Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Igor Kuczerenko

„Teraz wiem, że byłem okupantem” – Wspomnienia radzieckiego żołnierza

  • Bez kategorii
Wiele już powiedziano o okrucieństwie totalitaryzmu i twardej ręce wielkich przywódców. Zapomina się jednak, że często jest to tylko fasada, a jego siła to efekt propagandy, która przetrwała do naszych czasów. Sama historia jest natomiast dużo bardziej skomplikowana. Zwłaszcza gdy za każdym wydarzeniem kryje się los zwykłych ludzi.

Zbliżam się do małej ulicy w wiosce położonej niedaleko Humania. Trzy domy, pola i cisza wokół. Byłaby to zwykła ulica, gdyby nie pewien fakt. W jednym z domów mieszka były radziecki żołnierz, który przebywał w Poczdamie dokładnie w momencie powstania muru berlińskiego. A jego sąsiad brał udział w tłumieniu praskiej wiosny.

Totalitarny ZSRR okupował pół Europy rękami zwykłych chłopców. Zacznę jednak chronologicznie, od tego pierwszego, który jest zresztą moim dziadkiem.

Włodzimierz Kuczerenko urodził się we wsi Dmytruszki niedaleko Humania w 1939 roku. Jako małe dziecko przeżył z rodzicami okupację niemiecką, by później trafić do wojska… aby służyć na terenie Niemiec.

Radziecki żołnierz Włodzimierz Kuczerenko w Poczdamie; Źródło: Archiwum własne

Radziecki żołnierz Włodzimierz Kuczerenko w Poczdamie; Źródło: Archiwum własne

– Kiedy byłem na służbie w Poczdamie, wciąż znajdowały się tam ruiny – było to w 1958 roku. Zatrzymali nas w armii. Ze względu na to, że wznosili mur, zostałem w wojsku dłużej – 3 lata i 7 miesięcy. Do „specjalnego rozporządzenia” – mówi Włodzimierz.

– Jak tam było? – pytam.

– Wiadomo, Niemcy Wschodnie uważane były za te biedniejsze. Ale przyjeżdżając tam, byliśmy zszokowani. Wśród ruin na ulicach szukaliśmy reklamówek. Teraz to brzmi śmiesznie. Ale dla nas to był szok – bogactwo! W reklamówkach można było nawet dokumenty przechowywać – wspomina śmiejąc się.

Ruiny Poczdamu; Źródło: commons.wikimedia.org

Ruiny Poczdamu; Źródło: commons.wikimedia.org

– A jak tam trafiłeś?

– Przyjechałem do Kijowa. Cały miesiąc tam czekaliśmy, wszyscy z całego kraju. Potem wsadzono nas do pociągów towarowych i przez cztery doby jechaliśmy na Zachód. Przez zniszczoną Polskę. Pamiętam jak pewien Polak biegnąc za pociągiem krzyczał „co Pan wiezie, co Pan wiezie?”. Jak wracałem krzyczał dokładnie to samo. Polacy rzucali w nas też kamieniami, które nie raz trafiały w okna. Tym się różnili od Niemców. Ci ostatni nie wiem co o nas myśleli, ale zawsze machali rękami.

Pamiątkowe zdjęcie z kolegą; Źródło: Archiwum własne

Pamiątkowe zdjęcie z kolegą; Źródło: Archiwum własne

Pociąg z żołnierzami jechał do Frankfurtu nad Odrą. Później odbywał się podział na poszczególne obozy wojskowe. Tym sposobem Włodzimierz trafił do Poczdamu. W pewnym sensie miał szczęście – jako, że był kierowcą, dostał możliwość zwiedzania okolic.

– Czy tak było przez cały czas? Jaki stosunek do was mieli miejscowi? Często się z nimi kontaktowałeś?

– Takich możliwości było niewiele. Dzięki temu, że jeździłem, kontaktowałem się z miejscowymi w sklepach, na lotnisku odbierałem pocztę. Jeździłem na lotnisko Schönefeld, byłem w Lipsku, Fürstenwalde…

Niemcy nigdy na nas nie krzyczeli. Miałem znajomego Niemca, który spędził wojnę w radzieckiej niewoli. Tam się nauczył rosyjskiego, dzięki czemu mógł mi wiele wytłumaczyć. Dowiedziałem się wtedy o niemieckiej dokładności i porządku. Wspominał o tym, jak za Hitlera odbywała się kontrola biletów w pociągach. Kto nie miał biletu – natychmiast był rozstrzeliwany w polu. Niemcy bardzo się bali i kupowali od razu trzy bilety. Na wszelki wypadek. Tak mój niemiecki kolega tłumaczył mi skąd wziął się ten niemiecki porządek. Ze strachu.

Ruiny Poczdamu; Źrodło: Bundesarchiv

Ruiny Poczdamu; Źrodło: Bundesarchiv

Miałem również możliwość porozmawiać z Niemcami w sklepie. Ale do sklepu chodziłem rzadko. Mieliśmy bardzo mały żołd. W 1958 roku nazywaliśmy się wojskiem okupacyjnym i Niemcy płacili nam dwadzieścia marek na miesiąc. Później zostaliśmy Grupą Radzieckich Wojsk w Niemczech i żołd wynosił już piętnaście marek. W obu przypadkach kupić można było niewiele. Albo wódkę i lemoniadę albo piętnaście pączków i pastę do butów.

Zarobić można było nielegalnie. Znajomy na przykład kupował mi kilogram kawy w Brześciu, za co odsyłałem mu niemiecki podkoszulek. W obu przypadkach sprzedawaliśmy to kilka razy drożej. Kupując podkoszulek za cztery marki, dostawałem kawę, którą sprzedawałem za 60. Taki był zarobek.

– Co wam mówili? Była propaganda?

– O tak… kłamali. Przy każdym obozie był funkcjonariusz KGB, który miał bardzo szerokie uprawnienia i osobiście kontrolował to, co wówczas nazywano „politinformacją”. Sam mógł zwolnić naczelnika obozu wojskowego, jakby mu coś się nie spodobało.

Propaganda była wyraźnie antyamerykańska i z nią miałem do czynienia bardzo często. W pewnym sensie weszła do kultury wewnątrz obozu. Pamiętam jak po jakimś czasie przebywania w obozie już czułem się trochę swobodniej i podczas przerwy w parku pojazdów miałem odwagę postawić nogi na stary stół. Akurat wtedy przyszedł porucznik i przeklinając krzyczał „Jeszcze zacznij pić whiskey i krzyczeć Okeeej!”. W taki sposób chciał powiedzieć, że mamy tu bałagan – śmieje się dziadek.

Wmawiali nam, że tylko my byliśmy dobrzy. W zachodnim Berlinie natomiast nie tylko panowały straszne warunki, a w dodatku byli tam faszyści! Mówili nam, że dla obrony przeciwko temu faszyzmowi stworzyli trzy strefy obrony wokół Berlina. W pierwszej strefie znajdowała się tak zwana Narodowa Armia Ludowa. W drugiej strefie wojska regularne i dopiero wtedy wojska ZSRR. Mówili, że znajdując się w centrum NRD, Berlin Zachodni stanowi poważne zagrożenie dla nas. Twierdzono, że w Berlinie Zachodnim znajdują się aż 84 szkoły szpiegowskie. Ale ile ich tam było i co dokładnie się tam znajdowało – tego nikt nie wiedział.

Opowiadali nam również, że znajdując się tam na Zachodzie, radzieccy czołgiści wysiadają z czołgów dolnym włazem aby snajperzy ich nie zabili. Oczywiście w takiej sytuacji panowało pewne napięcie. Ta sama informacja była powtarzana przez trzy lata. Bez zmian. Mówili także, że członkowie amerykańskich misji również są szpiegami i mając możliwość swobodnego przemieszczania się zbierają brakujące informacje.

Pewnego razu miał miejsce wypadek samochodowy przy udziale takiej misji. Wjechali nam w bramę naszego obozu. Mówiono nam wtedy, że Amerykanie specjalnie spowodowali ten wypadek, aby móc przy okazji zrobić zdjęcia.. A nie można było ich zatrzymać bo obowiązywała umowa Poczdamska.

Wpływ takiej propagandy był bardzo duży, ponieważ obóz był zamknięty a przepływ informacji – kontrolowany.

Jägerallee 23 w Poczdamie. W tym budynku mieściły się koszary wojskowe - kwiecień 2016 roku; Autor: Igor Kuczerenko

Jägerallee 23 w Poczdamie. W tym budynku mieściły się koszary wojskowe – kwiecień 2016 roku; Autor: Igor Kuczerenko

– A czy było coś takiego, co chciałeś ze sobą zabrać? Czy za czymś tęskniłeś po powrocie do domu?

– Oczywiście. Nie można było wtedy porównywać ich kultury z naszą. Nikt nie kradł. Rower mógł stać na ulicy przez trzy dni i nikt by go nie zabrał! Po trzech dniach przychodził policjant i zabierał go na posterunek.

Nigdy nie zapomnę niemieckiej punktualności. Jak tylko zaczynała się pora obiadowa, Niemiec nie dobijał nawet gwoździa do końca. Nawet jeśli trzeba było jedynie raz uderzyć młotem. On szedł na obiad. Ale jak się kończył obiad, natychmiast wracał do pracy. Nawet jeśli trzeba było porzucić rozpoczętą partię w karty.
No i drogi. Drogi były idealne. Nawet wtedy. U nas takich nigdy nie widziałem. Potem wielokrotnie wspominałem te cudowne, betonowe autostrady.

– Gdybyś mógł teraz coś powiedzieć Niemcom, to co byś powiedział?

– Co bym powiedział… Teraz wiem, że nasza obecność tam nie była dobra. Nas jednak do tego zmuszono – był pobór do wojska i nikogo nie pytano o zdanie. Ważne jest, że wśród ludzi mojego pokolenia może być odmienne zdanie. Choć urodziłem się w 1939 roku, pamiętam jeszcze wojnę. Pamiętam również opowieści mojego ojca o Niemcach i froncie (mój pradziadek walczył po stronie ZSRR – aut.). Spotykając się razem z tymi, którzy przeżyli… oni każdego razu rozmawiali o walkach. Pamiętałem o tym również wtedy, w czasie swojej służby.

A co powiedziałbym teraz… Z jednej strony osobiście nikomu niczego złego nie zrobiłem i moje sumienie jest czyste. Byłem zwykłym kierowcą w wojsku.

Ale wiem także, że byłem okupantem. Teraz po prawie 60 latach zdaję sobie z tego sprawę. Lecz wtedy o tym nie wiedziałem. Niestety, wokół była tylko propaganda. Teraz chętnie pojechałbym z powrotem do Niemiec, by na własne oczy zobaczyć jak ten kraj się zmienił. Mam szacunek do Niemców i Niemiec. Tak szybko odbudować swój kraj i wstać z kolan – to może wywoływać jedynie zachwyt.

Historia jakiegokolwiek imperium, jak wielkie by ono nie było, zawsze składać się będzie z historii poszczególnych ludzi. Nie jest wyjątkiem imperium, którym było ZSRR. Groźna żelazna kurtyna, która zawisła nad Europą, oparta była na setkach tysięcy ramion zwykłych radzieckich żołnierzy. Absolutną większość z nich reżim zabrał z rodzinnych domów, wsadził do pociągów, które później wiozły niewinnych chłopców by bronili granic bloku socjalistycznego. Zwykłe schematy propagandowej maszyny stwarzały poczucie zagrożenia w obliczu demonizowanego wroga, który tylko czekał, aby zaatakować bastion wyobrażonego lepszego świata.

Chociaż od momentu powstania muru minęło już prawie 56 lat, czasami wydaje się, że stworzona wtedy linia podziału Europy istnieje do dziś. Może to właśnie wtedy powstało to, co nazywamy dzisiaj „Wschodem”?

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Igor Kuczerenko
  • w Eastbook.eu od2016 Aug 3
  • Artykuły2
  • Komentarze0

Absolwent Widziału Historii Lwowskiego Uniwersytetu im. I.Franki. Student Studium Europy Wschodniej UW.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 1
Dodaj komentarz

  1. cieszyc58 pisze:

    Tylko strach wprowadza dyscyplinę,nawet istnieje powiedzenie:jak się nie będą bać to się będą z ciebie śmiać.