Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Marki o których nie wiedziałeś, że są z Polski i zdobywają wschodnie rynki

Wstajesz rano, sięgasz po płyn do mycia twarzy marki Ziaja, wklepujesz pod oczy krem Ireny Eris, żeby w biurze nie wyszło, że czwartek to jednak nowy piątek. Jeśli jesteś kobietą, to sięgasz po ulubiony kolor szminki Inglota. Następnie wkładasz wysokie buty CCC, zakładasz płaszcz kupiony na przecenie w Mohito i wychodzisz do pracy. Jeśli pogoda jest ładna, to może sięgniesz po swój ulubiony rower marki Kross. Pedałujesz do pracy całkowicie nieświadomy tego, że wszystkie te marki, które otaczają cię od rana zostały wyprodukowane w Polsce. Nie martw się, w swojej niewiedzy nie jesteś osamotniony. Polacy często również nie mają zielonego pojęcia, że brandy takie jak Inglot, Eveline, Yes czy Solaris to polskie produkty.

Polska szczyci się swoim wzrostem gospodarczym, ale zastanawiając się nad przyczyną tego wzrostu, trudno wskazać konkretne sektory polskiej gospodarki inne niż rolnictwo. Rynek pracy w Polsce się rozwija, co skutkuje zaproszeniami dla kolejnych setek pracowników z Ukrainy czy Białorusi. Mimo dobrych wyników gospodarczych trudno jest jasno określić od czego rośnie polska gospodarka, szczególnie gdy większość osób przyjeżdżających do Polski kojarzy ją z rolnictwem albo sektorem usług. Okazuje się jednak, że Polska ma do zaoferowania również własne produkty, które przez 28 lat funkcjonowania kraju w warunkach wolnego rynku zdobyły sobie uznanie. Rzecz w tym, że wiele osób w ogóle nie wie, że malując usta szminką Inglot, czy jadąc wygodnym Solarisem ma do czynienia z produktem znad Wisły.

Wszystko byle nie samochód

Wielką polską traumą pozostaje fakt, że po upadku komunizmu straciliśmy polską markę samochodów, czyli FSO. Ten ból można zauważyć w licznych artykułach opisujących jak Francuzi ukradli nam „Beskida”, albo ubolewających nad tym, że Syrena Sport byłaby pięknym roadsterem, gdyby nie decyzja Gomułki. Niestety Polska FSO sprzedała, samochody elektryczne istnieją na razie tylko w wyobrażeniach ministra Morawieckiego, ale to nie znaczy, że nie da się jeździć „po polsku”. Chociaż pomogłoby w tym rozłożenie szyn na niektórych trasach.

Polska rewolucja transportowa kojarzy się w większych miastach z Solarisem i Pesą, czyli dwiema polskimi firmami, które ucywilizowały miejski transport. W Warszawie w miejsce starych Ikarusów pojawiły się klimatyzowane Solarisy, a głośne i trzęsące się tramwaje zastąpiły nowoczesne składy z Bydgoszczy. Mieszkańcy przedmieść z kolei mogli z czasem zauważyć pojawiające się składy firmy NEWAG, które różniły się od poprzednich wyciszeniem, klimatyzacją i ergonomią.

Z czasem okazało się, że polskie autobusy, autokary, tramwaje i pociągi są na tyle dobre, że mogą z powodzeniem startować w przetargach na zagranicznych rynkach. I wygrywać je! Tramwaje marki PESA spotkacie w Kijowie i w Rydze (jako efekt kooperacji ze Skodą). Firma planuje również uruchomić zakład produkcyjny na Ukrainie. Autobusy oraz Trolejbusy Solarisa trafiły do Wilna, Sofii, ale również do Dubaju.

Polską firmą i marką, z ponad 100 letnią tradycją jest również firma Ursus, która od lat konkuruje na światowych rynkach z białoruskim MZT. O wyższości Ursusa nad Belarusem lub odwrotnie można poczytać na forach rolniczych, nam zaś wystarczą informacje, że Ursus ma silne związki z Rosją, bowiem w 1913 roku firma była jedynym producentem silników spalinowych w Królestwie Polskim i ich głównym dostawcą do Cesarstwa Rosyjskiego. Obecnie w dziedzinie produkcji silników Rosjanie radzą sobie już sami, ale szefostwo Ursusa snuje plany na ekspansję na Wschód, nie tylko z ciągnikami, ale również z elektrycznym samochodem dostawczym oraz autobusami.

Na przeszkodzie w rozwoju polskim firmom może stanąć polityka. Bardziej niszowe gałęzie, jak ubrania i kosmetyki potrafią ukryć się przed wzrokiem żądnych sporów polityków. Inaczej niestety było z Pesą, która przegrała przetarg na dostawę 300 nowych tramwajów do Moskwy na lata 2017-2019 i to mimo występowania jako konsorcjum z UralTransMasz. Pojawiły się również problemy ze sfinalizowaniem kontraktu na wcześniejsze dostawy tramwajów Fokstrot, być może przez gwałtowny spadek wartości rubla, a może przez jego przyczynę, czyli aneksję Krymu i wojnę na Donbasie.

Zaczęło się od drutu

Z niewiadomych przyczyn Polacy mają niezwykły talent i zamiłowanie do stolarki okiennej. Polska firma Drutex jest obecnie największym europejskim producentem okien, a jej produkty dostępne są w państwach na całym świecie, od USA i Meksyku, aż po Rosję. Drutex nie wszędzie eksportuje sam, często korzysta ze wsparcia lokalnych dystrybutorów. Szybki rozwój pozwolił im nie tylko na zainwestowanie w rozwój i badania, ale również w marketing. Ambasadorami Drutexu zostali Kuba Błaszczykowski, Philipp Lahm i Andrea Pirlo. Uwadze zagranicznych klientów umyka zapewne fakt, że nazwa marki bierze się właśnie od „drutu”. Firma zaczynała w latach 80 od produkcji ogrodzeń, klatek i wszystkiego co dało się wyprodukować z drutu. Dopiero w 1994 roku nastąpiła zmiana branży. Nazwa jednak pozostała, stając się ulubionym przykładem marketerów na to, że o marketingu i brandingu trzeba myśleć przed, a nie po odniesieniu sukcesu.

Polskie i ekskluzywne?

Przykłady okien czy autobusów nie wzbudzają najczęściej emocji i chociaż przyjemnie jest się przejechać nowoczesnym tramwajem, to najbardziej cieszą marki kojarzące się z luksusem. Okazuje się jednak, że i tutaj Polacy nie muszą się wstydzić, a osoby, które lubią się ubrać i umalować mają czego szukać u polskich producentów. Dla wielu osób zaskoczeniem będzie zapewne polski rodowód marki Inglot, która posiada swoje salony w najbardziej prestiżowych punktach na świecie, takich jak Times Square czy Broadway. Większość, bo aż 95% kosmetyków, które trafiają tam w ręce ekskluzywnej klienteli produkowana jest wciąż w Polsce, konkretnie w okolicach Przemyśla, gdzie urodził się i niestety również zmarł tragicznie Wojciech Inglot. Warto podkreślić, że rolę rekina biznesu i prawdziwej gwiazdy przedsiębiorczości łączył z funkcją konsula honorowego Ukrainy w latach 2003 – 2010.

Kosmetyki z Polski cieszą się dobrą renomą na całym świecie, co wynika z połączenia trzech ważnych elementów – naturalności, wysokiej technologii i ceny. Te dwa pierwsze elementy gwarantują nie tylko jakość, ale również liczne patenty i możliwość konkurowania na całym świecie ze swoimi recepturami. Polskie marki kosmetyków to nie tylko wspomniany Inglot, ale również Ziaja, Irena Eris, czy lubiane w Rosji Dermika i Eveline. Wszystkie marki osiągnęły globalny sukces, i chociaż nie da się ukryć, że Rosja, Ukraina czy Białoruś mają w kwestii kosmetyków dużo do zaproponowania, to Polska nie ma się czego wstydzić.

Tym co wzmacnia szansę polskich producentów kosmetyków na Wschodzie jest fakt, że branża ta okazuje się być odporna zarówno na kryzysy, jak i sankcje. Widać to na przykładzie Rosji, gdzie klienci nawet w okresie największego spadku koniunktury nie zrezygnowali z zakupów kosmetyków. Okazało się, że można żyć bez francuskich serów, ale biada temu kto w Rosji podniesie rękę na dobry puder do twarzy.

Polska gospodarka od kilku lat systematycznie wzrasta i się rozwija, co zawdzięczamy ciężkiej pracy Polaków oraz przyjeżdżających do nas ze Wschodu pracowników. Potwierdzają to zarówno politycy, choćby znany na Ukrainie Sławomir Nowak, jak i przedsiębiorcy. Chociaż o rozwoju gospodarczym Polski pisze się na Wschodzie dużo, to często nie łączy się tego z polskimi inwestycjami, które coraz śmielej pojawiają się na Ukrainie czy Białorusi. Wielu konsumentów nie zdaje sobie również sprawy, że kolejny kosmetyk czy ubranie po które sięga nie pochodzi wcale z mitycznego Zachodu, ale tuż zza miedzy. Niewykluczone że wyprodukowane ukraińskimi rękami.

***

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 - komponent II Wymiar wschodni polskiej polityki zagranicznej 2017. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Zdjęcie główne: By Lukas 3z (Own work) [Public domain], via Wikimedia Commons
Bartek Tesławski
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz