Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Im wyższe ciśnienie, tym twardszy beton, czyli jak Polacy hodują polonofobię

„Im wyższe ciśnienie, tym twardszy beton” – to hurrapatriotyczne słowa piosenki popularnego w Rosji piosenkarza Olega Gazmanowa, które znakomicie oddają reakcję Rosji na zagraniczną krytykę. Przywykliśmy już, że podobną filozofią rządzi się też polski rząd, którego sondaże rosną wprost proporcjonalnie do zagranicznej krytyki. Warto, byśmy sobie zdali sprawę, że ta sama zasada działa w stosunku do Ukraińców.

Lubisz czytać Eastbooka i podoba Ci się, że nie zalewamy Cię masą reklam? Pomóż nam się rozwijać!

Wypełnij PIT 2016 i przekaż 1% podatku

Dziękujemy!

26 stycznia polski Sejm przegłosował tzw. „ustawę o IPN”, która oprócz penalizacji przypisywania Polsce i Polakom odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę, zakazała umniejszania znaczenia zbrodni ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP.

„Zbrodniami ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką, w rozumieniu ustawy, są czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925–1950, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności. Zbrodnią ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką jest również udział w eksterminacji ludności żydowskiej oraz ludobójstwie na obywatelach II Rzeczypospolitej na terenach Wołynia i Małopolski Wschodniej”.

Ustawę w trybie ekspresowym przyjął Senat. Powodem szybkiego procedowania miała być, jak twierdził marszałek Stanisław Karczewski, chęć ugaszenia emocji wokół ustawy. Jak się okazało, było to jednak gaszenie pożaru benzyną, a emocje międzynarodowe tylko wzrosły. Przy tym uwaga wszystkich obserwatorów skupiła się na reakcji Izraela. Ukrainę pominął nawet Andrzej Duda w swoim wystąpieniu, w którym ogłosił skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Obojętność polskich elit i społeczeństwa na reakcję Ukrainy nie powinna dziwić. W obliczu zarzutów ze strony Izraela o antysemityzm i stosunkowo ostrej reakcji USA, kwestia uregulowania sporu z Tel Awiwem nabrała znaczenia priorytetowego. Strona ukraińska już tak obojętna na zapisy ustawy o IPN jednak nie była. Choćby dlatego warto się przyjrzeć jakie emocje budzi ona nad Dnieprem.

Umiarkowany niepokój

W obliczu nagłego kryzysu w relacjach polsko-izraelskich rzeczywiście można by odnieść wrażenie, że ukraińscy politycy na chłodno podeszli do problemu. Od samego początku oficjalne reakcje Kijowa były wstrzemięźliwe i nastawione na dialog. Prezydent Petro Poroszenko w swoim wystąpieniu stwierdził, że „Historyczna prawda wymaga otwartej rozmowy i dialogu, a nie zakazów” oraz wezwał do „obiektywności i dialogu”, a zakończył swój komunikat pojednawczym „Tylko razem zwyciężymy”.

Wpływ na umiarkowaną reakcję prezydenta Poroszenki miało kilka czynników. Przede wszystkim Ukraina nie potrzebuje konfliktu ze swoim zachodnim sąsiadem, zwłaszcza, że cieszy się on wciąż sporą popularnością – około 50% Ukraińców ma pozytywne zdanie na temat Polski.

Również, wbrew powszechnie panującej w Polsce opinii, otoczenie polityczne Poroszenki nie traktuje polityki pamięci priorytetowo. Prym wiedzie w tej kwestii, z zamiłowaniem cytowany przez polskie media, szef Ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz. Nie można jednak powiedzieć, że jego słowa odzwierciedlają główne trendy myślowe panujące w ukraińskim społeczeństwie.

Bliższa tym trendom jest przyjęta przez ukraińską Radę Najwyższa uchwała, skierowana do prezydenta Dudy, w której podkreślono znaczenie strategicznego polsko-ukraińskiego partnerstwa. Nie zapomniano również o znaczeniu w Polsce autorytetu Karola Wojtyły i wezwano do „szczerego, chrześcijańskiego wybaczenia, do jakiego wzywał Jan Paweł II”.

Ten pojednawczy ton płynący z Kijowa zapewne zostanie jednak uznany w Warszawie jako gwarancja bezpieczeństwa na wschodnim froncie wojny o historię. I zapewne polscy politycy mają w tej kwestii rację. Ukraińskie władze zdają się być już przyzwyczajone do kolejnych odsłon polskiej walki o prawdę historyczną i kolejnych odcinków telenoweli o walce z banderyzmem. To znużenie nie może jednak uśpić naszej czujności.

Kiełkujący antypolonizm

Działania polskich władz wymierzone w walkę z banderyzmem na Ukrainie przede wszystkim są wodą na młyn nielicznych ukraińskich środowisk antypolskich i skrajnie nacjonalistycznych. Aby uświadomić sobie jakie skutki może nieść dla nastawienia wobec Polski na Ukrainie ponawiające się przywracanie na agendę relacji dwustronnych kwestii Bandery i UPA, wystarczy spojrzeć jak większość polskiego społeczeństwa reaguje na krytykę ze strony Komisji Europejskiej. Im silniejszy nacisk ze strony Brukseli, tym wyższe poparcie dla kolizyjnej polityki odnotowuje rząd.

Oczywiście nie bez znaczenia jest interpretacja tych nacisków suflowana przez media narodowe, które przekuwają krytykę UE w sukces rządu. Nie jest to zjawisko tak rozwinięte na Ukrainie, ale istnieją środowiska zainteresowane zbijaniem własnego kapitału politycznego na narracji „wstawania z kolan” na przekór Rosji i właśnie Polsce.

Nieliczne, choć coraz częstsze, głosy utrzymane w tym tonie można usłyszeć przede wszystkim z najbardziej radykalnej strony ukraińskiej sceny politycznej. Dla przykładu, grupa posłów niezrzeszonych, wywodzących się z takich partii jak Swoboda czy Korpus Narodowy, wniosła do Rady Najwyższej projekt uchwały, w którym proponowano zinterpretować polską ustawę o IPN jako „wysuwające de facto pretensje terytorialne” w stosunku do Ukrainy. Chodziło o użycie w oficjalnym dokumencie państwowym nazwy Małopolska Wschodnia w stosunku do ziem zachodniej Ukrainy, co zostało z resztą, choć w dużo łagodniejszych tonach, skrytykowane przez Kijów. Radykalna wersja projektu nawet nie była rozpatrywana, a ostatecznie przyjęta wersja ponownie wzywała do dialogu.

Krok dalej posunął się Światosław Szeremeta z Państwowej Komisji ds. Uczczenia Pamięci Uczestników Operacji Antyterrorystycznej, Ofiar Wojen i Represji Politycznych (odpowiednik polskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) znany ze swojej umiarkowanej sympatii do Polski. Uznał on, że w odpowiedzi na polską ustawę, Rada Najwyższa powinna przegłosować ustawę penalizującą negację „polskiej okupacji Ukrainy Zachodniej”. O ile są to słowa oddalone od głównego nurtu wypowiedzi na temat Polski, to coraz częściej przesączają się one do centrum.

Przechylanie narracji

Przeciętny Ukrainiec – wspomniane centrum – najczęściej nie interesuje się historią, a o Banderze i UPA wie tyle, że walczyli z Sowietami. Rozwiązaniem tego problemu nie jest jednak postawa, w myśl której mamy teraz stać się nauczycielami historii dla Ukraińców. O ile bowiem wielkim błędem jest zapominanie o własnej przeszłości, o tyle jeszcze większym błędem jest założenie, że jesteśmy w stanie inny naród przekonać do naszej interpretacji historii.

Skutki polskich działań będą wręcz odwrotne. Coraz więcej Ukraińców stopniowo zacznie się dowiadywać nie o zbrodniach UPA, a o tym, że były one wywołane „polską okupacją” i były „słusznym działaniem odwetowym”. Wprowadzając do ustawy zaś zakres dat 1925 – 1950 dajemy zaś ukraińskim radykałom kolejny argument dla ich opowieści o tym, że w trakcie międzywojnia Ukraina była rzekomo w stanie wojny z Polską (narracja o ukraińsko-polskiej wojnie miałaby umniejszać znaczenie rzezi wołyńskiej). Skalę ofiar rzezi wołyńskiej będzie się zaś zaniżać na Ukrainie tym bardziej, im bardziej Polska będzie domagała się kolejnych aktów potępienia UPA jako organizacji zbrodniczej. Niestety jest to naturalny odruch każdego narodu – własne zbrodnie się wybiela, a wybiela się je tym bardziej im bardziej je wytykają inni. Wystarczy spojrzeć w lustro.

Niestety kontekst tych wydarzeń jest bardzo niefortunny. Narracja o tym, że Polacy „wbijają nóż w plecy” Ukraińcom walczącym za wolność całej Europy z rosyjskim okupantem będzie coraz popularniejsza. Zwolenników będzie zyskiwać na Ukrainie również narracja o tym, że w okresie międzywojennym doszło do polsko-sowieckiego rozbioru Ukrainy przypieczętowanego Traktatem Ryskim. Coraz więcej osób z „centrum” będzie również ze zrozumieniem odczytywać napis na tabliczce przed wejściem do Muzeum Pamięci Narodowej „Więzienie przy Łąckiego” we Lwowie, upamiętniający ofiary „trzech władz okupacyjnych – polskiej, radzieckiej i niemieckiej”. Niebawem zaś Ukraińców o pozytywnym nastawieniu do Polaków będzie nie 58% jak jeszcze pół roku temu i nie 50% jak obecnie. Najwyraźniej jednak nie cenimy tego kapitału „miękkiej siły”, jaki możemy przekuć w realne zyski.

sympatie

Na naszą korzyść działa to, że pop-historia nie jest na Ukrainie tak popularna jak w Polsce, co wyraźnie widać gdy porównamy liczbę kolorowych pism historycznych w obu państwach. Dzięki temu spory historyczne mają mniejsze przełożenie na opinię społeczną na Ukrainie niż w Polsce.

Gdy następnym razem będziemy chcieli „zwiększyć ciśnienie” wywierane na Ukrainie, warto pomyśleć, czy mamy szansę choć trochę zbliżyć się do zakładanego celu. Wystarczyło przecież przeprowadzić z Ukraińcami konsultacje i uwzględnić ich uwagi. Bo nie byłoby zaskakującym gdyby się okazało, że autorzy projektu ustawy o IPN po prostu nie przewidzieli, że największe kontrowersje na Ukrainie wzbudzi zapis o „Małopolsce Wschodniej” i wymienienie jednym tchem ukraińskich nacjonalistów i reżimów sowieckiego oraz nazistowskiego. Czasem nie warto zwiększać presji na partnerze, zwłaszcza, jeżeli nie przynosi to żadnych korzyści. Ale czy jeszcze ktokolwiek w Polsce myśli o polityce pamięci w kategoriach skutków dla polityki zagranicznej?

Lubisz czytać Eastbooka i podoba Ci się, że nie zalewamy Cię masą reklam? Pomóż nam się rozwijać!

Wypełnij PIT 2016 i przekaż 1% podatku

Przekaż nam swój 1% podatku, lub wyślij nam darowiznę na konto:

57 1750 0012 0000 0000 2701 8815

Fundacja Wspólna Europa
al. Komisji Edukacji Narodowej 98/160
02-772 Warszawa

Dziękujemy!

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Aleja Ofiar Ludobójstwa OUN-UPA w Legnicy; Autor: Paweł5586; Źródło: commons.wikimedia.org
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY