Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mateusz Kubiak

Wizy dla Gruzinów to za mało

Pod koniec lipca minęły cztery miesiące od zniesienia przez UE obowiązku posiadania wiz krótkoterminowych dla obywateli Gruzji. Kwestia ta przez ostatnie lata pozostawała głównym motorem napędowym współpracy unijno-gruzińskiej. Euforia, która towarzyszyła Gruzinom w momencie zniesienia wiz może jednak z czasem się ulotnić. Koniecznym jest przedstawienie przez UE zindywidualizowanego i obliczonego na konkretne cele podejścia w stosunku do dalszej obecności Gruzji w programie Partnerstwa Wschodniego. Na potrzebę tę wskazuje również gruzińska dyplomacja.

Unijna forpoczta

Od czasów Rewolucji Róż w 2003 roku Gruzja jest traktowana jako „prymus” najpierw unijnej Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, a od 2009 roku również Partnerstwa Wschodniego. Zjednoczony Ruch Narodowy pod przewodnictwem Micheila Saakaszwilego jednoznacznie opowiedział się za chęcią integracji ze strukturami euroatlantyckimi i nawet pomimo autorytarnych ciągot swojego lidera, zdołał zrealizować ambitny program reform wewnętrznych.

Prozachodnią orientacją kraju nie zachwiała przy tym ani wojna pięciodniowa z sierpnia 2008 roku, ani też przejęcie pełni władzy przez opozycyjne w stosunku do Saakaszwilego Gruzińskie Marzenie. Wielu obserwatorów obawiało się, iż to kontrolowane przez oligarchę Bidzinę Iwaniszwilego ugrupowanie będzie w swojej polityce zagranicznej mogło raczej sprzyjać Rosji, niż pogłębiać współpracę z Zachodem. Mimo lekkiego odprężenia w relacjach na linii Tbilisi-Moskwa po 2013 roku, działania nakierowane na integrację gruzińsko-unijną zostały jednak utrzymane.

Nawet wbrew temu, że zachodzące w Gruzji procesy (m.in. fuzja wiodących stacji telewizyjnych Maestro, Imedi oraz GDS w ramach jednego, powiązanego z Iwaniszwilim holdingu; reforma konstytucyjna podporządkowująca instytucję prezydenta parlamentowi) rodzą uzasadnione obawy o nadmierną koncentrację władzy w rękach Iwaniszwilego, przypadek gruziński pozostaje wyjątkowym w skali Kaukazu Południowego.

Gruzini jako jedyni spośród państw regionu zdołali de facto zrealizować program Partnerstwa Wschodniego, podpisując z UE umowę stowarzyszeniową oraz porozumienie o utworzeniu strefy wolnego handlu (DCFTA), a także osiągając liberalizację ruchu wizowego z państwami strefy Schengen. Sytuacja ta kontrastuje zarówno z przykładem Armenii, która pod naciskami Kremla w 2013 roku w ostatniej chwili zrezygnowała z możliwości stowarzyszenia z Unią, jak i Azerbejdżanu starającego się balansować między Rosją a Zachodem i unikać głębszej integracji z którąkolwiek ze stron geopolitycznej rozgrywki.

Rozbieżne percepcje

Pozytywny charakter relacji gruzińsko-unijnych nie oznacza jednocześnie, że w stosunkach tych nie dochodzi do jakichkolwiek zgrzytów. Kwestią, która kładzie się cieniem na drodze Gruzji do unijnych i natowskich struktur pozostaje rozbieżność interesów wśród decydentów w Tbilisi oraz najważniejszych europejskich stolicach.

Przez cały ten okres Zachód nie jest w stanie wypracować spójnego stanowiska w kwestii rzeczywistych perspektyw na członkostwo Gruzji w UE i NATO. Do rangi symbolu urósł natowski szczyt bukaresztański z kwietnia 2008 roku, kiedy to głęboko podzielone państwa Sojuszu ostatecznie nie zgodziły się zaoferować Gruzji Planu Działań na Rzecz Członkostwa (ang. Membership Action Plan, MAP – notabene nie przedstawiono go przy tym aż po dziś dzień). Przykład ten, choć związany z kwestią członkostwa w NATO, obrazuje analogiczny problem w dzisiejszych relacjach gruzińsko-unijnych.

Znamiennym jest, że liberalizacja reżimu wizowego dla Gruzinów nastąpiła dopiero w marcu 2017 roku, blisko półtora roku po spełnieniu przez władze w Tbilisi wszystkich koniecznych warunków. Opóźnienie to było podyktowane względami politycznymi wewnątrz UE, w pełni niezwiązanymi z działaniami Gruzji. Również dziś wydaje się, że w inny sposób postrzega się przyszłość Partnerstwa Wschodniego z perspektywy Brukseli, zaś w inny – z Tbilisi.

W połowie lipca w Batumi odbyła się konferencja poświęcona m.in. kwestiom dalszej współpracy UE z Gruzją i innymi państwami Partnerstwa Wschodniego. W jej trakcie gruzińska ambasador przy Unii Europejskiej Natalie Sabanadze jasno wskazywała na fakt istnienia owej rozbieżności percepcji. Zdaniem Sabanadze, wbrew temu, co uważa się w Brukseli, z gruzińskiej perspektywy udział w inicjatywie Partnerstwa Wschodniego i stowarzyszenie z UE jest wyborem geopolitycznym. Ambasador Gruzji podkreśliła przy tym, że nawet jeśli unijni decydenci będą deklarować, że współpraca z Tbilisi nie jest wymierzona w interesy Federacji Rosyjskiej, to w taki właśnie sposób będzie to na Kremlu postrzegane.

Zdaniem gruzińskiej dyplomatki, „dobrze jest mieć jasny cel, do którego się dąży”, a w obecnej sytuacji – jak zaznacza Sabanadze – reguła more for more (więcej za więcej – przyp.red.), która pozwalała UE zyskać realny wpływ na swoich partnerów, w coraz większym stopniu zanika. W tym kontekście ambasador podkreśliła, że chcąc zachować istotę Partnerstwa Wschodniego, koniecznym musi stać się wyodrębnienie z dotychczasowego formatu współpracy państw już stowarzyszonych z Unią i przedstawienie im stosownej do ich interesów oferty. W chwili obecnej, kiedy to Gruzja, Ukraina i Mołdawia de facto wyczerpały już dotychczasowy rezerwuar najważniejszych zachęt przewidzianych przez UE, nie sposób się z tymi słowami przynajmniej częściowo nie zgodzić.

Wizy to za mało?

Tezy przedstawione przez ambasador Sabanadze potwierdzają również badania opinii publicznej. Według danych amerykańskiego National Democratic Institute, mimo powszechnej świadomości faktu liberalizacji reżimu wizowego do państw strefy Schengen, aż 39% Gruzinów uważa, że zmiana ta nie przyniesie im osobiście żadnych korzyści. Jednocześnie 78% respondentów wyraziło przekonanie, iż obywatele Gruzji i tak nie są w stanie pozwolić sobie finansowo na podróż do UE.

Wyniki badań potwierdza również 27-letni Giorgi, obecnie na stałe mieszkający w Warszawie: -Na początku była wielka radość, że uzyskaliśmy ruch bezwizowy, a część moich znajomych po raz pierwszy wybrała się do Unii. Obecnie jednak podejście społeczeństwa jest już dużo bardziej realistyczne. Zdecydowanej większości nie stać na podróż. Mimo to, oczywiście wciąż jest to dla nas ważne, że otrzymaliśmy coś w zamian za nasze starania – mówi Giorgi.

Przytoczone badania wykazują przy tym jeszcze jedną prawidłowość – głównym argumentem za członkostwem w UE, obok motywacji gospodarczych (59% respondentów), są dla Gruzinów kwestie bezpieczeństwa (36%). Dane te kontrastują z faktem, iż możliwość ruchu bezwizowego z państwami Unii skłania do dalszej integracji jedynie co piątego ankietowanego. W tym kontekście otwartą pozostaje kwestia, czy w długiej perspektywie jedynie „miękkie” rozwiązania ze strony UE, jak chociażby dyskutowana obecnie możliwość zniesienia roamingu dla państw Partnerstwa Wschodniego, będą wystarczające. Niewątpliwie są one istotne, ale czy nie powinny im towarzyszyć działania, które w większym stopniu przybliżałyby Gruzinom perspektywę członkostwa w Unii? Z gruzińskiej perspektywy pytanie to jest aktualne niezależnie od klimatu politycznego panującego dziś w Brukseli, Berlinie czy Paryżu.

Rosyjska alternatywa?

Fakt istnienia opisanych wcześniej rozbieżności między gruzińskimi i europejskimi decydentami jest dostrzegany w Moskwie. Ostatnimi czasy można zaobserwować aktywizację rosyjskiej propagandy. Rosjanie starają się zagospodarować istniejące między Gruzją a Zachodem problemy polityczne, jak na przykład brak perspektyw na członkostwo w UE/NATO czy inna percepcja Federacji Rosyjskiej, ale także różnice społeczno-kulturowe.

Gruzja jest, podobnie jak Rosja, państwem bardzo mocno zakorzenionym w tradycji kultury prawosławnej i mimo zachodzącej przemiany pokoleniowej, to wciąż Cerkiew pozostaje podstawowym wyznacznikiem gruzińskiej tożsamości. Sytuacja ta zdecydowanie kontrastuje z liberalnym, konsumpcyjnym światem Zachodu. Rozdźwięk ten jest podkreślany przez rosyjskie oraz prorosyjskie media i jednostki, które przedstawiają obraz „zgniłej Europy” ogarniętej przez homoseksualizm, dewiacje i satanizm oraz znajdującej się w totalnej opozycji do stojącej na straży tradycyjnych wartości Rosji. Przykładowo, gruziński odbiorca może dowiedzieć się, że do gwałtów w Europie dochodzi „otwarcie, w świetle dnia”, zaś unijne instytucje zakazują chrzczenia niemowląt oraz stawiają Kościół Prawosławny na równi z organizacjami terrorystycznymi. Tego typu sprzyjający Moskwie przekaz jest obecny w telewizji, prasie, Internecie oraz w hasłach głoszonych przez polityków, zwłaszcza tych znajdujących się poza parlamentem.

W świetle publikowanych przez gruzińskie organizacje raportów widać wyraźnie, że rosyjska machina propagandowa funkcjonuje w oparciu o rozbudowaną strukturę. Wykorzystuje ona znajdujące się w posiadaniu rosyjskiego rządu media internetowe jak portal Sputnik czy różnego rodzaju platformy informacyjne, będące pośrednio finansowane przez Moskwę. Sieć powiązań w tym drugim przypadku jest bardzo skomplikowana. Jej istotą jest przepływ środków pieniężnych przez szereg organizacji pozarządowych i osób prywatnych tak, by ostatecznie zapewnić finansowanie prorosyjskim mediom. Do takich pośredników należą instytucje takie jak Caucasian Cooperation, Eurasia Institute czy Eurasian Choice. W oparciu o ich kapitał funkcjonują m.in. agencje informacyjne Saqinform i Iverioni, gazeta Georgia & World czy telewizja internetowa Patriot TV.

Prorosyjski przekaz zdaje się w założeniu Kremla mieć za zadanie budowę swoistego soft power Rosji w Gruzji i docelowo przekładać się na długofalową zmianę orientacji geopolitycznej Gruzinów. Narracja ta może częściowo trafiać na podatny grunt. Zachód zdaje się być słaby i podzielony oraz nie prezentuje spójnego stanowiska w sprawie możliwości dalszej integracji Tbilisi ze strukturami unijnymi i euroatlantyckimi.

Jednocześnie to właśnie obawy o przyszłość gruzińskiej tożsamości narodowej pozostają głównym, obok strachu przed ochłodzeniem relacji z Rosją, czynnikiem odwodzącym Gruzinów od UE. W rezultacie na przestrzeni ostatnich lat odsetek respondentów nieżyczących sobie członkostwa w UE uległ podwojeniu do poziomu ok. 10-20%. Co więcej, również poziom poparcia Gruzinów dla integracji ze strukturami Unii Euroazjatyckiej waha się po 2015 roku w granicach 20-30% (wg badań z kwietnia br. – 21%). Mimo jawnie prozachodniej orientacji Gruzji, w dłuższej perspektywie nie można wykluczyć również wzrostu sympatii prorosyjskich. Odpowiedzialnymi za tę sytuację będą przy tym nie tylko Rosjanie, ale w przynajmniej równym stopniu także unijni politycy.

***

Obecnie hasło more for more jest jedynie figurą retoryczną, za którą nie kryją się żadne perspektywy dla Gruzinów. Z punktu widzenia Tbilisi idea ta stała się dziś raczej pytaniem more but for what (więcej, ale za co? – przyp.red.)? Od kwestii tej nie uciekną również unijni decydenci. Przedstawienie jedynie mglistych obietnic i faktyczne „zamrożenie” pozycji Gruzji na drodze do Europy może w większym lub mniejszym stopniu zostać wykorzystane przez Rosjan. W polityce międzynarodowej każda pustka prędzej czy później musi zostać zagospodarowana.

Mateusz Kubiak
  • w Eastbook.eu od2017 Aug 9
  • Artykuły1
  • Komentarze0
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz