Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Chiny mają własną drogę – wywiad z Dziekanem Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Pekińskiego prof. Wangiem Yizhou

Wiele państw Europy Środkowo-Wschodniej patrzy na Chiny z nadzieją, że staną się one kolejnym mocarstwem i pozwolą prowadzić politykę równoważenia wpływów w stosunkach z Rosją czy USA. Profesor Wang Yizhou koryguje to spojrzenie i przekonuje, że Chiny będą działały zupełnie inaczej niż dotychczas znane nam mocarstwa.

Bartosz Tesławski: Jakie są główne cele Chin w naszym regionie, zwłaszcza wobec państw Partnerstwa Wschodniego czy Trójmorza? Chiny mają wobec nich jakiś szczególny plan, czy interesy chińskie są czysto biznesowe?

Prof. Wang Yizhou: Myślę, że takie inicjatywy jak grupa 16+1 czy inicjatywa Pasa i Szlaku są elementem chińskiego zainteresowania inwestycjami, handlem i rozwojem współpracy gospodarczej. W ostatniej dekadzie Chiny opracowały wiele nowych produktów, instrumentów oraz możliwości współpracy handlowej czy inwestycyjnej. Dlatego właśnie Chiny są zainteresowane przede wszystkim w poszukiwaniu nowych partnerów, czy kręgów strategicznych. To element naszej strategii gospodarczej. Państwa Europy Środkowej nie są pierwszymi, do których się zwracamy. Chiny rozbudowują swoją pozycję w ASEAN i zacieśniają tam współpracę, posiadamy również duży pakiet inwestycji z Unią Afrykańską, która łączy w sobie 25 państw.

Wreszcie mamy również świetne przedsięwzięcia z Unią Europejską. Biorąc pod uwagę dekadę jako całość, UE była największym partnerem handlowym Chin. W ciągu roku wymiana handlowa między Chinami i Unią sięgnęła 600 miliardów dolarów, co daje naprawdę ogromną kwotę. W jej ramach znajduje się również częściowo wymiana z państwami Partnerstwa Wschodniego.

Chiny są bardzo zróżnicowanym państwem, mamy wiele poziomów administracyjnych, lokalne i prowincjonalne podmioty czekające jedynie na możliwość budowy kontaktów z innymi częściami świata. Zgodnie z koncepcją, generalny kurs współpracy między Chinami i waszym regionem, w ramach inicjatywy 16+1 oraz innych porozumień, ma być częścią inicjatywy Pasa i Szlaku. Ta inicjatywa ma wymiar globalny. Oczywiście państwa Europy Środkowej i Wschodniej grają w nim kluczową rolę, ale potrzebujemy więcej partnerów. Myślę że obecnie jest dobry moment, aby poszerzyć tę inicjatywę. Postarać się połączyć innych partnerów z tymi 16 państwami z waszego regionu. Wierzę w dobrą przyszłość takiej kooperacji.

Chiny stają się mocarstwem globalnym. W związku z powyższym ciąży na nich, w coraz większym stopniu, odpowiedzialność za bezpieczeństwo całego świata, w tym naszego regionu. Jakie jest wobec tego chińskie stanowisko wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Tak jak mówiłem wcześniej, chińska rola na chwilę obecną, polega na tym by skupić się na gospodarce i inwestycjach. Wierzę jednak, że w przyszłości Chiny będą zapewne grać bardziej logiczną, całościową i konstruktywną rolę w takich obszarach jak spór Rosji z Ukrainą, ale nie tylko, również regionalnych i subregionalnych konfliktach takich jak Bliski Wschód, Sudan Południowy czy Haiti. Obecnie jednak uważam, że tak długo jak ten region i Rosja mają ze sobą szczególne więzi, a także napięcia i zagrożenia, musimy postępować ostrożnie. Chiny nie chcą, aby te napięcia stały się jeszcze większe. W przyszłości, jeśli Chiny będą miały prowadzić jakieś mediacje, ich wprowadzenie będzie możliwe tylko i wyłącznie wtedy, gdy państwa Partnerstwa Wschodniego i Rosja będą się czuły komfortowo z zaproszeniem Chin do dialogu.

Taki sam proces obserwujemy w Azji Centralnej, gdzie współtworzymy i rozwijamy Szanghajską Organizację Współpracy. Jest to już dojrzała organizacja, jednak Pekin nie zmusza jej członków do niczego, a raczej współpracuje i prowadzi dialog z Rosją, Kazachstanem, Uzbekistanem, a ostatnio także Pakistanem i Indiami. Tak więc, jeśli w przyszłości Chiny będą prowadziły mediacje, aby zbliżyć do siebie różne strony, będziemy to robili w taki sposób, aby wspierać pokojowy dialog i nie doprowadzać do klinczu między stronami – tak jak przykładowo zrobiły to USA w niektórych konfliktach regionalnych. Zawsze istnieją napięcia między USA a innymi stronami, jak Rosja, na Bliskim Wschodzie z Turcją, czy Iranem. Chiny nie chcą powtarzać tego rodzaju błędów. Chcemy stworzyć taki model bezpieczeństwa, który będzie bardziej akceptowalny dla wszystkich stron konfliktu.

Czyli będzie to jeden, wielki konsensus. Pytam o to, ponieważ wiele krajów, przykładowo Polska, ale również Białoruś czy Ukraina, patrzą na Chiny jako nową, wzrastającą potęgę, która może być dla nich partnerem dla budowy równowagi między nimi a Rosją. Wiele państw w naszym regionie starało się stosować taktykę balansowania między Rosją i inną znaczącą siłą, a jako że Unia Europejska stawia tym państwom wiele wymagań dotyczących ich systemów politycznych, wiele z nich patrzy na Chiny z nadzieją, że zostaną ich partnerem i zrównoważą wpływy rosyjskie.

Myślę, że Chiny muszą być ostrożne angażując się w jakikolwiek proces pokojowy… Jeżeli liczycie, że Chiny będą działały szybko i nieostrożnie, to musicie się rozczarować, bo Pekin nie będzie działał tak jak Stany Zjednoczone czy Rosja. Mamy naszą własną drogę. Szczególnie teraz, gdy kryzys ukraiński, Gruzja czy Kaukaz Północny mają tak duży potencjał rozwoju konfliktu. Jeśli Chiny będą się angażować w jakikolwiek sposób, będzie to realizowane tylko poprzez negocjacje z różnymi stronami.

Przede wszystkim musimy sprawdzić, czy wszystkie strony mają wolę, aby zasiąść do stołu negocjacyjnego. Jeżeli któraś z nich stwierdzi, że “nie, raczej wolimy użyć sił zbrojnych i nimi wpłynąć na partnerów” w takiej sytuacji Chiny nie będą się angażować. Powiemy po prostu “OK, nie jesteśmy zainteresowani byciem częścią tego konfliktu”. Tak jak na Bliskim Wschodzie, gdy Izrael i Palestyna próbują używać siły, aby rozwiązać swoje problemy, wiele stron jak USA, Rosja, Niemcy czy NATO grają w tym sporze różne role, ale Chiny nie.

Wolimy poczekać, ponieważ rozumiemy, że na tym etapie nie uda się znaleźć żadnego rozwiązania. Jesteśmy cierpliwi i wolimy dać problemom trochę czasu. Równocześnie jesteśmy chętni do handlu, wsparcia gospodarczego czy kontrybucji finansowej, ale nie do zaangażowania militarnego. To nie jest droga Chin.

Wiele państw w naszym regionie, Polska w szczególności, postrzega Rosję jako zagrożenie. Może nie jako niestabilne, ale z pewnością niebezpieczne państwo. Oczywiście różnice między naszymi potencjałami są ogromne, dlatego jestem ciekawy jak Chiny postrzegają Rosję?

Postrzegamy Rosję jako partnera strategicznego i chcemy budować wzajemne zaufanie pomiędzy naszymi państwami, ze względu na naszą trudną, wspólną historię. Chiny i Rosja niemal rozpoczęły ze sobą wojnę w późnych latach 60. XX wieku ze względu na spór terytorialny wokół wyspy Bolszoj Ussuryjski, po chińsku Heixiazi. Był to moment o szczególnym znaczeniu – dwa duże państwa nieomal rozpoczęły ze sobą wojnę, która wpłynęłaby nie tylko na region, ale na cały świat. Wyciągnięcie wniosków z tej lekcji historii jest szczególnie ważne. Obecnie nasz podstawowy cel, to nie angażować się w wojnę, a rozwijać handel, pokój i stabilność.

W momencie, gdy mówimy o państwach Partnerstwa Wschodniego czy Europy Centralnej, zdajemy sobie sprawę, że macie za sobą trudną historię i wiele powodów, aby nie ufać Rosji. Będąc w Polsce słyszałem wiele narzekań na Rosję, jednak Chiny będą próbowały utrzymywać dystans do obydwu stron. Nie zamierzamy faworyzować żadnej z nich i nie chcemy wybierać jednego państwa jako naszego towarzysza, a innych jako potencjalnych wrogów czy konkurentów. Raz już tak zrobiliśmy, gdy Mao Tse Tung zdecydował się wskazać Rosję jako naszego “wielkiego brata” i tym samym uczynił NATO i państwa europejskie naszymi konkurentami, de facto wrogami. Ale to nie są dzisiejsze Chiny. Wybraliśmy niezależność, nieangażowanie się i pokojowy rozwój jako drogę dla naszego państwa.

Wydaje mi się, że chińscy politycy widzą Rosję jako niewybieralnego, wielkiego sąsiada, jak Indie czy Japonię, i oznacza to, że musimy znaleźć sposób, aby móc z nimi pokojowo koegzystować. Oczywiście w historii mieliśmy swoje spory czy konfrontacje, jednak mam nadzieję, że w przyszłości zarówno Chiny jak i Rosja nie będą powtarzały tego dziedzictwa, także w warstwie retorycznej. Mamy również nadzieję i zrobimy co tylko możemy, aby zachęcić państwa Partnerstwa Wschodniego oraz Rosję do zrozumienia tego prostego i oczywistego stwierdzenia, że konfrontacja zawsze szkodzi wszystkim stronom, a współpraca wszystkie wzbogaca. Chiny chcą zatem robić to drugie i rezygnować z pierwszego.

Polska rozwija obecnie inicjatywę Trójmorza, można powiedzieć, że to nasz nowy projekt geopolityczny, mający na celu połączenie potencjałów i gospodarek państw wewnątrz Unii Europejskiej. Chiny preferują kontakty z organizacjami i kooperacjami, takimi jak Unia Europejska czy właśnie Trójmorze, czy może wolą rozwijać kontakty bilateralne?

To zależy, zgodnie z moim rozumieniem, kiedy Chiny otrzymują nową ofertę lub widzą nową okazję. Decydenci starają się zawsze ocenić jaki jest nasz interes, jakie jest ryzyko i potencjalny zysk, a także jak możemy wyciągnąć z porozumienia zalety, a zniwelować wady. Ta zasada dotyczy wszystkich naszych partnerów, we wszystkich regionach. Tak więc Chiny, jak i inne wielkie potęgi, zawsze starają się szukać nowych możliwości, jednak jesteśmy znacznie bardziej cierpliwi niż USA czy Rosja. W przyszłości zatem możliwe będzie rozwijanie współpracy indywidualnie z każdym krajem, jednak obecnie staramy się współpracować albo z dużymi organizacjami jak UE czy ONZ albo z wielkimi państwami jak USA czy Rosja.

Chiny są bardzo pragmatycznym krajem, a Chińczycy pragmatycznym narodem. Preferujemy konkretne sytuacje i działanie nie w oparciu o naiwne schematy czy rozbudowane kampanie, ale krok po kroku, analizując kontekst, przeprowadzając analizy i przede wszystkim działając ostrożnie. Zachęcamy wszystkie strony do współpracy i wszystkie zapraszamy do wzmacniania stabilności regionalnej. Co do zasady, jesteśmy przeciwni wszystkim zagrożeniom, które mogą przerodzić się w konfrontację.

wyz

Profesor WANG Yizhou jest wykładowcą Uniwersytetu Pekińskiego, Dziekanem Instytutu Stosunków Międzynarodowych, profesorem Chińskiej Akademii Nauk Społecznych. Zajmuje się zagadnieniami chińskiej dyplomacji oraz teorią stosunków międzynarodowych.

***

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 - komponent II Wymiar wschodni polskiej polityki zagranicznej 2017. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Zdjęcie główne: Autor: kytrangho; Źródło: Pixabay; Licencja: CC0.
Bartek Tesławski
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 7
Dodaj komentarz

  1. Jakub.J pisze:

    Trzeba ostudzić filosinologizm, który ostatnio w Polsce panuje. Nie jestem fanem tez tandemu Kowalski-Chojecki, który wieszczy tu jakieś katastroficzne wizje o rzekomym „upadku cywilizacji Białego Człowieka poprzez chińską inwazję”. USA jest takim samym wrogiem tejże cywilizacji, jak i UE, Rosja czy ChRL.
    Zagrożenie ze strony Chin jest takie same jak ze strony UE i USA, na pewno Rosji nie ma co porównywać bo to gospodarczy karzeł. Wszystkim którzy twierdzą, że konflikt USA-ChRL będzie trwał, pragnę przypomnieć że jest jeszcze inny gigant w Azji – Indie. Oni dopiero wchodzą na drodzę super-szybkiego rozwoju. 6-8 procent wzrostu PKB przez następne 20 lat to raczej nie będzie w ich przypadku nic szczególnego.
    A Europa-Środkowo Wschodnia jest od 27 lat, niczym Indie w ramach Imperium Brytyjskiego. Kolonią, zarządzaną przez dominium amerykańsko-unijne. Tzn. dla Polski, Rumunii czy Chorwacji, stolicami które de facto zarzadzają tymi państwami są Waszyngton oraz Bruksela. I tu nie ma co się dziwić, ani nawet płakać, ale trzeba to zaakceptować jako fakt.
    ChRL tak jak reszta Azji jest po prostu „obciążnikiem na wadze” dla Polaków, Czechów, Węgrów czy nawet Ukraińców. Skoro chcą inwestować w Polsce, proszę bardzo, ale niech to się dzieje dla naszych korzyści. Warto jedna aby te inwestycje były połączone z zapraszaniem Japończyków, Koreańczyków, Indusów czy Wietnamczyków.
    Azja jest tak wielkim i zróżnicowanym kontynentem (nie byłem póki co, ale od zawsze planowałem objazd)że Europa, Ameryka Północna i Rosja razem wzięte, choć geograficznie większe nia mogą się równać.
    Chiny to de facto kontynent, podobnie jak Indie. Dlaczego więc Polska, leżąca w centrum geograficznej Europy ma więc polegać tylko na Europie i Amerykach, a zapominać o Azji, z ChRL i Indiami, Japonią, ASEAN, Ligą Arabską, Iranem, Turcją? Przecież to czysty debilizm.

    • Jakub.J pisze:

      Korekta pojęciowa. Oczywiście to my jesteśmy Dominium, a USA i UE naszymi metropoliami. Tak czy inaczej, jesteśmy Kolonią, tak jak dawniej Indie Brytyjskie, Algieria Francuska czy Holenderskie Indie Wschodnie (Indonezja).

    • Zdecydowanie współpraca gospodarcza z ChRL może nam się opłacić, podobnie jak utrzymywanie kontaktów ze wspomnianymi przez Pana Indiami. Co do zagrożeń, jeśli wierzymy w coś takiego jak zagrożenie cywilizacyjne, to jednak UE i USA to „nasza” cywilizacja. Według niektórych również Rosja jest naszą cywilizacją. Tymczasem Chiny są inne, i dominacja innej cywilizacji, z innymi wartościami może prowadzić do sporów. Chińczycy nie sprawiają wrażenia agresywnych, ale musimy się liczyć z tym, że możemy ich po prostu zbyt słabo znać, aby ewentualne spory przewidywać.

    • Jakub.J pisze:

      Owszem Zachód jest „naszą” cywilizacją, tyle, że w nie w tej wersji, którą mamy dzisiaj. Bynajmniej dzisiejsze USA czy dzisiejsza Francja, Wielka Brytania, Niemcy i inne państwa zdecydowanie różnią się od Polski, Ukrainy, Czech, Rumunii.
      Chiny to jednak Azja, Konfucjanizm i to każdy powinien wiedzieć. Tyle, że z punktu widzenia Europy Środkowo-Wschodniej, jako regionu postkomunistycznego, nieogarniętego jeszcze szaleństwem marksizmu kulturowego oraz liberalizmu obyczajowego i konsumpcjonizmu, w takim stopniu jak Zachód, to niewielka różnica. Z moich rozmów z osobami, zamieszkującymi ChRL, uczącymi się języka polskiego, wynika, że dla nich, Polska to Europa/Zachód. Oni nie rozróżniają, w przeciwieństwie to Amerykanów czy Francuzów. Fakt, że Polska była swego czasu w jednym obozie co ChRL, jest ważne, dla naszych relacji.
      Nie jestem zwolennikiem Komunizmu, ale Liberalizmu i Demokracji Liberalnej też. Stąd nie widzę różnicy między USA i UE, a ChRL.

    • Jakub.J pisze:

      W konktekście współpracy gospodarczej to trzeba pamiętać, że „każdy sobie, rzepkę skrobię”. Polacy mają to do siebie, że lubią podniecać się obcym i ładnie się pochylać przed goścmi, a rzadko kiedy potrafią robić „deale”. Węgrzy zdecydowanie nas wyprzedzają pod tym względem, doprowadzili do perfekcji politykę wielowektorowości, którą swego czasu prowadził, również z sukcesami prezydent Janukowycz. Teraz jeseśmy w takim momencie, że musimy otwierać się na świat, jako kraj i jako region, luzując jednocześnie relacje z Zachodem, ale ich nie zrywając. ChRL to tylko jedna z opcji, reszta Azji z Indiami, Japonią, ASEAN jest nawet ważniejsza.
      I faktycznie najważniejsze jest, aby umieć poznać drugą stronę, jak ona rozumuje, czego oczekuje, jakie są jej cele. Polacy i Europa Środkowo-Wschodnia za bardzo się „uzachodowiły” i trzeba zmienić myślenie, na „międzymorzowe”. Tzn. My, Intermarium będziemy trochę Zachodem, trochę Wschodem. Myśle, że to byłby również wspaniały „prezent” dla Rosji, która sama chce podążać w tym kierunku, choć bliżej jej do Wschodu niż do Zachodu. My musimy być bliżej Zachodu niż Rosja.

    • Mamy, mamy niestety takie ciągoty. Obecnie też, kiedy zobaczyliśmy pieniądze z ChRL to zapominamy o tym, jak kiedyś protestowaliśmy przeciwko polityce Chin wobec Tajwanu czy Tybetu. Można to nazwać pragmatyzmem, tylko czemu stosujemy go wybiórczo i takiej Białorusi czy Rosji jesteśmy w stanie wytknąć literalnie każde odstępstwo od naszych przekonań i wartości?

      Natomiast co do Intermarium, to Polska będzie mogła o sobie tak mówić, kiedy Czesi, Słowacy, Węgrzy, Ukraińcy i kogo tam jeszcze chcemy między tymi morzami umieścić przyjdą do nas i powiedzą „Warszawo, bądź nam liderem, tyś jest z nas wszystkich największa i najsilniejsza, więc chcemy abyś przewodziła naszej międzymorskiej konfederacji”. Do czasu aż inne państwa Międzymorza nie będą miały ochoty na formalizowanie tej współpracy, to równie dobrze moglibyśmy budować most Polska – Nigeria – Brazylia jako gospodarki rozwijające się. Będzie dobrze wyglądał, ale treści w nim będzie niewiele.

    • Jakub.J pisze:

      Zgadzam się w pełni. Dlatego uważam za hucpę, to co wyprawia dzisiaj rząd w Warszawie, którego pro-polskim absolutnie nie nazwę (podobnie jak żadnego innego po 1944 roku).
      Intermarium to nic innego jak alternatywa dla UE i NATO oraz dla wpływów rosyjskim. O czym chyba wiekszość zapomniała, bo budowanie czegokolwiek w ramach struktur euro-atlantyckich jest po prostu śmieszne i nie poważne. Póki co, potrzebna jest współpraca krajów regionów, w celu powolnego oswabadzania się z dominacji krajów zachodnich. Polska jest najsłabszym ogniwem, bo jest najsłabsza gospodarczo i demograficznie, paradoksalnie. Jestem pod wrażeniem wyników Rumunii w ostatnim czasie i wcale nie mowię, że to Polska ma być liderem Intermarium. Myślę, że tą rolę powinna przejąć oś Rumunia-Węgry-Słowacja. A docelowo, liderem Intermarium może zostać Ukraina.