Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Kryzys parlamentarny niszczy pozycję Polski na Wschodzie

Piątkowe wydarzenia w Sejmie i późniejsze protesty odbiły się szerokim echem w mediach światowych, w tym wschodnioeuropejskich. Ochoczo powtarzają one przesadzone lub nieprawdziwe wypowiedzi o „zamachu stanu” czy o „użyciu gazu łzawiącego”. Wewnętrzny spór polityczny niszczy coraz bardziej pozycję międzynarodową Polski.

Protesty przeciw ułatwieniom dla Ukraińców?

 
Media za naszą wschodnią granicą udzieliły weekendowemu kryzysowi w Polsce wyjątkowo dużo uwagi. Wszystkie znaczące serwisy informacyjne w Białorusi, Rosji czy Ukrainie wyemitowały przynajmniej kilkuminutowy materiał o Polsce w głównym wydaniu wiadomości. W czasie najwyższej oglądalności.

Przedstawiając całą, dość skomplikowaną sytuację, serwisy informacyjne starały się ją wyjaśnić w miarę szczegółowo. Oczywiście niektóre media nie omieszkały wykorzystać polskiego zamieszania i dokonać typowej dla siebie manipulacji. I tak na przykład kremlowska telewizja Rossija 24 wyemitowała materiał, w którym jako jeden z głównych postulatów opozycji i przyczyn rozpoczęcia protestów uznano zapis w budżecie zakładający ułatwienia dla gastarbeiterów z Ukrainy. Opozycja jakoby obawia się, że tym sposobem „setki tysięcy Polaków stracą pracę” i dlatego ludzie wyszli na ulicę.

Takich „smaczków” można znaleźć więcej. Inna rosyjska telewizja Perwyj Kanal w wieczornym wydaniu serwisu informacyjnego donosi na przykład, że polskie protesty związane są z ustawą obniżającą emerytury dla „emerytowanych żołnierzy” (sic!). Tym mianem rosyjscy dziennikarze określili pracowników PRL-owskich służb specjalnych.

Media rosyjskie znane są z kolorowania doniesień z zagranicy. Lepiej sytuacja wyglądała na Białorusi i Ukrainie. Tamtejsze media starały się przedstawić polski kryzys parlamentarny obiektywnie i dosyć szczegółowo. Szczególnie aktywni na tym polu okazali się być dziennikarze ukraińscy. Tak czy inaczej, wydarzenia mające miejsce w Polsce są trudne do zrozumienia dla naszych wschodnich sąsiadów. Po obejrzeniu serwisów informacyjnych czy przeczytaniu artykułów, odbiorcy zza naszej wschodniej granicy w pamięci pozostaną jednak dwie, dosyć zrozumiałe w świetle ostatnich wydarzeń na wschodzie klisze, które pojawiały się praktycznie we wszystkich materiałach z Polski.

Zamach stanu + walka z dyktaturą = polski Majdan?

 
Z jednej strony zapamiętane zostanie hasło „Nieudana próba przejęcia władzy”. Właśnie te słowa ministra Mariusza Błaszczaka, które padły z jego ust na falach stacji RMF FM są najczęściej powtarzaną przez media na wschodzie rządową wersją zdarzeń. W sukurs przyszły mu prawicowe i narodowe media, które jak mantrę powtarzały, że mamy do czynienia z „próbą destabilizacji państwa” oraz „doprowadzenia przez opozycję do rozlewu krwi”. Radio Polsha – część Polskiego Radia nadająca po rosyjsku – użyło nawet sformułowania „zamach stanu”, podkręcając wypowiedź ministra Błaszczaka.

Z drugiej strony pojawiały się słowa posła Nowoczesnej Jerzego Meysztowicza o tym, że policja rzekomo użyła gazu łzawiącego, co później okazało się być nieprawdą. Poseł Niesiołowski dopuścił się nawet stwierdzenia, że PiS „wprowadził w Polsce dyktaturę na wielu obszarach”, a „Polska jest chorym człowiekiem Europy”. Właśnie tak wyraził się w wywiadzie dla rosyjskiego portalu propagandowego Sputnik!

Te dwie klisze pozostaną w pamięci widza rosyjskich czy ukraińskich serwisów informacyjnych – próba zamachu stanu oraz obrona demokracji przed dyktaturą i brutalna reakcja policji. Jednym słowem – kolejna „kolorowa rewolucja”, polski Majdan. Takie porównania padają nawet z ust dziennikarzy czy aktywistów. Porównanie to jest nieuprawnione nie tylko ze względu na zupełnie odrębną mechanikę ukraińskiego Majdanu i skalę zjawiska, ale przede wszystkim dlatego, że jest szalenie szkodliwe dla Polski. Jest to bowiem z jednej strony doskonałe paliwo dla kremlowskiej propagandy (co już obserwujemy w rosyjskiej telewizji), a z drugiej wytrych podważający i tak coraz bardziej nadszarpnięte zaufanie Białorusinów i Ukraińców do naszego kraju. W związku z tym media narodowe i rząd powinny się w szczególności wystrzegać zaogniania sytuacji i nadawania protestom w Polsce narracji „polskiego Majdanu” lub próby nielegalnego przejęcia władzy.

W interesie obozu

 
To, co łączy przytoczone wypowiedzi ministra Błaszczaka oraz posłów Niesiołowskiego i Meysztowicza, to kompletny brak odpowiedzialności za państwo i podporządkowanie interesu narodowego interesowi partyjnemu. Tak opozycja jak i partia rządząca, a co szczególnie oburza – członkowie rządu – kreują alternatywną rzeczywistość, która jest powielana przez krajowe i zagraniczne media. Często bez możliwości czy nawet próby ich zweryfikowania w obliczu ograniczonej liczby korespondentów czy dziennikarzy specjalizujących się w złożonych, polskich sprawach i presji czasowej newsroom’u.

Polska w obiektywie zagranicznych mediów dryfuje w stronę państwa autorytarnego, które nie szanuje prawa i demokracji. Partia rządząca przepycha ustawę budżetową w wątpliwych warunkach, choć ma na to czas do lutego i większość, która pozwala na jej przegłosowanie w dowolnej chwili.

Użycie siły (nawet ograniczone) przez policję i ściągnięcie aż 500 funkcjonariuszy z całej Polski dla zabezpieczenia Sejmu przed pokojową demonstracją oraz cały pakiet ustaw ograniczających wolności zgromadzeń czy dostęp mediów do Sejmu zdecydowanie utrudniają prowadzenie polskiej polityki wschodniej.

Policja pod Sejmem 19.12.2016; Autor: Adam Szejnfeld, Źródło: facebook.com

Policja pod Sejmem 19.12.2016; Źródło: facebook.com

Powodów do obaw jest jeszcze więcej. Przypuszczono atak na organizacje pozarządowe, który media narodowe rozpropagowały w sposób porównywalny jedynie do rosyjskiej propagandy z okresu walki z „zagranicznymi agentami”. Dyskredytowanie trzeciego sektora jest szalenie niebezpieczne dla polskiej polityki wschodniej. To właśnie na poziomie pozarządowym obserwuje się największy postęp w relacjach polsko-ukraińskich.

Z drugiej strony opozycja i demonstrujący ochoczo wznoszą hasła o obalaniu rządu i wzniecaniu polskiego Majdanu. Kolejni politycy prześcigają się natomiast w wygłaszaniu coraz bardziej radykalnych tez na temat panującej w Polsce dyktatury – nawet jeśli wiązać by się to miało z naginaniem rzeczywistości.

W rezultacie narastającego sporu politycznego i polityki rządu, Polska przestaje być wzorem do naśladowania dla ukraińskich modernizatorów czy białoruskiej opozycji i traci swoją pozycję w regionie. Nie posiadamy twardej siły, na której tak jak Rosja, moglibyśmy budować politykę opartą na sile i autorytaryzmie. Polska posiada jedynie siłę miękką. To co buduje naszą światową markę to względny (w porównaniu do państw regionu) sukces transformacji i standardy demokratycznego państwa prawa. Nawet minister Waszczykowski podkreśla znaczenie tego czynnika mówiąc, że Białorusini mogą patrzeć na nas jak my za komuny na Zachód.

Oba te elementy są z jednej strony demontowane przez partię rządzącą, a z drugiej strony przedstawiane w dużo czarniejszych barwach niż to ma miejsce w rzeczywistości przez opozycję i niektóre media jedynie po to, by zwiększyć nacisk na Warszawę z Brukseli i zobaczyć krytyczne nagłówki w The New York Times. Jedno plemię podpala państwo, a drugie rozdmuchując ogień, cieszy się z pożaru. W tym wszystkim zapomniano jedynie o Polsce.

Zdjęcie główne: Blokada Sejmu 16/17 grudnia; Autor: Wojciech Górzyński; Źródło: facebook.com
Maciej Zaniewicz
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    Ten cały cyrk, bo inaczej tego sie nazwać nie da, pokazuje, że Polska to Ukraina/Rosja w wersji light i na unijnych sterydach. Zawsze uważałem, że Polsce bliżej do Rosji, Ukrainy niż do Czech czy nawet Węgier lub Słowacji.
    Ale nie rozumiem, dlaczego autor krytykuje to tylko jedną stronę i patrzy na cały proces nieobiektywnie. Jedna i druga są winne, ale bardziej strona KODziarska, która jest jawnie antypolska i przypomina to samo, co się działo na Ukrainie. Demokratyczna dzicz, bo tak można to jedyni nazwać.
    Nie popierałem Majdanu żadnego na Ukrainie i nie popieram takich cyrków. To, że Rosja sobie wykorzystuje takie wydarzenia do swoich celów, to jasne, to, że Ukraina nie widzi w końcu, że została cynicznie ograna przez Zachód w celu faktycznego skonfliktowania się z dwoma sąsiadami, to już ich problem.
    Ukraina przez wspierany przez siły zewnętrzne Majdan, straciła wystarczająco dużo. Każdy kraj winien prać swoje brudy we własnym zakresie, ani Rosja, ani UE/Zachód(czyli z punktu widzenia Polski, jedno i to samo) nie będzie Polakom czy Ukraińcom mówić, jak się mają rządzić.