Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Ubóstwo jest na rękę Kremlowi – wywiad z rosyjską opozycjonistką Julią Galiaminą

  • Bez kategorii
„Społeczeństwo w Rosji zmierza w dobrym kierunku. Przeszkodzić temu może, przede wszystkim, ubóstwo. Kiedy runie gospodarka, nie będzie czasu na zajmowanie się demokracją. Trzeba będzie próbować przetrwać” – odpowiada Julia Galiamina – aktywistka, polityk, założycielka i ekspert Szkoły Samorządu Terytorialnego.

Maciej Zaniewicz: Ostatnie wybory samorządowe w Rosji zostały okrzyknięte przez większość liberalnych i zachodnich mediów sukcesem opozycji. Zgadza się Pani z tą diagnozą?

Julia Galiamina: Tak. To krok milowy, którego nigdy wcześniej nie było. Choć w tej historii pojawiły się pewne niedociągnięcia, to jednak opozycja odniosła sukces.

Dlaczego to wydarzyło się właśnie teraz?

W wyborach przed pięcioma laty nie brało udziału tak wielu naszych opozycyjnych deputowanych. Wybory lokalne wydawały się niepoważne – wszyscy chcieli walczyć z samym Putinem. Obecnie, na fali zainteresowania swoimi okręgami oraz walki z renowacją (projekt polegający na wyburzeniu czteropiętrowych tzw. „chruszczowek” i przesiedleniu ich mieszkańców do innych dzielnic – przyp. red.), która miała miejsce w Moskwie, pojawiło się wielu miejscowych aktywistów, którzy skupili swoją uwagę na lokalnych wyborach.

Oprócz tego, politycy, którzy do tej pory próbowali kandydować na stanowiska na innych szczeblach, zrozumieli, że tam jest trudniej i wystartowali w wyborach miejskich, gdzie walka jest łatwiejsza.

Do sukcesu opozycji przyczyniły się głównie protesty przeciw tzw. „renowacji”?

Tak, to była kropla, która przelała czarę goryczy i zmieniła bieg wydarzeń. Choć takich czynników było wiele. Jednym z nich był nasz projekt Szkoła Samorządu Terytorialnego, który skupił zainteresowanie wokół polityki na szczeblu lokalnym i pomógł kandydatom stać się bardziej profesjonalnymi.

Co jest istotą tego projektu?

Począwszy od 2014 roku, co miesiąc, oprócz lata, organizowaliśmy sesje dla regionalnych aktywistów, na których mogli się oni dowiedzieć jak wygląda praca lokalnego polityka. To pierwsza część. Druga natomiast dotyczyła prowadzenia kampanii społecznych. Trzecia była poświęcona technikom przedwyborczym. Pokazywaliśmy w jaki sposób organizowane są wybory pod kątem technologii politycznej.

Ma Pani na myśli tzw. „politycznego Ubera”?

Nie, to osobna kwestia. Spośród naszych absolwentów 200 wystartowało w wyborach, a 50 z nich wygrało. Jako pierwsi zaczęliśmy do tego zagadnienia podchodzić świadomie. Dopiero później pojawiły się inne projekty, np. „Otwarte wybory”.

Na koniec pojawili się Gudkow i Katz ze swoim „politycznym Uberem”, który także przyniósł pozytywny efekt, ponieważ zwiększył zainteresowanie lokalnymi wyborami.

Na czym polega „polityczny Uber”?

Stworzono wzorcową kampanię wyborczą, do której człowiek może się zwyczajnie zapisać i działać według niej krok po kroku. Każdy mógł użyć opracowanego wcześniej schematu, w zamian za co zobowiązany był oddać swoje nazwisko Gudkowowi. Kupował lojalność, oferując pomoc.

Zaletą tego procesu było zwiększenie zainteresowania lokalnymi wyborami, wadą – to, że za projektem stała absolutnie błędna polityczna filozofia, która wydaje mi się niewłaściwa i w dalszej perspektywie, przyniesie negatywne skutki.

W jakim sensie?

Zgłosić mógł się tam każdy. Kryteria wyboru kandydatów były nieprzejrzyste. Rekrutacją zajmował się głównie Maksim Katz. Ludzie, którzy kandydowali nie musieli włożyć w swoją kampanię żadnego wysiłku. Mogli być zupełnie nieznani i nie robić niczego dla swoich wyborców, a mimo to, niektórzy zostali deputowanymi. To system, który pozwala z każdej miernoty zrobić bohatera.

Najważniejsze, aby popierali Gudkowa. Jest to związane z wyborami na mera Moskwy?

Tak. Najważniejsze jest w tym systemie to, żeby Gudkow przeszedł miejski filtr, a to co deputowani będą robić dla swoich wyborców jest już bez znaczenia. To całkowicie niszczy koncepcję kultury politycznej, którą staramy się promować, zgodnie z którą polityk powinien być związany ze swoim regionem, a zanim zostanie politykiem – być aktywistą.

Zdarzało się też, że w rejonach, w których miejscowi aktywiści nie dołączyli do Gudkowa, wystawiono przeciw nim kandydatów. Moglibyśmy zdobyć o wiele więcej miejsc, gdyby nie to.

Wynika z tego, że główną cechą większości opozycyjnych deputowanych jest lojalność wobec Gudkowa.

Tacy ludzie nie stanowią większości. Większość opozycyjnych deputowanych to wcześniejsi aktywiści lokalni.

Z powodu tego rodzaju polityki nie zaproszono Gudkowa na Miejski Kongres Deputowanych?

Po pierwsze, nikogo nie zapraszaliśmy. Każdy mógł do nas dołączyć. Gdyby Gudkow się zapisał, mógłby wziąć udział w Kongresie.

Nie chciał?

Nie chciał. Chciał oczywiście zostać zaproszony, ale nikogo nie zapraszaliśmy. Wszyscy rejestrowali się sami i płacili tę samą kwotę – na znak równości.

Po drugie, nie chcieliśmy, żeby udział brali politycy regionalnego szczebla. To było dla nas niezwykle ważne, aby zamanifestować istnienie samorządu lokalnego nie jako części pionu władzy, ale jako niezależnej instytucji, która może mieć własne pomysły, niepochodzące z góry.

Czy jest coś, co was łączy jako opozycję?

Przedstawiliśmy inicjatywę ustawodawczą mającą na celu rozszerzenie uprawnień lokalnych posłów w Moskwie. Samorząd ma prawo uczestniczyć w procesach władzy, ale bez kontroli nad pieniędzmi, bez możliwości inicjowania czegokolwiek. Na przykład nie możemy sami zagospodarować budżetu, przyjrzeć się mu i zorganizować przetarg. Możemy tylko podpisać akt rozpoczęcia i zamknięcia prac. To nie jest nasz budżet, to nawet nie są subwencje celowe.

Na ile zwycięstwo opozycji na poziomie regionalnym może wpłynąć na wyniki wyborów do Dumy lub wyborów prezydenckich?

Jeśli dany deputowany będzie dobrze pracował dla swoich wyborców, może wygrać wybory miejscowe, ale na szczeblu państwowym nie należy oczekiwać sukcesów w najbliższym czasie.

Jak się Pani wydaje, Gudkow ma szansę wygrać najbliższe wybory na mera?

Nie wiem, ale jest to mało prawdopodobne, że wygra. Osobiście nie widzę ku temu podstaw.

Dlaczego?

Może nie przejść filtru miejskiego, może nawet nie zebrać wystarczającej ilości potrzebnych podpisów. Nie cieszy się aż takim poparciem.

Czy można powiedzieć, że jest on praktycznie jedynym możliwym kandydatem opozycji?

Nie. Są też inni kandydaci. Nie wiadomo jeszcze, kogo wystawi „Jabłko”. Nie jest oczywistym, że partia wybierze Gudkowa.

A ma Pani swoich faworytów?

Obecnie nie widzę kandydata, który byłby atrakcyjny dla elektoratu. Jeśli „Jabłko” będzie promować Gudkowa, poprę go, choć uważam, że powinien popracować nad swoim programem i wizerunkiem. Umie posługiwać się współczesnymi technologiami politycznymi, ale pod względem treści nie radzi sobie za dobrze.

Już niebawem w Rosji odbędą się wybory prezydenckie. Czy Pani zdaniem Nawalny ma szansę na zwycięstwo?

Nie sądzę, by uzyskał wystarczającą liczbę głosów, żeby przejść do drugiej tury wyborów. Po pierwsze, nawet niezależni socjologowie wskazują, że nie jest on wystarczająco znany. Po drugie, w niektórych regionach wybory są bardzo silnie fałszowane i nie da się z tym nic zrobić. Dlatego też sądzę, że nie ma on szans na wygraną. Możliwe, że nawet nie będzie mógł wziąć udziału w tych wyborach.

Wspomniałem o Nawalnym, ponieważ jego podejście jest podobne do Pani, on także zaczynał od lokalnego poziomu.

Nie, to zupełnie nie tak.

Przecież pomagał ludziom rozwiązywać problemy związane z gospodarką komunalną…

Bardzo szybko się to skończyło. Sam Nawalny nie ma pojęcia o swoim rejonie i nie uczestniczy w miejscowym życiu publicznym. W Marino nie wygrał żaden kandydat z opozycji! Mnie osobiście takie podejście nie odpowiada. Polityk powinien zacząć od swojego domu i dopiero stopniowo poszerzać swój krąg zainteresowania.

Pani nad tym pracuje? Udaje się Pani wyjść poza Moskwę i pozyskiwać regiony? Zwykło się twierdzić, że na prowincji życie polityczne nie istnieje.

Jest jej na pewno mniej, to prawda. Tam wszyscy działacze się znają. Tak samo było w Moskwie 10 lat temu. Teraz aktywistów jest tylu, że niemożliwym jest znać wszystkich osobiście. To zjawisko można zauważyć również w regionach, ale proces ten jest tam znacznie wolniejszy niż w Moskwie.

Czy możemy oczekiwać, że opozycja za kilka lat będzie w stanie osiągnąć taki sam rezultat w regionach jak w Moskwie?

Tak, w dużych miastach jest to w całkiem możliwe. Ale nie należy zapominać, że staniemy w obliczu fałszerstw. W Moskwie mimo wszystko starają się walczyć z fałszowaniem wyborów, choć nie zaprzeczam, że takie przypadki się zdarzają.

Na przykład?

Na przykład w naszym okręgu dopisano 28 głosów Jednej Rosji, w wyniku czego zwyciężył ich kandydat. Oni po prostu dopisali głosy. Później licząc karty do głosowania stwierdzili „Oj, pomyliliśmy się”. Obecnie toczą się sprawy karne dotyczące fałszowania wyborów, ale nie wiemy jaka będzie decyzja sądu.

W regionach wygląda to jeszcze gorzej, ale w zasadzie sytuacja dojrzała w nich do tego, aby opozycja weszła do rad miejskich. Na przykład w obwodzie pskowskim na 240 deputowanych zwyciężyło 40 przedstawicieli opozycji z partii „Jabłko”. Jest to wynik długiej pracy i strategicznego działania.

Czy można powiedzieć, że w Rosji nastąpił moment zwrotny, po którym opozycja zacznie umacniać swoją pozycję w regionach?

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że teraz po prostu będzie lepiej. Żeby tak się stało, trzeba ciężko pracować. Władze będą nam rzucać kłody pod nogi i robić wszystko, żeby ludzie poczuli się nami rozczarowani.

Społeczeństwo zmierza w dobrym kierunku. Co może temu przeszkodzić? Przede wszystkim ubóstwo. Kiedy runie gospodarka, nie będzie czasu na zajmowanie się demokracją. Trzeba będzie próbować przetrwać.

Ludzie będą popierać obecną władzę, nawet jeśli gospodarka legnie w gruzach?

Właśnie wtedy ludzie będą popierać władze! Jeśli gospodarka się nie zawali, ludzie zaczną emancypować się, brać udział w różnych działaniach.

Ubóstwo jest na rękę Kremlowi?

Oczywiście. Nie jest tajemnicą, że im mniej pieniędzy w kieszeniach obywateli, tym mniej demokracji w kraju. Jeśli nie musisz przez cały czas zastanawiać się jak przeżyć, możesz zajmować się innymi sprawami.

Dokręcanie śruby to druga kwestia, która może zaważyć na losie opozycji. Jeśli władze zaczną wywierać silną presję na obywateli, wówczas będą oni mniej angażować się w politykę.

Te dwie kwestie – ubóstwo i dokręcanie śruby – mogą przerwać ten trend społeczny, który obecnie obserwujemy i który daje szansę na zwycięstwo opozycji.

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Z języka rosyjskiego tłumaczyła Paulina Szumlak.
Maciej Zaniewicz
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz