Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Jasina

Dzień Rosji: Święto zapomniane i czas protestu

O przyczynach i pretekstach do obchodzenia świąt państwowych czasem się zapomina. Niejednokrotnie dla przywódców jest to wręcz koniecznością, bo początki nie pasują do ich aktualnej koncepcji państwowości.

Dzień Rosji to formalnie najważniejsze z rosyjskich świąt państwowych. Jego obecna nazwa została przyjęta po uchwaleniu Kodeksu Pracy Federacji Rosyjskiej, ale samej nazwy użył po raz pierwszy Borys Jelcyn w 1998 roku, aby nazwać tak święto istniejące w rosyjskim kalendarzu od 1991 roku. Niewielu jednak pamięta, z jakim wydarzeniem to święto jest związane. Otóż 12 czerwca 1990 roku Zjazd Deputowanych Ludowych Rosyjskiej Federacyjnej SRR przyjął uchwałę o suwerenności- wtedy jeszcze w ramach ZSRR. Nie było to zresztą zdarzeniem przesadnie oryginalnym. Fala deklaracji o suwerenności i niepodległości przetaczała się wówczas przez upadające imperium. Z jego końcem wiąże się zresztą kolejna obchodzona tego dnia rocznica – rok później Jelcyn został wybrany na Prezydenta RFSRR – urząd z czasem przeobrażony w Prezydenta Rosji.

Naciągany dzień niepodległości

Rosyjski „Dzień Niepodległości” to nieco naciągany początek obecnej rosyjskiej państwowości. Jest to jednak święto wciąż mniej kontrowersyjne niż obchodzona w grudniu rocznica przyjęcia (w roku 1993) w drodze referendum konstytucji, zaproponowanej przez Jelcyna po siłowym rozpędzeniu parlamentu – tego samego, który trzy lata wcześniej zadeklarował suwerenności. To także, w gruncie rzeczy, radosna wiadomość dla osób szanujących prawdę historyczną dotyczącą upadku ZSRR. Oba oficjalne święta państwowe związane są z końcem imperium i odnoszą się do tego zdarzenia pozytywnie, czego nie zmieniła ani negatywna postawa Władmira Putina wobec tego procesu, ani powolne usuwanie Borysa Jelcyna z oficjalnej pamięci państwa rosyjskiego (nie jest to przemilczenie całkowite, ale o jego sile świadczy niemalże zerowe echo dziesiątej rocznicy śmierci Borysa Nikołajewicza pod koniec kwietnia 2017).

Inną sprawą jest świadomość obywateli Rosji co do tego, jakie są powody ustanowienia Dnia Rosji. W 2012 roku tylko 36 procent Rosjan wiedziało z czym to święto jest związane. Przez dekadę liczba odpowiedzi na “tak” w sondażu spadła o 30 procent.

W oficjalnej mitologii i symbolice Dzień Rosji lokuje się pomiędzy niemalże zapomnianą rocznicą zatwierdzenia konstytucji, a całkowicie dominującym ostatnio Dniem Zwycięstwa obchodzonym 9 maja. Dzień Rosji jest w ostatnich latach świętem radosnych, czerwcowych festynów, połączonych z koncertami, piknikami i spożywaniem artykułów spożywczych w parkach. Bez charakterystycznej dla 9 maja pompy i bez parad. Zupełnie jak 4 lipca w USA. To także moment, gdy w wielu rosyjskich miastach obchodzi się lokalne święta (w tak różnych jak chociażby Buzułuk czy Nowogród Wielki).

Święto zapomniane

Akcentowanie politycznego charakteru święta przez przedstawicieli władz zasadniczo zanikło w czasie prezydentury Miedwiediewa. Wtedy, częściej niż dziś, zdarzało się noszenie wstążki w rosyjskich barwach narodowych, która także przegrała z “gieorgijewska lentoczką” (wstążka św. Jerzego noszona 9 maja – przyp. red.). Przez dwie dekady symbolika rosyjskiej flagi nie zakorzeniła się w społeczeństwie, a lekko zafałszowany symbol oparty na carskim odznaczeniu i jego fikcyjnym związku z II Wojną Światowa (wstązka św. Jerzego) w ciągu kilku miesięcy przebojem zdobył całą Rosję. Konia z rzędem oddam jednak historykowi, który odnajdzie jakieś ważne oświadczenie, czy sytuację polityczna z ostatnich lat, powiązaną z tym dniem. W archiwach rosyjskich gazet i serwisów informacyjnych, odkryjemy za to newsy o koncertach w Parku Gorkiego, na moskiewskich Sokolnikach czy petersburskim Polu Marsowym. I tyle. Putinowska Rosja zalała ten dzień piwem, pieczonymi ziemniakami i muzyką popularną. A Rosjanie nie oponowali. Znaczenie tego święta było niemalże żadne. Pozostało ono symboliczną sierotą, wyrwą w rosyjskiej pamięci.

Dzień Rosji nie był także wykorzystywany przez rosyjska opozycję. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza nie pokrywał się z kampanią wyborczą przed żadnymi z wyborów, ani z żadnym z przełomowych momentów nowoczesnej rosyjskiej historii.

Nie wiemy czym dokładnie kierował się Aleksiej Nawalny, ani inni organizatorzy ostatnich protestów w Moskwie, Petersburgu i innych miastach Rosji, ale można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością założyć, że wybór ich daty miał związek ze słabą popularnością święta. Nieprzypadkowo nikt nie próbował wykorzystać do tego celu 9 maja. Wtedy bowiem jakakolwiek próba działań opozycyjnych o charakterze demonstracji zniknęłaby w fali wydarzeń i parad, a do tego wszystkiego naruszałaby sacrum najważniejszej z religii współczesnej Rosji – wiary w Zwycięstwo z 1945 roku. Manifestacje z marca i czerwca były najprawdopodobniej największymi tego typu wystąpieniami (i najszerszymi w skali ogólnopaństwowej) od zimy 2011/2012, co nie zmienia faktu, że obiektywnie nie były zbyt liczne i z dniem 9 maja konkurować nie mogły.

Czas protestu

12 czerwca był jednak pierwszym z kolejnych świąt, jakie wypadły po ostatniej niedzieli marca 2017 roku, kiedy to umieszczony w Internecie film “On wam nie Dimon” wywołał antyrządową reakcję społeczną. Dzień wolny od pracy, potencjał demonstracyjny i pozytywne konotacje święta. Te trzy czynniki Nawalny oraz jego zwolennicy wykorzystać mogli i to zrobili. Władza też zareagowała w sposób przewidywalny – pacyfikacją i aresztowaniami, choć jak na rosyjskie możliwości względnie łagodnymi.

Na ulicach rosyjskich miast doszło do powtórki z marcowych protestów. Wiemy już jednak, że na jednorazowym wybuchu się nie skończyło i że ruch sprzeciwu wobec rosyjskiej władzy rośnie. Zbliżająca się kampania przed wyborami prezydenckimi tylko go wzmocni. Bez wątpienia, nie mieli racji ci zachodni komentatorzy (taka opinia padła choćby w kanale „France 24”), którzy doszukiwali się w wyborze daty konotacji z demokratyczną, jelcynowską Rosją. Aleksiej Nawalny nie jest dzieckiem tamtego czasu. Ukształtowała go już epoka Putina. Dobra pamięć o czasach Borysa Nikołajewicza to w Rosji domena niektórych historyków i zamkniętych kręgów inteligenckich. Idealizujemy ją również w kręgach zagranicznych znawców Rosji.

Nawalny się już do tamtych czasów odwoływać nie będzie- nie chcąc powrotu do “starych czasów” ale reformy tych “nowych”. Zresztą wielu z obecnych opozycjonistów tworzy pozytywny obraz pierwszej kadencji Putina, podczas której miano, ich zdaniem, przeprowadzać reformy, które dopiero później zarzucono. Sam Nawalny został przez tę epokę ukształtowany i odnosił w jej trakcie spore sukcesy.

To także sytuacja innych opozycjonistów – w tym pierwszego premiera z czasów prezydentury Putina – Michaiła Kasjanowa. Ciemny obraz „Ery Jelcyna” jest wciąż na tyle potężny, że jego wykorzystywanie przez władze przynosi efekty – zwłaszcza wobec tych Rosjan, którzy boją się destabilizacji.

Wraca się do niego nawet w momentach niespodziewanych. Kilka lat temu po zabójstwie Niemcowa usiłowano dyskredytować zmarłego – jako polityka lat dziewięćdziesiątych
Nie wiadomo jeszcze czy działania władz, wywołają dalszy efekt. Kolejnych demonstracji można spodziewać się prawie na pewno już wkrótce. Szansy na oddolną rewolucję w Rosji ciągle jednak nie ma.

Ta stabilność opozycji przypomina właśnie ruchy opozycyjne z 1990 roku. Wtedy, tak jak dziś, ferment wyszedł że środowisk systemowych, również nabierał stabilizacji i także nie sposób było już go poddać represjom. Generalizacje są zawodne, ale warto to przypominać. Zwłaszcza tym, którzy oczekują od kilku lat w Rosji ostrej rewolucji, która wbrew ich mistycznym prognozom nie nadchodzi.

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Zdjęcie główne: Protesty w Petersburgu 12 czerwca; Autor: Arseniy Vesnin
Łukasz Jasina

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - historyk i publicysta.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz