Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Wojciech Siegień

Pulp Fiction à la russe, czyli dlaczego Ksenia Sobczak kandyduje na prezydenta

Do oficjalnego początku prezydenckiej kampanii wyborczej w Rosji pozostało jeszcze trochę czasu. Przyszły prezydent nie zdecydował jeszcze oficjalnie czy będzie kandydował. Jednak ostatnie tygodnie w życiu politycznym kraju były niekończącym się pasmem zaskakujących wydarzeń i zwrotów akcji. Wszystko za sprawą jesiennego wysypu kandydatów na kandydatów na stanowisko prezydenta.

Za symboliczny początek politycznego przedstawienia w Rosji można uznać dwutygodniowy areszt Aleksieja Nawalnego. Gdy Nawalny pozostawał jeszcze w areszcie, celebrytka i dziennikarka Ksienia Sobczak ogłosiła, że ma zamiar kandydować w wyborach prezydenckich. Choć plotki o tym przedostawały się do mediów już od dłuższego czasu, Sobczak zdecydowanie je dementowała, powtarzając, że zajmuje się dziennikarstwem i nie ma zamiaru być kremlowską marionetką. Opublikowała nawet kilkusekundowy film, w którym na tle ruskich brzóz pojawia się w kadrze ubrana w strój ludowy. Stając w teatralnej pozie deklamuje: za Ruś – usruś. Niedługo po tym okazało się, że to była naprawdę poza, bo Sobczak podczas zwołanej przez siebie konferencji ogłosiła, że jednak kandyduje. Jej hasłem wyborczym ma być „Przeciw wszystkim”.

Przez kolejne dni kandydatura Sobczak była główną nowością we wszystkich rosyjskich mediach. Dziennikarka, od lat niezapraszana do państwowych telewizji, pojawiła się nawet w jednym z głównych programów wieczornych. W czasie, gdy Sobczak brylowała w mediach, wypuszczono na wolność Nawalnego. Wszyscy użytkownicy rosyjskiego Internetu, radio i telewizji oczekiwali na jego komentarz odnośnie startu Sobczak i wydawało się, że napięcie w spektaklu sięga zenitu. Nawalny nie udźwignął roli i skomentował to lakonicznym odwołaniem się do konstytucji RF, zgodnie z którą każdy ukończywszy 35 lat może kandydować na prezydenta. Napięcie opadło.

Jak się okazało, to był tylko prolog. Prawdziwe show zaczęło się, gdy zupełnie niespodziewanie swoją kandydaturę na prezydenta zgłosiła inna gwiazda telewizji – Jekaterina Gordon. Zgłoszenie tej kandydatury wprowadziło dużo zamieszania. Jednak to był tylko początek. W ciągu kulki następnych dni posypały się kolejne kandydatury – wszystkie ze świata celebryckiego. Szybko na liście były już cztery celebrytki i jeden aktor.

Okazało się, że to co miało być monodramatem Ksieni Sobczak błyskawicznie zmieniło się w farsę, w której po medialnej scenie biega rozhisteryzowany tłum aktorów. Dalej było już tylko gorzej. Kasa kombinowanego na kolanie sztabu Sobczak okazała się pusta. Po kilku dniach od przedstawienia członków sztabu, ci zaczęli masowo go opuszczać. Sobczak ruszyła w tournée po kraju i wybrała się do Jekaterynbura. Tam nikt nie zechciał się z nią spotkać, a na koniec zamknięto przed nią drzwi Centrum Jelcyna. Kandydatka na kandydatkę zgrała się do cna jeszcze przed początkiem realnej kampanii.

Wydawało się, że to ostatni akt przedstawienia. Jednak scenarzyści uciekli się do znanego triku i wprowadzili nową, mocną postać. Jej zadaniem miało być ożywienie akcji. Wybór padł na pierwszoligową osobowość – Włodzimierza Uljanowa, powszechnie znanego pod pseudonimem Lenin. Sobczak pytana na początku kampanii o swój program stwierdziła, że jej pierwszą decyzją będzie usunięcie truchła Lenina z Placu Czerwonego. Pomysł wątku widocznie spodobał się i wrócono do niego po czasie, na powrót ożywiając akcję.

I tutaj zaczyna się przeobrażenie tego politycznego spektaklu granego codziennie przed milionami widzów. Rozpada się bowiem struktura opowieści, nie wiadomo kto jest bohaterem a kto antybohaterem i ku czemu to prowadzi. Otóż postulat Sobczak pojawia się w najsłynniejszym Tweeterze Rosji – u Ramzana Kadyrowa, któremu też nie podoba się ciało Lenina w centrum stolicy. Natychmiast z głosem poparcia dla Kadyrowa występuje Natalia Pokłonska, dawna prokuratorka Krymu, teraz bez wzajemności zakochana w carze Mikołaju II deputowana Dumy. Zdziwione liberalne media publikują tytuły – co łączy Sobczak, Pokłonską i Kadyrowa? Na oczach widzów system koordynacji politycznej uległ awarii i już nie wiadomo kto gra kogo?

Przyglądając się politycznej scenie w Rosji ma się wrażenie, że taki rodzaj konstrukcji opowieści stał się dominującym wzorcem. Dawna sytuacja, kiedy mamy partię rządzącą, koncesjonowaną opozycję z lewa (Ziuganow) i prawa (Żyrynowski), systemowych liberałów (Jawlinski) i kilka dodatkowych, efemerycznych tworów politycznych zdaje się transformować w coś nowego. Najlepiej było to widać podczas ostatniego Światowego Ruskiego Soboru Narodowego w głównej cerkwi Moskwy – chramie Chrystusa Zbawiciela. W ogromnej sali widowiskowej zasiedli przedstawiciele narodu rosyjskiego. Wezwano weteranów wojny i pracy, kadetów, i dzieci ubrane w wojskowe berety. Na scenie ustawionej przed narodem zasiedli przedstawiciele władzy z patriarchą Cyrylem w głównej roli. Obecny był też Wołodin, dyrygent Dumy. Po lewicy patriarchy zasiał Ziuganow, a prawicy Żyrynowski.

Rozpoczęło się niebywałe, nawet jak na warunki dzisiejszej Rosji, przedstawienie. Komediodramat filozoficzny na tematy społeczne. Z wykładem filozoficznym wystąpił patriarcha Cyryl przestrzegając przed globalizacją oraz zgubnym wpływem medycyny. Następnie z nudnym politologicznym wykładem wystąpił Wołodin. Sala ożywiła się, gdy z komediowym monologiem wystąpił Żyrinowski, rugając wszystko i wszystkich. Na końcu wyszedł smutny Ziuganow i pod kopułami najważniejszej cerkwi w Rosji, na wyciągnięcie ręki od patriarchy, hamletyzował cytując … Stalina. Potem wystąpił chór, który odśpiewał hymn pod muzykę starego hymnu bolszewickiego. Cyryl zamknął obrady mówiąc, że teraz jest spokojny o Rosję, bo widzi, że wszyscy wyznają ten sam system wartości moralnych.

Wiktor Pielewin był bezsprzecznie wizjonerem, który trafnie opisał system władzy w Rosji Putina jeszcze przed jego ukształtowaniem. Była to postmodernistyczna wizja fasadowości polityki, która mało różniła się od zwykłego PR-u. Postaci polityków na ekranach telewizorów to były zwykłe awatary, animowane w odpowiedzi na potrzeby publiki. Można było podmieniać znaczenia – ot choćby partia z nazwy liberalno-demokratyczna, mogła głosić hasła faszystowskie. Pomimo to, telewizyjna animacja życia politycznego miała swoją czytelną zasadę organizacyjną. Poszczególni aktorzy w rolach czarnych charakterów mogli się zmieniać. Można było obserwować upadki herosów i powroty synów marnotrawnych. Można było próbować snuć politologiczne oceny i przewidywać ewentualny rozwój wydarzeń. I to wszystko było zrozumiałe i czytelne dla odbiorcy… Pomimo że nieprawdziwe.

Przez lata wydawało się, że postmodernizacja rosyjskiej polityki to trafna diagnoza Pielewina. Być może największym osiągnięciem tego nurtu w polityce był Krym i wojna w Donbasie. Jednak wraz z wypaleniem się aktorów, zainteresowanie widza opadło. I oto w 2017 roku, przygotowując się do najważniejszego przedstawienia dwudziestolecia, które będzie miało miejsce za rok, pojawia się nowa narracja. Tylko pozornie nawiązuje do wcześniejszej. To jest narracja radykalna, pre-apokaliptyczna, bo poprzedza jakiś koniec. Ksienia Sobczak i Pokłonska, Kadyrow, Cyryl z Leninem i Stalinem pod rękę, cienie Żyrynowskiego i Ziuganowa – te wszystkie postaci się skończyły, bo są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. One nie odgrywają już żadnej roli, nie mają scenariusza, a bełkoczą. Nie mają już określonego miejsca na scenie. Mogą poruszać się jakkolwiek – nikogo to nie obchodzi.

Oniemiały widz w Uriupińsku siedzi przed ekranem i przygląda się tej bezkształtnej miazdze i jeszcze mocniej wierzy, że reżyser tego wszystkiego – taki Quentin Putin, musi wiedzieć, o co w tym chodzi.

Wojciech Siegień
Absolwent Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Od lat prowadzi badania w Rosji i w Ukrainie. Obecnie realizuje projekt „Transformacje systemu edukacji w warunkach wojny hybrydowej” w Donbasie.
  • w Eastbook.eu od2017 Nov 5
  • Artykuły1
  • Komentarze0
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz