Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Jak zrozumieć Bałkany i nie zwariować?

Początki nigdy nie są łatwe. Wie to każdy, kto kiedyś po pierwszej wakacyjnej podróży nad Adriatyk, zachwycony lokalną kulturą, próbował choć trochę zrozumieć bałkańskie zawiłości i historię regionu. Od czego zacząć, które książki czytać, a które lepiej omijać? Jak przygotować się do tej mentalnej podróży na Bałkany bez popadania w skrajności i bez ryzyka stania się zakładnikiem jednego z narodowych egoizmów?

Już sama odpowiedź na pytanie czym są Bałkany może nam sprawić wiele kłopotów. Są bowiem kraje takie jak Słowenia, Chorwacja, czy Rumunia, które przy każdej okazji starają się odciąć od “bałkańskości”. W Polsce, od czasów artykułu Tomasza Witucha “Bałkany – szkic definicji”, niewiele się zmieniło w postrzeganiu tego co jest bałkańskie, a co nie. Oczywiście dużym przełomem była praca Marii Todorovej – ale o tym później. Skracając do minimum tekst Witucha: są Bałkany “właściwie” i “otulina”, do której zaliczamy takie kraje jak Słowenia, Chorwacja, Rumunia.

Bałkany są równie fascynujące, co na pierwszy rzut oka skomplikowane. Wielość – narodów, języków, religii i wreszcie państw pod różnymi nazwami – z pewnością nie ułatwia laikowi zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi. Bo czym różni się Republika Serbska od Republiki Serbii, czym jest Bośnia i Hercegowina, a czym Federacja Bośni i Hercegowiny? O co wreszcie chodzi z tym Kosowem? Kim są ci ludzie z pierwszych stron gazet: Mladić, Karadzić, Haradinaj? Bohaterowie czy zbrodniarze? Te wszystkie pytania skłaniają nas do poszukiwania odpowiedzi. Czasem jednak z tej podróży możemy wrócić bardziej zdezorientowani, żeby nie powiedzieć głupsi, niż byliśmy w punkcie startowym.

Książek, reportaży i prac naukowych o Bałkanach na polskim rynku jest całkiem sporo. Jednak każdy, kto miał z nimi do czynienia, wie, że w którymś momencie autorzy się zapętlają i czyta się już dobrze znane rzeczy z wcześniejszych publikacji. Tragedia zaczyna się w momencie, kiedy zna się języki obce i czytało się kilka prac zachodnich lub bałkańskich badaczy. Drugim, największym problemem jest niezrozumiała sentymentalność niektórych autorów do jednych narodów i niemalże otwarta pogarda do drugich. Papier jednak zdzierży wiele, a niezorientowany w historycznych mankamentach czytelnik na wiarę przyjmie opinie autorów prezentowane przez nich jako niepodważalne fakty.

Spisek, czyli jugosłowiański thriller

Nie ma chyba bardziej znanej pracy w Polsce o Jugosławii niż obszerny tom Marka Waldenberga “Rozbicie Jugosławii. Jugosłowiańskie lustro międzynarodowej polityki”. Książka ta znajduje się w większości wykazów lektur na kierunkach studiów związanych z Bałkanami, jest chyba też najczęściej polecaną książką o Jugosławii na forach internetowych. Rzeczywiście, objętość książki i poruszana w niej tematyka robi wrażenie. Dużo gorzej jednak jest z obiektywizmem autora, który we wstępie do drugiego wydania sam przyznaje, że jego praca ma wyraźny rys ideologiczny. I nie widzi w tym nic złego!

Cysterna ONZ w Bośni i Hercegowinie (sierpień 1993). Źródło: https://flic.kr/p/X2XsjQ

Cysterna ONZ w Bośni i Hercegowinie (sierpień 1993). Źródło: https://flic.kr/p/X2XsjQ

Waldenberg na kilkuset stronach daje niesamowity popis serbofilii. Wnioski z jego pracy są banalne i utrzymane w pewnej starej, dobrze znanej dla demoludów retoryce: za rozpadem Jugosławii stoją Niemcy i Amerykanie, którzy nie tylko zwiedli na manowce bratnie Serbom narody, ale również przez cały czas prowadzili medialną kampanię wymierzoną w dobre imię narodu serbskiego. Według tej wykładni, Serbowie we wszystko zostali wrobieni – bądź postawieni pod ścianą, nie mając wyboru by zachować się inaczej. Takie dramatyczne momenty jak oblężenie Sarajewa czy masakra w Srebrenicy może nie są przez niego wprost negowane, ale nieudolnie próbuje przenieść odpowiedzialność na ofiary.

Wszystkie te spekulacje podszyte są historycznymi wywodami autora o tym, jakim błogosławieństwem dla narodów słowiańskich była Jugosławia – albo jak bardzo sztucznym tworem jest naród boszniacki, który bezczelnie dezinformuje opinię publiczną, szargając przy tym dobre imię Serbów. Praca Waldenberga jest więc nie tyle zapisem historii rozpadu Jugosławii, co podręcznikową wersją serbskiej narracji opartej o negacjonizm wydarzeń ostatniej wojny.

Skradzione Kosowo, albo skradziony zdrowy rozsądek

Kosowo obecnie wzbudza chyba najwięcej emocji. Jednocześnie wciąż brakuje całościowych i obiektywnych opracowań historii tej krainy. Taką próbę podjął ostatnio Andrzej Malinowski, jednak jego praca obejmuje jedynie okres od 1976 do 2008 roku. Niemniej jednak, jest to pozycja warta uwagi z racji na rzetelne przedstawienie serbsko-albańskiego konfliktu, bez posyłania serdeczności w kierunku którejś ze stron. Istniejąca w języku angielskim praca Noela Malcolma “Kosovo: a short history” wydaje się być obecnie jednym całościowym i łatwo dostępnym źródłem wiedzy o historii tego kraju (zwłaszcza z okresu sprzed Jugosławii).

Gazimestan. Kosowo. Źródło: https://flic.kr/p/7JXvtk

Gazimestan. Kosowo. Źródło: https://flic.kr/p/7JXvtk

Z racji, że wciąż brakuje obszernego omówienia konfliktu o Kosowo, wiele osób szuka alternatywnych źródeł. W sieci dużą popularnością cieszy się czeski film “Skradzione Kosowo”, reklamowany jako niewygodny i zakazany w Czechach z racji na swoją bezkompromisowość. Film oczywiście nie jest zakazany, a jedynie Telewizja Czeska odmówiła jego emisji z racji na zawarty w nim ładunek ideologiczny.

“Skradzione Kosowo” to pięćdziesiąt minut serbskiej propagandy, selektywnego doboru materiału i informacji. Nie starczy powiedzieć, że autorzy dokumentu konsekwentnie przemilczali opresyjną politykę Jugosławii wobec Albańczyków, przedstawiając ich w sposób jednostronny – jako krwawych separatystów, muzułmanów, którzy są nieproszonymi gośćmi na cudzej ziemi. Toporność tego filmu najlepiej pokazują sceny, kiedy tekst narratora z offu kompletnie nie zgrywa się z sensacyjnym obrazem widocznym na ekranie, który ma potęgować wrażenie serbskiej krzywdy i albańskiej winy.

Choć żądza wiedzy jest czymś pozytywnym, a chęć poznawania innych punktów widzenia szlachetnym, o tyle film “Skradzione Kosowo” nie dostarczy nam ani wiedzy, ani punktów widzenia. Zobaczymy to, co chcą żebyśmy zobaczyli serbscy nacjonaliści – którzy oczywiście nie są niczemu winni.

Trudna Todorova, przyjemny Jezernik

Podstawową książką o regionie i o tym jak w Europie Zachodniej kształtował się jego stereotyp jest wspomniana już praca Marii Todorovej “Bałkany Wyobrażone”. Nie ma co ukrywać – nie jest to książka ani łatwa, ani sensacyjna. Autorka nie odkrywa przed nami żadnych tajemnic skrywanych przez wielkie mocarstwa – Todorova powoli przeprowadza czytelnika przez historię kształtowania się wizerunku Bałkanów, począwszy od samej jego nazwy, na narodowych stereotypach kończąc.

Być może język jej pracy, erudycja i częste francuskie wtrącenia wielu odstraszają. Niemniej – warto się czasem przemęczyć. Łatwiejszą wersją książki Todorovej jest praca słoweńskiego antropologa Bozidara Jezernika „Dzika Europa”, która koncentruje się na tym, jak zachodni podróżnicy kreowali wizerunek Bałkanów na Zachodzie: do jakich kuriozalnych pomyłek to doprowadzało oraz wreszcie jak stereotyp zachodni został przyjęty przez bałkańczyków jako coś własnego.

Pomnik Pięciu bohaterów w albańskiej Szkodrze. Źródło: https://flic.kr/p/bvZnkf

Pomnik Pięciu bohaterów w albańskiej Szkodrze. Źródło: https://flic.kr/p/bvZnkf

Obydwie książki są swoistą kopalnią wiedzy o krajach i narodach półwyspu. Jezernik wydaje się wręcz idealnym autorem do rozpoczęcia przygody z Bałkanami, choć wszyscy, którzy liczą na krwawe czy sensacyjne opisy wydarzeń z lat dziewięćdziesiątych srogo się rozczarują.

Jak nie wpaść w pułapkę

Niezależnie od tego po jaką publikację czy źródło sięgniemy, musimy pamiętać o jednym: proste, paralelne skojarzenia bywają zgubne. Również doszukiwanie się podobieństw między Polską a Serbią czy Chorwacją nigdzie nas nie zaprowadzi, nie mówiąc już o podsycaniu mitów o braterstwie między naszymi narodami. Wreszcie, bycie bardziej serbskim od Serba – czy też chorwackim od Chorwata – również nie przybliży nas do zrozumienia wielu problemów, a jedynie ustawi nas w szeregu z krzykaczami licytującymi się o to, kto jest bardziej lub mniej winny.

Wyjątkowość Bałkan polega na wielości kultur i różnych doświadczeniach cywilizacyjnych. Można je porównywać, jednak wartościowanie ich wydaje się bezcelowe. Myślenie w kategoriach dobrzy chrześcijanie i źli muzułmanie nie ma sensu, biorąc pod uwagę jak bardzo obydwie tradycje (omawiając tylko te dwie) przemieszały się ze sobą. Z tego też powodu należy na region umieć spojrzeć z różnych perspektyw – czasem całościowo, a czasem bardzo indywidualnie. Wydaje się więc niemożliwe napisać obiektywnie i porządnie historię jednego kraju bałkańskiego znając tylko jedną narrację i jeden język. A niestety ciągle ma to miejsce – stąd mamy książki o Albańczykach bez źródeł albańskich, ale z bogatą bibliografią serbską czy macedońską.

Czytać należy wszystko, jednak nie we wszystko wierzyć. Jedno jest jednak pewne – nie ma i nigdy nie będzie jednej książki, która sprawiłaby, że nasz pogląd i wiedza o Bałkanach należałyby do pewników. Nawet lektura setek stron Waldenberga czy Todorovej nie sprawią, że będziemy wiedzieć wszystko. Dlatego czytajmy więcej niż jedną książkę – nim znowu zechcemy uchodzić (choćby na forum towarzyskim) za specjalistę od tematu.

Facebook Comments
Pomnik Pięciu bohaterów w albańskiej Szkodrze.
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY