Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Paulina Siegień

Fura, skóra i giwera, czyli jak twórcy serialu „Belfer” wykoślawili Kaliningrad

Ucichły już głosy zachwytu, a i nieliczne głosy krytyki o serialu kryminalnym Belfer, w którym główną rolę zagrał Maciej Stuhr. Widzowie, ci, którzy mają dostęp do programów Canal+, dowiedzieli się kto zabił Asię Walewską. Ale ten tekst nie będzie o tym, czy intryga zbudowana w produkcji Canal+ była dobra czy nie, tutaj rzecz będzie o Kaliningradzie.

Choć scenariusz serialu jest oryginalny, wiele osób zarzuca jego autorom korzystanie z ogranych klisz, a przede wszystkim widoczne na pierwszy rzut oka nawiązanie do kultowego serialu Twin Peaks. To akurat nie stanowi problemu – nie tylko w Polsce seriale korzystają z gotowych schematów narracyjnych i bazują na społecznych stereotypach oraz lękach (ktoś by pewnie powiedział: archetypach). Chodzi raczej o to, by umiejętnie umieścić je w lokalnym kontekście. To, co tak ucieszyło polskich widzów to właśnie taki jakby Twin Peaks w polskich realiach. Do tego realiach nie stołecznych, nie warszawskich, a prowincjonalnych.

To, co ucieszyło polskich widzów to właśnie taki jakby Twin Peaks w polskich realiach. Do tego realiach nie stołecznych, nie warszawskich, a prowincjonalnych

Akcja toczy się w Dobrowicach – fikcyjnym mieście, które autorzy scenariusza ulokowali gdzieś niedaleko Elbląga (Elbląg jest najbliższym dużym miastem, do którego odwołują się bohaterzy serialu. Tam mieści się prokuratura, pod którą podlegają Dobrowice i klub nocny, w którym jeden z bohaterów zażywa rozkoszy z dala od czujnego wzroku dobrowickich sąsiadów). Rolę Dobrowic odgrywa kilka miast – Chełmża i Chełmno w województwie kujawsko-pomorskim oraz Kwidzyn w pomorskim. W związku z tym tropiciele szczegółów zarzucali producentom brak spójności, bo serialowe samochody miały najczęściej kujawsko-pomorskie rejestracje, a Elbląg to przecież warmińsko-mazurskie. Rzeczywiście, ten drobny szczegół można byłoby poprawić, ale zapewne dla widza z południa czy centrum Polski będzie on zupełnie bez znaczenia.

Najlepszym dowodem na to, że ekipa starała się odtworzyć lokalny klimat jest wątek kaliningradzki w serialu. I dla mnie to był właśnie ten haczyk, na który dałam się złapać. W końcu Elbląg to strefa przygraniczna, pojawiają się więc sąsiedzi zza północnej (ale jednocześnie jednak wschodniej) granicy, a jeden z bohaterów wybiera się do obwodu kaliningradzkiego bez wizy, bo w końcu jest mały ruch graniczny. Kiedy serial pojawił się na ekranach małego ruchu już co prawda nie było, więc u widzów z północno-wschodniej Polski, którzy z decyzją polskiego rządu o zawieszeniu umowy się nie zgadzają, „Belfer” może budzić co najwyżej sentyment.

W serialu padają słowa o wizie i małym ruchu granicznym. Scenarzyści trzymali rękę na pulsie i wiedzieli czym żyje region, w którym umiejscowili akcję serialu

Ale po kolei. Już w pierwszych odcinkach dowiadujemy się, że lokalni bandyci z Dobrowic robią interesy z bandytami po sąsiedzku, czyli z Kaliningradu. Jeden z bohaterów, Jasiek, syn lokalnego bonza, na którego usługach są całe Dobrowice postanawia zabawić się w gangsterkę. Adrian, szef lokalnego gangu, nie może mu odmówić, bo też pracuje dla jego ojca, ale postanawia dać mu nauczkę. Widzimy scenę, w której uczeń liceum Jasiek jedzie z ubranym w dres bandytą do Kaliningradu. Jadą ubijać interes. Tu właśnie padają słowa o wizie i małym ruchu granicznym. Scenarzyści trzymali rękę na pulsie i wiedzieli czym żyje region, w którym umiejscowili akcję serialu.

Bohaterów zatrzymuje mężczyzna z czarnego BMW. Zdezorientowany Jasiek pyta o co chodzi, a kolega-gangster mówi mu, żeby się zatrzymał – to pewnie rutynowa kontrola. Oczywiście, to nie była żadna kontrola. Tak poznajemy Jurija – kaliningradzkiego bandytę, który, zgodnie z umową, ma za zadanie trochę przestraszyć Jaśka. Razem z rosyjskimi kolegami gonią go przez las, rozbierają i przywiązują do drzewa. Potem Jasiek się uwalnia i na drodze, w samych majtkach i kurtce, prosi o pomoc rosyjskich tirowców, którzy właśnie kończą spotkanie z prostytutkami.

Właściwie nie ma się do czego przyczepić. Czarne BMW Jurija ma rosyjskie numery rejestracyjne z oznaczającą obwód kaliningradzki liczbą „39” nad flagą – plus dla produkcji za dbałość o szczegóły. Grający Rosjan aktorzy natomiast rzeczywiście mówią po rosyjsku, co nie jest wcale takie oczywiste. Ale to by było tyle tej dbałości.

W całej tej scenie trudno się połapać gdzie znajduje się Jasiek – jeszcze w Polsce, czy już w Rosji. Jeśli w Polsce, to czemu zatrzymuje się na znak, który daje mu facet z czarnego BMW na rosyjskich rejestracjach? Oczywiście, w Rosji też się nie trzeba zatrzymywać na wezwanie takich jegomościów, tam też samochody służb są oznaczone i wiadomo, czy zatrzymuje cię policja, czy ktoś inny… Ale dobrze, zgódźmy się, że bohater, który nie zna realiów, może dać się nabrać. Więc akcja dzieje się jakby po rosyjskiej stronie granicy. Na to wskazywałoby też to, że Jasiek spotyka rosyjskich tirowców, których prosi o pomoc.

Choć z drugiej strony kierowca tira, niezależnie od narodowości, może znajdować się wszędzie – taki zawód. Dalej więc nie wiadomo, czy granica została już przekroczona, czy jeszcze nie. Ale można się zgodzić, że nie jest to tak bardzo istotne z punktu widzenia narracji. I pewnie podobnie nieznaczące są okoliczności, ale nie mogę się z nimi pogodzić. Bo oto bohaterzy jadą robić biznes z „Ruskimi”. Jaki biznes? Narkotyki, papierosy? Alkohol, bursztyn?

Bohaterzy jadą robić biznes z „Ruskimi”. Jaki biznes? Narkotyki, papierosy? Otóż nie. W „Belfrze” trwają lata dziewięćdziesiąte i do Rosji wozi się nielegalnie ubrania!

Otóż nie. W „Belfrze” trwają lata dziewięćdziesiąte i do Rosji wozi się nielegalnie (bo jeśli legalnie, to czemu w umowie z tamtejszą mafią?) ubrania. No cóż. Akurat ubrania Rosjanie z Kaliningradu często kupują sobie w Polsce, ale zazwyczaj w H&M lub innych sieciowych sklepach i wiozą je zupełnie legalnie do domu, korzystając z Tax-Free, czyli zwrotu podatku VAT od zakupionych towarów. Poza tym, co chyba wciąż może wielu Polaków zdziwić, w Kaliningradzie naprawdę są sklepy. Naprawdę, przyrzekam. Niemal wszystkie, może właśnie poza szwedzką sieciówką, popularne marki są dostępne w centrach handlowych. Motywacją do zakupów w Polsce jest tylko to, że u nas te same ubrania są nieco tańsze (no i Tax-Free).

Nie wiem więc jaki biznes można zrobić na, co też jest kuriozalne, kilku pudłach ubrań, spakowanych w bagażniku forda focusa. No ale dobra. Przecież to nie jest serial o przemycie na polsko-rosyjskiej granicy, tylko o morderstwie młodej dziewczyny. Na koniec, co jednak wskazywałoby na to, że wszystko działo się w Polsce, po Jaśka przyjeżdża kolega, wezwany dzięki pomocy rosyjskich kierowców.

Wydawałoby się, że to tyle atrakcji. Bohaterowie co prawdą będą dalej o Kaliningradzie i swoich interesach z Rosjanami wspominać, ale nie spodziewałam się więcej wrażeń. A jednak autorzy scenariusza mnie zaskoczyli. Im bardziej sprawa się gmatwała, tym więcej wątków na raz musiał badać główny bohater, czyli tytułowy belfer, by rozwiązać zagadkę. Do tego miał dobre serce i poczucie obowiązku. Kiedy więc dowiedział się, że gangsterowi Adrianowi, oskarżonemu o morderstwo przez swoich kolegów, grozi śmierć w areszcie, postanowił pojechać do Kaliningradu, by sprawdzić jego alibi.

Jak powiedział, tak zrobił. Wsiadł w pożyczonego poloneza i pojechał do Kaliningradu. Chciałoby się dodać planszę na ekranie z informacją dla widzów: nie próbujcie tego sami w domu. Bo przecież nie da się tak po prostu pojechać do Rosji, trzeba mieć wizę albo (kiedyś) zezwolenie na mały ruch graniczny. Wizę ekspresową można zrobić w trzy dni, ale sporo to kosztuje. Reżyser oszczędził nam jednak wizyty w rosyjskim konsulacie (pewnie musiałby to być konsulat w Gdańsku), a nawet procedury przekraczania granicy. No cóż, jest prawda życia i prawda ekranu.

O tym, że główny bohater jest już w Kaliningradzie dowiadujemy się z podpisanego kadru z widokiem miasta. I to by było tyle, jeśli chodzi o Kaliningrad, bo cała reszta była kręcona w Polsce. Widać to wyraźnie po przestrzeni, znakach drogowych (na szarym blokowisku, gdzie przyjeżdża tytułowy belfer). Problemów z trafieniem we właściwe miejsce nie ma, bo przed wyjazdem policjant z Dobrowic udostępnił mu teczkę osobową Jurija Kołonienki (a nazwisko rosyjski bandzior ma ukraińskie!), najwyraźniej był tam aktualny adres.

Idzie więc belfer jak po nitce do kłębka przez wyraźnie polską klatkę schodową (nie chodzi tylko o beżowe ściany, bo polskość zdradzają przede wszystkim skrzynki pocztowe – w Rosji takich nie ma). Numeru mieszkania Jurija szuka sprawdzając spis mieszkańców na tablicy koło windy (sic!). W kadrze widać wyraźnie napisane po rosyjsku: Spisok żitieliej ul. Jabłonna 60 (Список жителей Ул. Яблонна 60). No właśnie – Jabłonna. Czyli już nie po rosyjsku, a jedynie cyrylicą.

A potem, to już wszystko jak w Kaliningradzie – drzwi otwiera pani w średnim wieku ubrana w szlafrok, która nie wie, gdzie jest Jurij, by za chwilę pojawił się jej partner, który zatrzaskuje belfrowi drzwi przed nosem. Jurij znajduje go za chwilę na parkingu, na który przyjechał swoim czarnym BMW na kaliningradzkich numerach, ale w tle tej sceny na ścianie widz może dostrzec polskie graffiti. Jurij porywa belfra, bije, oblewa benzyną i tylko czuwająca nad głównym bohaterem opatrzność sprawia, że wyjeżdża on z Kaliningradu w jednym kawałku.

Przytomnie można zadać sobie pytanie, po co belfer jechał do Kaliningradu? Przecież wystarczyło, by policja skontaktowała się ze strażą graniczną i ustaliła, czy ktoś taki, jak Adrian Kuś przekraczał tego dnia granicę. Już myślałam, że scenarzyści zostawili elementarną logikę na bocznym torze, lecz w następnym odcinku okazało się, że taką możliwość brano pod uwagę. Okazało się, że taki ktoś granicy nie przekraczał, co główny bohater wyjaśnia na dwójnasób: albo miał fałszywy paszport, albo przekroczył zieloną granicę. Tak. Zieloną granicę z Kaliningradem. Bo powszechnie wiadomo, że można się zgubić w lesie i niechcący dojść do Rosji…

To akurat prawda, takie przypadki się zdarzały. Ale granica Polski z Rosją jest bardzo dobrze strzeżona, zresztą z obu stron i nieostrożni miłośnicy zbierania grzybów są natychmiast wyłapywani przez polskich lub rosyjskich pograniczników. Kilka dni temu kaliningradzka straż graniczna zatrzymała obywatela Francji, który znalazł się w Rosji nielegalnie, a cała sprawa zyskała rozgłos w rosyjskich mediach, bo rzeczony Francuz w czasie przesłuchania twierdził, że udał się do obwodu w poszukiwaniu lepszego życia. Kurioza się zdarzają. Ale w przypadku serialu „Belfer” fałszywy paszport brzmi bardziej prawdopodobnie.

Serial pokazuje jednak Kaliningrad w sposób stereotypowy, a do tego dość przewrotnie.

Do ostatniego odcinka czekałam na coś jeszcze w tej sprawie, ale niestety, nic. Akcja nie powraca już do rzekomego Kaliningradu. Czy można mieć pretensje do autorów serialu o niedociągnięcia? Chyba nie, jak już stwierdziłam, jest prawda życia i jest prawda ekranu. Serial pokazuje jednak Kaliningrad w sposób stereotypowy, a do tego dość przewrotnie.

Widzowie spoza regionów przygranicznych mogą odnieść mylne wrażenie, że mały ruch graniczny działał jak strefa Schengen – kto chce, to wsiada w samochód i jedzie.

Stereotypowo, bo są bandyci, czarne BMW, tirowcy, prostytutki i szare bloki, a główny bohater z Kaliningradu ledwo uszedł z życiem. Przewrotnie, bo mały ruch graniczny i kwestie przekraczania granicy są zupełnie przemilczane. Widzowie spoza regionów przygranicznych mogą odnieść mylne wrażenie, że mały ruch graniczny działał jak strefa Schengen – kto chce, to wsiada w samochód i jedzie.

Wszystko wygląda więc odwrotnie niż w rzeczywistości, bo faktycznie jest tak, że dostanie się do obwodu kaliningradzkiego wymaga sporo zachodu, a przekroczenie granicy to też nie taka bułka z masłem. A już na miejscu, w Kaliningradzie, jak i zresztą w całej strefie przygranicznej, łatwiej spotkać rosyjską rodzinę z dziećmi niż bandytów. Dlatego obraz sąsiedzkiego rosyjskiego regionu może być dobrym uzasadnieniem decyzji polskiego MSWiA o zawieszeniu małego ruchu granicznego. Ministerstwo mówi o kwestiach bezpieczeństwa, a w „Belfrze” widzimy przecież jak to wygląda: bandyci i otwarta granica.

Bohaterowie serialu nie są jednak, jak zauważa jedna z postaci, „ministrantami”, a „Belfer” nie jest serialem dokumentalnym o polsko-rosyjskim sąsiedztwie. Bandyci z Dobrowic kumplują się z bandytami z Kaliningradu. Ale jakoś ci drudzy są przedstawieni bardziej karykaturalnie.

Zdjęcie główne: Kadr z serialu "Belfer"; Źródło: youtube.com
Paulina Siegień
Paulina Siegień
Dziennikarka
  • w Eastbook.eu od2015 Mar 16
  • Artykuły8
  • Komentarze0

Etnografka, filolożka, tłumaczka, absolwentka Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim, doktorantka na Wydziale Filologicznym UG. Dla Gazety Wyborczej Trójmiasto pisze o obwodzie kaliningradzkim. Dzieli życie między Gdańsk, Kaliningrad i dziesiątki innych miejsc w Europie Środkowej i Wschodniej. Miłośniczka dziejów Hanzy, Morza Bałtyckiego, polityki i literatury.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz