Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartłomiej Gajos

Apoteoza „pojednania” jako najwyższe stadium putinizmu

Jurij Łotman zauważył, że rosyjska kultura oparta jest o model dualny. Polityka pamięci Kremla wobec rewolucyjnych wydarzeń roku 1917 stara się przełamać ten schemat.

Chciałbym Państwu zaproponować imaginacyjny eksperyment. W czasach post-prawdy, fake-newsów, przekazów dnia, zalewu analiz, końca końca historii jako odtrutka (a może poważna metoda badawcza?) pozostała nam wyobraźnia. Wyobraźmy sobie zatem, że „wódz rewolucji”, „geniusz teorii i praktyki” otworzył oczy, podniósł się z wyścielonego czerwonym suknem sarkofagu, otrzepał z kurzu swój prawie stuletni garnitur, zaczepił dłonie po bokach kamizelki, jak to miał w zwyczaju, i wyruszył w stulecie rewolucji październikowej obejrzeć wystawę – jedno z najważniejszych przedsięwzięć firmowanych przez komitet organizacyjny obchodów stulecia „Wielkiej Rosyjskiej Rewolucji” – w dawnym Muzeum Rewolucji ZSRR, przemianowanym na Muzeum Współczesnej Historii Rosji przy dzisiejszej ulicy Twerskiej 21, niegdyś Gorkiego.

Władimir Lenin w okamgnieniu dostrzegł te zmiany w nazewnictwie, wszak zapisano je na zaproszeniu na wystawę. Jak przystało na „wielkiego filozofa i ekonomistę” od razu przypomniał sobie teksty Jurija Łotmana o modelu dualnym kultury rosyjskiej. Wybaczcie Państwo ten anachronizm. Faktem jest, że gdy lider bolszewików umarł, Jurij Michajłowicz miał niecałe dwa lata. Ale czyż ten, o którym mówiono, że jest wiecznie żywy, nie mógł zapoznać się z pracami wybitnego rosyjskiego (pardon! radzieckiego, lecz piszącego w estońskiej republice) intelektualisty lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku?

Zatem do rzeczy: Łotman, pisząc o Piotrze Wielkim, tym, który otworzył (a może jednak wybił?) okno na Europę dla Rosji, stwierdzał, że w istocie rzeczy nie wykroczył się poza utrwalone pojęcia. Napełnił je jedynie inną treścią, zamieniając znaki „plus” na „minus”. Stąd uroczystości organizowane przez „Najbardziej Pijany Sobór” były całkowicie czytelne dla ówczesnych, którzy z łatwością identyfikowali je jako działania „antychrysta”, ponieważ nie wykraczały poza utrwaloną przez wieki tradycję. „Genialny praktyk-nowator” Lenin z uznaniem pokiwał głową, przypominając sobie te mądrości Jurija Michajłowicza, i zdecydowanym głosem sam do siebie rzekł, że ktokolwiek teraz rządzi na Kremlu, nie zdołał najwyraźniej przezwyciężyć tej heglowskiej nomen omen dialektyki i pokonać tym samym ducha krążącego nad dziejami Rosji. „Ulica Gorkiego powróciła wszak jedynie do swej starej nazwy z okresu caratu” – skonstatował zadowolony z dokonanej przez siebie błyskawicznej analizy rzeczywistości „wódz światowego proletariatu”.

Po tej chwili zadumy „utalentowany orator” rozejrzał się po zaciemnionym pomieszczeniu i ruszył w kierunku wyjścia z mauzoleum. Nie będę gimnastykował Państwa wyobraźni tym, co „najwybitniejszy teoretyk naszego (tzn. tamtego) wieku” myślałby o pochówku na placu Czerwonym i czy przychyliłby się do obecnej opinii większości (63%) rosyjskiego ludu pracującego miast i wsi, która uważa, że powinien zostać pochowany. Pozostawmy tę dyskusję na kolejny imaginacyjny eksperyment.

Pazhytak2

Lenin, nazywany również od czasu do czasu „światłem narodów”, po wyjściu z mauzoleum rozpoczął spacer po alejce cmentarza przy murze Kremla. Bez trudu rozpoznał popiersia swoich towarzyszy: Jakowa Swierdłowa, Feliksa Dzierżyńskiego, Michaiła Kalinina, Andrieja Żdanowa, Józefa Stalina. Nekropolia rozrosła się znacząco od czasu, gdy spoczywali tam jedynie ci, którzy polegli w trakcie „rewolucyjnych bojów” w roku 1917. Rozmyślał przez chwilę, rozglądając się za podobiznami Grigorija Zinowiewa, Nikołaja Bucharina i Lwa Trockiego. Różne myśli krążyły mu po głowie: być może ich również pochowano w mauzoleum? Skręcił w lewo z alejki, wkraczając na plac Czerwony i rozejrzał się. GUM wyglądał jak dawniej, Sobór Wasyla Błogosławionego stał na swoim miejscu, Państwowe Muzeum Historyczne również. Jedynie pomnik Kuźmy Minina i Dymitra Pożarskiego znajdował się przed Soborem, a nie, jak dawniej, w centralnej części placu. Spekulant z Niżnego Nowogrodu i pachołek domu Romanowych nie mogli przecież rzucać swych cieni na błyszczącą się w czerwonych promieniach słońca fasadę mauzoleum wzniesionego z czarnego i czerwonego granitu oraz porfiru. Tak przynajmniej uznało stalinowskie kierownictwo.

Przyśpieszył swój marsz w kierunku Ogrodu Aleksandrowskiego. Przechodząc obok Wieży Nikolskiej, zauważył, że tablica memorialna ku czci bojowników rewolucji październikowej zniknęła. Następnie, minąwszy bramę Ogrodu Aleksandrowskiego, zdziwił się, że w miejscu, w którym stał Obelisk, upamiętniający wybitnych myślicieli i działaczy walk o wyzwolenie robotników, będący jedną z pierwszych realizacji opracowanego przez niego „planu monumentalnej propagandy”, znajdowała się mogiła z wiecznym ogniem. Przypomniawszy sobie ów obelisk, „najbardziej ludzki ze wszystkich ludzi” znów powrócił myślami do prac Jurija Michajłowicza: „Wszak w 1918 roku usunęliśmy jedynie z niego carskie symbole wraz z napisami i wykłuliśmy na ich miejscu nazwiska dziewiętnastu działaczy.” Obelisk, stojący dzisiaj w centralnej części ogrodu, powrócił do swojego pierwotnego stanu w 2013 roku (model dualny podniesiony do potęgi drugiej), o czym Lenin nie wiedział.

Ruszył dalej. Przechodząc przez plac Maneżowy, dostrzegł pomnik jeźdźca na koniu. Nie rozpoznał jednak w nim marszałka ZSRR. Gdyby jednakże Gieorgij Konstantinowicz Żukow, uczestnik wojny domowej i kawaler orderu „Czerwonego Sztandaru”, otrzymanego za stłumienie chłopskiego powstania Antonowa na Tambowszczyźnie, spacerował tak, jak uczestnik naszego imaginacyjnego eksperymentu po ulicach Moskwy, to z pewnością rozpoznałby charakterystyczną sylwetkę „nauczyciela postępowego społeczeństwa”. Model dualny Jurija Michajłowicza i tutaj znajduje swe zastosowanie, drodzy Państwo!

Wkroczywszy na ulicę Twerską, Lenina zaskoczyły sklepy, niektóre z angielskobrzmiącymi szyldami. Wszystkie wypełnione towarami. Jak gdyby Nowa Ekonomiczna Polityka (kropla zgniłego kapitalizmu w gospodarce socjalistycznej) nigdy się nie skończyła – pomyślał. Znów przyśpieszył kroku, minął plac Twerski, na którym stał kolejny pomnik jeźdźca w miejscu pomnika pierwszej sowieckiej konstytucji z 1918 roku. Przechodząc przez skrzyżowanie Twerskiej ze Strastnym Bulwarem, wzruszył go wielki napis na jednym z budynków „Izviestija”, oficjalnej gazety Rady Komisarzy Ludowych.

Wreszcie stanął u wrót „Muzeum Współczesnej Historii Rosji”, mieszczącym się w budynku dawnego angielskiego klubu. Przyjrzał się lwom na fasadzie budynku, o których pisał Puszkin w „Eugeniuszu Onieginie”, i rewolucyjnym krokiem wszedł do środka. Następnie skierował się w lewo do muzealnego sklepiku, zakupił bilet oraz świeżo wydaną broszurkę „100 lat Wielkiej Rosyjskiej (Rossijskoj) Rewolucji: Refleksja w imię konsolidacji”. Książeczka zawierała wystąpienia polityków i badaczy wygłoszone w trakcie okrągłego stołu w 2015 roku. „Wielki myśliciel-praktyk” pochłonął ją trzynaście i pół minuty (jedną stronę czytał w pięć sekund, jak twierdzili jego podwładni).

Pazhytak1

Jego uwagę przykuło pięć tez, których autorem był, jak informowała broszurka, minister kultury Federacji Rosyjskiej Władimir Miedinski. Jurij Pietrow, jeden z uczestników zebrania kolektywu, pracownik Instytutu Rosyjskiej Historii Rosyjskiej Akademii Nauk, nazwał je nawet „tezami majowymi”.

Uznanie kontynuacji państwowości rosyjskiej od Imperium Rosyjskiego przez ZSRR do Federacji Rosyjskiej oraz tragizmu rozłamu społecznego, spowodowanego wydarzeniami 1917 roku i wojną domową, szacunek wobec bohaterów walczących stron – „białych”, „czerwonych”, „zielonych”, potępienie ideologii rewolucyjnego terroru i wreszcie uznanie za błędną taktykę „pomoc z zagranicy” – stanowisko Miedinskiego zakręciło Leninowi w głowie. „Toż to arcy-postmodernistyczne podejście do logiki dziejów!” – wyszeptał do siebie, charakterystycznie grasejując. Nie wiedział, skąd pojawiło się w jego ustach słowo „postmodernizm” i co ono właściwie oznaczało, ale ukontentowany tą wysoce intelektualną frazą udał się na pierwsze piętro, by obejrzeć wystawę.

Wejście przystrojono kolorem czerwonym, co od razu dodało animuszu przywódcy bolszewików. Jej nazwa „Kod rewolucji” nie wzbudziła w nim jednakże żadnych skojarzeń.

W pierwszej z sal, poświęconej Imperium Rosyjskiemu w przeddzień rewolucyjnych wydarzeń, „przyjaciel ludzkości” dowiedział się o wspaniałym rozwoju ekonomicznym państwa rządzonego przez cara. Potwierdzał to cytat doskonale znanego Leninowi francuskiego „burżuazyjnego” dziennikarza Edmonda Thery, który przewidywał, że przy ówczesnych wskaźnikach ekonomicznych Rosja w 1950 r. będzie dominującą potęgą w Europie. „Jak zatem tak świetnie prosperujące Imperium mogło przegrać wojnę z maleńką Japonią?” – zachodził w głowę Lenin. Autorzy wystawy wyjaśniali to nie słabością militarną oraz ekonomiczną, a stanowiskiem „opozycyjnej społeczności, która przyjęła otwarcie defetystyczną postawę” oraz ruchem rewolucyjnym „wspieranym przez japoński wywiad”.  „Opozycyjna społeczność to jakiś burżuazyjny fetysz! Spontaniczny ruch rewolucyjny doprowadził do klęski militarnej caratu!” – zaprotestował sam przed sobą Lenin, nerwowo wymachując rękoma.

Część wystawy przedstawiającą wydarzenia I wojny światowej otwierał cytat z Nikołaja Ustriałowa: „Rosyjską [russkuju] rewolucję zrodziła przede wszystkim wielka europejska wojna”. „Geniusz ludzkości” pokiwał z aprobatą głową, zapoznawszy się z tą tezą przedstawiciela nurtu narodowo-bolszewickiego, co z łatwością można było rozpoznać po powyższym fragmencie. Jednocześnie, zachodził w głowę, dlaczego ten skądinąd marginalny „rzodkiewkowy” (biały w środku a czerwony na zewnątrz) działacz smienowiechostwa znalazł się na tej wystawie. Wtem przypomniał sobie święcący pulpit, który minął zaraz przy wejściu. Przedstawiono na nim wyniki spisu powszechnego z 1897 roku, w którym, wedle autorów wystawy, 65% osób zadeklarowało, że było Rosjanami. Lenin doskonale pamiętał szok wśród konserwatywnych i czarnosecinnych działaczy spowodowany deklaracją niemal 18% w rzeczonym spisie, że ich językiem ojczystym jest małoruski (w ankietach pytano bowiem  nie o narodowość, ale o język). Czyżby obecnie rządzący Rosją nadal chcieli stopić w głowach swoich poddanych Małorusinów z Wielkorusami?

W dalszej części wystawy jej autorzy przekonywali, że do 1917 roku, pomimo strat terytorialnych, Imperium Rosyjskie zachowało szanse na zwycięstwo w konflikcie z państwami centralnym. To rewolucja, która wybuchła w lutym tegoż roku, przekreśliła tę możliwość. Lenin wielce obruszył się na fragment  „Nic o burżuazyjności przewrotu, nic o socjal-zdrajcach w typie Kiereńskiego” – głośno skomentował całą sytuację ten, dla którego Władimir Majakowski nauczył by się języka rosyjskiego.

Im bliżej znajdował się tej części wystawy poświęconej dniom, które wstrząsnęły światem, tym więcej chmur gromadziło się na suficie sali i zaczęły pojawiając się pierwsze błyski. Ten, o którym Herbert Wells pisał, że miał w sobie jednocześnie i „dziecinność i męstwo”, zaczynał powoli pojmować koncept i ideowe zaplecze obecnie rządzących.

Wtem rewolucyjnym krokiem, powiedziawszy do siebie pewnym głosem „Lewą marsz!”, wkroczył do sali poświęconej „czerwonemu październikowi”. W centralnej części zobaczył swoje popiersie, wykonane, jak wyczytał, przez Gieorgija Ławrowa w 1924 roku. Lenin nie był zadowolony z dzieła autora wielu podobizn sowieckich polityków, który jednakże został skazany za „kontrrewolucyjną działalność” w 1939 roku na pięć lat łagru. Nieadekwatność to najlżejsze słowo, jakie cisnęło mu się na usta. „Ni to uśmiech, ni to rewolucyjna, podkreślająca dynamiczność, poza. Do tego fragment mojej wypowiedzi zestawiony z cytatem Nikołaja Bierdjajewa, mówiącego o dyktaturze i rewolucji. Jak oni mogli dopuścić do takiego skandalu?”

Jego wzburzenie osiągnęło granice rewolucyjnej erupcji przy tabliczce opisującej, czym był „czerwony październik”. Przedstawienie tego, co wydarzyło się wówczas w Piotrogrodzie, jako zbrojnego przejęcie władzy oraz ocena pierwszych dekretów władzy sowieckiej o ziemi oraz pokoju jako „dążenia do owładnięcia umysłami większości ludności kraju” stały w całkowitej sprzeczności ze słynnym przemówieniem lidera bolszewików, utrwalonym w stalinowskiej superprodukcji „Lenin w październiku”, którą wygłosił w Instytucie Smolnym 25 października (7 listopada wg nowego stylu) 1917 roku: „Robotnicza i chłopska rewolucja, o której konieczności bolszewicy ciągle mówili, dokonała się.” Na twarzy Lenina pojawił się grymas niezadowolenia przypominający ten z popiersia wykonanego przez Ławrowa.

W dalszej części wystawa w pełni realizowała jedną z tez ministra kultury Miedinskiego: prezentowała okrucieństwa bolszewickiego terroru jako przestrogę, do czego prowadzą wystąpienia uliczne przeciw władzy. Lenin ochłonął nieco w tej sali, której problematykę ilustrowały jego wypowiedzi zestawione w towarzystwie cytatów Karola Marksa i Nikołaja Bucharina. Po raz kolejny nie mógł jednakże rozumieć, dlaczego problematyka przemocy została wysunięta na pierwszy plan, a nie obietnice wyzwolenia, wolności oraz likwidacji burżuazyjnych struktur państwowych, takich jak np. Konstytuanta, której poświęcono aż zanadto miejsca. „Wszak to obiecywaliśmy masom robotniczym i chłopskim”, przekonywał sam siebie. „I jeszcze ten arcyagresywny cytat z «Ekonomiki okresu przejściowego» Bucharina o rozstrzeliwaniach oraz pracy przymusowej jako metodzie produkcji komunistycznego społeczeństwa. Co prawda, sam pisałem w 1922 roku do ludowego komisarza sprawiedliwości Dymitra Kurskiego, że sąd nie powinien wyrzekać się stosowania terroru, ale nie w tym tkwiła istota naszej rewolucji!” – toczył wewnętrzny dialog ze sobą „wielki wódz i nauczyciel Komunistycznej Partii”. Wśród tych, którzy najbardziej ucierpieli od rewolucyjnego terroru, wyróżniono szczególnie cerkiew prawosławną, jako tę wspólnotę, która stała na drodze „budowy «świetlanej przyszłości»”, co dodatkowo dolało oliwy do rewolucyjnej iskry tlącej się w Leninie.

Pazhytak3

 

Ten, który był do szpiku kości oddany człowieczeństwu, jak niegdyś zapewniał ludowy komisarz oświecenia publicznego Anatolij Łunaczarski, zmierzał już powoli ku końcowi wystawy. Przeszedłszy obok gabloty, w której przedstawiono postanowienia pokoju brzeskiego z Niemcami (Lenin nie miał ochoty powracać pamięcią do tego koniecznego, lecz upokarzającego wydarzenia), wszedł do ostatniej sali poświęconej rewolucyjnej sztuce propagandowej. Pełna była różnorakich leninian (szczególnie wzruszył go kałamarz z jego popiersiem i repliką jego ważnego dzieła „Państwo i rewolucja”) oraz plakatów propagandowych, które wywieszano w oknach satyry ROSTA (Rosyjskiej Agencji Telegraficznej). Odrobinę osłodziło to Leninowi całą wymowę wystawy.

Na tym zakończmy imaginacyjny eksperyment. W ciągu ponad ćwierćwiecza istnienia Federacji Rosyjskiej jej władze usunęły wiele elementów sowieckiego dziedzictwa z przestrzeni społecznej.  Ostatnim spektakularnym przykładem eliminowania sowieckiej symboliki było odebranie statusu święta państwowego 7 listopada. Pomimo że od 1995 nie był on „Dniem Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej”, to wciąż w pamięci społecznej funkcjonował wedle pryncypiów utrwalonych w ZSRR. Negatywny stosunek Rosji Jelcyna i Putina do wydarzenia z 1917 roku nie przełożył się jednak na przekreślenie całej epoki sowieckiej. Dlatego mauzoleum wraz z ciałem Lenina wciąż znajduje się na placu Czerwonym, na stacji metra „Plac Rewolucji” przywita nas brązowa figura marynarza-rewolucjonisty z karabinem Mosin, a uczestnik naszego eksperymentu doznawał(by) dysonansu poznawczego, spacerując po ulicach dzisiejszej Moskwy.

Paralelnie do zjawiska usuwania sowieckiej symboliki trwał i nadal trwa proces rehabilitacji dziedzictwa Imperium Rosyjskiego. Zamiast 7 listopada Rosjanie świętują trzy dni wcześniej „Dzień Jedności Narodowej”, upamiętniający zdobycie moskiewskiego Kremla przez Minina i Pożarskiego w 1612 roku w trakcie wojny Rzeczypospolitej z Carstwem Rosyjskim. Lecz znów błędem byłoby stwierdzenie, że rehabilitacja odbywa się wedle dualistycznego modelu Łotmana: sowieckie zastępujemy carskim.

W ciągu siedemnastu lat faktycznych rządów Putina to, co carskie jak nigdy dotąd zbliżyło się z tym, co sowieckie. „Pojednanie” – słowo klucz obchodów setnej rocznicy rewolucji październikowej ma sprawić, że potomkowie polityków Rządu Tymczasowego, zwolenników Konstytuanty, członków partii bolszewickiej, eserów, kadetów, żołnierzy Armii Czerwonej, Armii Ochotniczej, partyzantów Antonowa i funkcjonariuszy „Czeka” mają podać sobie ręce i porzucić pomysły o „przepracowaniu przeszłości”; przeciwnicy obecnego reżimu nie będą protestować, bo balansują na krawędzi terroru, a jakiekolwiek granty i subsydia ze środków zagranicznych będą traktowane przez społeczeństwo jako szpiegostwo. Bo przecież, kiedy historyk, a tym bardziej samozwańczy doktor historii, wygłasza tezy o przeszłości, tak naprawdę mówi o teraźniejszości. A wszystko to w imię „konsolidacji” wokół obecnej władzy. Na niecały rok przed wyborami prezydenckimi.

Facebook Comments
Autor ilustracji: Alesia Pazhytak
Bartłomiej Gajos
Bartłomiej Gajos
Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, doktorant Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk

Tematy: Rosja,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY