Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Filip Rudnik

Odrusyfikować Polaków – czyli polska telewizja na Wileńszczyźnie

Większość Polaków żyjących na Litwie do rosyjskiego państwa odnosi się przyjaźnie, a pozytywnie bądź neutralnie politykę Władimira Putina ocenia aż 3/4 tej grupy narodowej – wynika z ubiegłorocznego sondażu przeprowadzonego wśród litewskich mniejszości narodowych przez „Baltijos tyrimai”. Tę sympatię można wytłumaczyć wpływem rosyjskich mediów, których skuteczność jest faktem powszechnie znanym. Dopiero w tym roku podjęto realne próby zmiany tego stanu rzeczy.

Polaków Wileńszczyzny często określa się rosyjską „V kolumną”, co w gruncie rzeczy jest krzywdzące. Rzeczywisty obraz tej grupy cechuje niejednorodność, którą trudno dostrzec na pierwszy rzut oka – wrzucanie wszystkich tamtejszych Polaków do jednego worka to pójście na łatwiznę, często motywowane chęcią zbicia politycznego kapitału. Złowieszczo brzmiącą „prorosyjskość” można wytłumaczyć wieloma czynnikami: animozjami polsko-litewskimi, sentymentem za czasami sowieckimi czy wreszcie popularnością rosyjskich mediów i idących wraz z nimi narracji.

Zajmijmy się tym ostatnim aspektem – co sprawia, że w polskich domach Wileńszczyzny w telewizorach pierwsze skrzypce grają kanały rosyjskojęzyczne? Można by przewrotnie powiedzieć, że „zły pieniądz wypiera ten lepszy”. Problemem jest jednak to, że odpowiednika tego „lepszego” nie ma już od ponad dwudziestu lat! Na Litwie, tak jak wszędzie poza Polską, transmitowana jest tylko TVP Polonia. Na jakość tej stacji spuśćmy zasłonę milczenia – określenie „trąci myszką” byłoby tutaj chyba najłagodniejsze. Dość powiedzieć, że ramówka stacji skrojona jest na potrzeby czysto sentymentalne dla polskich diaspor na Zachodzie. Zresztą, umówmy się – jak można TVP Polonia proponować grupie, która żadną Polonią nie jest?

Medialnej kontroferty dla rosyjskich kanałów przez długi czas nie było. W 1994 roku Telewizja Polska podjęła decyzję o zaprzestaniu transmisji swoich programów na teren południowo-wschodniej Litwy. Naiwnie sądzono, że tamtejsi Polacy gremialnie przerzucą się na litewskie media. Efekt? Litewscy Polacy wybrali kanały rosyjskojęzyczne, których na Litwie – razem z białoruskimi – jest osiem. Starsze pokolenie zna język rosyjski. Okres sowietyzacji nie przeszedł bez echa i bardzo często język Puszkina stanowi mowę najbliższą litewskim Polakom! W obliczu takiego krajobrazu medialnego nie można się zatem dziwić wynikom przytoczonego sondażu „Baltijos tyramai” – wciąż jednak zaskakiwać może to, jak długo sprawa była bagatelizowana.

Pierwszy krok

Sytuację zmieniła rosyjska agresja na Krymie i eskalacja konfliktu na Ukrainie. Decydenci, szczególnie ci z krajów nadbałtyckich, zrozumieli, że rosyjska propaganda może skutecznie namieszać również w ich krajach. Problem musiał więc „dojrzeć”, aby pojawić się w agendzie polityków Republiki Litewskiej.

W maju 2015 roku wileński Polski Klub Dyskusyjny wystosował do rządzących apel o wznowienie nadawania polskiej telewizji. Pomysł pojawił się też w wyborczym programie litewskich konserwatystów, a po wyborach zyskał swoich stronników na poziomie parlamentarnym – poseł Andrius Kubilius, razem z tymczasową grupą parlamentarną im. Trzeciego Maja, silnie lobbuje za polską telewizją na Litwie.

„Zaczęliśmy rozmawiać z Litwinami, a nie tylko z Warszawą. Tłumaczyliśmy im, że nie leży to jedynie w polskich interesach”, wyjaśnia wileński prawnik i dziennikarz Aleksander Radczenko, jeden z członków Polskiego Klubu Dyskusyjnego, „Wzrosło zrozumienie litewskich polityków dla polskich problemów oraz zauważono, że one same się nie rozwiążą”. Co znamienne, wspominany apel PKD wystosowany był również do polskiej KRRiT i TVP – niestety, oficjalnej odpowiedzi autorzy apelu nie otrzymali.

W końcu pomysł znalazł poparcie w szeregach litewskiego rządu, który obiecał przeznaczyć na ten cel blisko 1,5 miliona złotych. W tym momencie transmisja zaplanowana jest na trzy lata. Według informacji litewskiego Ministerstwa Łączności, od lutego 2018 roku w rejonach wileńskim, solecznickim i święciańskim będzie można odbierać trzy polskojęzyczne kanały telewizyjne: TVP Info, Kino Polska International oraz Kino Polska Muzyka International.

Wóz transmisyjny TVP; Źródło: TVP 3 Wrocław

Wóz transmisyjny TVP; Źródło: TVP 3 Wrocław

Kropla drąży skałę?

Oczywiście te trzy kanały nie sprawią, że wszyscy Polacy Wileńszczyzny od razu „uwolnią” się od wpływu rosyjskiej telewizji. Ta ostatnia cieszy się popularnością nie tylko ze względu na językową bliskość oraz względy sentymentalne. Rosyjskie kanały są bardzo atrakcyjne, a programy informacyjne są zestawione z interesującymi filmami fabularnymi i łatwo przyswajalną rozrywką. Czynnikiem, o którym nie można zapominać jest również to, do jakiego stopnia litewscy Polacy – szczególnie ci urodzeni jeszcze w Związku Radzieckim – są przyzwyczajeni do rosyjskiej pop-kultury. Trudno wymagać, aby mieli ten sam związek z wykonawcami, aktorami i celebrytami znad Wisły. Szczególnie po dwudziestu latach braku jakiegokolwiek z nimi kontaktu.

„Nie spodziewam się jakiegoś szczególnego przełomu w przeciągu kilku miesięcy. To są tylko trzy kanały, do tego nie najatrakcyjniejsze” – studzi optymizm Radczenko – „Z drugiej strony traktuję tę decyzję jako swoisty wyłom. Należało przełamać to myślenie, że się nie da i nie ma pieniędzy – wśród litewskich środowisk nacjonalistycznych pojawiały się głosy, że dojdzie do powtórnej polonizacji. Udało się takie podejście pokonać. Teraz należy ten wyłom poszerzać.”

Telewizja to nie wszystko, chociaż oczywiście poszerzenie oferty polskich kanałów nie byłoby niczym złym. Walka o polskiego odbiorcę i wytrącenie go spod wpływu rosyjskiego soft-power potrzebuje długoterminowej strategii, a przede wszystkim – pomocy finansowej z Polski i monitorowania działań przez Warszawę. Polskojęzyczne media są od lat niedofinansowane i tak naprawdę zależne od środków płynących z Polski, które i tak są w dużej mierze niewystarczające – wystarczy spojrzeć na różnicę w nakładach pomiędzy „Kurierem Wileńskim” a rosyjskimi tytułami prasowymi na Litwie. Radczenko konstantuje: „Litwini rozumieją zagrożenie ze strony rosyjskich mediów. Oni chętnie by nadawali nawet i siedem polskich kanałów – to jest już jednak o wiele dużo większy projekt, którego Litwa sama nie udźwignie”. Wydaje się więc, że piłeczka znajduje się po stronie Warszawy. Paradoksalnie okazuje się, że wracając do rozwiązań sprzed 20 lat – transmitując telewizję – można dokonać pierwszego kroku na drodze do rzeczy innowacyjnych: złamania monopolu rosyjskiej informacji.

***

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 - komponent II Wymiar wschodni polskiej polityki zagranicznej 2017. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons
Filip Rudnik
Filip Rudnik
Redaktor

Urodzony na Pomorzu, obecnie mieszkaniec Warszawy i student Studium Europy Wschodniej. Najchętniej czyta i słucha o krajach w europejskiej części byłego ZSRR.

Kontakt: f.rudnik@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 2
Dodaj komentarz

  1. adr pisze:

    Ludzie nie są idiotami, sam nawet monopol medialny nie wystarczy.

    Polska musi przestać być wyrodna matka i zacząć twardo stawiać sprawy Żmudzinom inaczej nic nie dadzą żadne media.

    Grawitowania w kierunku Moskwy to efekt zdrady jakiej dopuszczało się przez 25 lat państwo polskie kierowane przez nawiedzone gyedroyciowskie elyty.

    Podobnie milionowe straty Orlenu.

  2. KO pisze:

    Jeśli litewscy Polacy dostaną dostęp do TVP Info, to niczego to nie zmieni, przekaz tej stacji jest bowiem zaskakująco zbieżny z tym, co mówią media rosyjskie :D