Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Switłana Owczarowa

Czy Rosja jest głównym wrogiem NATO i Unii? Rozmowa z Anną Marią Dyner z PISM

Z kierownikiem programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Anną Marią Dyner o stosunkach Rosja-NATO i nowych wyzwaniach dla obu stron rozmawia redaktor naczelna rosyjskojęzycznego Eastbooka Switłana Owczarowa.
Anna Maria Dyner podczas Europy z widokiem na przyszłość; Dawid Linkowski / Archiwum ECS

Anna Maria Dyner podczas Europy z widokiem na przyszłość; Dawid Linkowski / Archiwum ECS

Switłana Owczarowa: Podczas ostatniego szczytu NATO, który odbył się 25 maja, Rosja była nazwana największym wyzwaniem i zagrożeniem dla krajów NATO, co podkreślali w swoich wypowiedziach Donald Trump i Jens Stoltenberg. Jak podobne oskarżenia i obawy może wykorzystać Rosja?

Anna Maria Dyner: To jest pewien styl „pytanie-odpowiedź”, albo „oskarżenie-odpowiedź” i to już trwa od lat. Oczywiście Rosja podkreśla, że jej działania stanowią jedynie odpowiedź na działania NATO, które stają się coraz bardziej ofensywne. NATO wzmacnia wschodnią flankę, co z rosyjskiego punktu widzenia stoi w sprzeczności z aktem Rosja-NATO z 1997 roku (W 1997 roku w Paryżu szesnaście państw członkowskich NATO podpisało z Rosją „Akt Stanowiący o podstawach wzajemnych stosunków, współpracy i bezpieczeństwa” – red. ). Rosja podkreśla, że to NATO coraz bardziej się militaryzuje, a ona tylko musi dotrzymać mu kroku, w związku z czym działania, które podejmuje, noszą charakter czysto obronny. Prawda jest jednak zupełnie inna. Zwłaszcza od 2009 roku obserwujemy bardzo silną militaryzację Rosji. Jest to konsekwencją reformy ministra Sierdiukowa. Od tego czasu na militaryzację przeznaczono olbrzymie środki. Reformie poddano strukturę sił zbrojnych, a do wojsk liniowych wprowadzono bardzo dużo nowoczesnego sprzętu. Jest to sprzęt ofensywny, a nie obronny.

Innym przykładem może być stosunek Rosji do traktatu INF o zakazie posiadania i użytkowania broni średniego i pośredniego zasięgu (od 500 do 5500 km). NATO ma poważne podejrzenia, że Rosja traktat INF łamie, m.in. ze względu na to, że zaadaptowała systemy rakietowe Iskander do odpalania pocisków manewrujących systemu Kalibr, zdolne do przenoszenia głowic konwencjonalnych i jądrowych.

Wyraźnie widać, że to Rosjanie są tą stroną, która w dużym stopniu prze do militaryzacji i z tej militaryzacji uczyniła jedną z podstaw swojej polityki zagranicznej, ale też wewnętrznej.

Czy możemy mówić o wyścigu zbrojeń NATO i Rosji?

Nie do końca. Potwierdzeniem tego mogą być na przykład dane publikowane przez SIPRI („Stockholm International Peace Research Institute” – red.). De facto dla NATO momentem, kiedy państwa członkowskie zaczęły otrząsać się z myślenia o tym, żeby wydatki zbrojeniowe ciąć, żeby redukować armię i sprzęt, był dopiero rok 2014. Dopiero po aneksji Krymu i wojnie w Donbasie państwa członkowskie NATO zaczęły nieco więcej inwestować w swoje siły zbrojne.

Jeśli pomyślimy, że Rosja wydaje mniej-więcej 4,5 % PKB rocznie na zbrojenia, a spośród państw NATO tylko 5 państw wypełnia kryterium 2% PKB okaże się jasnym, że żadnego wyścigu zbrojeń nie ma. Natowskie działania podejmowane są ze względu na to, że Sojusz nie może pozwolić sobie na odstawanie od Rosji w swoich zdolnościach bojowych. Podam przykład: w Polsce i państwach bałtyckich na zasadzie rotacyjnej zostały umieszczone trzy brygady sił NATO, natomiast Rosjanie zdecydowali się w tym samym czasie na rozmieszczenie wzdłuż swojej zachodniej granicy niedaleko od Białorusi i Ukrainy trzech dywizji. To znacząca różnica jeśli chodzi o potencjał wojskowy. Wcześniej Rosja wystąpiła z traktatu CFE o broni konwencjonalnej w Europie.

NATO zajmuje wyłącznie pozycję obronną?

W dużym stopniu tak jest, ale to też wynika z tego, że NATO stoi przed bardzo wieloma wyzwaniami. Nawet w trakcie ostatniego szczytu 25 maja było widać, że przeważają dwie rzeczy: kwestie związane ze zdolnościami wojskowymi, ale też kwestia przyłączenia się NATO do walki z Państwem Islamskim. Południowa flanka sojuszu też ma swoje problemy. Widać wyraźnie, że Rosja nie dominuje w dyskursie natowskim, choć wciąż jest bardzo istotna i stanowi bardzo duże zagrożenie dla sporej grupy państw NATO.

Jeżeli mówimy o walce z terroryzmem, to w tej kwestii przynajmniej w deklaracjach interesy Rosji i NATO są zbieżne, ale jak to wygląda w praktyce?

Problem polega na tym, że na poziomie szczegółów tak już nie jest. Nawet jeśli chodzi o Syrię, to Stany Zjednoczone i Rosja mają rozbieżne interesy. Rosja wspiera reżim Baszara al-Asada, podczas gdy Amerykanie twierdzą, że al-Asad musi odejść. Gdyby te interesy były zbieżne, to wydaje mi się, że oba państwa porozumiałyby się dużo wcześniej. Oczywiście, one dogadują się na poziomie wojskowym, bo wszyscy chcą uniknąć eskalacji i sytuacji z jesieni 2015 roku, czyli z momentu kiedy przez Turcję został zastrzelony rosyjski myśliwiec. Dlatego w trakcie ataku na bazę syryjską Stany Zjednoczone uprzedziły Rosję i Rosjanie ewakuowali cały swój sprzęt.

Rosja bardzo by chciała podjąć współpracę na tym polu i dlatego przekonuje państwa NATO do tego, że naszym wspólnym celem jest walka z Państwem Islamskim. To było widoczne w 2015 roku po zamachach w Paryżu i w 2016 po zamachach w Brukseli, kiedy Rosjanie na każdym kroku podkreślali swoją wolę wspólnej walki przeciwko terroryzmowi

Mówiąc o stosunkach Rosji i NATO oraz Rosji i Unii Europejskiej poza kwestiami militarnymi nie można zapominać o relacjach gospodarczych i problemie sankcji. Pani zdaniem, jak będą się rozwijały stosunki Rosji z Zachodem w tej kwestii?

Oczywiście Rosja chciałaby, żeby Unia Europejska zrezygnowała z polityki sankcji. To jest łatwe i jednocześnie trudne do zrobienia. Łatwe, bo wystarczy sprzeciw jednego państwa, żeby sankcje zostały zniesione, natomiast trudne dlatego, że mimo wszystko Rosjanie nie zrobili niczego, żeby dyskusja o zniesieniu sankcji w ogóle mogła zostać podjęta. Wprowadzone je bowiem z dwóch powodów: aneksji Krymu i zestrzelenia malezyjskiego boeinga w Donbasie. Rosja nie wypełniła porozumień mińskich i w tym momencie Unia kompletnie by straciła twarz i możliwość wywierania jakiegokolwiek wpływu na jakiekolwiek państwo, gdyby z polityki sankcji się wycofała. Trzeba też podkreślić, że sankcje nie są związane z porozumieniami mińskimi, ale dotyczą integralności terytorialnej Ukrainy.

Jakich zmian i postępów możemy się spodziewać w kwestii porozumień mińskich i spotkań w formacie normandzkim?

Wszyscy zdają sobie sprawę, że bez woli Rosji nic w tym zakresie się nie zmieni. Jeśli popatrzymy nawet na układ porozumień mińskich to on jest bardzo logiczny: najpierw przewiduje wyprowadzenie uzbrojenia, potem odzyskanie przez Ukrainę kontroli nad granicą, a dopiero potem znalazły się punkty polityczne, związane z wyborami lokalnymi na Donbasie. Wiadomo bowiem, że jeżeli rząd Ukrainy nie będzie sprawował kontroli terytorialnej nad tym obszarem, to ciężko mówić o jakichkolwiek wyborach, a ta kontrola zostanie zagwarantowana dopiero po wycofaniu ciężkiego uzbrojenia i zapewnienia możliwości kontroli granicy przez stronę ukraińską. Ze swojej strony Rosjanie twierdzą, że albo nie mają nic wspólnego z mińskimi porozumieniami, albo że porozumienia nie mają określonej sekwencji.

W 2018 roku w Rosji odbędą się wybory prezydenckie. Czy Unia Europejska spodziewa się jakichkolwiek zmian politycznych w tym kraju?

Nikt w Unii Europejskiej nawet się nie spodziewa, że wygranym może być ktokolwiek inny niż Putin. To znaczy, że nie będzie zmiany polityki zagranicznej i jakiejkolwiek polityki Federacji Rosyjskiej. Nawet jeżeli popatrzymy na protesty marcowe (26 marca na ulice ponad 82 rosyjskich miast wyszło kilkadziesiąt tysięcy Rosjan niezadowolonych z poczynań władz na Kremlu – red.), to one były specyficzne bo przetoczyły się przez całą Rosję, ale jeśli pomyślimy sobie o skali, to i tak to była kropelka w morzu rosyjskim. Nawalny był w stanie zorganizować ludzi z powodu bardzo głośnego hasła, jakim była walka z korupcją. Nie sądzę, że w Rosji jest szansa na scenariusz rewolucyjny i potwierdzają to sondaże. Rosjanie myślą jak zarobić, jak przeżyć, ale na pewno nie myślą aby w jakikolwiek sposób, a tym bardziej rewolucyjny, obalać obecną władzę.

Czy Putin zdecyduje się na nowe działania wojenne w Donbasie i eskalację konfliktu jeszcze przed wyborami czy będzie czekał na rezultaty wyborów prezydenckich?

Ja się zastanawiam, czy Rosjanom w ogóle się opłacają jakiekolwiek działania w Donbasie. Oni już tam są. Destabilizują sytuację na Ukrainie? Destabilizują. Zablokowali możliwość przystąpienia tego kraju do struktur euroatlantyckich? Zablokowali. Każde kolejne zaangażowanie Rosji w ten konflikt oznaczałoby pokazanie Zachodowi, że nie ma w ogóle żadnej mowy o współpracy. Mnie się wydaję, że niezależnie od wyników wyborów Putin będzie dążył do zamrożenia tego konfliktu.

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Tagi: , ,
Switłana Owczarowa
Switłana Owczarowa
Redaktor naczelna rosyjskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studentka w Studium Europy Wschodniej UW. Dziennikarka. Przekonana, że granice istnieją tylko w naszych głowach.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    Między UE i NATO, a Rosją, nie ma żadnej różnicy. Obydwie strony reprezentuje w gruncie rzeczy tą samą mentalność tj. zamordyzm. Tyle, że Zachód robi to w białych rękawiczkach popierają zamordyzm liberalno-marksistowski, a Rosja konserwatywno-marksistowski. Wot, cała różnica. Obydwie strony reprezentują ponadto klasyczną oligarchię. USA, UE, Rosja, to organizmy oligarchiczne, tyle, że Zachód szczyci się oligarchią demokratyczną, a Rosja oligarchią autokratyczną.
    Czyli nie ma żadnego konfliktu, to jedynie przepychanki.