Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Łukaszenka nie zaszczyci UE obecnością

Prezydent Alaksandr Łukaszenka nie przyjedzie na szczyt Partnerstwa Wschodniego, który już jutro odbędzie się w Brukseli. Mińsk odrzucił unijne zaproszenie.

O tym, że białoruski prezydent weźmie udział w szczycie Partnerstwa Wschodniego mówiło się już od pewnego czasu. Autorzy spekulowali, że zaproszenie do Mińska miał zawieźć komisarz Johannes Hahn podczas swojej podróży na Białoruś 17 października. Fali entuzjazmu dał się ponieść również Eastbook, który w Eastweeku zawarł informację, że Łukaszenka został zaproszony do Brukseli i weźmie w nim udział. Wynikało to z plotek, które wyciekały po stronie Unii Europejskiej. Analitycy przygotowywali już artykuły poświęcone temu, jak to białoruski prezydent będzie wygłaszał w Brukseli płomienne przemówienia. Niektórzy łączyli rychły przyjazd Łukaszenki na unijne salony z aresztowaniem ukraińskiego dziennikarza Pawła Szarojko. Okazało się jednak, że Białoruś dokonała czegoś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Prezydent Łukaszenka, do 2016 roku persona non grata w Unii Europejskiej stwierdził, że jest mu bardzo miło, ale do Brukseli nie przyjdzie.

We wtorkowej odpowiedzi agencji Biełta MSZ Białorusi ogłosiło, że strona białoruska jest wdzięczna za zaproszenie, i że jest to dowód na postęp w relacjach białorusko-unijnych. Wykonany został duży postęp, strony przez długi czas nie zgadzały się ze sobą w wielu kwestiach, a obecnie Białoruś i UE współpracują ze sobą w sferze bezpieczeństwa międzynarodowego w regionie europejskim, rozszerzenia handlu i inwestycyjnej współpracy państw UE i Białorusi. Strona białoruska zwróciła uwagę, że spotkania na szczeblu głów państw są kulminacją w rozwoju kooperacji, co w połączeniu z odrzuceniem zaproszenia daje jasny sygnał, że Mińsk czeka na więcej.

Nie oznacza to, że Białoruś nie jest zainteresowana współpracą w ramach Partnerstwa Wschodniego, ale odczuwa, że stało się ono programem współpracy, w którym strony poszukują uznania dla swoich europejskich perspektyw. Białoruś natomiast nie jest zainteresowana taką perspektywą, jednak występuje za utrzymaniem i rozwijaniem Partnerstwa Wschodniego w kierunku programu apolitycznej współpracy, która nie jest w nikogo wymierzona. Mińsk chciałby bowiem widzieć piątkowy szczyt również jako apolityczne wydarzenie i okazję do szukania współpracy i budowania „większej Europy”. Białoruś jest zainteresowana współpracą z PW, ale stoi na stanowisku, że należy wprowadzać w nie takie środki, które nie będą pogłębiały różnic, ale deeskalowały napięcia w naszym regionie.

Ukłon w stronę Moskwy

Naturalnie pierwszym odruchem każdego, kto zajmuje się polityką białoruską jest przerzucenie wzroku z Mińska na Moskwę. To ona bowiem z uwagą obserwuje, jak będzie się zachowywał jej wysunięty na zachód sojusznik. Złośliwi mogliby wręcz stwierdzić, że Łukaszenka i jego administracja co roku wykorzystuje szczyty Partnerstwa, aby starać się o jarłyk z rąk Władimira Putina. Mińsk obniżając rangę delegacji do Brukseli pokazuje, że to Moskwa jest miejscem, które może wizytować prezydent, a nie stolica Unii Europejskiej. Takie rozwiązanie wydaje się jednak zbyt proste, zwłaszcza że nie dalej jak trzy miesiące temu cała Europa patrzyła na Białoruś, gdy wojska Państwa Związkowego Białorusi i Rosji rozjeżdżały poligony ćwicząc pacyfikację wspieranej przez zachód Wejsznorii. Gest wydawał się wystarczająco jasny – serce Łukaszenki bije na wschodzie.

Moskwa naturalnie będzie zadowolona z takiego obrotu spraw, jednak ruchu Łukaszenki nie należy sprowadzać wyłącznie do hołdu wobec Rosji. Białoruś wykonała tę decyzję samodzielnie, chociaż niewykluczone że wcześniej poinformowała o tym Kreml. Ze strony Moskwy nie płynęły wszak żadne sygnały, że ta czuje się zaniepokojona perspektywą uczestnictwa Łukaszenki w szczycie. Prezydent poczekał jednak do ostatniej chwili, aby ogłosić, że zaproszenie nie zostanie przez niego przyjęte. W sytuacji, gdy szczyt odbywa się pod koniec tygodnia, a decyzja została ogłoszona we wtorek, należy założyć, że gest miał być wyraźny i dotkliwy dla UE. Zwłaszcza że jeszcze 17 listopada szef MSZ Niemiec Sigmar Gabriel stwierdzał, że liczy iż białoruski prezydent pojawi się na szczycie.

Bruksela nie zasłużyła

Łukaszenka brakiem swojej obecności daje Brukseli prztyczka w nos i nie pozwala zbijać na sobie kapitału politycznego, jakoby Partnerstwo Wschodnie odniosło sukces wobec Mińska. Podkreśla to w swojej wypowiedzi Walery Karbalewicz, który twierdzi, że rezygnacja Łukaszenki jest sygnałem, iż to Unii Europejskiej bardziej zależy obecnie na kontaktach z Łukaszenką niż odwrotnie. Jeśli UE poprawi warunki współpracy, zacieśni ją, to wtedy będzie można podnieść rangę przyszłych wizyt.

Białoruski prezydent na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że jego uczestnictwo w szczycie Partnerstwa mogłoby zostać odebrane na dwa sposoby. Część obserwatorów skrytykowałaby jego obecność, gdyż Białoruś mimo swojego znaczenia oraz poprawy relacji z UE wciąż pozostaje na cenzurowanym ze względu na specyficzne pojmowanie standardów demokratycznych. Z drugiej strony Bruksela na pewno przedstawiłaby obecność Łukaszenki jako sukces unijnej dyplomacji, a tym samym również Partnerstwa Wschodniego. Analityk Białoruskiego Instytutu Badań Strategicznych Denis Mieljancow w rozmowie z DW zgodził się z wypowiedzią MSZ Białorusi, że podstawową przyczyną faktycznie jest niewystarczająca ranga współpracy między Białorusią i UE, ale również fakt, że szczyt Partnerstwa będzie miał słaby związek z samą Białorusią.

Niewykluczone, że uzasadnienia decyzji strony białoruskiej należy szukać, o dziwo, w wyjaśnieniu przedstawionym przez stronę białoruską. Mińsk nie jest zadowolony z tego, że Partnerstwo Wschodnie zamienia się w przedsionek dla państw zainteresowanych wejściem do UE. Można bowiem zakładać, że gdyby Białoruś wykazała taką chęć, to równolegle ubrani na zielono mieszkańcy obwodu mohylewskiego wykazaliby chęć dołączenia do Rosji. Dyskutowana formuła Partnerstwa Wschodniego Plus, która ma zostać zaprezentowana w piątek jest dla Mińska całkowicie nieatrakcyjna. Trudno oczekiwać, aby białoruski prezydent oklaskiwał inicjatywę dla „prymusów” integracji z UE, w sytuacji, gdy nie jest jednym z nich. Unia podnosząc rangę Ukrainy, Gruzji i Mołdawii obniża rangę pozostałych państw. Armenia i Azerbejdżan mogą tego nawet nie zauważyć, jednak dla Białorusi będzie to mało przyjemne.

W którą stronę idzie Mińsk?

Sakramentalne wręcz pytanie, które za każdym razem zadają sobie analitycy, to pytanie „w którą stronę będzie szła teraz Białoruś”? Wszystko wskazuje na to, że odpowiedzi należy szukać w piątek w postanowieniach unijnego szczytu. Jeśli decyzja o utworzeniu Partnerstwa Wschodniego Plus zapadnie, to uwaga wszystkich zostanie skierowana na trzy państwa w miejsce poprzednich sześciu. W ten sposób Białoruś siłą rzeczy skupiać się będzie raczej na rozwijaniu współpracy gospodarczej i regionalnej na niskim poziomie, bo fundusze na rozwój zostaną przetransferowane na Ukrainę.

Łukaszenka widzi zapewne, że znaczenie Białorusi zaczyna powoli spadać, ale trzeba mu oddać, że wykorzystał swoją szansę jak mógł najlepiej. Niedługo wypali się zapewne paliwo Porozumień Mińskich, gdyż nie doprowadziły one do rozwiązania konfliktu na Ukrainie, a o posiedzeniach w stolicy Białorusi coraz mniej się słyszy. Nie oznacza to, że znaczenie Białorusi od razu spadnie, jednak obecnie prezydent Białorusi mówi sprawdzam i pokazuje, że czuje się ważny. Pojawia się pytanie, jak zareaguje na tę deklarację Bruksela? Trudno powiedzieć, czy zdecyduje się zacieśniać dalej współpracę z Mińskiem, czy jednak skupi się na unijnych prymusach odstawiając Białoruś na boczny tor.

W tej sytuacji decyzja Łukaszenki wydaje się być wejściem all in, bo nie ma wiele do stracenia. Nie otrzyma od Brukseli dostępu do funduszu przeznaczonego dla najgrzeczniejszych uczniów w klasie, może jedynie liczyć na to, że wraz z rozwojem współpracy z UE i spokojem w relacjach pojawiać się zaczną zachodni inwestorzy. Jako że Białoruś nie wykonuje żadnych gwałtownych zwrotów, to wschodni inwestorzy nie odpłyną. Szumu przy tym nie będzie, mapa geopolityczna się od tego nie zmieni, ale gospodarka białoruska może się dorobić nowych wpływów, a także zwiększyć sprzedaż własnych towarów do UE i nikt nie zablokuje budowy elektrowni atomowej rzut kamieniem od Wilna. A to już prawdziwie białoruski sukces.

***

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 - komponent II Wymiar wschodni polskiej polityki zagranicznej 2017. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Zdjęcie główne: European External Action Service - EEAS, CC 2.0.
Bartek Tesławski
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz