Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Antoni Podolski

„My się was boimy”. Polska nieobliczalność drażni nawet najbliższych sojuszników

„Wasze niesnaski, swary, wasza niczym nieokiełznana samowola, wasze „liberum veto” doprowadziły was do upadku i pociągnęły za sobą Litwę. (…) My się was boimy, boimy się, abyście nie wciągnęli nas w jakiś nowy hazard polityczny, boimy się waszych intryg, boimy się waszej manii naśladownictwa i boimy się waszego egocentryzmu” - Antanas Smetona, twórca niepodległej Litwy, w 1918 roku w rozmowie z Mieczysławem Jałowieckim w odpowiedzi na propozycję odnowienia Unii Polsko-Litewskiej (Mieczysław Jałowiecki - „Na skraju imperium” Czytelnik, Warszawa 2000, s. 398 -399)

Powyższego cytatu, jednego z moich ulubionych, użyłem w jednej ze swoich analiz kilkanaście lat temu, opisując ówczesne działania tych samych co dzisiaj polskich polityków prawicowych na arenie europejskiej.

Historia zatoczyła zatem koło. Ten świetny opis polskich przywar politycznych z perspektywy naszych mniejszych sąsiadów z cała ostrością ujawnił swą aktualność w pierwszej dekadzie marca, w trakcie tragikomicznej szarży polskiego rządu przeciwko przedłużeniu kadencji Przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska.

Właściwe dokładnie to co Smetona, przywódcy Grupy Wyszehradzkiej czy państw bałtyckich, mogli powtórzyć premier Beacie Szydło w odpowiedzi na jej propozycję zablokowania reelekcji byłego polskiego premiera. Warto więc zastanowić się nad motywami i skutkami nieudanych działań polskiego rządu dla polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego, pozycji w Europie, Unii i relacji w regionie Europy Środkowowschodniej.

Porażka spontaniczna czy zaplanowana?

 

Za niewłaściwie postawione uważam obecne w mediach pytanie o to czy przypadkiem PiS nie planuje wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej, co byłoby kolejnym logicznym i politycznym wytłumaczeniem motywów rozpętania groteskowej afery wokół reelekcji premiera Tuska. PiS nie planuje tego, bo w ogóle nie planuje niczego w polityce europejskiej czy zagranicznej, w tym wschodniej.

Natomiast gdyby to pytanie postawić w ten sposób czy jako jeden z możliwych kosztów realizacji radykalnie archaicznych koncepcji sanacyjnych w polityce wewnętrznej obóz ten zakłada opuszczenie Unii, to odpowiedź moim zdaniem już brzmiałaby twierdząco.

Podobnie źle dla polskiej polityki zagranicznej wróży alternatywne wyjaśnienie, które dla porządku logicznego acz bez przekonania przytaczam: ktoś naprawdę, pod wpływem doradców wierzył w szansę realizacji planu pokrzyżowania europejskiej układanki. To jednak tylko potwierdzałoby moje przekonanie o kompletnym zideologizowaniu i amatorszczyźnie ekspertów PiS do spraw europejskich.

W obu jednak przypadkach wnioski są zatrważające – w warunkach wzrastającej niepewności w relacjach transatlantyckich i europejskich, eskalacji agresywnej polityki rosyjskiej, niepewnej przyszłości Ukrainy i Białorusi, zdecydowano się na poświęcenie – nieważne z jakiego powodu – niezaprzeczalnego atutu w postaci Polaka na ważnym, a prestiżowo jeszcze ważniejszym stanowisku w Unii Europejskiej.

Zasugerowano wręcz oficjalnie europejskim partnerom, że Warszawa jest gotowa poprzeć kandydata innej narodowości i orientacji politycznej byle tylko zablokować reelekcję swego rodaka. Była to zresztą kolejna nieudolna i naiwna „wrzutka” pod adresem ustępującego niebawem ze stanowiska socjalistycznego prezydenta Francji, który momentalnie zresztą przeciął spekulacje udzielając zdecydowanego poparcia aktualnemu Przewodniczącemu Rady.

W tych działaniach nie liczono się ze stratami na arenie europejskiej, próbując nawet za pomocą nieudolnie przeprowadzonej (bo bez oparcia w przepisach) powtórki z Liberum Veto sparaliżować, a nawet unieważnić unijny Szczyt. I swoistym rechotem historii jest, że polski polityk sięgnął po tę broń dokładnie 365 lat po pierwszym liberum veto w polskim sejmie… Trudno odmówić słuszności opinii premiera Luksemburga, że Polska de facto próbowała zbojkotować pracę całej Unii, ale Unia nie jest zakładnikiem krajowej polityki Jarosława Kaczyńskiego.

Polska nielojalność

 

Polski rząd nie liczył się nie tylko z nielubianą w tym środowisku politycznym Unią, ale nawet z, nierealną moim zdaniem, ale mozolnie budowaną od półtora roku koncepcją wzmocnienia znaczenia Grupy Wyszehradzkiej i budowanego w oparciu o nią tzw. Międzymorza.

Zaryzykowano spektakularne odcięcie się od Polski wszystkich potencjalnych uczestników tego projektu w tym zwłaszcza najważniejszego dotąd wydawałoby się sojusznika Warszawy – premiera Węgier. Obraźliwie dla Viktora Orbána, bo odbierając mu podmiotowość i imputując zależność od Niemiec, zapowiedziano, że polski rząd zbada czy nie było w Unii niedozwolonych nacisków na małe państwa w sprawie głosowania w Radzie Europejskiej. Towarzyszyło temu emocjonalne, a więc nie licujące z powagą dyplomatyczną porównanie obecnej Unii Europejskiej do dawnego Układu Warszawskiego czy Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej.

Nie liczono się także z interesami reszty państw Grupy czy państw bałtyckich, które lepiej niż polska prawica rozumieją, że przedstawiciel naszego regionu na stanowisku Szefa RE wzmacnia, a nie osłabia realne gwarancje bezpieczeństwa wobec agresywnej polityki wschodniego sąsiada. Jasno to zresztą wyjaśnili w ostatnich dniach premierzy Węgier i Słowacji. Być może jednak w rządowej Warszawie podziela się kuriozalną refleksję jednego z dziennikarzy TVP, że wybór Tuska to efekt decyzji która zapadła w Moskwie (sic!).

Nie liczono się wreszcie z interesami niepodległej Ukrainy, dla której życzliwy i rozumiejący region środkowowschodni polityk na czele Rady Europejskiej to ważny, także psychologiczny, atut w zewnętrznej, ale i wewnętrznej walce o zachodni kierunek kijowskiej polityki. I nieprzypadkowo ukraiński prezydent był jednym z pierwszych przywódców światowych gratulujących tej reelekcji.

Ta zmiana w braniu w Polsce pod uwagę ukraińskiej wrażliwości i interesów bezpieczeństwa w podejmowaniu kluczowych decyzji politycznych jest zresztą symptomatyczna i symboliczna. Przed kilkunastu laty błędnie i nadmiernie uwzględniano ukraiński interes bezpieczeństwa energetycznego odrzucając korzystne rosyjskie propozycje zwiększenia tranzytu gazu przez Polskę, co doprowadziło do groźby izolacji Polski przez powstanie Nord Streamu. Teraz nikt ukraińskim prezydentem i jego reakcją nie zawracał sobie głowy. Ciekawe zresztą czy ogóle uprzedzono go o ostatnich działaniach polskiego rządu?

Dalsza erozja?

 

Jedynym hamulcem jaki jest w stanie powstrzymać lekceważenie spraw zagranicznych i europejskich przez obecne władze są ewentualne straty ekonomiczne lub zagrożenie bezpieczeństwa militarnego. Ponieważ ani na jedno ani na drugie w najbliższym czasie się jednak nie zanosi, to można się spodziewać dalszej erozji polskiej polityki zewnętrznej, zwłaszcza unijnej i poświęcania jej kolejnych elementów na ołtarzu rzekomej sanacji państwa. Nawet gdyby miało to doprowadzić do faktycznego zamarcia członkostwa Polski w Unii.

Przygotowania do takiej narracji propagandowej już widać w nachalnej próbie utożsamiania Unii z Niemcami, co ma jeszcze dodatkowo pobudzić antyniemiecki elektorat prawicy. O tym zaś, że w połączeniu z równie mocno rozgrzewanymi resentymentami antyukraińskimi, taka polityka pcha nas nieubłaganie w stronę Moskwy, już w tym miejscu pisałem.

***

Tworzenie Eastbooka kosztuje. Wesprzyj nas przekazując 1% podatku (KRS: 0000373492) lub wpłacając darowiznę na konto wydawcy portalu!

Tytuł przelewu: Darowizna na cele statutowe
Nr konta: 57 1750 0012 0000 0000 2701 8815 Raiffeisen Polbank
Fundacja Wspólna Europa, al. KEN 98/160, 02-772 Warszawa

Zdjęcie główne: Premier Węgier Viktor Orbán oraz premier Polski Beata Szydło w trakcie dwudniowego posiedzenia przywódców państw i rządów Unii Europejskiej w Brukseli, autor: P. Tracz / KPRM, źródło: Kancelaria Premiera Flickr, licencja: domena publiczna
Antoni Podolski
  • w Eastbook.eu od2017 Feb 14
  • Artykuły2
  • Komentarze0

Mgr historii Uniwersytetu Warszawskiego, stypendysta NATO, od ponad 25 lat zajmuje się praktycznie i analitycznie problematyką bezpieczeństwa narodowego ze szczególnym uwzględnieniem problematyki wschodniej, europejskiej i energetycznej. Były urzędnik państwowy, m.in. dwukrotny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe i ochronę granic; twórca i pierwszy dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Były Sekretarz Programu dla Zagranicy Polskiego Radia; były Dyrektor Programowy i członek Zarządu Centrum Stosunków Międzynarodowych; były wiceprezes zarządu Polskiego LNG SA.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz