Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Артур Волков

Pielmieni, czebureki i solianka, czyli gdzie w Warszawie zjeść rosyjskie specjały

Mieszkańcy Warszawy, podobnie jak reszta Polaków, lubią dobrze zjeść. Właśnie dlatego w polskiej stolicy chętnie się karmi czy wręcz rozpieszcza klientów. Menu jest tu bardzo zróżnicowane – od tradycyjnej polskiej kuchni z żurkiem i bigosem, po dawno już nieorientalnego, a wszechobecnego kebaba, którego w Warszawie kręci się prawie na każdym rogu. W stolicy Polski znajdziemy też rosyjską kuchnię, w szerokim rozumieniu tego słowa. Lokali tego typu nie ma w Warszawie wiele, choć w ciągu ostatnich 10 lat, miejsc, gdzie można spróbować rosyjskiej kuchni znacznie przybyło.

Babooshka (ul. Oboźna 9, ul. Grójecka 18/20)

2

Dokładnie 10 lat temu w Warszawie istniała tylko jedna restauracja z rosyjską kuchnią, pod uroczą nazwą „Babooshka”. 12 lat temu otworzyła ją paczka przyjaciół, którym bliskie były rosyjskie tradycje i kuchnia. Przy czym słowo „rosyjska” określa tu nie tylko rosyjską, ale i ukraińską oraz białoruską kuchnię. Obecnie w Warszawie funkcjonują dwie filie „Babooshek”. Pierwsza pojawiła się na ulicy Oboźnej, w pobliżu pomnika Kopernika, w centrum polskiej stolicy.

„Celem, który nam przyświecał było pokazanie Polakom, jakie potrawy gotuje się za ich wschodnią granicą. W tym czasie bardzo brakowało tego w Warszawie” – mówi menager restauracji „Babooshka”, Dawid.

Z Dawidem spotkaliśmy się w drugiej z restauracji, na ulicy Grójeckiej, w okolicach Starej Ochoty. Dawid świetnie mówi po rosyjski, biorąc pod uwagę, że jest Polakiem. Twierdzi, że nauczył się języka rosyjskiego w ciągu trzech lat, mając kontakt z personelem pochodzącym z Rosji i Ukrainy.

Według Dawida, już na samym początku działalności, restauracje „Babooshka” odniosły ogromny sukces. „Kuchnia rosyjska była wówczas nowością. Obecnie pojawiły się restauracje chińskie i indyjskie, wszędzie można zjeść burgera czy steka. Niemniej, rosyjska kuchnia wciąż jest popularna. Mamy wielu stałych klientów. Nasze obie restauracje cieszą się dobrą renomą. Bardzo często klienci świętują u nas śluby, chrzciny i inne rodzinne uroczystości – opowiada menager knajpki.

Klientami restauracji „Babooshka” są głównie Polacy, ale według Dawida, w ciągu ostatnich trzech lat przybyło klientów rosyjskojęzycznych: „Oczywiście, trudno ustalić, kto skąd pochodzi – z Rosji, Ukrainy czy Białorusi. Bywa, że goście po posiłku mówią: wasze pielmieni są niezłe, ale nie takie jak u nas w domu” (śmiech).

3

Mimo, że restauracje „Babooshka” mają już 12 lat, Polacy wciąż rozkoszują się pielmieniami, czeburekami i solianką, którą jak się okazuje, nie tak łatwo znaleźć w Warszawie. Jak twierdzi Dawid, Polacy oszaleli na jej punkcie. Jednakże, najpopularniejszym daniem serwowanym w „Babooshce” są warieniki, barszcz ukraiński oraz bliny z kawiorem lub dżemem.

„Polaków do tej pory zaskakuje smak draników, a przecież to zwykłe, wiejskie danie. Na tym właśnie polega cała wyjątkowość tego miejsca – ludzie mogą tu przyjść i odkryć nowe dania, będące równocześnie czymś zupełnie zwyczajnym” – mówi Dawid.

„Istotnym jest dla nas, aby niezależnie od pory roku, nasi goście czuli się u nas komfortowo i swobodnie. Nie należymy do restauracji, które wymagają od swoich gości przyjścia w marynarce. Odwiedzając nas można poczuć się jak u siebie w domu – zapewnia menager restauracji „Babooshka”.

A ja potwierdzam – tu naprawdę jest bardzo przytulnie i w jakiś szczególny sposób czuć domowe ciepło.

Klukovka (Aleja Jana Pawła II 45A)

1

Restauracja wschodnioeuropejskiej kuchni „Klukovka” serwuje swoim klientom dania już od 5 lat. Tu również czuć ciepłą i domową atmosferę. Ściany zdobią kawałki pni drzew (nie zdziwiłbym się, gdyby była to brzoza) i piękne rosyjskie chusty. Przez ostatni rok lokal był prowadzony przez Andrieja Jaszczyszena, który na marginesie, ma 25 lat. Andriej, jak wielu Ukraińców, przyjechał do Polski w celach edukacyjnych, ale szybko zrozumiał, że jego hobby – gotowanie – powinno stać się jego pracą.

„Kupiliśmy ten lokal od naszych dobrych znajomych – rodziny z Kazachstanu. Nauczyli nas podstaw, można powiedzieć, że restauracja w pełni zachowała swoje kulinarne tradycje, a my staramy się rozwijać ją, jak tylko możemy”– opowiada Andriej.

„Rosyjska kuchnia zawiera w sobie potrawy wielu narodów, na przykład pielmieni to danie z Jakucji. Swoją drogą, klienci zachwalają nasze pielmieni i bezustannie proszą o ich mrożoną wersję. Oprócz tego, rosyjska kuchnia – to i czebureki, i barszcz ukraiński. Każde z tych potraw możemy uznać za nasze flagowe. Możecie być pewni ich autentyczności, ponieważ gotowane są przez kucharzy z Rosji i Ukrainy” – zauważa szef restauracji.

2

W „Klukovce” można również zjeść soliankę, pilaf, pieczeń w garnuszkach (żarkoje), i nawet legendarną marchewkę po koreańsku. Bardzo często gotującego można zobaczyć samego Andrieja.

Podobnie jak w przypadku „Babooshki”, najczęstszymi klientami odwiedzającymi „Klukovkę” są Polacy.

„Starsze pokolenie doskonale zna rosyjską kuchnie. Polacy bardzo lubią pielmieni, czebureki, gruzińskie khinkali. Dla młodzieży jest to swego rodzaju jedzenie egzotyczne. Jednak reagują oni bardzo entuzjastycznie. Zwłaszcza barszcz ukraiński spotyka się z entuzjazmem ze strony młodych Polaków. Kiedy próbują prawdziwego ukraińskiego barszczu, nie kryją zdziwienia, ponieważ wcześniej zetknęli się jedynie z bulionem z buraków” – opowiada właściciel „Klukovki”.

„Nie uważamy się za restaurację. W języku polskim jest lepsze słowo – „knajpa”, lokal ze smacznym jedzeniem. To określenie jest nam bliższe. Domowe jedzenie, pokaźne porcje – to my. Dla nas ważnym jest, aby ludzie wychodzili stąd syci, zadowoleni i szczęśliwi” – twierdzi Andriej.

Jeśli więc będziecie w Warszawie i poczujecie się głodni, przygnębieni i nieszczęśliwi, wiecie już gdzie zjeść, żeby się z tym uporać.

Skamiejka (ul. Ząbkowska 37/39)

5

Kiedy wszedłem do „Skamiejki”, miałem wrażenie, że odwiedzam przyjaciół mojego ojca, dokładnie tak, jak to było 20-25 lat temu. Tutaj, w dosłownym znaczeniu, panuje atmosfera mojego dzieciństwa – wszędzie sowieckie meble, kredensy z naczyniami, półki pełne książek i stosy płyt „Melodia”.

Zostałem powitany przez właścicielkę lokalu, Tamarę, która od razu zaproponowała mi parzoną herbatę z cytryną i dżemem w szklance z żelazną podstawką. Wówczas dopadła mnie kolejna fala nostalgii. Usiedliśmy w wygodnych fotelach i rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się od wieków.

„W „Skamiejce” nie ma niczego niezwykłego. Obecnie panuje moda na przepych, ale u nas wszystko jest zwyczajne. Może dlatego ludzie nas odwiedzają – szukają miejsca, gdzie można poczuć się swobodnie. Goście często spędzają u nas po 4-5 godzin – jedzą, piją, później rozmawiają. A w fotelu, w którym teraz siedzę, nasi goście często zasypiają. Zwłaszcza zimą – najedzą się, napiją herbaty i ucinają sobie drzemkę” – opowiada właścicielka lokalu.

1

„Skamiejka” w swojej unikalnej formie została otwarta na warszawskiej Pradze w 2011 roku.

„Kiedy tu weszłam, zrozumiałam, że jestem w domu. Było tu tak ciepło i przytulnie. Nasze pierwsze wydarzenie odbyło się przy świecach, ponieważ nie było jeszcze wtedy światła. Rok temu poszerzyliśmy lokal, ale nasi stali bywalcy zawsze wybierają starą część restauracji, dla nich to kwestia wspomnień i emocji związanych z tym miejscem. Jednak to dobrze, że mamy teraz więcej miejsca – goście nie siedzą jeden drugiemu na głowie i mogą czuć się bardziej komfortowo. Chociaż coś mi mówi, że wkrótce miejsca i tak nie będzie wystarczająco, bo chętnych, aby nas odwiedzić jest coraz więcej” – mówi Tamara.

Poczęstunek nie ograniczył się do herbaty. Właścicielka „Skamiejki” nalegała, żebym spróbował ich pielmieni i już po chwili poczułem znajomy z dzieciństwa zapach – trzecia fala nostalgii…

„Na początku cała koncepcja polegała na tym, żeby dania przygotowywać tak jak w domu, bez udziwnień, i oczywiście tylko ze świeżych produktów. Dlatego też nasza kuchnia jest prosta. Najpopularniejszymi potrawami są pielmieni i solianka. Bardzo chciałabym wrócić do rosyjskiego kapuśniaku, serwowaliśmy go na początku, ale teraz przyszła fala – wszyscy jedzą tylko soliankę albo barszcz ukraiński. Podajemy również bliny z mięsnym farszem. Takie robiło się u mnie w domu” – opowiada Tamara.

„Głównie gościmy tu Polaków, ale odwiedzają nas także obcokrajowcy. Przychodzą Rosjanie, Ukraińcy, Litwini, Mongołowie, Uzbecy. Gruzini zaglądają do nas na barszcz ukraiński. Szczerze mówiąc, nawet nie przypuszczałam, że Gruzini tak go kochaną” (śmiech).

2

W „Skamiejce” wszystko jest idealne i niczego bym nie zmienił. Tamara się ze mną zgadza. Prawie…

„Jedyną rzecz, jakiej mi brakuje, jest pianino. Mnóstwo ludzi po pysznym obiedzie chce zagrać na gitarze czy akordeonie. Gdyby Pan słyszał, jak Hiszpanie tu śpiewali! Naprawdę chciałabym, aby wśród instrumentów muzycznych było pianino, chociaż gitara też by nas ratowała” – mówi właścicielka restauracji.

Na pożegnanie Tamara dała mi słoik prawdziwej rosyjskiej musztardy, od ostrości której płyną łzy. Nawiasem mówiąc, robi ją sama, podobnie jak dżemy i inne przetwory , które można kupić w „Skamiejce”. Przyjdźcie spróbować i poznać Tamarę – prawdziwą rosyjską duszę.

Pielmień (Nowowiejska 15/19)

1

Jak już zdążyliście zauważyć, najpopularniejszą rosyjską potrawą w Warszawie są pielmieni. Dużo wcześniej niż wy, zrozumieli to Georgij i Anastazja, którzy dwa lata po przyjeździe z Moskwy do Warszawy, otworzyli tu bar z pielmieniami. Lokal nosi nazwę „Pielmień”.

O tym, że pielmieni są tu pyszne, świadczy chociażby fakt, że codziennie sprzedaje się sto kilogramów tej potrawy. A wszystko zaczęło się od nostalgii. „Nigdy bym nie pomyślała, że tak bardzo będzie mi brakowało pielmieni” – wyznaje Nastja.

Na początku para sprzedawała mrożone pielmieni na zamówienie, ale niedawno Gieorgij i Nastja postanowili otworzyć własny punkt fast-foodu. Teraz ich pierogi podawane są na ciepło ze śmietaną i różnymi sosami. „Pielmień” mieści się w pobliżu Politechniki Warszawskiej, dlatego jego częstymi klientami są studenci i wykładowcy.

Wkrótce, pielmieni Georgija i Nastii będzie można dostać w całym mieście – zamierzają oni wypożyczyć kilka food trucków, a także dowozić swoje gorące pielmieni do domów.
Tak więc, jeśli mieszkacie w Warszawie i, dokładnie jak Nastja i ja, nie wyobrażacie sobie życia bez pielmieni, teraz wiecie już, gdzie iść, aby trafić do siódmego nieba rozkoszując się nimi. Życzę wszystkim smacznego!

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Z języka rosyjskiego tłumaczyła Paulina Szumlak.
Артур Волков
  • w Eastbook.eu od2017 Nov 2
  • Artykuły1
  • Komentarze0
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz