Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Fantomowa granica. Dlaczego Rosja przywraca kontrole na granicy z Białorusią?

Dyrektor rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa gen. Aleksandr Bortnikow rozkazał służbie „stworzyć miejsca i czas dla wjazdu i przejścia osób oraz środków transportu w strefie przygranicznej, a także zainstalować znaki ostrzegawcze” na granicy z Białorusią. Takie polecenie zostało wydane po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat. Dla przeciętnego obywatela Rosji czy Białorusi różnica będzie nieznaczna, bowiem nadal będzie możliwe przekraczanie granicy bez paszportu zewnętrznego. Ta decyzja jest przede wszystkim znakiem ostrzegawczym dla Łukaszenki.

Graniczne bóle fantomowe

 
Może dziwić, że taką decyzję podjęto właśnie teraz. Problemy z fantomową granicą białorusko-rosyjską nie są bowiem sprawą nową i od czasu do czasu dają się we znaki obu stronom, choć więcej przygranicznych dolegliwości odczuwa strona rosyjska.

Największą z nich jest przewóz zachodnich produktów spożywczych objętych rosyjskim embargiem, a wśród nich niesławnych polskich jabłek. Od czasu do czasu rosyjskie służby zatrzymują transport z produktami oznaczonymi emblematem „Made in Belarus”, takimi jak wspomniane jabłka czy bardziej kuriozalne owoce morza, których dokumenty przewozowe są fałszowane. W sytuacji udowodnienia fałszerstwa, produkty zostają, często w spektakularny medialnie sposób, zutylizowane. Rosyjski odpowiednik Sanepidu – Rossielhoznadzor – odpowiedzialny za egzekwowanie sankcji, niejednokrotnie podnosił kwestię reeksportu przez Białoruś tzw. „zaprjeśjonki” (od ros. zaprjetit’ – zakazać) wskazując, że jest to istotna przeszkoda utrudniająca wyeliminowaniu zachodniej żywności z rosyjskiego rynku.

Utylizacja nielegalnych produktów spożywczych w Rosji:

Kolejnym problemem generowanym przez brak kontroli na granicy z Białorusią jest przenikanie na terytorium Rosji obywateli państw trzecich, w szczególności Ukraińców. Mimo, że od listopada 2015 roku funkcjonuje białorusko-rosyjskie porozumienie o wzajemnym uznawaniu „czarnych list” wjazdowych i odnotowano już przypadki niewpuszczenia obywateli Ukrainy na Białoruś na podstawie zakazu wjazdu na teren Unii Celnej, to Rosjanie wciąż są zaniepokojeni brakiem infrastruktury punktów kontrolnych i wynikającą z tego możliwością wjazdu niepożądanych osób. Przede wszystkim chodzi o Ukraińców, o czym wspomina w komentarzu dla rosyjskiego Kommiersanta dyrektor białoruskiego Centrum ds. Integracji Europejskiej Jurij Szewcow. Według strony rosyjskiej dotychczasowe regulacje sa niewystarczające, nawet bowiem w przypadku, gdyby niepożądana osoba widaniał na czarnej liście, Białorusini mają prawo ją wpuścić będąc zobowiązanymi jedynie do pinformowania o tym fakcie Rosjan. Ponadto przez Białoruś do Rosji mogą bez wizy dostać się na przykład Gruzini, którzy choć do Rosji wiz potrzebują, to na Białoruś już nie.

Moskwa może być zaniepokojona nie tylko „przenikaniem” niepożądanych osób, ale również ich „wyciekaniem”. Wyjazd z Rosji na Białoruś, który sprowadza się do podróży pociągiem lub samochodem i jest odczuwalny jedynie za sprawą zmiany nawierzchni na dużo gładszą, sprawia, że decyzja o opuszczeniu Federacji Rosyjskiej staje się wyłącznie kwestią wyboru środka transportu. Sprawę wyjazdu nie komplikuje nawet posiadanie sądowego zakazu wyjazdu z Rosji. Potwierdza to przypadek artysty Piotra Pawlienskiego, który opuścił ojczyznę z powodu ciążącego na nim na terenie Federacji wyroku 10 lat łagru.

Białoruski pokój w rosyjskiej komunałce

 
Alaksandr Łukaszenko swego czasu określił swój stosunek do wschodniej granicy używając bliskiego mieszkańcom ZSRR porównania: Białorusini zajmują pokój w rosyjskiej komunałce i zależy im na dostępie do wspólnej kuchni czy łazienki. I rzeczywiście, brak granicy generuje wiele korzyści. Może i jest nieszczelna, może i przedostają się prze nią szerokim strumieniem uchodźcy z Czeczenii, próbujący następnie dostać się przez granicę z Polską do UE, ale oprócz tego brak kontroli na granicy to dla Łukaszenki same zalety. Od tych wymiernych, generowanych przez nielegalny reeksport „zaprjeśjonki”, do atutu w postaci możliwości przehandlowania „przeciekających” przez Białoruś ludzi za inne ustępstwa lub gotówkę.

Wspomniani uchodźcy mają dla białoruskiego prezydenta nawet konkretną cenę – tym razem 7 mln euro, które Unia Europejska przeznaczy na budowę ośrodków dla migrantów na Białorusi. „Tym razem”, ponieważ to nie pierwszy raz, gdy migranci stają się kartą przetargową dla białoruskich roszczeń. Jeszcze w 2012 roku Łukaszenka kilkakrotnie wymagał zwiększenia finansowania z Brukseli dla rozbudowy infrastruktury na granicy unijno-białoruskiej, co zbiegło się w czasie ze wzrostem napływu imigrantów na granicę z Polską i zmniejszeniem woli współpracy pograniczników białoruskich z polskimi.

Polska dyplomacja ma jednak problemy również ze wschodnią granicą naszego sąsiada. Choć przekroczyć ją może każdy Białorusin czy Rosjanin bez paszportu zewnętrznego, to od niedawna okazało się, że zachodni dyplomata nie może jej przekroczyć nawet z paszportem dyplomatycznym. Na własnej skórze przekonali się o tym w styczniu polscy dyplomaci, których samochód został zawrócony przez rosyjskie służby. Powołano się na fakt, że granica nie jest międzynarodowa, lecz wewnętrzna. Nie był to zresztą odosobniony przypadek na przestrzeni kilku poprzedzających miesięcy, bowiem w listopadzie 2016 roku Rosjanie postanowili uszczelnić granicę i przestać wpuszczać obywateli państw trzecich.

Przerwany dialog

 
O powyższych problemach obie strony doskonale zdawały sobie sprawę od dawna i prowadziły nawet stosowne rozmowy dyplomatyczne. Jeszcze w listopadzie 2016 roku na spotkaniu w Mińsku ministrowie spraw zagranicznych Rosji i Białorusi Siergiej Ławrow i Władimir Makiej dyskutowali na temat wzajemnego uznawania wiz i wprowadzenia międzynarodowych przejść granicznych dla obywateli państw trzecich. Wzajemne uznawanie wiz miałoby obowiązywać również na lotniskach.

Moskwa nie była jednak zadowolona z tempa rozmów. Przez Białoruś do Rosji i z powrotem wciąż „przeciekali” obywatele państw trzecich, a nielegalna żywność wjeżdżała na białoruskich dokumentach. W dodatku Białoruś w 2014 roku jednostronnie wprowadziła strefę graniczną, co związane było z wprowadzeniem przez Rosję zakazu na wwóz białoruskiego mleka i mięsa, w związku z podejrzeniem reeksportowania tych produktów z Zachodu.

Żółta kartka dla Mińska

 
To wszystko nie tłumaczy jednak dlaczego Rosja zdecydowała się wprowadzić strefę graniczną właśnie teraz, bez względu na trwające negocjacje, a nie zaraz po wprowadzeniu strefy granicznej przez Białoruś w 2014 roku. Celem tej decyzji nie jest bowiem wprowadzenie zwykłych retorsji, a przekazanie Mińskowi jasnego komunikatu.

Łukaszenka postanowił ostatnio szerzej uchylić okno we „wspólnej rosyjskiej komunałce” bez konsultacji z jej głównym lokatorem. Po wprowadzeniu ruchu bezwizowego na obszarze Grodna, Puszczy Białowieskiej i Kanału Augustowskiego, od 12 lutego w życie wchodzi bezwizowy ruch dla obywateli 80 krajów świata przylatujących do Mińska. Choć przeciąg spowodowany tą decyzją nie jest w żaden sposób dotkliwy dla Rosji, to postanowiła ona ostentacyjnie trzasnąć drzwiami.

Granica rosyjsko-białoruska; Autor: Grani-msk; Źródło: commons.wikimedia.org; Licencja: CC-BY-SA-3.0

Granica rosyjsko-białoruska; Autor: Grani-msk; Źródło: commons.wikimedia.org; Licencja: CC-BY-SA-3.0

Rosyjsko-białoruska kłótnia tylko z pozoru jest prostą domową awanturą. Mińsk postanowił otworzyć się na turystów z Zachodu i wpuścić trochę dewiz, tak potrzebnych białoruskiej gospodarce. Fakt ten potwierdza coraz bardziej zauważalną intensyfikację zachodniego wektora w polityce zagranicznej Białorusi. I choć Moskwa nie obawia się utrzymania go przez Łukaszenkę, bowiem tak on, jak i Putin zdają sobie sprawę z tego, że to niemożliwe, to obaj prowadzą subtelną grę, w której stawką jest wątła suwerenność Białorusi. W tej grze białoruski prezydent otrzymał właśnie żółtą kartkę.

Z polskiego punktu widzenia paradoksalnie nie należy się cieszyć z białorusko-rosyjskiego sporu. Wprowadzenie strefy granicznej nie gwarantuje, że problem przekraczania granicy białorusko-rosyjskiej przez obywateli państw trzecich zostanie rozwiązany. Co więcej, „spór w komunałce” jest dla Mińska pierwszym znakiem ostrzegawczym, który może zahamować jego prozachodni kierunek, uniemożliwiając Warszawie realizację swoich planów.

Kontrola na granicy białorusko-rosyjskiej odbywała się do 1995 roku, kiedy została zlikwidowana na podstawie Umowy o przyjaźni, dobrosąsiedztwie i współpracy z 21 lutego 1995 roku. Strefa graniczna wraz z kontrolami ze strony Białorusi została wprowadzona w grudniu 2014 roku, a ze strony rosyjskiej zacznie obowiązywać od 6 lutego 2017 roku. Zewnętrzne granice Białorusi, za wyjątkiem rosyjsko-białoruskiej, są jednocześnie granicami Państwa Związkowego Białorusi i Rosji oraz Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej.

***

Eastbook jest darmowy, ale jego tworzenie kosztuje.

Jeśli doceniasz naszą pracę wesprzyj nas poprzez przekazanie nam 1% podatku (KRS: 0000373492)
lub wpłacenie darowizny na konto Fundacja Wspólna Europa, wydawcy portalu:

Tytuł przelewu: Darowizna na cele statutowe
nr konta: 57 1750 0012 0000 0000 2701 8815 Raiffeisen Polbank
Fundacja Wspólna Europa, al. KEN 98/160, 02-772 Warszawa

Zdjęcie główne: Granica rosyjsko-białoruska; Autor: Grani-msk; Źródło: commons.wikimedia.org; Licencja: CC-BY-SA-3.0
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz