Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Łukaszenka w obawie przed Rosją szykuje pokojową transformację

Wieczorem 17 lutego ulicami Mińska przeszedł „Marsz oburzonych Białorusinów”. Około 2 tysięcy ludzi żądało zniesienia nowego podatku dla bezrobotnych, padały też hasła antyreżimowe. Protesty były zaskoczeniem nie tylko dla zewnętrznych obserwatorów, lecz i dla samych Białorusinów.

Marsz oburzonych darmozjadów

 
Przed rozpoczęciem marszu nic nie wskazywało na to, że może być on liczniejszy niż na ogół, czyli kilkusetosobowy. Już o 18:00 okazało się jednak, że tłum zgromadzony na placu Październikowym jest dużo bardziej gęsty niż się spodziewano. Szacuje się, że w marszu wzięło udział do 3 tys. ludzi, co jak na warunki białoruskie jest liczbą niemałą.

Marsz oburzonych Białorusinów; Źródło: TUT.by

Marsz oburzonych Białorusinów; Źródło: TUT.by

Tłum wymachując biało-czerwono-białymi flagami (oficjalna flaga Białorusi do objęcia władzy przez Łukaszenkę – przyp. M.Z.) i śpiewając pieśni białoruskiego zespołu Lyapis Trubetskoj, który zasłynął swoim zaangażowaniem na Euromajdanie w Ukrainie, przemaszerował pod budynek Ministerstwa ds. Podatków. Tam organizatorzy protestu, opozycjoniści Mikałaj Statkiewicz i Uładzimir Nieklajeu, wygłosili postulaty protestujących: anulowanie „podatku dla darmozjadów” (bezrobotnych) i ustawy o podwyższeniu wieku emerytalnego, zatrzymanie spadku realnych dochodów oraz przywrócenie sprawiedliwych wyborów. Władze otrzymały ultimatum – wypełnią te żądania do 25 marca (Dzień Wolności – nieuznawane przez Łukaszenkę święto niepodległości), albo wtedy będą miały do czynienia z jeszcze większym protestem, który będzie się już domagał ustąpienia prezydenta.

Rosyjskie tło

 
Szybko marsz zaczął być interpretowany w kontekście narastającego napięcia na linii Mińsk – Moskwa. I słusznie, lecz niewłaściwie. Najczęściej popełnianym błędem była sugestia, jakoby za organizacją marszu stali Rosjanie, którzy chcą zastąpić niepokornego Łukaszenkę bardziej spolegliwym liderem. Problem polega na tym, że po pierwsze na horyzoncie brak jest jakiegokolwiek ewentualnego następcy Łukaszenki, który mógłby wziąć kraj w garść, zachowując prorosyjski kurs. Po drugie protest został zorganizowany przez „zawodowych opozycjonistów” Statkiewicza i Nieklajeua, co do których orientacji prozachodniej nie można mieć wątpliwości.

Jaka była zatem istota protestu i co ma on wspólnego ze sporem białorusko-rosyjskim? Otóż ludzie wyszli na ulice po prostu dlatego, że nowe prawa uderzyły po kieszeni zwykłych Iwanowów. Fakt, że niezadowolenie społeczne zostało zagospodarowane przez białoruską opozycję dowodzi natomiast tego, że wbrew narastającym obawom, wciąż zachowała ona swoją żywotność i wrażliwość na problemy społeczne. I całkiem możliwe, że po latach życia w podziemiach, zaczyna wychodzić na powierzchnię.

Związek z Rosją jest już mniej oczywisty i bezpośredni. Protesty nie były inspirowane przez Rosję, lecz spór białorusko-rosyjski spowodował, że Łukaszenka, pozbawiony wsparcia Kremla, nie mógł reagować stanowczo na działania opozycji, a wręcz został zmuszony podjąć z nią rozmowę. I tak, kilka dni wcześniej, 13 lutego na zaproszenie Łukaszenki odbyło się spotkanie prezydenta Białorusi z redaktorem naczelnym białoruskiej, niezależnej gazety Narodnaja Wola Iosifem Sieradziczem.

W poszukiwaniu planu B

 
Na to spotkanie należy zwrócić uwagę ze względu na dwa jego elementy. Po pierwsze sam fakt, że Łukaszenka się na nie zgodził świadczy o utracie poczucia pewności przez białoruskiego lidera. Do tej pory gwarantowała mu je Rosja. Wsparcie Wielkiego Brata pozwalało na brutalne obchodzenie się z opozycją i niedopuszczanie jej do głosu. Teraz nie dość, że w parlamencie zasiadają dwie przedstawicielki opozycji, to jeszcze dochodzi do spotkania prezydenta z człowiekiem, którego, w odróżnieniu od Statkiewicza czy Nieklajeua, można określić mianem przedstawiciela umiarkowanej opozycji (choć niektórzy mają spore wątpliwości co do opozycyjności Sieradzicza).

Marsz oburzonych Białorusinów. Na pierwszym planie widoczne flagi białoruska i ruchu obywatelskiego Europejska Białoruś. W tle flaga anarchistów, Źródło: TUT.by

Marsz oburzonych Białorusinów. Na pierwszym planie widoczne flagi białoruska i ruchu obywatelskiego Europejska Białoruś. W tle flaga anarchistów, Źródło: TUT.by

Drugim interesującym faktem jest sam temat przeprowadzonej rozmowy. Otóż Sieradzicz zaproponował Łukaszence przeprowadzenie rozmów z opozycją na wzór polskiego Okrągłego Stołu. Jak stwierdził białoruski redaktor w rozmowie z Rzeczpospolitą: Prezydent odniósł się do tego bardzo pozytywnie i ze zrozumieniem tego, że może nie być alternatywy. On bardzo dobrze rozumie, że jeżeli nadejdzie sytuacja, która będzie tego wymagała, będzie musiał podjąć taką decyzję. Zarówno opozycja, jak i Łukaszenka zdają sobie sprawę, że obecnie takiej sytuacji nie ma. Mimo to Łukaszenka poprosił mnie o opracowanie szczegółowego projektu przeprowadzenia „narodowego okrągłego stołu”.

Z pewnością taki rezultat rozmów dodał pewności siebie białoruskiej opozycji, która wreszcie poczuła, że ma więcej przestrzeni do działania. I rzeczywiście, mimo iż protest był niezarejestrowany, milicja nie reagowała i marsz przebiegł bez incydentów. Jedynie po jego zakończeniu OMON zaaresztował przedstawicieli najbardziej radykalnego spośród protestujących środowisk – anarchistów. Można jednak zrozumieć, że białoruska władza akurat z nimi nie ma ochoty rozmawiać.

Bardziej interesujące jest jednak to, że Łukaszenka postanowił otworzyć się na rozmowy z opozycją, a nawet rozważyć scenariusz Okrągłego Stołu. A prędzej należało się spodziewać typowej dla Łukaszenki odpowiedzi w rodzaju Prezydent nie jest od gawędzenia. Jak opozycja chce sobie gadać, to proszę bardzo, ale beze mnie. Choć nie należy łudzić się na to, że polski scenariusz ziści się w przeciągu najbliższych miesięcy, to Łukaszenka prawdopodobnie postanowił stworzyć sobie alternatywne miękkie lądowanie na wypadek, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wyjaśniałoby to dlaczego właśnie niejednoznaczny Sieradzicz otrzymał zadanie przygotowania planu pokojowej transformacji.

Powyższy manewr jest również, jeśli nie przede wszystkim, sygnałem dla Rosji, za pomocą którego Łukaszenka chce przekazać Kremlowi, że w przypadku realizacji „scenariusza ukraińskiego” na Białorusi, czyli wybuchu znaczących protestów, Łukaszenka nie będzie potrzebował rosyjskiego wsparcia w postaci azylu w zamian za aneksję Białorusi przez Rosję. Prawdopodobnie białoruski prezydent szykuje sobie plan B polegający na podzieleniu się władzą z opozycją w zamian za utrzymanie stanowiska prezydenta. Opozycja mogłaby za to otrzymać kontrolowaną demokratyzację i podjęcie bardziej zdecydowanego i trwałego kursu zachodniego w polityce zagranicznej.

Powyższy scenariusz jest na razie czystą futurologią, jednak warto być na niego przygotowanym. Choć spięcia na linii Mińsk-Moskwa nie są niczym nowym i zazwyczaj kończyły się wygraną Rosji i dalszym, pełzającym uzależnieniem Białorusi od wschodniego sąsiada, to tym razem podejmowanych jest coraz więcej zaskakujących kroków. Do takich należy wprowadzenie kontroli granicznych przez Federację Rosyjską, zakup ropy naftowej z Iranu przez Białoruś w odpowiedzi na naciski Rosji, czy też brak zgody Łukaszenki na budowę rosyjskiej bazy w Bobrujsku. Ten splot spornych okoliczności nieco zmienia kontekst zbliżających się białorusko-rosyjskich manewrów Zachód-2017, które odbędą się we wrześniu. Niektórzy eksperci nawet spekulują, że rosyjskie wojska, które wówczas pojawią się na Białorusi, mogą jej już nie opuścić. I choć taki scenariusz należy raczej odrzucić, zmusza on Łukaszenkę do przygotowania się na najgorsze.

Plan Okrągłego Stołu może być istotnym atutem w rękach Baćki w zaostrzającym się sporze z Kremlem i nie należy go bagatelizować. Tym bardziej, że ewentualne rozmowy Łukaszenki z opozycją mogą się odbyć przy historycznym Okrągłym Stole, który, jak stwierdził rzecznik prasowy Prezydenta RP Marek Magierowski, moglibyśmy Białorusinom na taką okoliczność pożyczyć.

***

Tworzenie Eastbooka kosztuje. Wesprzyj nas przekazując 1% podatku (KRS: 0000373492) lub wpłacając darowiznę na konto wydawcy portalu:

Tytuł przelewu: Darowizna na cele statutowe
Nr konta: 57 1750 0012 0000 0000 2701 8815 Raiffeisen Polbank
Fundacja Wspólna Europa, al. KEN 98/160, 02-772 Warszawa

Maciej Zaniewicz
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. WL pisze:

    spolegliwy
    1. «taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać»
    2. pot. «taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym»

    Wydaje mi się, że w dziennikarstwie powinna obowiązywać wersja oficjalna, nie potoczna. Poza tym tekst bardzo ciekawy.