Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Politycy artykuły piszą, czyli nowy etap w dialogu Serbii z Kosowem

Pod koniec lipca prezydent Serbii, Aleksandar Vučić na łamach gazety Blic opublikował artykuł, w którym kreśli plan wewnętrznego dialogu na temat regulacji stosunków między Serbią a Kosowem. Tekst ten - zapewne sztandarowy dla prezydentury Vučića - jest kontynuacją zapowiedzi przedwyborczych. Choć publikacja ta wzbudziła powszechne zainteresowanie w całym regionie i zyskała życzliwe opinie przywódców innych państw bałkańskich, to do przełomu w relacjach Prisztiny z Belgradem wciąż jest daleko, zwłaszcza, że Vučić mówi jasno “dialog z Kosowem - tak, uznanie Kosowa - nie”.

Dla polskiego czytelnika tekst prezydenta Aleksandra Vučića można porównać z listem księdza Józefa Majewskiego, który ukazał się na łamach paryskiej Kultury. Podobnie jak Majewski w 1952 roku – tak teraz Aleksandar Vučić, w niecałą dekadę po ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo, stawia przed swoimi rodakami postulat politycznej racjonalności w myśleniu o państwie, jego historii i obecnych granicach. Tekst ten, z jednej strony niezwykle umiarkowany i wyważony, jest jednocześnie radykalnym zerwaniem z dotychczasową linią serbskich władz. Vučić wzywa w nim przede wszystkim do autorefleksji serbskiego społeczeństwa w duchu myślenia o przyszłości, a nie o przeszłości. Chce on, aby społeczeństwo spojrzało na Kosowo nie jak na kolebkę serbskiego narodu i prawosławia, ale jak na kawałek ziemi, który nie pozwala serbskiemu społeczeństwu normalnie się rozwijać.

Przyszedł czas, żebyśmy jako naród przestali chować głowę w piasek. Musimy próbować być realistami, nie możemy stracić, ani oddać tego co mamy, ale nie może też czekać, aż wpadnie nam w ręce coś, co dawno już utraciliśmy.

~ Aleksandar Vučić w artykule dla Blica

Dotychczas w Serbii dyskusja na temat Kosowa mogła mieć co najwyżej charakter martyrologicznych rozważań, czy odważnych deklaracji jak ta byłego prezydenta Tomislava Nikolića, że będziemy bronić każdej piędzi ziemi. Nie można jednak zapominać, że wojna w Kosowie skończyła się względnie niedawno, że los mieszkających w enklawach Serbów wciąż zaprząta opinię publiczną, że uchodźcy z Kosowa wciąż są częścią społecznej mozaiki serbskich miast. Tak, Kosowo jest nieprzepracowaną traumą serbskiego społeczeństwa; jest historycznym symbolem dla narodu serbskiego; jest wreszcie kolejną rysą na zaufaniu Serbów do Europy Zachodniej. Jednak, co najważniejsze, Kosowo jest miejscem, w którym nikt nie chce żyć, ale wszyscy za Kosowo chcą umierać. Dlatego tak ważne jest, żeby o Kosowie rozmawiać i wsłuchać się w głos tej coraz liczniejszej grupy intelektualistów serbskich, która o potrzebie dialogu mówi od dawna.

Kosowo bowiem dla Serbów nie jest tematem do racjonalnych rozważań, ale polem do romantycznej walki, ostatnim bastionem marzeń Milosevića i jego ponurych prowodyrów. Serbskie dzieci w dalszym ciągu uczą się wierszy o Kosowie i o bohaterach z 1389 roku, a mit Kosowa żyje w najlepsze żywiąc się nieszczęściem zwykłych ludzi. Hasła i narracje nakreślone na polityczne zamówienie ówczesnych władz Jugosławii w 1986 roku przez Serbską Akademię Nauk i Umiejętności [SANU] są nie tylko żywe, ale determinują serbski pogląd na południowego sąsiada. Dowodem na to jest debata, która odbyła się na łamach serbskich mediów w trzydziestą rocznicę powstania dokumentu SANU.

W takiej atmosferze dotychczasowej debaty, słowa Vucića brzmią niczym głos rozsądku. Co prawda serbski prezydent ani razu nie podważa mitu serbskości Kosowa, ale też go specjalnie nie eksponuje – zamiast tego, Vucić stawia przyszłość ponad przeszłość. Znamienne jest jednak następujące sformułowanie serbskiego przywódcy: Już od 1878 roku, od powstania tak zwanej Ligi Prizreńskiej, my Serbowie nie rozumieliśmy ani siły, ani oczekiwań Albańczyków. Z kolei albańskim błędem było niezrozumienie serbskich państwowych i narodowych interesów, niedocenienie ich, albo co gorsza, próbowanie zamiecenia ich pod dywan, tylko dlatego, że ktoś uważa, że dzięki wsparciu wielkiej siły można tak robić.

Nie ma jednak co udawać – Vučić jest wytrawnym politykiem, a nie zatroskanym intelektualistą, a jego plan pojednania jest sprytnym zabiegiem wizerunkowym, bo choć prezydent Serbii wyciąga rękę w geście pojednania, to samo pojednanie uzależnia od postulatów, których strona Kosowska nie jest w stanie spełnić. Tym samym Vučić wychodzi z całej tej sytuacji obronną ręką, bo nikt mu już nie zarzuci braku dobrej woli. Szlachetne przebaczamy i prosimy o przebaczenie wywołałyby zapewne potężny sprzeciw społeczny, a policzenie trupów w serbskich i albańskich szafach byłoby procesem długim i bolesnym dla każdej ze stron. Dlatego Vučić wybaczać, ani o wybaczenie prosić nie zamierza. Vučić chce sprawę kosowską po prostu załatwić. Tym bardziej, że równolegle z dyskusją o przyszłości Kosowa toczyć się ma dyskusja o nowej, serbskiej Konstytucji, która jak zapowiadają serbscy komentatorzy, ma umocnić pozycję Aleksandra Vučića.

Serbia potrzebuję odpowiedzialnego i rozsądnego podejścia [do sprawy Kosowa], odważnego, ale i realnego, skoncentrowanego na przyszłości.

~ Aleksandar Vučić w artykule dla Blica

Jednocześnie Vučić nie proponuje żadnych własnych rozwiązań. Jego artykuł jest przede wszystkim wezwaniem Serbów do wewnętrznej dyskusji o Kosowie. Na apel prezydenta odpowiedział już między innymi minister spraw zagranicznych Serbii Ivica Dačić. O ile Vučić rezygnuje w swoim artykule z podszytej martyrologią serbskiego narodu narracji, o tyle Dačić poświęca jej praktycznie całą uwagę. W artykule ministra spraw zagranicznych znajdziemy wszystkie typowe dla konserwatystów stwierdzenia, począwszy od wiecznego antagonizmu serbsko-kosowskiego, poprzez idee Wielkiej Albanii, na agresji NATO w 1999 roku kończąc. Ten mało oryginalny wywód Dačića zwieńczony jest jedną z najbardziej nietypowych propozycji rozwiązania sporu serbsko-kosowskiego. Minister Dačić po pierwsze chce, aby serbskie monastyry w Kosowie, które często są centrami enklaw serbskich, miały status autonomiczny, na wzór tego jaki posiada Góra Athos w Grecji. Po drugie, minister proponuje wyraźne rozgraniczenie na serbską [północną] i albańską część Kosowa. W artykule Dačić nie ma jednak deklaracji, że w przypadku spełnienia tych żądań przez stronę kosowską, Serbia uzna swojego południowego sąsiada.

Kwestia Kosowa jest żywotną kwestią serbskiego społeczeństwa, której rozwiązanie definiuje jego los w tym stuleciu. Dla dobra narodu serbskiego należy wiedzieć, gdzie sięgały serbskie granice w 1918 r., a gdzie sto lat po najkrwawszej wojnie w naszej historii.

~ Ivica Dačić w artykule dla Vecernje Novosti

W dyskusji wziął też udział przedstawiciel kosowskich Serbów Oliver Ivanović. W wywiadzie dla Deustche Welle definitywnie odrzucił pomysł Dačića o rozgraniczeniu. Wysunął on własną propozycję opierającą się na modelu cypryjskim, nie precyzując jednak co się właściwie za tym sformułowaniem kryje. Pomysł ten definitywnie odrzucił prezydent Vučić słusznie zauważając, że Cypr jest przykładem nierozwiązanego sporu od ponad stu lat, a próba przeniesienia rozwiązań cypryjskich na grunt kosowski może co najwyżej rozmrozić serbsko-albański konflikt.

W dyskusji o świętej ziemi, czy też serbskiej Jerozolimie nie mogło zabraknąć również głosu cerkwi prawosławnej. Słynący z mało rozsądnych wypowiedzi, patriarcha Ireneusz zapowiedział, że cerkiew odpowie na wezwanie Vučića o dialogu, ale zaapelował też do władz Serbii, żeby nie zrezygnowały z Kosowa.

Apelujemy do rządzących, aby nie wyrażali zgody na oddzielenie się Kosowa i Metohiji, ponieważ to co siłą zostało zabrane, wróci do nas.

~ patriarcha Ireneusz

Perspektywa albańsko – kosowska

Do artykułu Vučića zdążyli się już odnieść przywódcy innych państw bałkańskich. Premier Albanii, Edi Rama – jeden z najważniejszych i najstabilniejszych politycznie graczy na Bałkanach – w sposób niezwykle pozytywny wypowiedział się o inicjatywie serbskiego prezydenta. Jednocześnie albański premier wyraźnie zaznaczył, że warunkiem pomyślnego rozwiązania kwestii kosowskiej jest uznanie rządu w Prisztinie przez Belgrad. O tym, że o uznaniu Kosowa przez Serbię nie ma mowy przypomniała jednak ostatnio serbska premier Ana Brnabić w rozmowie z albańską telewizją podczas wizyty w Dűrres.

Musimy być gotowi na kolejne kompromisy […] Szczerzę wierzę, że są wśród nas liderzy, którzy doprowadzą do tego, czego nasze narody oczekując – do pokoju między nami.

~ Hashim Thaçi dla Frankfurter Allgemeine Zeitung

W całej dyskusji o Kosowie prawie nie słychać głosu samego Kosowa, które w ostatnich tygodniach pogrąża się w coraz głębszej obstrukcji parlamentarnej i nie jest tym samym w stanie wyłonić swoich reprezentantów. Oczywiście prezydent Kosowa Hashim Thaçi w typowo dyplomatycznych słowach z zadowoleniem przyjął inicjatywę serbskiego prezydenta. Swoją wizję dialogu z Serbią Thaçi rozwinął na łamach niemieckiej gazety Frankfurter Allgemeine Zeitung. Kluczem do porozumienia dla kosowskiego prezydenta jest wzmożona integracja Kosowa i Serbii z Unią Europejską oraz z innymi instytucjami międzynarodowymi. Zdaniem Thaçiego zwieńczeniem procesu pokojowego powinno być podpisanie umowy o wzajemnym uznaniu między Belgradem a Prisztiną.

Z kolei Albin Kurti z radykalnej partii Vetëvendosje, która okazała się czarnym koniem ostatnich wyborów parlamentarnych, uzyskując drugie miejsce, w rozmowie z BIRN stwierdził jednoznacznie, że dialog z Serbią jest martwy i nie ma sensu go kontynuować, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego nieefektywność. Kurti, deklarując współpracę z kosowskimi Serbami, jednocześnie odrzuca wizję dalszych rozmów z Belgradem uważając, że o wiele ważniejszy jest dialog z Waszyngtonem, Brukselą i Berlinem jako partnerami, którzy są w stanie wywierać naciski na Serbię. Już w kampanii wyborczej partia Vetëvendosje krytykowała dotychczasowy proces pokojowy jako nieefektywny.

Wydaje się, że Kosowo włączy się w wewnętrzny serbski dialog dopiero po uporaniu się z własnymi problemami w parlamencie. Z drugiej strony, zainaugurowana przez serbskiego prezydenta debata może być pozytywnym bodźcem dla elit kosowskich, które też powinny pochylić się nad perspektywami wspólnej, serbsko-kosowskiej egzystencji.

Kamil Hyszka

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz