Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Filip Rudnik

Berdychowska: Obecnie jest niemożliwe, aby ukraiński inteligent nie wiedział kim byli Gombrowicz, Miłosz czy Borowski

O tym, w jaki sposób kultura moze stać się elementem wspólnym stosunków polsko - ukraińskich mówi Bogumiła Berdychowska - publicystka, kierownik Działu Stypendialnego w Narodowym Centrum Kultury. Odpowiada za program stypendialny Gaude Polonia dla młodych twórców z obszaru Europy Środkowowschodniej.

Filip Rudnik: Co dzisiaj czyni polską kulturę na Ukrainie atrakcyjną?

Bogumiła Berdychowska: Paradoksalnie jednym z elementów, które budują atrakcyjność polskiej kultury, jest jej odrębność, a jednocześnie podobieństwo do kultury ukraińskiej. Ukraińcy czują, że nasze kultury są w wielu miejscach zbieżne i to buduje naszą wspólnotę.

Ta odrębność z kolei jest na tyle istotna, że zaciekawia Ukraińców i sprawia, że chcą oni przyjrzeć się bliżej polskiej perspektywie. O tym podobieństwie i jednoczesnej odmienności po raz pierwszy mówił wybitny ukraiński poeta Wasyl Stus. W swoich notatkach obozowych pisał: „my, Ukraińcy, jesteśmy bardzo podobni do Polaków” – ale istnieją różnice, które sprawiają, że to polskie doświadczenie może być wyjątkowo interesujące.

W przypadku sztuki, literatury wybitne dzieła są atrakcyjne dla odbiorców niezależnie od ich pochodzenia narodowego. Poezja Szymborskiej, Herberta czy Miłosza, eseistyka Stempowskiego, opowiadania Herlinga-Grudzińskiego czy Mrożka, dramaturgia Janusza Głowackiego są uniwersalne. Znajdują swoich czytelników w Polsce, Francji, Włoszech, Stanach Zjednoczonych czy Ukrainie właśnie.

Czyli polska sztuka sama się tam broni?

Tak! Oczywiście, można zadać pytanie: dlaczego dociera tam tak późno? Dla przykładu – „Inny świat” Herlinga-Grudzińskiego po raz pierwszy został przetłumaczony na ukraiński dopiero w 2010 roku.

Na odbiór polskiej kultury nie ma wpływu ostatni kryzys we wzajemnych relacjach?

Polska – pomimo tych, mówiąc najłagodniej, turbulencji – ma opinię kraju najlepiej rozumiejącego Ukrainę, Polacy są uważani za przyjaciół Ukraińców. Co istotne – szereg rzeczy, które dotyczyły promocji Polski na wschodzie w czasie ostatnich niepełnych 30 lat, odbywało się w formule „robimy coś razem z Ukraińcami”. Odrzuciliśmy wzór robienia czegoś „dla Ukraińców”.

Czyli odrzucono polską „misyjność”.

Dokładnie! Klasycznym przykładem jest tutaj Jazz Bez, międzynarodowy festiwal muzyki jazzowej zainicjowany przez Instytut Polski w Kijowie. Z małej i lokalnej imprezy rozrósł się do zaskakujących rozmiarów, a zeszłoroczna edycja odbywała się w wielu miastach po obu stronach granicy.

Obie strony – i ukraińska, i polska – chciały coś zrobić i od razu widoczne były rezultaty tej współpracy. Co ciekawe, ta formuła została potem skopiowana przez rosyjski Alfabank, który także wystartował ze swoim jazzowym festiwalem we Lwowie.

Przywołała pani przykład festiwalu, który jest rzeczą widoczną. Odpowiada pani za program stypendialny Gaude Polonia – jakie są jego wymierne korzyści?

W przypadku, kiedy mamy do czynienia z kulturą i sztuką, trudno zdefiniować coś, co będzie tą wymierną korzyścią. Nasz program jest skierowany przecież do środowisk twórców. Czy np. kiedy Tereza Barabasz otrzymuje Złoty Medal na Triennale Tkaniny w Łodzi w 2016 r., jednej z największych tego rodzaju imprez na świecie, to jest to korzyść czy nie? Dla mnie jest to pytanie retoryczne.

Lub inny przykład: Nikita Kadan i jego prace „Kości się przemieszały”, zainspirowane – jeśli mogę się tak wyrazić – historią antypolskiej operacji OUN-UPA na Wołyniu i Galicji Wschodniej. Jest to istotne czy nie? Według mnie jak najbardziej, ponieważ obecnie Kadan jest jednym z najbardziej znanych na świecie artystów ukraińskich.

Można też wskazać inne obszary prac naszych stypendystów – chociażby konserwatorów sztuki, którzy uczestniczyli w różnych projektach dotyczących restauracji zabytków na wschodzie. Były wśród nich także obiekty szczególnie istotne dla Polaków, uważane za część również naszego dziedzictwa. Formuła działania jest zawsze taka sama – prace wykonuje polsko-ukraiński zespół konserwatorów. Stypendyści Gaude Polonia pracowali na Cmentarzu Łyczakowskim i w lwowskiej katedrze ormiańskiej. Nasi stypendyści stworzyli też „Studio aGRAFka”, które zajmuje się projektowaniem książek od strony graficznej. Ich prace są naprawdę rozchwytywane na Ukrainie – obecnie współpracują z dynamicznym Wydawnictwem Staroho Lewa ze Lwowa.

A co z literaturą?

W tej dziedzinie faktycznie można powiedzieć, że mamy do czynienia z konkretnym „produktem” – w szczególności mówię tutaj o przekładach z języka polskiego. Gaude Polonia ma duży wkład w ostatnią falę polskiej literatury, która weszła na rynek ukraiński. Nie jest to wyłącznie nasza zasługa, bo bardzo aktywny był również Instytut Książki. Jeden z naszych stypendystów, Oleś Herasym, przybliżył Ukraińcom polskie doświadczenia XX wieku: przetłumaczył „Rozmowy z katem” Moczarskiego, „Szkice piórkiem” Bobkowskiego czy wreszcie „Inny świat” Herlinga-Grudzińskiego. Ołeksandr Irwaneć przełożył całą spuściznę dramaturgiczną Janusza Głowackiego, Ołeksandr Bojczenko przekładał Tadeusza Borowskiego i Marka Hłaskę, Andrij Bondar – Mrożka, Andrij Pawłyszyn – Herberta, Marianna Kijanowska – Tuwima i Leśmiana, Natałka Rymska – Andrzeja Chciuka.

To były pierwsze przekłady tych pozycji na ukraiński?

W większości tak. Szczególnie zaskoczeni byliśmy tym, że nikt wcześniej nie tłumaczył Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Nasi stypendyści tłumaczą na bieżąco też to, co jest ciekawe w literaturze polskiej teraz – a więc reportaże.

Andrij Bondar przetłumaczył niezwykle ważną – szczególnie w kontekście polsko-ukraińskich relacji – książkę Witolda Szabłowskiego pt. „Sprawiedliwi zdrajcy” (ukraiński tytuł: „Kułemety j wyszni. Istoriji pro dobrych liudej z Wołyni”). Reportaż Szabłowskiego oddaje głos świadkom antypolskiej akcji OUN-UPA i tym ludziom, którzy pomagali Polakom przeżyć rok 1943 bądź zdołali przechować pamięć o tych wydarzeniach przez te kilkadziesiąt lat. Oprócz tej pozycji, przetłumaczonych polskich reportaży mamy naprawdę sporo.

Ukraiński rynek księgarski chętnie wydaje Polaków w ukraińskim przekładzie?

Już na starcie muszę powiedzieć, że nie jest tak, że wydawcy ukraińscy decydują się coś wydać tylko dlatego, że polskie instytucje zapewniają im pomoc finansową – każdy podmiot na tym rynku liczy przecież pieniądze. Co więcej, sam wydawca musi się finansowo zaangażować w wydanie polskiej książki, ponieważ z Polski może dostać pomoc tylko na tłumaczenie i prawa autorskie. Można jednak w ostatnich latach zauważyć, że w tłumaczenie polskiej literatury wchodzi czysty biznes. To przekłada się książki popularne, które doskonale się bronią na rynku wydawniczym. Tak było z cyklem powieści o Tomku Wilmowskim.

Te przekłady cieszą się popularnością?

Te przekłady tak. Dodam, że bardzo ważna jest sama osoba tłumacza. Może to zabrzmi obrazoburczo, ale jeśli ktoś zobaczy Miłosza przetłumaczonego przez Serhija Żadana – znanego ukraińskiego poetę i pisarza – to kupi tę książkę nie tylko dla Miłosza, ale i dla tłumacza.

Dzięki naszym stypendystom do intelektualnego obiegu Ukrainy weszły na stałe polskie nazwiska. Obecnie jest wprost nie do pomyślenia, aby ukraiński inteligent nie wiedział, kim był Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz czy Tadeusz Borowski – oraz to, dlaczego byli wielkimi pisarzami czy poetami!

Przytoczyła pani przekład książki Szabłowskiego – czy w jakimś stopniu Gaude Polonia dąży do wspólnego przepracowania trudnych tematów, w tym rzezi wołyńskiej?

Różne programy mają różne cele. W naszym programie tej misji nie ma, ponieważ program dotyczy sfery kulturalnej – naszymi stypendystami są przecież artyści, tłumacze i konserwatorzy zabytków. W tym aspekcie należy się odwołać do innych instytucji, które wspierają naukowców po obu stronach granic.

Jeśli chodzi o antypolską akcję OUN-UPA na Wołyniu i Galicji Wschodniej, to myślę, że problem zasadza się na różnicy pomiędzy postrzeganiem tych wydarzeń przez Polaków i Ukraińców. Coś, co jest bardzo istotnym wydarzeniem dla polskiej historii – w przypadku Ukrainy już takie nie jest. XX wiek był dla Ukraińców tak bogaty w tragiczne doświadczenia, że gdzieś przy tym gubi się tragedię Polaków Wołynia czy Galicji. Z drugiej strony, jeżeli chodzi o badania historyczne, to po stronie ukraińskiej poświęcono temu tematowi mało uwagi. W przeszłości istniała rządowa komisja ds. zbadania oceny działalności OUN-UPA pod przewodnictwem prof. Stanisława Kulczyckiego – to właśnie dzięki niej pojawiły się zasadnicze prace ukraińskich historyków poświęcone temu tematowi, m.in. prace prof. Ihora Iluszyna. Od tamtego czasu ukazywały się co najwyżej pozycje popularne lub propagandowe. Pozostaje też ostatnia kwestia – ze względu na to, że antypolska akcja na Wołyniu i Galicji Wschodniej, a raczej jej współczesne interpretacje, doprowadzały już kilkakrotnie do kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich, jest ona postrzegana przez część historyków ukraińskich za temat par excellence polityczny. A to nie zachęca do badań.

 

Facebook Comments

***

Bogumiła Berdychowska – publicystka, kierownik Działu Stypendialnego w Narodowym Centrum Kultury. Odpowiada za program stypendialny Gaude Polonia dla młodych twórców z obszaru Europy Środkowowschodniej.

Zdjęcie główne: Bogumiła Berdychowska ze studentami programu Gaude Polonia, źródło: www.nck.pl
Filip Rudnik
Filip Rudnik
Redaktor

Urodzony na Pomorzu, obecnie mieszkaniec Warszawy i student Studium Europy Wschodniej. Najchętniej czyta i słucha o krajach w europejskiej części byłego ZSRR.

Kontakt: f.rudnik@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY