Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Marzec wyklęty, czyli pocztówka z Hajnówki do Višegradu

Nie dalej jak miesiąc temu w polskich mediach toczyła się dyskusja o marszu nacjonalistów w Hajnówce. Część komentatorów słusznie zwróciła uwagę na haniebny charakter tego wydarzenia. Nie zabrakło jednak obrońców tych, którzy na oczach potomków ofiar Romualda Rajsa postanowili oddać cześć jego pamięci. Marsz pamięci “Burego” przeszedł, a jego przeciwnikom nie pozostało nic innego jak poczucie bezradności.

Lubisz czytać Eastbooka i podoba Ci się, że nie zalewamy Cię masą reklam? Pomóż nam się rozwijać!

Wypełnij PIT 2016 i przekaż 1% podatku

Fundacja Wspólna Europa
KRS: 0000373492

Dziękujemy!

Nasza część Europy jest wybrukowana takimi kuriozalnymi sytuacjami. Pomimo starań wielu środowisk inteligencji, wciąż pozostajemy zakładnikami reakcyjnego myślenia, w którym jedność (i coraz częściej czystość) narodowa odgrywa rolę dominującą. Z bogatych doświadczeń naszej historii nie tylko wybieramy te najgorsze, ale jeszcze wynosimy je do rangi najbardziej szlachetnych. W konsekwencji w tym samym zdaniu potrafią paść twierdzenia o “polskiej tolerancji” i “żydowskim spisku”, czy “białoruskich kolaborantach”.

Kryzys idei społeczeństwa otwartego zaowocował szeregiem większych lub mniejszych marszów chłopców i dziewcząt czerpiących inspiracje z ruchów paramilitarnych, czy partyzanckich drugiej wojny światowej. Ci rozczarowani III Rzecząpospolitą chłopcy i dziewczęta dumnie kroczą w rytm haseł, które zaszczepiają im ich starsi koledzy z pięknym “niepodległościowym” rodowodem sięgających Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald i innych usłużnych władzom komunistycznym organizacjom. Komunistyczne korzenie myśli “Prawdziwych Polaków” nie są niczym szczególnie oryginalnym. Wystarczy spojrzeć na Serbię, gdzie głosiciele najbardziej radykalnych haseł nacjonalistycznych to nikt inni jak byli członkowie Związku Komunistów Jugosławii, którzy w obliczu krachu socjalistycznej utopii przywdziali szaty narodowe.

Kuriozum rozlane

Jesteśmy świadkami bezradności nie tylko idei inkluzywnego społeczeństwa, ale i instytucji państwa wobec narastającej fali narodowego zacietrzewienia. Mimo to znajdujemy się w sytuacji o tyle komfortowej, że nasze demony sięgają wydarzeń drugiej wojny światowej, której traumę jako tako udało nam się przepracować przez ostatnie dekady. Niestety coraz popularniejsze stają się głosy negujące udział Polaków w masakrze w Jedwabnem, czy ogólne kwestionowanie udziału Polaków w zagładzie.

W o wiele gorszej sytuacji są mieszkańcy krajów byłej Jugosławii, zwłaszcza Bośni i Hercegowiny, których doświadczenia wojenne są wciąż żywe i sięgają bardzo niedalekiej przeszłości. Tam neguje się wszystko: głosy o tym, że Srebrenicy nie było, a nawet jeżeli była, to w ramach samoobrony, a oblężenie Sarajewa to serbska prewencja. Akcja “Oluja” broniona jest tymi samymi argumentami co u nas akcja “Wisła”. W obozie koncentracyjnym w Jasenovacu władze chorwackie stawiają tablice kompletnie oderwaną od kontekstu historycznego, czcząc pamięć oprawców a nie ofiar.

Można więc spokojnie posłużyć się podtytułem książki Hervé Ghesquière: “rany są zbyt głębokie”.

Za króla i ojczyznę!

13 marca przez stary kamienny most, o którym pisał Ivo Andrić w swojej powieści, przeszedł marsz czetników.

Tego dnia bowiem przypadała rocznica aresztowania Dragoljuba Mihailovicia. Rola czetników i ich lidera w drugiej wojnie światowej jest co najmniej kontrowersyjna. Właściwie do 1942 roku wojska Mihailovicia były oficjalnie wspierane przez siły alianckie, a sam ich dowódca pełnił funkcję jugosłowiańskiego ministra wojny w rządzie emigracyjnym w Londynie. Mihailović i jego oddziały walczył z nazistami i Chorwatami, którzy stworzyli marionetkowe wobec III Rzeszy państwo.

Generał Dragoljub Mihailović, 1943. Źródło: wikipedia.org

Sytuacja zmieniła się kiedy na sile zaczęła przybierać partyzantka komunistyczna Tity. Co prawda pojawiły się pomysły współpracy obydwu armii, jednak różnice doktrynalne okazały się zbyt silne. Czetnicy byli monarchistami, a Tito zaczął stanowić dla nich większe zagrożenie niż sami naziści. Oddziały czetnickie kolaborowały z Niemcami. Kolaborowały właściwie z każdym, byle osiągnąć swój cel: Wielką Serbię z królem na tronie. Oddziały czetnickie dokonywały więc masakr i czystek etnicznych na nieserbskiej ludności ich wyobrażonego państwa. Po zakończeniu II wojny światowej Mihailović został aresztowany i skazany na śmierć przez rozstrzelanie. W 2010 roku został zrehabilitowany przez serbski Sąd Najwyższy.

U lijepom starom gradu Višegradu

Mihailović dla serbskich nacjonalistów jest tym kim dla Polaków wszystkie Bure i Ognie razem wzięte. Można go też porównać do ukraińskiego przywódcy nacjonalistów – Stepana Bandery. Podobnie jak dzisiaj na Ukrainie w obliczu wojny z Rosją w celach mobilizacyjnych sięgnięto po kult UPA, tak samo w latach dziewięćdziesiątych podczas wojny w Jugosławii, Mihailović przeżywał swój ideologiczny renesans.

Określenie czetnicy przyległo wówczas na trwałe do Serbów walczących w paramilitarnych jednostkach.

To właśnie pogrobowcy Mihailovicia w 1992 roku w zaledwie kilka tygodni zamordowali w Višegradzie prawie 3000 osób, głównie Boszniaków. Kamienny most, będący dotychczas symbolem symbiozy między narodami stał się areną krwawej masakry. Drina spłynęła krwią i martwymi ciałami, które przez kolejne tygodnie wyławiali przypadkowi ludzie. Gwałty, tortury i morderstwa stały się codziennością ulic miasta, które z racji na powieść Andricia było pewnym symbolem braterstwa jugosłowiańskich narodów. W 1992 roku okazało się, że mit jest nagi.

Tymi samymi ulicami kilka dni temu przeszedł marsz pamięci Mihailovicia. Były poczty sztandarowe, a panowie dumnie nosili paramilitarne mundury nawiązujące zarówno do oryginalnych czetników jak i serbskich “bohaterów” z czasów ostatniej wojny. Spokojnie wygłosili swoje przemówienia i złożyli wieńce.

Do wojny w latach dziewięćdziesiątych w mieście tym mieszkało 25 tysięcy osób. Prawie 60% z nich to byli Boszniacy. Dzisiaj mieszka tam niewiele ponad 11 tysięcy Serbów.

W imię antykomunizmu

Czetnikom jak i „wyklętym” odpuszcza się wszelkie winy i zbrodnie w imię ich walki z komunistami. Podobna narracja stosowana jest wobec ukraińskich nacjonalistów. We wszystkich trzech przypadkach próbuje się haniebne zbrodnie ukryć pod płaszczem chwalebnej walki z reżimem komunistycznym. Musimy jednak pamiętać, że nikomu nie wolno zamykać ust ofiarom w imię budowania tożsamości narodowej. I dotyczy to wszystkich narodów, niezależnie od skali popełnionych przez nie zbrodni.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Czetnicy z nazistami nad rzeką Neretwą. Źródło: https://flic.kr/p/jLpMb1
Kamil Hyszka
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY