Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Czy Macedonia po wyborach pogrąży się w chaosie?

Macedońska scena polityczna od dwóch lat znajduje się w stanie permanentnej niewydolności. Kryzys polityczny rozpoczęty przez publikację nagrań najważniejszych osób w państwie odsłonił największe słabości i wady systemu, który całkowicie został podporządkowany Nikoli Gruevskemu i jego otoczeniu. Protesty opozycji zaostrzyły sytuację, a feralne i aroganckie decyzje rządu jedynie dolały oliwy do ognia. Grudniowe wybory, do których doszło przy wspólnym wysiłku lokalnych elit i europejskich mediatorów, miały zakończyć patową sytuację.

Bezradna władza w Skopje przystrojona w barwy obozu “niepodległościowego” (czy szukając analogii dla polskiego czytelnika “obozu przywracającego godność”) nie miała kogo jednoznacznie obciążyć za swoje porażki. Musiała więc stanąć oko w oko z największym zagrożeniem – rozwścieczonym społeczeństwem. Taktyka straszenia “scenariuszem ukraińskim” nie przyniosła tu szczególnych rezultatów. Ludzie nie zwinęli sztandarów i nie poszli do domów czekać na lepsze czasy zaciskając bezradnie pięści.

Wszystko zaczęło się pod koniec 2014 roku. Jako pierwsi na ulice wyszli studenci na znak protestu przeciwko planowanej reformie szkolnictwa wyższego. W lutym 2015 roku Zoran Zaev, lider największej opozycji partii SDSM, opublikował pierwsze nagrania rozmów telefonicznych macedońskich prominentów związanych z partią rządzącą VMRO-DPMNE. Obraz Macedonii jaki wyłonił się z tych nagrań potwierdził to czego wielu do tej pory mogło się tylko domyślać. Była jugosłowiańska republika stała się prywatnym folwarkiem premiera Nikoli Gruevskego, co gorsza folwarkiem, którego działanie oparte jest na korupcji, nepotyzmie i kumoterstwie. Najbardziej przerażające jednak było to, że służby miały inwigilować około 20 tysięcy swoich obywateli (Macedonię zamieszkuje około 2 miliony osób).

Rząd wpadł w wściekłość. Posypała się lawina oskarżeń o współpracę opozycji z zagranicznymi służbami i działanie na szkodę państwa. Zresztą do dzisiaj nie ustalono jednoznacznie w jaki sposób lider SDSM wszedł w posiadanie tych nagrań. Opowieść Zaeva o skruszonym i zatroskanym pracowniku wywiadu, który zgłosił się do niego z nagraniami nie przekonała wszystkich.

W maju 2015 już dziesiątki tysięcy ludzi protestowała w Skopje, a światowe media ogłosiły “macedoński majdan”. Również polskie media pochyliły się nad urokami macedońskiego koszmaru: zatrważającym bezrobociem (ok. 30%), brakiem perspektyw i podporządkowaniu gospodarki państwu (możliwe, że nawet ponad 50% wszystkich zatrudnionych pracuje w sektorze państwowym). Protestujący domagali się rozpisania nowych wyborów i dymisji premiera Gruevskego. W Kumanovie doszło do starć na tle etnicznym między Albańczykami a macedońskimi służbami porządkowymi. Wówczas w macedońskich mediach po raz pierwszy padło hasło “grozi nam scenariusz ukraiński”. Do dzisiaj nie udało się rozstrzygnąć na ile zajścia w Kumanovie były przejawem uśpionego separatyzmu albańskiego, a na ile prowokacją władz, która na gwałt potrzebowała umocnienia swojej legitymacji jako jedynej politycznej siły będącej w stanie zachować jedność państwa.

Niepokojącą dynamikę wydarzeń udało się jednak powstrzymać. Z pomocą przybyli mediatorzy unijni, którzy doprowadzili do zawarcia umowy między rządem a siłami opozycyjnymi. Dokument zawierający plan dla Macedonii podpisano w Prżino w lipcu 2015. Na mocy porozumienia Macedonia weszła w 2016 rok z nowym premierem – bliżej nikomu nie znanym Emilem Dmitirevem, protegowanym Gruevskego. Zadanie Dimitrieva było proste: przygotować Macedonię do demokratycznych wyborów. Kiedy nowy premier bardziej lub mniej konsekwentnie wywiązywał się z ustaleń z Prżino, lider VMRO-DPMNE Gruevski mógł całkowicie skupić się na odbudowie utraconego poparcia. Termin nowych wyborów został wyznaczony na 24 kwietnia, jednak w związku z ostrą krytyką opozycji i organizacji pozarządowych ich termin został przesunięty na czerwiec. Zdaniem oponentów kwietniowego terminu państwo wciąż nie było gotowe do przeprowadzenia głosowania, gdyż rząd nie wdrożył odpowiednich rozwiązań, które uczyniłyby proces wyborczy transparentnym. Istotnym problemem była również rola mediów. Trzy kanały z największą oglądalnością pozostawały w rękach biznesmenów powiązanych z partią Gruevskego.

Pod koniec kwietnia ludzie znowu wyszli na ulice, czego główną przyczyną było zawieszenie przez prezydenta śledztw toczących się przeciwko najważniejszym osobom w państwie. Manifestanci domagali się też natychmiastowych wyborów, wzywając opozycję aby odstąpiła od ich bojkotu. Ponowny termin głosowania wyznaczono na czerwiec, jednak wtedy sytuacja z kwietnia się powtórzyła. Znów padły te same argumenty, a do akcji włączył się do tego czasu bierny trybunał konstytucyjny. Ostatecznie głosowanie odbyło się dopiero 11 grudnia.

Po zakończeniu liczenia głosów dwaj główni rywale: rządząca VMRO-DPMNE i opozycyjna SDSM ogłosiły zwycięstwo. Obóz władzy zdobył 51 mandatów, a jego oponenci 49 zmniejszając tym samym dystans z poprzednich wyborów (56:42). Choć właściwie nikt nie ma wątpliwości, że nowym-starym premierem zostanie lider prawicowej VMRO-DPMNE Nikola Gruevski, to zgodnie z macedońską praktyką wszystko zależy od partii albańskich. Do tej pory było tak, że zwycięska partia macedońska tworzyła koalicję z największą partią albańską, co często prowadziło do egzotycznych sojuszy. Tym razem jednak różnica między głównymi partiami macedońskimi jest minimalna, co zapewne chętnie wykorzystają Albańczycy w politycznych negocjacjach.

Zdaniem ekspertów kartą przetargową nie mają być fasadowe stanowiska, a konkretne wpływy, co najlepiej oddaje charakter obowiązującego systemu układów i powiązań, gdzie głównym beneficjentem jest partia i jej zaplecze. Jednocześnie na ten moment możliwe są najróżniejsze warianty koalicyjne, choć jasne jest, że rządząca od 2006 roku VMRO-DPMNE ma więcej do zaoferowania, o ile nie wykaże się zgubnym samolubstwem. Zresztą po stronie albańskiej trwa próba skonsolidowania sił i stworzenia wspólnej platformy politycznej. Biorąc pod uwagę liczne antagonizmy wśród albańskiej klasy politycznej i sprzeczności interesów, powodzenie tego projektu może opierać się jedynie na silnym pragmatyzmie prowadzącym do bycia częścią rządu i podziału zwycięskiego łupu.

Wszystkie partie albańskie dysponują łącznie 20 mandatami, co w przypadku zjednoczenia i zawarcia koalicji da większość zarówno VMRO-DPMNE jak i SDSM.

Zdjęcie główne: Protesty w Skopje w 2016 roku; Źródło: youtube.com
Kamil Hyszka

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    Bardzo dobrze, że na Eastbooku, już nie tylko ex-Sowiety, ale także Bałkany. Zawsze denerwowało mnie, że za dużo miejsca poświęca się naszemu wschodniemu, a za mało naszemu południowemu sąsiedztwu. Takie kraje jak Rumunia, Serbia, Macedonia, Bułgaria, Albania, Bośnia-Hercegowina, a nawet i Chorwacja i Słowenia są w Polsce, bardzo słabo znane. Faktycznie to nawet kraje Wyszehradu są słabo znane.
    Co do samego FYROM to mi się wydaje, że ten kraj jest taką drugą Mołdową, krajem kompletnie sparaliżowanym, bez szans na jakichś większy rozwój. Przy całej mojej krytyce wobec UE, jako organizacji, integracja europejska, w przypadku takich upadłych państw, jest pewnego rodzaju szansą. Bałkany to najdzikszy region w Europie, tak można powiedzieć. Najdzikszy w sensie, że jest tam tyle konfliktów i różnic wszelkiego rodzaju, że tam o stabilność jest naprawdę bardzo trudno. To co się dzieje na Ukrainie czy Mołdowie, Gruzji to nic, w porównaniu do Bośni-Hercegowiny, państwa które nijak nie jest w stanie funkcjonować, dziwadła pod nazwą Kosowo czy FYROM. Mi się wydaje, że chyba najlepiej byłoby zrobić z tym wszystkim porządek, raz, a dobrze, tzn. utworzyć szereg państw narodowych, spójnych etnicznie. Dokonać należałoby masowych przesiedleń ludności, np. serbskiej z Kosowa, albańskiej z Macedonii, tureckej z Bułgarii, węgierskiej z Wojwodiny, chorwackiej z terytorium Bośni-Hercegowiny.
    Ogólnie rzecz biorąc, Bałkany są skazane na niestabilność i brak perspektyw. I są one doskonałym przykładem, dlaczego ważny jest istnienie spójnych etnicznie państw narodowych. Jugosławia była ciekawą, ale chorą ideą, która musiała zakończyć się fiaskiem. Skutki istnienia tejże utopijnej republiki, wcześniej królestwa, będą odczuwane jeszcze przez 100 a może i więcej lat.