Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Kto sieje Wiatrowycza ten zbiera burzę, czyli komu służy „banderyzacja” Ukrainy

13 stycznia minęła 81. rocznica wydania wyroku w procesie lidera ukraińskich nacjonalistów toczącym się przed sądem II RP. Po ponad osiemdziesięciu latach ponownie jesteśmy świadkami procesu – oskarżonym o zamach na polsko-ukraińskie relacje jest Wołodymyr Wiatrowycz, kierownik Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

13 stycznia minęła 81. rocznica wydania wyroku w procesie lidera ukraińskich nacjonalistów toczącym się przed sądem II RP. Stepan Bandera, oskarżony o współudział w organizacji zamachu na polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, w trakcie procesu, który ogniskował wówczas niemal całą polską jak i ukraińską uwagę publiczną, ostentacyjnie odmawiał używania języka polskiego, zaś prawo do obrony wykorzystywał do propagandowej agitacji.

Przywódca OUN, mimo obrony przez aż czterech ukraińskich adwokatów, został skazany na karę śmierci, którą na mocy amnestii zamieniono na dożywocie oraz utratę praw publicznych i obywatelskich honorowych na zawsze. Po ponad osiemdziesięciu latach ponownie jesteśmy świadkami procesu – oskarżonym o zamach na polsko-ukraińskie relacje jest Wołodymyr Wiatrowycz, kierownik Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

Majdanowy palimpsest

Temperatura na Majdanie Niezależności 1 grudnia 2013 roku wynosiła nieco poniżej zera stopni. Na szczęście w utworzonym w samym centrum kijowskiej metropolii miasteczku namiotowym działają już służby samopomocy obywatelskiej – wystawione koksowniki osiągnęły już pełną sprawność, zaś w uruchomionych kuchniach polowych wydawane są ciepłe napoje i posiłki.

Przebywających na placu aktywistów, którzy za kilka miesięcy doprowadzą do obalenia reżimu Wiktora Janukowycza, rozgrzewa tego dnia coś jeszcze. Na scenie postawionej na kijowskiej Majdanie, będącej centralnym punktem protestów na Ukrainie, przemawia właśnie wyjątkowa osoba – przywódca opozycji sąsiedniego kraju, cenionego i darzonego szczerą sympatią przez Ukraińców. Jarosław Kaczyński przybył do Kijowa jako jeden z pierwszych zagranicznych polityków.

„Drodzy bracia Ukraińcy, przyjechałem tutaj, żeby poprzeć to, co jest waszym dążeniem, waszym marzeniem, żeby poprzeć tworzenie waszego związku z Unią Europejską, z Europą, wasz marsz na Zachód. (…) To nie jest tylko tak, że wy potrzebujecie Europy, że wy potrzebujecie Unii, to Europa potrzebuje Ukrainy. Pamiętajcie o tym, miejcie tę pewność. Europa będzie silniejsza, będzie więcej znaczyć, jeżeli Ukraina będzie członkiem Unii” – mówił do zgromadzonych prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Swoje wystąpienie Kaczyński zakończył nabierającym właśnie wtedy popularności wśród aktywistów z Majdanu pozdrowieniem ukraińskich nacjonalistów z czasów II Wojny Światowej: „Sława Ukrainie!”. „Herojam sława!” – odpowiedziało mu tysiące stojących pod sceną Ukraińców, by zaraz potem skandować już po polsku: „Dziękujemy! Dziękujemy!”.

Nie krył w tamtym momencie radości, a może nawet wzruszenia, stojący na scenie cały czas, ramię w ramię z Kaczyńskim, jeden z politycznych przywódców ukraińskich protestów – Ołeh Tjahnybok, lider nacjonalistycznej partii „Swoboda”. Partii, prezentującej się jako współczesna kontynuatorka idei Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) z lat 40-tych.

