Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Filip Rudnik

Na wschodzie bez zmian, czyli co przyniesie polskiej polityce zagranicznej rekonstrukcja rządu?

Zapowiadane od dłuższego czasu przetasowanie na ministerialnym poziomie w końcu stało się faktem. Wymiana 9 ministrów – w tym i ministra spraw zagranicznych – może być zapowiedzią nowego otwarcia w polskiej polityce zagranicznej.

Wymiana ministra spraw zagranicznych, oczywista, jest szczególnie istotna w kontekście polskiej polityki wschodniej. Należy jednak pamiętać, że ta ostatnia składa się z wielu komponentów, a MSZ jest tylko jedną z nich. Największy kryzys od 1991 roku w polsko-ukraińskich relacjach – którego jesteśmy świadkami teraz – ukazał ten mechanizm w pełnej krasie. Spirala niezrozumienia wytworzona przez szereg instytucji oraz powstały w efekcie pożar musiał zostać ugaszony podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Charkowie.

Nie oznacza to, że personalne zmiany w MSZ pozostają nieistotne. Jeśli chodzi o kierunek wschodni, bilans polskiej dyplomacji wygląda dość mizernie. Ukraina – konflikt w sferze polityki historycznej. Białoruś? Po nowym „otwarciu” i wizytach w Mińsku – w tym i urzędującego premiera, wówczas ministra – relacje zdały się ostygnąć i nie można zanotować szczególnego progresu. Z Rosją kontakty pozostają w dużej mierze nieufne. Trudno się zresztą dziwić, biorąc pod uwagę niedawny skandal związany z wydaleniem polskiego historyka z terenu Federacji. Dużo mówiło się o resecie stosunków polsko-rosyjskich, choć poważni analitycy nie dawali temu wiary: jakiekolwiek zbliżenie stanowiłoby rzecz trudną do wyjaśnienia dla opinii publicznej. Jedynie z Litwą widać wyraźne ocieplenie, na co wpływ ma też korzystna dynamika polityczna w Wilnie.

Dwa lata poprzedniego ministra Witolda Waszczykowskiego minęły pod znakiem jego słownych lapsusów, czego symbolem były sławetne rozmowy z nieistniejącym państewkiem San Escobar. Przypomnijmy także jego niechęć do białoruskojęzycznej telewizji Biełsat i chęć obcięcia dla niej dotacji – minister zaproponował transmitowanie na Białoruś medium polskojęzycznego. Uwagę o tym, że Białorusini niekoniecznie znają język polski, Waszczykowski zbył frazą „to się nauczą”. Na nic zdały się też jego programowe wywody, według których Warszawie potrzebny jest silny Kijów jeśli zaraz potem następowała wypowiedź Jana Parysa – szefa gabinetu MSZ – o braku potrzeby niepodległej Ukrainy z perspektywy polskiej suwerenności.

Oczywiście nie jest też tak, że przyczyną wschodniego fiasko była sama osoba Witolda Waszczykowskiego. Ministerstwo nie odpowiada za całość polityki zagranicznej, co może jedynie budzić osłupienie wśród naszych partnerów. Waszczykowskiego miał zastąpić Krzysztof Szczerski, który – zgodnie z doniesieniami mediów – odmówił. Szczerski, będący szefem gabinetu prezydenta, zachowuje jednak dalsze wpływy na kształt polityki zagranicznej.

Ekspertyzy – naukowe bądź nie

Czego możemy pragnąć od nowego szefa MSZ? Tego, co od każdego innego – konsekwencji i opanowania. Na wschodnim kierunku szczególnie trudno o to drugie. Z racji istotności ukraińskiego państwa, to właśnie relacje z Kijowem stanowić będą najważniejszy komponent polityki RP na wschodzie. Wymiana ministra na takiego, który ostrożnie waży słowa i nie kompromituje nas na arenie międzynarodowej z pewnością może w tym pomóc.

Minister Jacek Czaputowicz podczas zaprzysiężenia w Pałacu Prezydenckim; Źródło: premier.gov.pl

Minister Jacek Czaputowicz podczas zaprzysiężenia w Pałacu Prezydenckim; Źródło: premier.gov.pl

Nowy minister Jacek Czaputowicz nie zapowiada rewolucji – od września 2017 roku był podskretarzem stanu w MSZ, a w 2014 wszedł w skład rady programowej PiS. Sam Czaputowicz jest doświadczonym urzędnikiem państwowym oraz naukowcem, szczególnie w zakresie stosunków międzynarodowych. Jego prace akademickie z zakresu europeistyki jawią się jako wartość dodana – zwłaszcza w kontekście napiętych relacji z Brukselą. Powołując Czaputowicza w dzień spotkania Morawieckiego z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem, polski rząd kreuje wokół siebie zupełnie inną atmosferę. Odejście Waszczykowskiego może być rozpatrywane jako ukłon w stronę unijnych decydentów.

Cień na postać Czaputowicza rzuca jednak niesławna „ekspertyza”, która żadną ekspertyzą nie była. Chodzi o jego artykuł, który został opublikowany w prawicowym tygodniku „Do Rzeczy” w marcu 2017 roku, krótko po głosowaniu nad kandydaturą Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Obecny szef MSZ pisał w tym tekście o „niedopuszczeniu polskiej kandydatury pod głosowanie”, co stanowiło pogwałcenie zasad demokracji. Polski rząd, według słów Waszczykowskiego, dysponował wówczas „poważnymi ekspertyzami”, które podważały wybór Tuska na gruncie prawa europejskiego. Pytany o nie, ówczesny minister spraw zagranicznych odwołał się jedynie do wspomnianego artykułu Czaputowicza.

Odprężenie?

Gratulacje nowemu ministrowi krótko po przyjęciu teki złożyli szefowie dyplomacji Litwy, Łotwy i Ukrainy. Jacek Czaputowicz zapowiedział jednak inny kierunek swoich pierwszych wizyt: Bułgarię, Berlin i Brukselę. Niemcy określił jako „bardzo ważnego partnera”, co można odczytać jako trzeźwe porzucenie antyniemieckiej retoryki. Co ciekawe, relacje z Radą Europejską – a więc i z Donaldem Tuskiem – skwitował stwierdzeniem: „nic nie stoi na przeszkodzie, by te relacje były coraz lepsze”.

Powołanie Czaputowicza oznacza również większą synchronizację polityki zagranicznej z Pałacem Prezydenckim. Waszczykowskiemu w skoordynowaniu przeszkadzał konflikt z prezydentem wokół nominacji ambasadorskich. To szczególnie dobrze wróży w kontaktach z UE, a w szerszej perspektywie również w planie wschodnim. Jednorodna polityka wobec post-sowieckich krajów może być odczytywana szybciej, bez dawania niekonsekwentnych sygnałów płynących z różnych instytucji polskiego państwa. Ukraińcy już dawno pojęli, że osamotniona w strukturach europejskich Polska w niczym im nie pomoże. Ocieplenie z Kijowem może zatem przyjść przez zbliżenie z Brukselą, nie na odwrót. Czy grzech eurosceptycznej retoryki zostanie odpokutowany przez Morawieckiego i Czaputowicza? Pożyjemy – zobaczymy.

Filip Rudnik
  • w Eastbook.eu od2017 Jul 21
  • Artykuły9
  • Komentarze0
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Komentarze 0
Dodaj komentarz