Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mariusz Antonowicz

Polskojęzyczny „Ruski Mir” na Litwie

W Polsce już dawno mówi się o wstążce „gieorgijewskiej”, którą przypiął do klapy przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski oraz jego budzącej wątpliwości współpracy z rosyjskimi działaczami. Patrzy się jednak na to przez palce, uzasadniając potrzebą przyciągnięcia rosyjskich wyborców. W rzeczywistości pokazuje to, jak głęboko wśród polskiej mniejszości na Litwie są rozpowszechniane rosyjskie wpływy kulturalne i polityczne. Aby przeciwdziałać temu zjawisku konieczne jest aktywne działanie i wsparcie Warszawy.

Wpływy rosyjskiej kultury wśród litewskich Polaków

 
Chyba każdy Polak śledzący litewską scenę polityczną, słyszał o słynnym geście Waldemara Tomaszewskiego, przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR), który 9 maja 2014 roku z wstążką „georgijewską” w klapie marynarki wziął udział w obchodach Dnia Zwycięstwa na cmentarzu antokolskim w Wilnie, które organizuje ambasada Rosji na Litwie.

Pomimom że wywołało to wtedy sporo emocji, w Polsce zapanowało przekonanie, że taki krok był niezbędny, bowiem AWPL-ZChR nie mogła się obejść bez głosów rosyjskiego elektoratu. A innego sposobu na to nie było. Niestety, taka wykładnia zbytnio upraszcza sytuację. W rzeczywistości bowiem powyższy gest był skierowany nie tylko do rosyjskiego wyborcy, ale również do polskiego.

Po pierwsze, Polacy na Litwie korzystają w większości z rosyjskich państwowych mediów. Wyniki badania jakościowego, przeprowadzonego przez Biuro Nordyckiej Rady Ministrów na Litwie (Norden) oraz spółkę TNS wskazują, że polska młodzież z rejonu Solecznickiego zupełnie nie korzysta z polskojęzycznych mediów. Dominują wśród niej natomiast media litewskie i rosyjskie. W Internecie poza Facebookiem i Google popularne są strony Vkontakte i Yandex.

Respondenci przyznali również, że w domu częściej rozmawiają po rosyjsku niż po polsku. Inne badania tożsamości narodowej Polaków na Litwie, które przeprowadził Uniwersytet Michała Römera w Wilnie w 2014 r., pokazały, że aż 52,1% respondentów ogląda telewizję rosyjską. Dla porównania, polską telewizję ogląda jedynie 31,4 % badanych. Polskie media przegrywają walkę o Polaków na Litwie z rosyjskimi mediami państwowymi.

Po drugie, światopogląd Polaków na Litwie jest w dużej mierze prorosyjski. Wskazują na to wyniki badań przeprowadzonych przez Centrum Studiów Europy Wschodniej w Wilnie oraz spółkę „Baltijos Tyrimai/Gallup”. Z badań wynika, że 63,86% litewskich Polaków uważa Rosję za kraj przyjazny Litwie, a nawet 96,4% jest takiego zdania o Białorusi. Jedynie 32,53% Polaków uważa, że Rosja jest krajem wrogo nastawionym wobec Litwy. 44,5% Polaków uważa, że Rosja nie stanowi zagrożenia dla Litwy, a 27,8% jest przeciwnego zdania. Ponadto, 64,6% Polaków ocenia prezydenta Rosji Władimira Putina dobrze lub bardzo dobrze. 39% ankietowanych uważa, że Rosja dokonała legalnej aneksji Krymu, a przeciwnego zdania jest 30% Polaków. Z przykrością należy zatem stwierdzić, że euroatlantycki, zachodni światopogląd i jego stan polityczny nie jest dominujący wśród litewskich Polaków.

Wpływ Rosji i kultury rosyjskiej przejawia się nawet w życiu codziennym litewskich Polaków. Najlepiej to widać w języku. Wyniki badań przeprowadzonych przez Martę Oleńską w 2006 r. pokazały, że z zapożyczeń w gwarze polskiej młodzieży wileńskiej, które ogólnie stanowią 42% całości jej słownictwa, 84% to rusycyzmy. W porównaniu z 1996-1997 r. widoczny jest wzrost o 10%.

Badaczka zaznacza, że „dużą liczbę zapożyczeń rosyjskich w socjolekcie młodzieży polskiej na Litwie można tłumaczyć wpływem  rosyjskojęzycznej  kultury masowej, przejawiającej się za pośrednictwem radia, telewizji i Internetu, która dzięki atrakcyjnym programom rozrywkowym, filmom oraz grom komputerowym cieszy się wśród młodzieży dużą popularnością. Uczniowie szkół polskich mają też kontakt z litewską kulturą masową i slangiem litewskim, należy jednak zauważyć, że są one również przesycone zapożyczeniami rosyjskimi”. Mając na uwadze szeroko dostępną i dość popularną wśród litewskich Polaków kulturę rosyjską, można stwierdzić, że sytuacja w 2016 r. nie jest wcale lepsza.

Polacy na Litwie wbrew pozorom i mitom funkcjonującym w Polsce nie żyją w resztkach kultury przedwojennego Wilna. Dzisiejsza Wileńszczyzna nie jest wcale miniaturą Wilna czasów Mickiewicza, Słowackiego, Miłosza, braci Mackiewiczów, Piłsudskiego i innych. Ba, nie jest nawet wyspą polskiej kultury, importowanej ze współczesnej Polski. Dzisiejsi Polacy na Litwie mieszkają w polskojęzycznym „ruskim mirze” – modlą się, rozmawiają, czasami czytają i myślą po polsku, lecz ich myślenie, podstawowe założenia i spojrzenie na świat staje się coraz bardziej prokremlowskie. Dotyczy to nie tylko zwykłych Polaków z Wileńszczyzny, lecz także ich politycznych przedstawicieli.

Prorosyjski światopogląd AWPL-ZChR

 
Zachowanie polityków AWPL-ZChR często pokazuje, że żyją oni w polskojęzycznym „ruskim mirze”. Nie dzieje się tak wyłącznie dla przyciągnięcia głosów polsko- lub rosyjskojęzycznych prokremlowskich wyborców, ale również dlatego, iż sami pochodzą z tych samych prokremlowskich kręgów.

Przykładowo, posłowi na Sejm Litwy z ramienia AWPL-ZChR Zbigniewowi Jedzińskiemu nie przeszkadza, żartując z okazji 1 kwietnia, chwalić się o swoim rzekomym pokrewieństwie z Józefem Piłsudskim i jednocześnie nawoływać NATO do bombardowania Kijowa. Radny samorządu rejonu Wileńskiego Edmund Szot nie widzi nic zdrożnego w tym, żeby 9 maja przypiąć sobie wstążkę georgijewską, zaś na spotkanie z rodzinami ponarskimi przyjść w biało-czerwonych barwach i z polską rogatywką. W jednym wywiadzie Waldemar Tomaszewski potrafi chwalić się, że w czasach szkolnych głosił prawdę o Katyniu oraz twierdzić, że wstążka georgijewska (którą byli nagradzani kaci z Katynia) jest symbolem rycerskości.

Jak pokazują podobne gesty oraz argumentacja polityków AWPL-ZChR na portalach społecznościowych, w swoim zachowaniu nie widzą żadnej sprzeczności i nie czują z tego powodu żadnego dyskomfortu lub dysonansu.

Takie spokojne życie w polskojęzycznym „ruskim mirze” ewentualnie przekształca się w budzące niepokój polityczne kroki. Niedawno wybrany nowy sejm Litwy na początku swej kadencji przyjął rezolucję, która nawoływała do kontynuowania sankcji wobec Rosji dopóki nie zostaną zrealizowane porozumienia mińskie. Cała frakcja AWPL-ZChR, z wyjątkiem Rity Tamašunienė, wstrzymała się i nie uczestniczyła w głosowaniu.

W dodatku, w tym roku z listy AWPL do Sejmu Republiki Litewskiej kandydowało sporo kontrowersyjnych i otwarcie prokremlowskich rosyjskich działaczy. Najsławniejszym i prawdopodobnie najgroźniejszym z nich był Rafael Muksinow. Portal Znad Wilii pisze, iż w latach 2010-2015 Muksinow był zastępcą przewodniczącego Światowej Rady Koordynacyjnej Rosyjskich Rodaków (tzw. sooteczestwiennikow), przewodniczącym Republikańskiej Rady Koordynacyjnej Rosyjskich Rodaków przy ambasadzie Federacji Rosyjskiej na Litwie, przez cztery lata zasiadał w Radzie ds. Rodaków przy Dumie Państwowej Federacji Rosyjskiej.

W swych wypowiedziach Muksinow często krytykuje decyzję o przystąpieniu Litwy do UE i NATO oraz twierdzi, że Litwa prawdziwie wolna była tylko w ZSRR. Obecnie Muksinow jest radnym miasta Wilna i przynależy do frakcji AWPL-ZChR.

Polskojęzyczny „ruski mir” ma bardzo wyraźne polityczne odzwierciedlenie, obecne w zachowaniu polskich polityków na Litwie i będące w sprzeczności z racją stanu Litwy i Polski. Aby zapobiec tym tendencjom pomoc Polski jest niezbędna, bowiem Litwa samodzielnie nie może przeciwdziałać temu zjawisku.

Ważna rola Polski

 
Co może zrobić Polska, aby wyciągnąć polską mniejszość na Litwie z „ruskiego miru”? Po pierwsze, należy o wiele bardziej rozszerzyć dostępność polskiej kultury na Wileńszczyźnie: od wysokiej akademickiej, intelektualnej, aż po kulturę popularną. W tym miejscu dużą rolę może odegrać Internet, bowiem jedną z głównych przyczyn, dlaczego Polacy przechodzą pod wpływ kultury rosyjskiej jest jej wszechobecność w internecie.

Po drugie, na Litwie powinna pojawić się sieć co najmniej 10-15 najbardziej popularnych kanałów telewizyjnych w Polsce. Obecnie jedyny nieodpłatnie dostępny polski kanał telewizyjny – TVP Polonia, który jest mało atrakcyjny i popularny – całkowicie przegrywa walkę z rosyjską państwową telewizją.

Po trzecie, poprzez wsparcie finansowe i polityczne polskich organizacji na Litwie, w szczególności Związku Polaków na Litwie, Warszawa powinna wywierać presję na politycznych liderów litewskich Polaków, aby w ten sposób zmniejszać wpływy rosyjskiej kultury na wspólnotę polską oraz kierować polską kulturę na Litwie ku Zachodowi i Europie.

Bardzo prawdopodobne, że litewscy Polacy będą musieli przejrzeć, na nowo określić i zreformować polską oświatę na Litwie, bowiem coraz bardziej powszechna i przenikająca rosyjska kultura pokazuje, że obecny system edukacyjny kształci nie tylko za mało odbiorców, ale przede wszystkim twórców polskiej kultury na Litwie.

Najważniejsze co powinna uczynić Polska i jej klasa polityczna, to przyznać, że istnieje problem coraz większej rusyfikacji litewskich Polaków. W ostatnich latach w polskiej prasie ukazało się sporo artykułów na ten temat, ale żaden dyplomata, poseł, minister, już nie mówiąc o prezydencie RP, nie wypowiedział się na ten temat i nie podjął żadnych kroków, aby przeciwdziałać tym tendencjom.

Jedyne co można było usłyszeć, to uzasadnienia, że to co się dzieje na Litwie spowodowane jest chęcią przyciągnięcia głosów Rosjan i odpowiedzialnością za to obarczano państwo litewskie. Oczywiście, Litwa popełniła mnóstwo błędów w swej polityce wobec mniejszości narodowych, polityczna współpraca AWPL-ZChR z Sojuszem Rosjan nie oznacza jednak, że litewscy Polacy muszą ciągle słuchać rosyjskiej muzyki, oglądać prokremlowską telewizję i działać wbrew interesom narodowym Litwy, Polski oraz całego sojuszu euroatlantyckiego.

Warto zaznaczyć, że spora część litewskich polityków i dyplomatów zauważa ten problem. Otwiera się tu zatem możliwość nawiązania współpracy między Warszawą a Wilnem w sprawie polskiej mniejszości na Litwie. Ważne, by Polska skorzystała z tej możliwości, bowiem dzisiejsza sytuacja geopolityczna jest zbyt napięta, abyśmy mogli pozwolić sobie zmarnować kolejną szansę na zmniejszenie wpływów Rosji w naszym regionie.

Zdjęcie główne: Radny samorządu wileńskiego Edmund Szot z "gieorgijewską lentą" i rogatywką; Źródło: Wileńszczyzna Today
Tagi: ,
Mariusz Antonowicz
  • w Eastbook.eu od2016 Aug 16
  • Artykuły3
  • Komentarze0

Doktorant i wykładowca Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. Specjalizuje się w polityce zagranicznej Polski, Białorusi i Rosji. Członek Polskiego Klubu Dyskusyjnego w Wilnie

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 4
Dodaj komentarz

  1. stasiuk pisze:

    od kiedy Szot jest radnym?

  2. Zbigniew Jedziński pisze:

    Pan Antonowicz zarzuca mieszkającym na Litwie Polakom, że będąc pod wpływem rosyjskiej kultury i propagandy „ich myślenie, podstawowe założenia i spojrzenie na świat staje się coraz bardziej prokremlowskie. „
    Podobne zarzuty uważam za obrazę, ponieważ światopogląd litewskich Polaków kształtuje nie propaganda, a zdrowy rozsądek i poczucie sprawiedliwości. Mieszkańcy Wileńszczyzny, którzy doznali tylu krzywd i niesprawiedliwości potrafią odróżnić ziarno od plew, a prawdę od kłamstwa.
    Autor mówiąc o rusyfikacji litewskich Polaków uparcie pomija problem lituanizacji. Jeżeli za czasów ZSRR w Podbrodziu w polsko-rosyjskiej szkole stosunek polskich klas do rosyjskich był 1:3,to w dobie obecnej jest 1:1,natomiast w szkole litewskiej jest pełno dzieci z rodzin jak polskich tak i rosyjskich.
    Przeżyliśmy rusyfikację i ateizację, przeżyjemy i lituanizację z euroliberalizacją. Tacy, którzy dla kariery zmieniają nie tylko narodowość ale i wiarę byli jest i będą. Chociaż gdy staniemy przed oblicze Pańskie będziemy rozliczani z czynów, a nie z tego czy mówiliśmy poprawnie po polsku.
    P.S.
    Przykładowo, posłowi na Sejm Litwy z ramienia AWPL-ZChR Zbigniewowi Jedzińskiemu nie przeszkadza, żartując z okazji 1 kwietnia, chwalić się o swoim rzekomym pokrewieństwie z Józefem Piłsudskim i jednocześnie nawoływać NATO do bombardowania Kijowa.

    Odnośnie Kijowa to jednak chyba miałem rację. Gdyby w swoim czasie państwa zachodnie powstrzymałyby ukraińskich nacjonalistów, to i ludzie na wschodzie Ukrainy by nie ginęli i Krym w dniu dzisiejszym byłby pod kontrolą Kijowa

    • Paweł Przeciszewski pisze:

      Cóż się dziwić Polakom z Litwy, kiedy i w komentarzach tutaj, od razu pojawiają się jakieś Jedzińskie, rosyjskie trolle, robiące ludziom wodę z mózgu.

    • stasiuk pisze:

      JaCYŚ JedzińSCY, rosyjSCY, robiącY itd.
      Prawdziwa woda w mózgu.