Marsz ku czci Stepana Bandery w rocznicę jego urodzin, Kijów 1 stycznia 2015 roku; Autor: Svoboda; Źródło: commons.wikimedia.org

Marsz ku czci Stepana Bandery w rocznicę jego urodzin, Kijów 1 stycznia 2015 roku; Autor: Svoboda; Źródło: commons.wikimedia.org

W ciągu nieco ponad czterech lat od tamtego wydarzenia nie tylko upadł reżim Wiktora Janukowycza i doszło do zmiany władz na Ukrainie i w Polsce. Zmieniło się także nastawienie Jarosława Kaczyńskiego, obecnie znacznie bardziej krytycznie odnoszącego się do zmian jakie zaszły na Ukrainie po Rewolucji Godności. W lutym 2017 roku w wywiadzie dla Gazety Polskiej prezes PiS mówił:

„Musimy powiedzieć otwarcie, iż poziom ignorowania przez władze w Kijowie spraw związanych z ludobójstwem dokonanym na naszych obywatelach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, a często też zakłamywania ich prawdziwego przebiegu, gloryfikowania sprawców, przekroczył granice akceptowalności. Wspieramy niepodległość Ukrainy, rozwój demokracji w tym kraju, jednak nie zrezygnujemy z upominania się o prawdę. Jakiś czas temu długo rozmawiałem z prezydentem Poroszenką i powiedziałem mu wprost: z Banderą do Europy nie wejdziecie, trzeba wybrać – albo integracja z Zachodem i odrzucenie tradycji UPA, albo Wschód i wszystko, co się z nim wiąże”.

Wnioskując z cytowanych powyżej słów prezesa Kaczyńskiego, nowe władze w Kijowie dokonały historyczno-ideologicznego zwrotu, który uderza w polską wrażliwość i poczucie sprawiedliwości. Zgodnie z tym ujęciem, gloryfikacja OUN-UPA i jej duchowego przywódcy Stepana Bandery, rozpoczęła się wraz z upadkiem reżimu Wiktora Janukowycza i przejęciem władzy przez nową ekipę polityczną, z Petrem Poroszenko na czele. Ta zmiana ma także swoją fizyczną postać.

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie; Autor: Maya Maceka; Źródło: flickr.com

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie; Autor: Maya Maceka; Źródło: flickr.com

Osobą, która spersonalizowała niepokoje Polaków jest Wołodymyr Wiatrowycz, od marca 2014 roku szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UIPN). To on, w wypowiedziach polskich polityków i relacjach mediów, odpowiedzialny ma być za pogorszenie relacji ukraińsko-polskich. Doprowadzić miała do tego polityka „banderyzacji”, prowadzona przez UIPN pod wodzą Wiatrowycza.

Historia według Wiatrowycza

Wicedyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, historyk krajów Europy Wschodniej Łukasz Adamski komentując dla Eastbook.eu naukowy dorobek szefa ukraińskiego IPN stwierdza, że Wołodymyr Wiatrowycz jest nie tylko badaczem, ale także sympatykiem ideologii opisywanych w swoich pracach formacji ukraińskich nacjonalistów: „Szef ukraińskiego IPN w swojej działalności naukowej bazuje na klasycznej etnonacjonalistycznej wizji dziejów Ukrainy. Nie ukrywa on swojego pozytywnego stosunku do działaczy zachodnioukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, w szczególności OUNb i UPA” – mówi Adamski.

Potwierdzają to prace badawcze napisane przez obecnego szefa ukraińskiego IPN. Największy rozgłos w środowisku naukowym przyniosła Wiatrowyczowi książka o wymownym i trudnym do zaakceptowania dla Polaków tytule: Druga wojna polsko-ukraińska 1942–1947.
Rozgłos nie jest jednak tożsamy z uznaniem, bo praca została mocno skrytykowana nie tylko przez polskich historyków (np. Grzegorza Motykę, Andrzeja Ziębę czy Grzegorza Hryciuka) ale również ukraińskich (Ihora Iljuszyna, Andrija Portnowa) i innych (Johna Paula Himkę, Tarasa Kuzio). Historycy zarzucali autorowi manipulowanie faktami historycznymi, mające na celu zaprzeczenie odpowiedzialności OUN i UPA za zbrodnie na polskich mieszkańcach Wołynia.

Wiatrowycz miał w swoich badaniach wybiórczo odnosić się do źródeł – opierać się wyłącznie na tych dokumentach, które potwierdzały jego tezy, zupełnie zaś pomijając te mniej wygodne. W efekcie w opinii Grzegorza Motyki książka „nie ma większej wartości naukowej” i oparta jest na „karkołomnych konstrukcjach intelektualnych”, zaś zdaniem Grzegorza Hryciuka jest ona po prostu „kłamliwa” i budzi „intelektualny i wręcz etyczny sprzeciw”.

Jak wyjaśnia Łukasz Adamski, szef ukraińskiego IPN poprzez swoją admirację UPA i radykalne promowanie tej formacji sprawił, że ze zwiększoną siłą ujawnił się, skądinąd zawsze istniejący, konflikt pamięci historycznej obu narodów: „Wiatrowycz oczywiście nie był jego jedyną siłą sprawczą, ale w uproszczonych interpretacjach medialnych stał się jego głównym autorem” – tłumaczy wiceszef Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

Częściowo zgodny z tą opinią jest Roman Kabaczij, ukraiński historyk i publicysta: „Idea nazywania tego konfliktu II wojną polsko-ukraińską jest dyskusyjna, ale w środowisku ukraińskich historyków jest wielu innych naukowców, którzy tym się zajmują – Bohdan Hud’, Leonid Zaszkilniak, Jurij Szapował. Badania Wiatrowycza nie są więc ani pierwsze, ani ostatnie” – wyjaśnia dla Eastbook.eu Kabaczij.

Sprawny i skuteczny

Nie jest jednak tak prosto sformułować jednoznacznie negatywną ocenę działalności Wołodymyra Wiatrowycza przez polską stronę. Na przeszkodzie temu stoją inne podjęte przez niego działania. Jako dyrektor Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (w latach 2008-2010), Wiatrowycz przekazał polskiemu Instytutowi Pamięci Narodowej odtajnione dokumenty NKWD dotyczące represji i zbrodni stalinowskich na Polakach.

Za ujawnienie materiałów i udostępnienie ich stronie polskiej oraz za zasługi w dokumentowaniu prawdy o najnowszej historii Polski, na wniosek ówczesnego prezesa IPN Janusza Kurtyki, Wołodymyr Wiatrowycz miał zostać odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi. Ostatecznie, jak relacjonuje Iza Chruślińska, do tego nie doszło z powodu poparcia, jakiego Wiatrowycz udzielił przyznaniu przez ówczesnego prezydenta Wiktora Juszczenkę tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze. Z oczywistych względów spotkało się to z negatywną reakcją polskich władz.

Jako szef UIPN Wołodymyr Wiatrowycz dał się poznać również jako sprawny i skuteczny administrator. „Ma on autentyczne duże zasługi w bardzo potrzebnym procesie dekomunizacji kraju i deimperializacji” – przyznaje Łukasz Adamski. „Pomimo skromnego budżetu, dzięki energii i charyzmie, on i jego współpracownicy zdołali przeforsować to, co nie udawało się przez poprzednie dwie dekady ukraińskiej niepodległości” – dodaje.

Ukraiński IPN chwali się, że jedynie w ciągu 2016 roku udało się zmienić nazwy 32 miast, 955 wsi, 51 493 ulic, placów, skwerów itp., a także znieść 2389 pomników i symboli upamiętniających reżim totalitarny (w tym 1320 pomników Lenina). Większość zmian nazw dotyczyła powrotu do nomenklatury sprzed czasów radzieckich lub nadania nowych, na podstawie lokalnych uwarunkowań geograficznych. Roman Kabaczij podkreśla, że udało się tego dokonać mimo bardzo ograniczonych zasobów kadrowych Instytutu oraz dużego sprzeciwu prorosyjskiej części społeczeństwa.

Działalność dekomunizacyjna Wiatrowycza negatywnie odbija się na jego odbiorze w Polsce, gdzie spadają na niego oskarżenia o inspirowanie projektów ustawodawczych gloryfikujących ukraińskich zbrodniarzy. Tak było przy okazji uchwalenia, bardzo mocno krytykowanej w Polsce, ustawy o uczczeniu pamięci uczestników walk o niezależność Ukrainy w XX wieku, wśród których znaleźli się żołnierze OUN-UPA, (przyznać należy, że w kontrowersyjnym i mało stosownym momencie – dniu wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Kijowie).

Ulica Stepana Bandery we Lwowie; Autor: Vladimir Varfolomeev; Źródło: flickr.com

Ulica Stepana Bandery we Lwowie; Autor: Vladimir Varfolomeev; Źródło: flickr.com

Pomimo często stawianych jej zarzutów w Polsce, ustawa nie uznaje jednakże członków ukraińskich organizacji nacjonalistycznych z czasów II Wojny Światowej za kombatantów i nie nadaje im z tego tytułu żadnych praw. Choć zawarte w dokumencie publiczne negowanie legalności walki o niezależność Ukrainy jest co prawda uznane za przestępstwo i podlega karze w ramach obowiązującego prawa, to jednak nie precyzuje, na jakich zasadach owa kara miała by się opierać.

Dotychczas nie podjęto próby wprowadzenia tego zakazu do kodeksu karnego (zapis ustawowy w obecnym brzmieniu nie może być podstawą działania prokuratury ani sądów) i nic nie zapowiada podjęcia takich działań (zob. Komentarz OSW, Rok ukraińskiej dekomunizacji).

Szansa na porozumienie?

„Na razie nie zanosi się na „historyczny kompromis”, ale trzeba do niego dążyć” – przekonuje Łukasz Adamski, który zdradza, co powinno się stać, aby stał się on jednak możliwy: „Ukraina winna uznać, iż nie można postawić znaku równości między demokratyczną Armią Krajową i działaniami odwetowymi części jej oddziałów, a nacjonalistyczną partyzantką ukraińską, odpowiedzialną za czystkę etniczną – prawnie ludobójstwo, a także bezwarunkowo rozliczyć się z Rzezi Wołyńskiej. Polacy zaś winni uznać, iż UPA to także obrona kraju przed sowietyzacją, to formacja, przez którą przewinęły się rzesze Ukraińców pragnących wolności dla swojego kraju. W związku z tym warto wystrzegać się wszelkich generalizacji i uznawania, iż Ukraińcy winni bez zastrzeżeń przejąć polskie spojrzenie na tę formacje”.

Przekonany o tym, że istnieje szansa na porozumienie z Wołodymyrem Wiatrowyczem jest Roman Kabaczij: „Osobiście widziałem, jak Wiatrowycz mówił, że jest gotów przyznać winę konkretnych osób i oddziałów UPA za dokonanie zbrodni wojennych. Słyszałem jego wypowiedź przy pracy nad tłumaczeniem dla filmu dokumentalnego na temat polsko-ukraińskich sporów historycznych, realizowanego przez jedną ze stacji komercyjnych w Polsce. Ciekaw jestem, co trafi do tego filmu. To także pokaże, kto i na co jest w tym momencie gotowy”. Film, mimo że miał być wyświetlony w grudniu, do tej pory nie doczekał się oficjalnej premiery.

Zaostrzanie podziałów

Dyskutując na temat domniemanej czy rzeczywistej „banderyzacji” Ukrainy, warto przypomnieć obu stronom – polskiej i ukraińskiej – że Stepan Bandera był organizatorem zamachów w okresie II RP, których ofiarami padali zarówno Polacy, jak i Ukraińcy.

Znamienne, że z rąk nacjonalistów ginęli ludzie, którzy opowiadali się za polsko-ukraińską współpracą. Powody dla których za cel OUNowcy obrali sobie przychylnych Ukraińcom polskich polityków, dobrze oddają słowa jednego z członków ukraińskiej organizacji, tłumaczące zamach na Tadeusza Hołówkę – zwolennika współpracy Polaków i Ukraińców: ”On nas rozbrajał ideologicznie. Z endekami sytuacja była przynajmniej jasna: my tu, oni tam. Hołówko rozmywał podziały”. Spostrzeżenie to jest trafne także wtedy, gdy odwrócimy rolę – Wołodymyr Wiatrowycz jasno nakreśla linie frontu i uzasadnia nakręcanie antyukraińskiej histerii przez polskie środowiska nacjonalistyczne niechętne wschodniemu sąsiadowi.

Trudno też nie odnieść wrażenia, że coraz bardziej popularne w Polsce opinie o „banderyzacji” Ukrainy są projekcją wewnętrznych, nierzadko zmanipulowanych wyobrażeń o sytuacji u naszego wschodniego sąsiada. Prym nad Wisłą wiodą przedstawiciele organizacji nacjonalistycznych i tzw. Kresowianie dla których postać Wołodymyra Wiatrowycza i związane z nią kontrowersje stały się nieodzownym elementem formułowania swojej wizji polityki wschodniej. Kwestia rozliczeń historycznych stanowi w niej podstawę programową.

Niestety, do licytacji o to, kto mocniej i bardziej stanowczo będzie domagał się od wschodnich sąsiadów potępienia sprawców ludobójstwa na Wołyniu coraz aktywniej włączają się politycy rządzącego ugrupowania, czego dowodzi zmiana postawy Jarosława Kaczyńskiego. Szkoda, ponieważ w ten sposób nie tylko nie uhonorujemy jak należy zamordowanych w Rzezi Wołyńskiej Polaków, ale także z pewnością nie wymusimy na Ukraińcach oczekiwanej przez nas reakcji.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Pomnik Stepana Bandery we Lwowie; Autor: Maya Maceka; Źródło: flickr.com
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY