Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Wojna polsko-rosyjska pod sztandarem radzieckim

Mimo, że rok 1984 przeminął dawno i bezpowrotnie, wciąż aktualne jest hasło rządzącej w świecie Georga Orwella partii: „Kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością, kto kontroluje teraźniejszość, w tego rękach jest przeszłość”. Ta zasada dobrze oddaje toczącą się rosyjsko-polską wojnę o historię i jej interpretację, której efektem, poza chwilową mobilizacją społeczną, jest wzbudzanie niechęci i wzajemnych uprzedzeń pomiędzy dwoma narodami.

Historia bez polityki nie istnieje

W tym sloganie zawartym w powieści brytyjskiego pisarza nie ma niczego kontrowersyjnego wszak budowanie poczucia sensu dziejów i nadawanie znaczenia przeszłości jest naturalną potrzebą każdej wspólnoty. Integruje jej członków i pozwala na odczuwanie mentalnej bliskości, koniecznej dla społecznego rozwoju. Naiwnością byłoby więc sądzić, że historię można pozostawić wyłącznie historykom, profesjonalnym badaczom, zdolnym obiektywnie opisywać minione dzieje.

Skoro historia spełnia ważne funkcje społeczne, nie może być wolna od tak zwanej „polityki” i nie może nie być wykorzystywana do bieżących celów przez osoby (polityków) zawodowo zainteresowane nastrojami społecznymi (wyborcami). Ktoś musi podejmować decyzję o uczczeniu takich, a nie innych wydarzeń z przeszłości, budowaniu pomników tym, a nie innym bohaterom i nadawaniu nazw ulic i placów. Ktoś także musi publicznie bronić historycznych symboli narodowych przed groźbą zakłamywania faktów z historii.

O ile więc polityka historyczna istotnie umacnia poczucie narodowej tożsamości wspólnoty stając się spoiwem łączącym jej członków, o tyle w sposób odwrotnie proporcjonalny przyczynia się do degradacji kontaktów pomiędzy społeczeństwami w przypadku różnego spojrzenia na te same wydarzenia historyczne. „Rozpad Związku Radzieckiego był nie tylko największą katastrofą geopolityczną XX wieku, ale również prawdziwym dramatem zwykłych Rosjan” – trudno o bardziej różniącą Polaków i Rosjan interpretację historii wygłoszoną przez prezydenta Władimira Putina ponad dekadę temu.

Wielka wojna historyczna

Ocena roli Związku Radzieckiego, zwłaszcza z okresu II Wojny Światowej, wydaje się być największym punktem zapalnym w polsko-rosyjskich relacjach. W Polsce odzyskanie niezależności w 1989 r. i integracja z Zachodem jest punktem wyjścia do rozmowy o współczesnej historii kraju nad Wisłą. Podkreślmy – punktem ocenianym absolutnie pozytywnie. W związku z tym Polacy konsekwentnie uznają utratę niepodległości i uzależnienie od Moskwy po II Wojnie Światowej za jedną z największych katastrof w historii polskiego narodu. Dokładnie odwrotnie – o czym świadczą słowa Putina – oceniają te wydarzenia Rosjanie.

Polakom niezwykle trudno zrozumieć tę postawę, potwierdzoną wynikami niedawnego sondażu, w którym 69% Rosjan wypowiedziało się, że uznaje rozpad ZSRR za niekorzystny dla ich kraju, a 61% ankietowanych stwierdziło, że obecnie poza granicami Rosji znajdują się terytoria, które powinny być podporządkowane Moskwie.

Co więcej, Josif Dżugaszwili zajął pierwsze miejsce w sondażu dotyczącym najwybitniejszych postaci wszech czasów. Niemal połowa Rosjan zdecydowanie pozytywnie ocenia Stalina. Rola, jaką odegrał komunistyczny dyktator w historii, wyraźnie ulega przewartościowaniu. Jeszcze w 1998 roku proporcje wyglądały zupełnie inaczej, a negatywnie o Stalinie mówiło 60% Rosjan. Po dojściu do władzy Putina sowiecki dyktator został zrehabilitowany w pamięci mieszkańców Rosji.

Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej na Paradzie Zwycięstwa w Kirowie w 2015 roku; Autor: Maciej Zaniewicz

Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej na Paradzie Zwycięstwa w Kirowie w 2015 roku; Autor: Maciej Zaniewicz

To właśnie ta zmiana w postrzeganiu historii przez Rosjan jest najbardziej jaskrawym elementem pogorszenia relacji Rosji z Polską. W Polsce uznaje się, że to Władimir Putin i jego polityka odrodzenia rosyjskiego imperium obudziła u Rosjan chęć powrotu do czasów ZSRR, gdzie mimo, że nie panował bezwzględny dobrobyt, a wolności obywatelskie istniały jedynie teoretycznie w zapisach konstytucji, to jednocześnie świat drżał przed potęgą radzieckiego imperium. Czyż to właśnie nie poczucie dumy narodowej ma Rosjanom wynagrodzić niedostatki życia codziennego?

”Nasza” prawda

W Polsce trudno jest już dziś odpowiedzieć na pytanie czy to Rosjanie stali się ofiarą socjotechnicznych manipulacji Kremla, czy też to rosyjskie społeczeństwo stworzyło Putina, który dał Rosjanom to, czego od dawna oczekiwali i za czym tęsknili – poczucie wielkomocarstwowości. Bez względu jednak na to, czy to Rosjanie wymyślili Putina czy też odwrotnie, upowszechniająca się w rosyjskim społeczeństwie potrzeba rewanżyzmu za domniemanie upokorzenia ze strony Zachodu i chęć udowodnienia swojego miejsca w świecie poprzez odniesienia do wielkomocarstwowego dziedzictwa ZSRR, jest z polskiego punktu widzenia objawem niepokojącym.

Władzom na Kremlu udało się w krótkim czasie zbudować poparcie na bazie nacjonalistycznej euforii jaka zapanowała po aneksji Krymu. W swoim orędziu wygłoszonym po aneksji półwyspu Władimir Putin zapowiedział konieczność walki z zagrażającą Rosji „piątą kolumną” i oskarżył Zachód o cyniczne wspieranie faszyzmu na Ukrainie, przekonując, że Rosja wróciła na należne jej miejsce w świecie. Od tego czasu w rosyjskich mediach trwa kampania propagandowa, w której stale przekonuje się o zagrożeniu ze strony zachodniego imperializmu i destrukcyjnego wpływu europejskich wartości. Europa przez rosyjskich publicystów nazywana jest „Gejropą”. Choć z jednej strony są zdania, że panuje w niej upadek obyczajów,  jednocześnie nie dostrzegają oni, że to właśnie w Rosji jest największy odsetek ludzi zarażonych wirusem HIV, rozwody są prawdziwą plagą, zaś ilość dokonywanych aborcji daleko przewyższa europejskie standardy.

Najważniejszym obszarem informacyjnej batalii jest jednak polityka historyczna, której centralnym punktem w Rosji jest kult Wojny Ojczyźnianej i bohaterstwa Armii Czerwonej. Boleśnie przekonał się o tym „ekspert” z Polski biorący udział w jednym z popularnych politycznych talk-show w rosyjskiej telewizji. Pozbawianemu zdolności do dostrzeżenia różnicy pomiędzy bolszewikami a nazistami w czasach II Wojny Światowej pełniący funkcję polskiego dziennikarza przedstawiciel zachodniego punktu widzenia został pobity przez swojego rosyjskiego rozmówcę w trakcie trwania programu. W ten sposób rosyjscy producenci uprzednio wyreżyserowanych spektakli informacyjno-rozrywkowych realizują misję kompromitowania idei europejskiej, głosząc konieczność obrony rosyjskich wartości.

”Argumenty” i „fakty”

Brak adekwatnej postawy Polaków wobec radzieckich „wyzwolicieli” obecny jest również w rosyjskiej publicystyce. Tezy o „zakłamywaniu” historii będące efektem „wrodzonej rusofobii” Polaków często można spotkać w artykułach rosyjskiej prasy. Dobrym przykładem jest tekst Gieorgija Zotowa opublikowany w gazecie „Argumenty i Fakty”, z okazji obchodów rocznicy dnia zwycięstwa ZSRR nad III Rzeszą. Autor relacjonuje w nim swoją podróż do obozu na Majdanku, traktując swoje spostrzeżenia jako dowody na zakłamania i manipulacje, jakich rzekomo dopuszczają się Polacy w odniesieniu do historii II Wojny Światowej.

Ekspozycja muzealna. Państwowe Muzeum na Majdanku; Źródło: majdanek.eu

Ekspozycja muzealna. Państwowe Muzeum na Majdanku; Źródło: majdanek.eu

Głównym zarzutem Autora jest „celowe” zaniżanie ilości zamordowanych więźniów przez pracowników Muzeum na Majdanku. Autor relacjonuje, że przewodnik Muzeum przedstawia zwiedzającym liczbę 80 tys. ofiar śmiertelnych obozu, co jego zdaniem jest liczbą zaniżoną, co stwierdza powołując się na ustalenia Trybunału Norymberskiego, który podawał liczbę 300 tys. pomordowanych. Zotow sugeruje, że zaniżanie liczby ofiar jest aktem celowej polityki historycznej w Polsce, którą można zaobserwować od początku lat 90-tych, a ostatnio nabiera szczególnego tempa. Co więcej, autor zarzuca administracji Muzeum brak jakiejkolwiek informacji na temat faktu, że pierwszymi więźniami na Majdanku byli sowieccy jeńcy wojenni. Według rosyjskiego dziennikarza to celowe pominięcie mające na celu podkreślenie wyjątkowości tragedii narodu polskiego związanej z niemiecką okupacją.

Zarzuty opublikowane w „Argumentach i Faktach” można natychmiast zweryfikować podczas wizyty w Muzeum. Informacja o tym, że pierwszymi więźniami KL Lublin byli sowieccy jeńcy wojenni pojawia się niemal w każdej publikacji poświęconej historii Majdanka wydanej przez Muzeum. Otwiera ona również prezentowaną w PMM wystawę historyczną „Więźniowie Majdanka”, która poświęcona jest deportowanym do KL Lublin. Odnośnie celowego zaniżania liczby ofiar, odpowiedzi w tej sprawie udzieliła nam rzeczniczka Muzeum na Majdanku Agnieszka Kowalczyk-Nowak:

„W dużym stopniu, ze względu na szczupłą bazę źródłową, temat ten nie był w Polsce przez kilka dziesięcioleci przedmiotem rzetelnych badań naukowych. W rezultacie, w publikacjach poświęconych obozom, podawano obliczenia szacunkowe dokonane tuż po wojnie. Działo się tak również w przypadku Majdanka. Ostatnie badania naukowe przeprowadzone przez Tomasza Kranza w oparciu o dokumenty ze zbiorów archiwalnych PMM i innych instytucji, przechwycone przez wywiad brytyjski zakodowane meldunki radiowe o stanach osobowych obozu na Majdanku czy akta śledczo-procesowe niemieckiego wymiaru sprawiedliwości wskazują, że liczba ofiar śmiertelnych Majdanka wynosi blisko 80 tysięcy”.

Niestety, autor artykułu nie fatyguje się konfrontować swoich domysłów i interpretacji z rzeczywistymi informacjami obecnymi w Muzeum, ani tym bardziej zapytać o nie pracowników. To mogłoby przecież naruszyć konstrukcję artykułu i zawarte w nim tezy.

Cena własnej wizji historii

Na sowieckiej nostalgii i budowanej na niej prorządowej propagandzie najbardziej korzysta rosyjski prezydent, którego neoimperialna polityka powoduje, że również on sam bije kolejne rekordy popularności w swoim kraju. Według ostatniego sondażu Centrum Lewady aż 89% ankietowanych akceptuje nie tylko Władimira Putina jako prezydenta, ale również prowadzoną przez niego politykę wewnętrzną i zagraniczną. Dzieje się tak pomimo tego, że ceną jaką Rosja płaci za politykę „wstawania z kolan” jest międzynarodowa izolacja i nałożenie przez Zachód sankcji. Najbardziej jednak bolesną konsekwencją są wzajemne uprzedzenia wynikłe z prowadzonej kampanii dezinformacyjnej, szczególnie obecnej w sferze historycznej. W jej wyniku aż 38% Polaków darzy Rosjan niechęcią. Rosjanie nie pozostają dłużni – Polacy są negatywnie postrzegani przez 21% Rosjan.

Ranking poparcia Władimira Putina. Ciemnym kolorem zaznaczono odsetek ankietowanych popierających rosyjskiego prezydenta, a jasnym nie popierających; Źródło: levada.ru

Ranking poparcia Władimira Putina. Ciemnym kolorem zaznaczono odsetek ankietowanych popierających rosyjskiego prezydenta, a jasnym nie popierających; Źródło: levada.ru

 

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Zdjęcie główne: Pomnik w Muzeum - Miejscu Pamięci w Bełżcu; Źródło: majdanek.eu
Krzysztof Nieczypor
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    A może czas w końcu zacząć podawać prawdziwe dane nie tylko na temat Majdanka, ale i innych miejsc „kaźni”. Bo jeszcze kilkanaście lat temu, liczbę ofiar w Polsce określano na „słynne” 6 milionów. Z czasem ta liczba ulegała zmniejszeniu, na dzień dzisiejszy da się znaleźć liczby oscylujące w okolicach 3,5 miliona. To gdzie 2,5 miliona? Wyparowało? A może faktycznie tych ofiar było jeszcze mniej? Liczby to tylko liczby, łatwo się nimi manipuluje. Nikt nie poddaje w wątpliwość faktów, ale żonglowanie liczbami ofiar tzw. faszyzmu i zestawienie ich z liczbą ofiar tzw. marksizmu wypada bardzo niekorzystnie, na korzyść. tzw. faszyzmu. Liberalny Zachód, który popierał ZSRR podczas wojny i go karmił, a potem jeszcze wchodził w sojusze z komunistami z ChRL, woli popierać marksistowską wersję historii.
    Największym złem XX wieku jest faszyzm – to jest zdanie klucz, którego nikt nie może nawet podważyć. Wszystko inne się nie liczy, liczy się tylko „równość wolnośc, braterstwo”, liberalizm, demokracja i takie tam. A to, że komunizm, czyli marksizm się nie skończył, tylko opanował już niemal pół globu, a drugie pół opanował bliźniaczy mu materializm, się nie liczy.
    Ktoś, kto nie rozumie, że w 1945 roku, wygrało zło, w najczystszej postaci, a cała historia powojenna i przedwojenna jest kompletnie sfałszowana, nie ma prawa, dziwić się temu wszystkiemu, co się dzisiaj dzieje.
    Ci, co wygrywają wojny, piszą oficjalną historię i oni dyktują „oficjalną prawdę”, zwycięzców nikt nie osądza, a o niewinnych ofiarach i tak nikt nie pamięta. To jest prawda odwieczna, bo tzw. „prawda historyczna” i tak znika jako pierwsza.
    Tak długo jak ci, którzy podważają oficjalną „historię” są traktowani jako szarlatani, tak długo kłamstwo będzie triumfować. A na kłamstwie, nic trwałego się nie da zbudować.