – vk.com/tomekpl

Obserwując ciągłe zmiany poglądów Maciejczuka, którego „ukraińska” kariera nie udała się po dwukrotnej, radykalnej zmianie poglądów, zastanawiam się kiedy powie on (tak jak w swym „ukraińskim” okresie) „słuchajcie, na początku tego nie zauważałem, ale teraz, gdy zanurzyłem się w rosyjskim środowisku, zrozumiałem – Putin to zuch”.

W mojej głowie rodzi się również jeszcze jedno pytanie – kiedy rosyjska telewizja ostatecznie przemieli tego „chłopca do bicia” i co się z nim wtedy stanie? „Zostało mi jedynie kilka wystąpień, po których muszę wracać do Ojczyzny – Polski. Chciałbym nauczyć się rosyjskiego i przylatywać na nagrania, ale niestety, w związku z wieloma czynnikami, może się to okazać niemożliwym. Tak czy inaczej, każdy z was powinien walczyć o prawdę – w swoim środowisku, Internecie i w mediach” – pisze Maciejczuk we Vkontakte.

Maciejczuk ma w planach założenie portalu informacyjnego po polsku o Rosji i po rosyjsku o Polsce.

I jedyna myśl, jaka mi przychodzi w związku z powyższym do głowy, to banalne „Boże, chroń nas od przyjaciół, bo z wrogami sami sobie poradzimy”.

Facebook Comments
Маша Макарова

Россиянка, журналистка, активистка, антрополог. Работала на Польском общественном радио до 2016 года. Сотрудничает с платформой Change.org. Пишет диссертацию о евреях из Биробиджана, уехавших в Израиль, об их идентичности и языке. Воспитывает двух котов и собаку. Redaktorka naczelna rosyjskojęzycznej wersji Eastbook.eu. Rosjanka, dziennikarka, aktywistka, antopolożka. Do lipca 2016 roku pracowała w Redakcji Rosyjskiej Polskiego Radia. Współpracuje z platformą Change.org. Pisze doktorat o Żydach z Birobidżanu, którzy wyemigrowali do Izraela, o ich tożsamości i języku. Wychowuje dwa koty i psa.

Kontakt: masza.makarowa@gmail.com

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY